Atomowy „kot Schrödingera”: polska elektrownia atomowa na Ukrainie? [ANALIZA]

Czwartek, 05 Października 2017, 12:24
Czwartek, 05 Października 2017, 12:24
Czwartek, 05 Października 2017, 12:24
Piotr Maciążek

Gabinet premier Beaty Szydło ma podjąć do końca roku decyzję o kontynuacji budowy elektrowni atomowej. Tymczasem władze w Kijowie proponują Polsce ukraińską siłownię jądrową na własność. 

Zbliża się moment podjęcia decyzji ws. kontynuowania projektu polskiej elektrowni atomowej (ma zostać ogłoszona pod koniec roku). Ministerstwo Energii w ostatnim czasie z dużą częstotliwością komunikuje swoje poparcie dla budowy siłowni jądrowej podkreślając, że bez niej ciężko będzie wypełnić wymogi klimatyczne UE. Coraz „cieplej” o tym pomyśle mówi także resort rozwoju, o czym świadczy deklaracja wicepremiera Mateusza Morawieckiego w Krynicy, iż jest on „zwolennikiem taniej energetyki atomowej”. Konsensus burzy, według informacji Energetyka24, Ministerstwo Środowiska, które mocno lobbuje za rozwojem geotermii. Na marginesie, sytuacja ta pokazuje jak dużym błędem rządu było niedokończenie przesuwania prerogatyw związanych z energetyką do nowego resortu.

Zobacz także: Wiceminister energii o budowie polskiej elektrowni atomowej

Równolegle do toczącego się politycznego procesu decyzyjnego następuje aktywizacja dużych graczy z sektora jądrowego, których polski program budowy elektrowni atomowej interesuje z przyczyn biznesowych bądź geopolitycznych. 

Tak należy tłumaczyć aktywność strony japońskiej, która zorganizowała wyjazd dla dziennikarzy z Polski do Japonii, co skutkowało wysypem publikacji na temat tamtejszej branży atomowej, a także organizuje seminaria dla resortu energii dzieląc się swoim know-how (16 października br. odbędzie się pierwsze z nich, w Krakowie). Według nieoficjalnych informacji Energetyka24, kluczowym elementem oferty z Kraju Kwitnącej Wiśni jest także udostępnienie władzom w Warszawie japońskich technologii czystego węgla.

Nastąpiła również aktywizacja Chin. Na temat ich propozycji pojawiło się mnóstwo publikacji akcentujących szeroki offset (220-250 mld zł) dla Polski, który miałby wesprzeć realizowany nad Wisłą projekt rozwoju elektromobilności, w zamian za atomowy kontrakt.

 

Nie próżnują również Rosjanie, dla których elektrownia atomowa zbudowana na terenie naszego kraju jest zagrożeniem dla interesów eksportowych Rosatomu (chodzi o plan sprzedaży energii z powstających siłowni w obwodzie kaliningradzkim i na Białorusi). W ostatnim czasie byliśmy świadkami zakrojonych na szeroką skalę działań dezinformacyjnych wymierzonych w polski projekt

W wyścig o polski atom włączają się także Ukraińcy. Minister energetyki i przemysłu węglowego Ukrainy, Ihor Nasalyk, poinformował, że nasz kraj mógłby zaangażować się w odbudowę nieczynnego połączenia linii Chmielnicki-Rzeszów. Dzięki temu możliwy byłby eksport energii z elektrowni atomowej Chmielnicki (po synchronizacji jej bloku z parametrami unijnych sieci), a za uzyskane tym sposobem pieniądze rozbudowanoby ją o dwa kolejne bloki. Zdaniem strony ukraińskiej nasz kraj mógłby przejąć je na własność wraz z odbudowanymi sieciami.

Zobacz także: Strupczewski: Nadszedł moment na polski atom

Powyższa propozycja to jedynie lekko zmodyfikowana koncepcja, którą zamierzał realizować dr Jan Kulczyk. Już wtedy uważana była za bardzo kontrowersyjną. Część ekspertów podkreślała, że import taniej energii z Ukrainy na południe polski mógłby uderzyć w górnictwo i lokalne elektrownie węglowe. W dodatku jego uruchomienie wiązałoby się z dużymi wydatkami w sieci po obu stronach granicy (za polskie pieniądze?) w momencie gdy podobne inwestycje będą potrzebne by rozprowadzić moc z budowanej w naszym kraju elektrowni jądrowej. Dziś kwestia ta nie wybrzmiewa aż tak mocno, ale zaangażowanie Polski w siłownię w Chmielnickim w naturalny sposób wiązałby się z porzuceniem własnych atomowych ambicji.

Strona ukraińska będzie zapewne akcentowała w ramach swojej koncepcji konieczność intensyfikacji kooperacji bilateralnej, a także grała nutą Międzymorza (co de facto miało miejsce także w przypadku zaangażowania polskiego PGE w projekt elektrowni atomowej w litewskiej Wisagini, który miał być realizowany wspólnie z krajami bałtyckimi). Jednak ze względu na podkreślane od lat zagrożenia dla polskiej gospodarki związane z restytucją połączenia Chmielnicki-Rzeszów należy podejść do tego pomysłu z rezerwą. Tym bardziej, że dużą niewiadomą byłby udział naszych firm w rozbudowie siłowni ukraińskich. Mało tego, to tamtejsza gospodarka skorzystałaby na zleceniach dla lokalnych podwykonawców, od firm budowlanych po hotele czy piekarnie. Ponadto, na Ukrainie cały czas toczy się wojna i lokując tam część naszego bezpieczeństwa energetycznego musimy liczyć się z intensyfikacją działań zbrojnych, a także dywersyjnych na jej terytorium. Nie chodzi tu jedynie o fizyczne niszczenie infrastruktury (np. przesyłowej), ale także cyberataki. Może to doprowadzić do deficytów energetycznych i przekierowania przesyłu energii z „polskich” bloków w Chmielnickim na potrzeby krajowe w ramach realiów wojennych. Z analogicznych powodów podchodzę sceptycznie do pomysłu umieszczania polskiego gazu w magazynach pod Lwowem. 

Zobacz także: Wicepremier Morawiecki: "jestem zwolennikiem taniej energetyki atomowej"

Piotr Maciążek
Dziękujemy! Twój komentarz został pomyślnie dodany i oczekuje na moderację.

Dodaj komentarz

39 komentarzy

Chris Środa, 18 Października 2017, 13:29
A czemu Polska nie interesuje się Candu, z firmy Ontario Hydro, zbudowanym przez polskich inżynierów-emigrantów? To przecież jedyny sprzedawany reaktor. Poza tym bez wypadków. W aglomeracji Toronto funkcjonuje od dziesięcioleci...
por. elektryk Piątek, 13 Października 2017, 14:02
kolejna porcja jądrowej propagandy... wszyscy w branży wiedzą, że to ślepa uliczka, ale gdzieś trzeba puścić tą schodzącą technologię...
Observer Środa, 11 Października 2017, 9:44
Budowa od podstaw konwencjonalnej polskiej energetyki atomowej to z uwagi na koszty zły wybór. Kulczyk miał rację - kupno chmielnickiej energii elektrycznej rozwiązuje polski problem z UE i pozwala na budowę dużej węglowej elektrowni na ścianie wschodniej. Przy okazji do Gdańska i Żarnowca rozwinie się sieć WN 750 kV
wojtek Wtorek, 10 Października 2017, 8:37
Sprawa jest dość prosta. Wybór wykonawcy (co ważne Państwa nie firmy) elektrowni atomowej to wybór strategiczny dot. tzw. racji stanu. I tak po kolei: 1. Rosja odpada - nieprzewidywalna, 2. Ukraina odpada - niestabilna i skorumpowana, Japonia odpada - zbyt daleka i za mało znacząca, Francja odpada - przestarzała technologia i małe znaczenie dla bezpieczeństwa Polski; Korea odpada - z powodów jak Japonia, pozostają jedynie Chiny. Nie wyobrażam sobie innego wyboru przez rząd. Ta decyzja może zapewnić nam bezpieczeństwo kraju na lata i korzyści z dobrych relacji z USA i Chinami.
lsd Piątek, 13 Października 2017, 10:09
Francja ma przestarzałą technologią? To jest jeden z niewielu krajów na świecie, który ją aktualnie rozwija i promuje. Na terenie Francji działa wiele firm zajmujących się technologiami jądrowymi i zarabiają na tym bardzo dobrze, nie tylko sprzedając usługi ale i gotowe rozwiązania. Wybacz, ale uważam iż jesteś kompletnym laikiem w tej dziedzinie. Zastanawiasz się z jakiego kraju miałbyś kupić rozwiązanie, natomiast dużo ważniejsze jest jaki rodzaj elektrowni chcemy wybudować, jak chcemy rozwiązać problem przechowywania odpadów, ewentualnie jego przetwarzania. Od odpowiedzi na te pytania będzie zależało gdzie kupimy elektrownie, Być może będzie to Korea Południowa.
gnago Sobota, 07 Października 2017, 9:56
A czemu olewacie HHO, sami lobbyści ropy,węgla, gazu i uranu? Duże tradycyjne i mniej tradycyjne, torowe dla przemysłu gospodarstwa domowe oprzeć na generatorach HHO ciepło i prąd z jednego źródła. No i redukcja kosztów zakupu gazu, ropy etc. No i nieuniknione redukcje zysków Orlenu , Lotosu i PNiG-u. Choć przy mądrym zarządzie i włączeniu w finansowanie i serwis HHO niewiele
Mart Piątek, 06 Października 2017, 17:12
Współpraca z Ukrainą to krok w stronę Międzymorza rozumianego jako federacja państw narodowych. Nikt nikomu niczego nie narzuca ale razem pracujemy dla wspólnej korzyści i bezpieczeństwa.
Poza tym taka oferta to dla Polski CZAS, a czasu już właściwie nie ma. Nasza energetyka w szczycie sezonu zaczyna robić bokami a bloki węglowe się starzeją.
EA jakakolwiek by nie była to będzie za 10 lat minimum, a jak się Ruscy postarają to za 15. Do tego czasu będziemy mieli 30 stopień zasilania czyli prąd jak w Korei Płn, 2-3 godziny dziennie.
Franek Poniedziałek, 09 Października 2017, 15:03
Nasza stabilność geopolityczna, to przede wszystkim dobre polityczno-ekonomiczne stosunki z sąsiadami. Wtedy zakup taniego prądu z sąsiedzkich elektrowni atomowych jest zarówno bezpieczny jak i bardzo korzystny, zwłaszcza, że nasz termin budowy elektrowni jądrowej zachowuje się jak horyzont. Im bardziej się do niego zbliżamy tym bardziej się oddala. Autor artykułu wylicza negatywne skutki kupowania taniego prądu za granicą, a ten z własnej Atomówki przecież da takie same efekty, więc jaki stąd wniosek - my nie chcemy taniego prądu. Nam nie zależy, żeby nasza gospodarka miała stabilną podstawę energetyczna do rozwoju. Nie widzimy szkodliwych substancji w powietrzu, więc jesteśmy przekonani, że ich nie ma, a PM10 i CO2 – to niczym nieuzasadniony wymysł bogatych państw.
Zizu Wtorek, 10 Października 2017, 22:10
Tani prąd to my mamy obecnie - z elektrowni węglowych. Tańszy nie będzie.
szymon Niedziela, 15 Października 2017, 19:41
tani jest, bo w cenie nie ma śmierci górników (płaci budżet via ZUS), chorób (via NFZ) i kosztów środowiskowych (jeszcze).
krzys Sobota, 07 Października 2017, 10:17
Co do tego, że potrzebujemy energii nie dyskutuję. Ale mając do wyboru współpracę z Ukrainą, Litwą i chętną Białorusią, to ja postawiłbym na Białoruś. Litwa przy Możejkach pokazała nam jak to wygląda w praktyce, obawiam się, że Ukraińcy potraktowaliby nas podobnie, bo podobnie jak Litwini bardzo nas "lubią".
Natomiast Białorusini są autentycznie przyjaźnie do nas nastawieni, tyle ze czasem "starszy brat" może chcieć im coś narzucać. Będą też za chwilkę mieli spore nadwyżki mocy, nie tak daleko od naszej granicy.

A przyznam też, że jestem zwolennikiem otwierania się na Mińsk, ze względu choćby na kilka wieków wspólnego i udanego pożycia z nimi w Rzeczpospolitej Dwojga Narodów. Ich flirt z Rosją trwa bardzo krótko (okupacji za ZSRR nie liczę), z nami długo współtworzyli kraj, podejrzewam, że kiedyś będzie normalniej na granicy z nimi.
gato Środa, 11 Października 2017, 12:19
Sympatie w tym temacie maja znaczenie drugorzędne. Problem w tym, ze nasza elektrownia atomowa miałaby powstać dlatego, żeby uniezależnić się energetycznie od Rosji. W tej chwili zarówno Ukraina, jak i Białoruś (zwłaszcza Białoruś) mogą zostać zajęte lub zdominowane przez Rosję w każdej chwili. Dlatego otwieranie się na Białoruś powinno dotyczyć innych tematów niż energetyka.
as2 Czwartek, 05 Października 2017, 17:27
Klasyczna energetyka jądrowa jest już przeżytkiem dlatego nasze zapóźnienie jest tutaj atutem. Nie mamy żadnych zobowiązań ani infrastruktury a inwestowanie w klasyczną energetykę atomową w ramach nowego otwarcia w sytuacji w której możemy iść drogą reaktorów torowych nie ma sensu. Ale trzeba mieć "jaja" i postawić się krajom które silnie lobbują za klasyczną energetyką a z drugiej strony boją się rozprzestrzenienia broni jądrowej. Tymczasem inwestując w klasyczne reaktory uzależnimy się od dostawcy paliwa i odbiorcy odpadów radioaktywnych. Już dziś tworzone są reaktory samopowielające się a reaktory torowo fluorkowe średniej mocy (ok 300MW) to już realia. Indie, Japonia pracują nad tymi projektami a w USA i od niedawna w Chinach tajemnicy użytkuje się taką instalację. Na start wystarczy odpowiednia ilość izotopu toru a sam reaktor oparty na solach nie ma klasycznego rdzenia sam się chłodzi (paliwo jest w postaci płynnej) itp. Jedyym mankamentem jest mniejsza moc - odpowiednik dużej turbiny gazowej czyli ok 400mw
tak tylko pytam... Czwartek, 05 Października 2017, 15:44
Inwestowanie w elektrownię po za granicami wydaje się lekkomyślne, ale z drugiej strony, czy mamy opory by inwestować w złoża roponośne, gazowe, czy surowcowe leżące po za naszymi granicami?
RR Czwartek, 05 Października 2017, 15:40
Czy ktoś wie ile mogłaby kosztować mniej więcej ta inwestycja?
Wtedy można porównać cenę alternatywnych projektów i ocenić czy się opłaca ryzykować czy nie.
Wojt Piątek, 06 Października 2017, 14:20
Wie każdy kto czyta. 250 mld pln To oferta chińska. Przy 100% offsecie.
RR Piątek, 06 Października 2017, 18:53
Chodzi mi o ukraińską ofertę.
Dobudowanie 2 nowych bloków i połączenia do Polski jest chyba tańsze niż nowa elektrownia?
Pytanie tylko o ile tańsze i czy faktycznie się to opłaca.
Tomek72 Czwartek, 05 Października 2017, 15:20
Jestem cywilnym analitykiem (branża IT).

Nie jestem specem od energetyki, ale wiem chyba trochę więcej od przeciętnego czytelnika.

Dla mnie kluczowe jest BEZPIECZEŃSTWO ENERGETYCZNE ale i aspekt ekonomiczny.

Jednym z elementów bezpieczeństwa jest UNIKANIE POJEDYNCZEGO PUNKTU AWARII - (A single point of failure (SPOF) is a part of a system that, if it fails, will stop the entire system from working.[1] SPOFs are undesirable in any system with a goal of high availability or reliability, be it a business practice, software application, or other industrial system.)

Dlatego w Polsce (a raczej Polsce) potrzebne są co NAJMNIEJ 2 "duże elektrownie atomowe".

I choć na początku jedna z nich może znajdować się za granicą - to na Ukrainie jest chyba zbyt niebezpiecznie.

Trzeba pamiętać, że średni koszt wytworzenia 1 MWh z atomu to 35 EURO, to z gazu już 51,2 a z węgla 45,7. (Lappeenranta University of technology).

Co tańsza energia oznacza dla przemysłu nie muszę mówić.

Dla domu - oznacza alternatywę dla gazu.
krzys Czwartek, 05 Października 2017, 22:14
Chyba nie do końca masz rację z tymi "co najmniej dwie EA na wypadek awarii", to jest trochę inaczej zrobione. EA to kocioł cieplny, dla energetyki to samo co węglowy, więc to tak, jakbyśmy do iluś węglowych dołożyli kolejną wielką elektrociepłownię (tyle, że bez emisji CO2). Tu od strony bezpieczeństwa energetycznego nic specjalnie się nie zmienia. system też prawie zawsze ma rezerwy mocy i wypadnięcie np jednego bloku w atomowej, powinny szybko uzupełnić inne bloki, z innych elektrowni.
n2 Sobota, 07 Października 2017, 2:34
Zmienia bardzo dużo jeśli będzie chłodzona wodą morską - proszę sobie przypomnieć co było powodem ostatnich ograniczeń dostaw. Imisja ciepła w zatoce to co innego niż w jeziorze czy rzece - kolejna zaleta.
Tomek72 Piątek, 06 Października 2017, 11:38
krzys pisze: "...EA to kocioł cieplny ..."

Z grubsza rzecz biorąc tak, dlatego przytoczyłem także koszty ...

Wiem, że "energetycznie można równoważyć" 1 EA np kilkoma węglowymi - tylko czy to W RACHUNKU KOMPLEKSOWYM się opłaca? .

Ja jestem zwolennikiem SIECI SMR - małych reaktorów produkowanych SERYJNIE na bazie reaktorów z amerykańskich okrętów atomowych.

Spadają koszty PRZESYŁU (i modernizacji sieci przesyłowej), sieć mniej też odczuje awarię pojedynczej elektrowni,

Do tego w zależności od zapotrzebowania 2-4 duże elektrownie, oparte o TOR (gdzie paliwem jest "odpadowe paliwo jądrowe" z innych EA.
nikt ważny Piątek, 06 Października 2017, 15:01
2-4 elektrownie to nadal duża ilość bloków w elektrowni. Z analitycznego punktu widzenia gdzie składową jest również dystrybucja a więc infrastruktura jak i odbiorcy klasyfikowani według potrzeb energetycznych to uwzględniając rozkład demograficzny (odbiorcy indywidualni) jak i usytuowanie przemysłu (również dużych ośrodków) te efektywnym byłoby większe rozproszenie mniejszych elektrowni z 3-4 blokami (redundancja niezbędna na potrzeby użytkowania i awarii) oraz zrównoważona infrastruktura w której linie zaprojektowane na największe obciążenie służyły by redundancji na wypadek awarii lub serwisów całych elektrowni. Jednocześnie pozwoliłoby to na stosunkowo masowy produkt stanowiący ekonomiczne uzasadnienie a jednocześnie bezpieczną w użytkowaniu sieć. Jeśli zaś mówimy o blokach wykorzystujących Tor (uogólniając) to taki projekt jest bardziej uzasadniony niż jakieś 2 czy 3 kolosy. Ogólny bilans mocy dla Polski jest znany tak jak znane jest obecne zapotrzebowanie na energię. Wielkość ta powoduje że rozproszenie (równomierne) ma najwięcej uzasadnienia i jedynym problemem może być militarna obrona dużej liczby obiektów, acz duża redundancja daje nadal gwarancję dostaw dla większości regionów, a jednocześnie duże rozproszenie skutkuje koniecznością angażowania znacznych środków po stronie agresora i tu jak pan wcześniej napisał należy to tak projektować aby "unikać pojedyńczego punkty awarii" dla całej sieci. To tak z analitycznego punktu widzenia. Problemem jest projekt takiego rozwiązania a także... polityczna kontrola. Niestety
krzys Piątek, 06 Października 2017, 14:11
1. Jak wygląda opłacalność 1EA vs kilka węglowych, to nie wiem. Jedno i drugie to (stosunkowo) tanie źródło energii, jedno i drugie ma swoje zalety oraz wady. W EA natomiast moim zdaniem musimy iść tylko dlatego, by nie zarżnęli nas karami za CO2
2. Małe może i fajne ale ... niektóre projekty w powijakach, a te które są, o ile wiem są znacznie droższe porównując sumaryczną moc. Zdecydowanie lepiej mieć rozproszone i mniejsze moce, niż kolosa w jednym miejscu. Ale nawet klasycznej EA nie buduje się z jednym blokiem (ok 1 GW), mało kiedy z dwoma, a zazwyczaj z 3-4 blokami. Tylko dlatego, że każdy następny kosztuje sporo mniej niż pierwszy.
3. TOR pewnie fajny, ale masz dostawcę elektrowni? ;) Na razie to chyba przyszłość, nie wiadomo tylko jak odległa.
Krzysztof Z. Czwartek, 05 Października 2017, 17:35
Popieram.
Kolejna sprawa, ELEKTRO-MOBILNOŚĆ to jest często pomijany aspekt, ATOM nie jest konkurencją dla tradycyjnych paliw ponieważ zużycie Energi wzrośnie nawet wtedy gdy nie wprowadzi się aut napędzanych prądem, auta elektryczne prędzej czy później staną się tańszą alternatywą obecnych i tradycyjnych pojazdów np. Autobusy SOLARIS na prąd już jeżdżą. Już teraz możemy traktować ELEKTROWNIE ATOMOWE jako nasze przyszłe złoża ropy naftowej i rafinerie w jednym tyle że w odniesieniu do elektro-mobilności. Pozdrawiam.
zbigniew Czwartek, 05 Października 2017, 15:15
"Wicepremier Morawiecki dla Energetyka24: Jestem zwolennikiem taniej energetyki jądrowej" -Super, ręce opadają jak nasz Rząd się bierze za ten temat atomowy. Najlepiej byłoby chyba wyłączyć wszystko jak na black-out i wtedy podjąć uzasadnioną w pełni słuszną i ambitną decyzję o budowie nowoczesnej, taniej, w expresowym tempie, itd...Przecież po prostu wiadomo, że tanio nigdy nie będzie w tej dziedzinie a można już od dawna kupować bezpiecznie tanią, bezpieczną energię atomową od sąsiadów lub z Zachodu i nie naprawiać młotkiem zegarków....Po co Rząd zajmuje się tym atomowym tematem w Polsce w ten sposób? Dajmy sobie z tym spokój. Jedna atrapa już stoi tyle czasu w Żarnowcu i chyba tego atomowego tematu nam wystarczy? Czy muszę budować sobie browar żeby napić się piwa...
Liczyrzepa Sobota, 07 Października 2017, 9:58
Inwestowanie w budowę atomówki na Ukrainie, czy w ogóle w Ukrainę to poroniony pomysł! Polskie inwestycje zagraniczne są na zasadzie "Handluj Wojtek chodź bez portek". Polska jest otoczona atomówkami, mimo wszystko na kupnie energii elektrycznej od sąsiadów rząd zaoszczędzi sporo kasy!
inż Czwartek, 05 Października 2017, 14:46
Zarówno Litwini jak i Ukraińcy myślą, że na głupiego trafili i to my zapłacimy za budowę/ rozbudowę elektrowni atomowej w ich kraju a w razie czego oni później nas wyrolują przez znacjonalizowanie takiej elektrowni. Już Litwini pokazali przy Możejkach do czego są zdolni. Władować kilkadziesiąt mld zł i nie mieć nic a w dodatku być podatny na szantaże to kiepski interes. A sytuacja w polityce i geopolityce często się zmienia więc niczego nie moglibyśmy być pewni. Elektrownia atomowa tak ale tylko u nas. Najlepiej z pomocą Japonii lub Korei Południowej. W żadnym wypadku nie wybierać Francuzów bo oni już pokazali nam jak się z nimi wychodzi na biznesie (np. przy telekomunikacji).
R Czwartek, 05 Października 2017, 17:21
Popieram. Należy jeszcze dodać, że przy budowie EJ w Polsce uniknie się kosztów budowy i eksploatacji linii przesyłowej zza granicy.
as Czwartek, 05 Października 2017, 14:41
Geotermia jest czystą energią, którą sami jesteśmy w stanie rozwinąć. Mamy technologie wiertnicze, tu mogły by się kopalnie przekwalifikować i zacząć robić odwierty. Zmiana węgla na czystą geotermię bez strat miejsc pracy dla górników!! Budowa nowej gałęzi gospodarki i dalszy eksport tego produktu poza granice Polski.
starszy oborowy Czwartek, 12 Października 2017, 20:07
Tylko znajdź sposób co zrobić z żrącą i pełną różnych świństw gorącą woda wydobywaną z 4 km.
Polanski Czwartek, 05 Października 2017, 22:37
Mądrego aż miło posłuchać. Jedna uwaga. Nie mamy naszych technologii wiertniczych. Amerykanie pracują od dłuższego czasu na wierceniem a właściwie wytapianiem górotworu za pomocą przegrzanej do 1000 stopni wody pod olbrzymim ciśnieniem. Koszt 1 km otworu to poniżej 5 mln $. Trzeba liczyć się z odwiertami na 3-4 km. Wtedy geotermia ruszy. I druga uwaga. Po co komu energetyka zawodowa? Przecież energetyka rozproszona, elektrownia w każdym grajdołku to śmierć sieci energetycznych i związkowych narośli w każdej Eneii czy Enerdze. Kto na to pozwoli?
krzys Czwartek, 05 Października 2017, 14:22
Na Białorusi będzie chyba białoruska a nie rosyjska elektrownia, w sensie zarządzania nią? Nie bardzo wiem, dlaczego jest ona przedstawiana w kontrze do naszej. Nam szykują się niedobory mocy, które spokojnie wchłoną całą naszą i połowę bialoruskiej (wcale nie takiej wielkiej mocowo). Starczy nie zwiększać ilości produkowanej energii z węgla. A nim skończymy pierwszą naszą, to pewnie szybko będzie druga potrzebna.

Dla nas chyba największym problemem jest szybkie zejście z CO2 poniżej 550g/kWh, tu białoruski atom mógłby pomóc.
Drzewica Czwartek, 05 Października 2017, 13:48
Obawy związane z przejęciem od Ukrainy elektrowni jądrowej w Chmielnickim są w pełni uzasadnione, nieufnie też powinniśmy podchodzić do oferty chińskiej obserwując chińskie ciągoty imperialne.Oni przejmują zasoby państw na całym świecie. Nie bałbym się ekspansji gospodarczej Japonii! czy Korei.
MIR Czwartek, 05 Października 2017, 13:42
Wolne żarty, taką "własność" na Ukrainie bardzo szybko możemy utracić
raf Czwartek, 05 Października 2017, 13:33
Ta oferta ma też jednak zaletę. Elektrowni atomowej nikt nie chce mieć obok siebie. Każda lokalizacja ma rzesze przeciwników. W tym przypadku mielibyśmy energię a cały syf pozostałby na Ukrainie.

Nie mówię, że koniecznie tą opcję trzeba wybrać, ale znaczenie ma też co tu dużo mówić cena. Chińska oferta też ma wady (biorąc pod uwagę ich coraz szerszą współpracę z Rosją). Co do zasady rosyjska energia jest tańsza. Jeśli dzięki opcji ukraińskiej udałoby się dostarczyć tańszą energię dla naszego przemysłu i przez to poprawić jego konkurencyjność to właśnie tą ofertę należałoby wybrać. Dodam, że skoro będzie daleko od naszej granicy nie trzeba się aż tak przejmować bezpieczeństwem co może wpłynąć na cenę. Ukraińskie normy są pewnie nie aż tak wyśrubowane jak nasze.
RJCHK Czwartek, 05 Października 2017, 13:20
Jeśli już mamy budować EA to tylko u siebie ....
Gość Czwartek, 05 Października 2017, 13:03
Posiadanie EJ na Ukrainie nic nam nie daje, musimy mieć swoją.
raffffff Czwartek, 05 Października 2017, 17:20
A jednak czasem się kupuje złoża roponośne (nie koniecznie u siebie). Tutaj ważna jest też cena do mocy. Tania energia jest ważna dla przemysłu, ale też ważna po to, żeby konkurować skutecznie z bałoruską elektrownią.
joł Czwartek, 12 Października 2017, 15:17
A po co karmić smoka ? Oni są nieprzewidywalni. A co swoje to swoje. Zawsze ma się nad tym kontrolę.