Czekając na atom – równanie z wieloma niewiadomymi [KOMENTARZ]

Środa, 23 Sierpnia 2017, 9:46

Polska zbuduje elektrownię atomową – poinformowały media, powołując się na źródła w Ministerstwie Energii. Lawina spekulacji ruszyła błyskawicznie – zarówno, jeśli chodzi o ilość oraz moc bloków, jak i dostawców technologii. Tymczasem w sferze faktów nie wydarzyło się jeszcze nic. Do decyzji jest wciąż bardzo daleko, a rząd wydaje się poważnie podzielony – może nie tyle w kwestii samej technologii, co raczej sposobu jej finansowania. 

Jedno jest pewne, Ministerstwo Energii w ostatnim czasie stało się orędownikiem energetyki jądrowej. Przełom, jak się wydaje, nastąpił po wizycie wiceministra Piotrowskiego w Korei Południowej. Optymizm ten przełożył się na ministra Krzysztofa Tchórzewskiego, który sugeruje pozytywną decyzję polityczną w sprawie atomu. Jednak to w dalszym ciągu jedynie sugestie. Nic więcej.

Nawet jeżeli resort energii jest przekonany do realizacji projektu, to trzeba będzie jeszcze zyskać dla niego przychylność pani premier i pozostałych ministrów, a to może już nie być wcale oczywiste. Minister Tchórzewski w wypowiedziach kuluarowych podkreśla, że elektrownię atomową możemy wybudować sami. Sami w sensie sfinansowania projektu. I tu napotykamy pierwszą rafę. Wicepremier Mateusz Morawiecki spogląda bowiem na przedsięwzięcie bardziej z pozycji księgowego i postawi zapewne konkretne pytania. Pytania, na które odpowiedzi nie są jednoznaczne. 

Zobacz także: Lekcje z Fukushimy [RELACJA Z ELEKTROWNI ATOMOWEJ TAKAHAMA]

Energetyka jest dziś jednym z najbardziej zadłużonych sektorów gospodarki, a to jeszcze nie jest koniec inwestycji. Spółki zapowiadają kolejną ich falę, bo zakończenie budowy nowych bloków zbiegnie się w czasie z koniecznością modernizacji już istniejących, w dodatku nie spełniających unijnych wymogów związanych z ograniczeniem emisji szkodliwych pyłów i gazów (BAT). Firmy energetyczne, już mocno zadłużone, biorące udział w budowie pierwszej elektrowni atomowej będą miały zatem problem w znalezieniu korzystnych ofert finansowych. Warto w tym miejscu dodać, że powoli zmienia się także otoczenie makroekonomiczne. O ile wzrost PKB w przypadku Polski pozostaje stabilny, to stopy procentowe zaczną rosnąć w ślad za decyzjami amerykańskiej FED. Co to oznacza w praktyce? Droższy pieniądz i co za tym idzie, droższą obsługę długu. Oczywiście spolonizowane banki dałyby sobie zapewne radę z udźwignięciem projektu, pytanie jakim kosztem – także w kwestiach obciążeń czysto bilansowych oraz związanych z tym ryzyk.

Na obecnym etapie rozważań nie jest jeszcze znane stanowisko pozostałych członków Rady Ministrów, ze szczególnym uwzględnieniem ministra środowiska. Ale skoro już spekulujemy należy założyć, że decyzja polityczna będzie o tyle trudna, że nałożą się na nią także wewnętrzne gry i tarcia - coraz bardziej widoczne w ramach obozu rządowego. O kwestiach związanych z reakcjami społeczności lokalnych, czy opinii publicznej, na razie nawet nie wspominam.  

Natomiast powróci zapewne fundamentalne pytanie o lokalizację – bo choć już dziś pojawiają się „pewne, stuprocentowe typy”, to mimo wszystko pozostanę przy swoim przekonaniu, że tu jeszcze wszystko zdarzyć się może. W dodatku według źródeł Energetyka24 sfinalizowanie badań środowiskowych bez pomocy partnera zagranicznego będzie niemożliwe, co już dziś oznacza konieczność poszukiwania partnera dla tego przedsięwzięcia.

Poza tym lokalizacja to nie tylko sama budowa elektrowni, ale także związanej z nią infrastruktury. Uparcie bowiem przypominam, że sama elektrownia to jedno, a konieczność wyprowadzenia z niej mocy to zupełnie odrębna kwestia. PSE – spółka zajmująca się inwestycjami energetycznymi o strategicznym znaczeniu - poległa na projekcie Kozienice – Ołtarzew, który skalą i stopniem skomplikowania odbiega od projektu jądrowego. To także inna półka finansowa i organizacyjna. Wydaje się, że w dzisiejszym kształcie PSE nie będzie w stanie sprostać przedsięwzięciu.  

Zobacz także: Japoński atom dla Polski? [RELACJA ENERGETYKA24 Z TOKIO]

Wreszcie kwestia, od której być może należałoby zacząć - czyli „miejsce na rynku” dla atomu. Dotychczas w polityce energetycznej rządu dominujące miejsce zajmował węgiel, wskazywany jako główne źródło energii – niezależnie od unijnych pohukiwań. Dziś węgiel nie jest już słowem zakazanym w słowniku brukselskich urzędników, ale wciąż nie budzi entuzjazmu. Podobnie zresztą jak atom, choć ten ma znacznie bardziej gorliwych obrońców.  

Decyzja o budowie elektrowni atomowej oznacza zatem siłą rzeczy ograniczenie udziału węgla w miksie energetycznym. Celowo unikam wskazywania liczb, bo chodzi o zarysowanie tendencji, a nie sporu o detale, który przykryje istotę sprawy. Czy zatem politycy PiS są gotowi na powściągnięcie węglowych ambicji?

W związku z powyższym nasuwa się wniosek, że mamy raczej do czynienia z pierwszym poważnym badaniem nastrojów ws. atomu. Balony próbne zostały wypuszczone w powietrze i pierwsze reakcje widoczne są aż nadto. Przede wszystkim ze strony potencjalnych oferentów konsorcjum amerykańsko – japońskiego oraz podmiotu z Chin.

Zobacz także: Chińsko-rosyjski sojusz wyzwaniem dla polskiego kontrwywiadu [ANALIZA]

I choć do ofert jeszcze daleka droga, to warto zwrócić uwagę na aspekt, który może (choć nie musi) być pewnym sygnałem – także politycznym. Otóż wszyscy liczący się dotychczas oferenci są spoza Unii. Chińczycy w zamian za wpuszczenie swoich reaktorów na polski (czytaj: unijny rynek), oferują (w ramach offsetu) budowę fabryki samochodów elektrycznych, co opisała na łamach Dziennika Gazeta Prawna red. Karolina Baca – Pogorzelska. Wartość inwestycji robi wrażenie, bo chodzi o kwotę rzędu 220-250 mld zł. Chińczycy mają jednak o co walczyć. Budowa reaktorów w Polsce wiązałaby się z koniecznością ich unijnego certyfikowania. Taka certyfikacja otwierałaby cały unijny rynek dla dalekowschodniej technologii, czemu sprzeciwiają się niektóre państwa Wspólnoty.

Bliska współpraca z Chińczykami, idąca w parze z samodzielnym finansowaniem tak potężnego projektu, to także dość wyraźna wiadomość adresowana do Brukseli – „damy sobie radę bez waszej pomocy”.

Przedstawiciele Komisji Europejskiej, podczas wizyty w marcu, namawiali Polskę do rozważenia inwestycji właśnie w atom. Podczas nieoficjalnych rozmów sugerowano, że atomowy przełom w Polsce może być kluczowy z punktu widzenia negocjacji tzw. pakietu zimowego – nowych regulacji legislacyjnych w obszarze energetyki, które są dziś przedmiotem dyskusji w Brukseli.

Zobacz także: Polska siłownia jądrowa. Wyzwanie dla polityki informacyjnej państwa [RELACJA Z JAPONII] 

Wnioskodawcy proponują, aby bloki energetyczne emitujące więcej, niż wskazane w projekcie 550 kg/kWh nie mogły korzystać ze wsparcia z pieniędzy publicznych. Energia jądrowa wpłynęłaby na obniżenie średniej emisji – Polska miałaby się zatem szansę zmieścić pod tym progiem. Problem polega jednak na tym, że UE chce, aby ów próg 550 kg/kWh był liczony dla poszczególnych bloków - Polska zabiega z kolei, aby dotyczył średniej emisji liczonej dla kraju. Włączenie wątku atomowego może być zatem jedynie elementem negocjacji z Brukselą.  

Maciej Sankowski

Zobacz także: prof. Strupczewski o energetyce jądrowej

Dziękujemy! Twój komentarz został pomyślnie dodany i oczekuje na moderację.

Dodaj komentarz

12 komentarzy

Szwejjakobyły Poniedziałek, 28 Sierpnia 2017, 8:45
Na atom nie ma już co czekać - nie opłaca się. Ta technologia już wychodzi.
Gigawat Piątek, 25 Sierpnia 2017, 17:40
Finlandia właśnie buduje reaktor w przewidywanej dla Polski konstrukcji EPR:
1.
budowę zaczęto w lipcu 2005r., a oddanie do użytku przewidywano na 2010r. Obecnie jest nadzieja na oddanie do użytku w 2018r.
2.
koszty przewidywane przy decyzji o budowie: 3 mld. euro. Ostateczne koszty nie są jeszcze znane, ale wg szacunku z 2012r. koszty wynosiły już 8,5 mld. euro.

Rozstrzyga produktywność zużycia energii, to np. ile kilogramów umownych jednostek przeliczeniowych ropy potrzebuje przemysł danego kraju na wytworzenie wartości 1000 euro.
Otóż przemysł
Szwajcarii potrzebuje 49,6kg,
Danii 69,1kg,
UK 88,4kg,
RFN ok. 93,4kg,
Hiszpanii 101,7kg,
Włoch 104,3kg,
Japonii 104,6kg,
Francji 105,3kg,
Austrii 109,8kg,
Holandii 139,6kg,
Grecji 140,5kg,
Węgier 140,6kg,
Luksemburga 156,1kg,
Belgii, 171,5kg,
Szwecji 177,6kg,
USA 188,7kg,
Czech 193,6kg,
Polski 239,2kg.
- źródło: iw-dienst, nr 27, z 04.07.2013, autor badań: Institut der deutschen Wirtschaft Kolonia, 2013, przemysł z górnictwem, bez energetyki i budownictwa.

Efektywność zużycia energii w Polsce jest co najmniej dwa razy niższa niż zachodniej UE, z którą chcemy konkurować.

Naukowcy RFN po ponad 50 latach kapitalistycznego oszczędzania energii wyliczyli, że w łatwy sposób może ona oszczędzić rocznie energię 10-ciu takich elektrowni atomowych, jakie chce budować Polska. - źródło: "Wir sparen uns zehn Atomkraftwerke" Alexandera Schuller'a, Hamburger Abendblatt z 18.03.11.
_____W Polsce można organizować publicznie akcję zastępowania żarówek energooszczędnych przez tradycyjne. Tylko nasze sieci przesyłowe z czasów Gomułki i Gierka zużywają ponoć więcej energii, niż obie planowane elektrownie. Zamiast wymienić sieci na nowoczesne wolimy budować elektrownie atomowe...

Na świecie jest ok. 450 reaktorów atomowych i dostarczają one ok. 2% (dwa) energii zużywanej przez ludzkość. Gdyby zwiększyć ten procent do 10%, to trzeba by wybudować dodatkowo ok. 1600 elektrowni atomowych, ale wówczas zużyłyby one światowe zasoby Uranu w 10 lat. Po ok. 10 latach trzeba by oprzeć się na wiatrakach itp.
____Na szczęście świat przestał budować elektrownie atomowe i ich ilość praktycznie nie zwiększa się: w 1997r. było 441 reaktorów atomowych we wszystkich elektrowniach, a w 2016. ok. 451 reaktorów. Zainstalowana moc reaktorów atomowych świata wzrosła z 351 GW w 1997r. na 392 GW w 2016r - dane wg PRIS.
_____Natomiast moc wiatraków zainstalowanych na świecie w latach 1997 - 2016 wzrosła ponad 64 razy. Wobec całkowitej stagnacji w budowie elektrowni atomowych (bez Chin, Rosji i Indii zainstalowana moc elektzrowni atomowych nawet by spadała) wiatraki przyrastają krzywą bardzo ostro w górę. W RFN już kilka landów ponad 50% energii elektrycznej wytwarza wiatrakami, a dąży się do 100% - ciekawe, że Niemcy mogą, a Polacy widzą od razu 1000 problemów. Powstają nowoczesne akumulatory, doskonalone są akumulatory w formie elektrowni szczytowo-pompowych. Powstają połączenia z Norwegią itp., ale zamykane są elektrownie atomowe, bo są za drogie, wymuszają odpady radioaktywne, nie mogą się popsuć, bo jeśli zawiodą jak Chernobyl, to oznacza to utratę terytorium państwowego bez wojny.
____Wiatraki są przemysłową produkcją masową, a zatem, gdy pojawiłby się prąd z polskiej atomówki, to cena prądu z wiatraków byłaby dużo mniejsza i nadal by spadała podczas gdy koszty odpadów radioaktywnych podnosiłyby cenę prądu z atomu. Rząd musiałby finansować podatkami różnicę zbyt drogiego prądu atomowego albo zmuszać ludzi do jego kupowania. W elektrowniach atomowych chodzi o władzę ekonomiczną i o dojenie podatnika, a nie o poważne podejście do produkcji energii.
____Każdy system energetyczny w historii był oparty o masowe dotacje przez podatnika, ale najwięcej dostały elektrownie atomowe. Dlaczego energia odnawialna miałaby się obyć bez dotacji początkowych na rozruch?

Zainstalowana moc wiatrakłw w GW:
Chiny - 169
USA - 82
RFN - 50
Hiszpania - 23
Polska - 7

wg WikiPedii

Elektrownia atomowa to ryzyko zamachu. Ponoć Chernobyl był w rzeczywistości zamachem przy pomocy walizkowej bomby atomowej? Jak chcemy obronić naszą elektrownię przed atakiem np. 10 aut wyładowanych dynamitem?

Gdy cały świat odchodzi od elektrowni atomowych Polska chce je budować zamiast obniżyć polską energochłonność na poziom zach. UE. To można tłumaczyć tylko legalnym okradaniem podatników albo obłędem.
Cop2 Środa, 23 Sierpnia 2017, 13:06
Dlaczego nie warto inwestować w Polsce w elektrownię jądrową:
1. "Know how" musimy kupić za granicą (USA, Francja, Japonia, Rosja). W związku z tym zyski trafią do zagranicznych koncernów, rozwiniemy ich potencjał, a nie krajowy. Przy utrzymaniu także będziemy zależni od wybranego koncernu. Dlaczego nie rozwijać rodzimych technologii i pracować nad obniżeniem emisji CO2?
2. Paliwo do elektrowni będzie głównie sprowadzane z zagranicy. Jaka jest tu niezależność energetyczna?
3. Polska stanie się otwarta na przechowywanie odpadów radioaktywnych.
4. Gigantyczne koszty związane z inwestycją w tego typu elektrownie uniemożliwią inwestycje w elektrownie innego rodzaju.
5. W przypadku wojny, ataku terrorystycznego, zdarzeń klimatycznych istnieje bardzo duża szansa na skażenie terenu w okolicy elektrowni.
dimitris Piątek, 25 Sierpnia 2017, 8:13
Przy tym jesteśmy o dwa dziesięciolecia z tyłu np. za zachodnim sąsiadem, w samym tylko ustawodawstwie dotyczącym oszczędności energii. Choć nic nie kosztuje. Np. do ogrzewania mieszkań przeznaczanych jest 40% całości "spalanej" energii, a to można przecież szybko ograniczyć, relatywnie niewielkiemi nakładami (porównując do atomu), do poziomu 10% obecnego zużycia. Dając przy tym pracę dzisiątkom tysięcy polskich pracowników, np. górników z ograniczanych kopalń, a nie pracowników japońskich, chińskich, koreańskich. I bez złotówki wydanej poza Polskę. Plus zero ryzyka ekologicznego i ekonomicznego.

Czy lobby energetyczne ma pozostać silniejsze ? PAMIĘTAJMY, ŻE KOSZT PRODUKCJI 1 kWh NOWOCZESNYMI METODAMI, np. z gazu ziemnego, WYNOSI AKTUALNIE PONIŻEJ 4 CENTÓW. Reszta ceny karmi właśnie owo lobby i administrację rządową. A skąd to wiem ? A choćby z urzędowo regulowanych i ogłszanych, nawet rozbijanych na składowe w niektórych rachunkach energetycznych, cenników sprzedaży energii, Ateny, Grecja.

Zdajmy sobie wreszcie sprawę, ze lobby energetyczne zniewoliło i eksploatuje Polskę i Unię znacznie głębiej, niż jakiś, sprzedający surowiec, dostawca ze Wschodu. Ale na przykład Niemcy już sobie z tym radzą...

(nie żebym jednych i drugich lubił, ale przytaczam okoliczności rzeczywiste... )
dsfdfdf Piątek, 25 Sierpnia 2017, 7:56
To proste: Postawić elektrownię przy granicy z Niemcami. Jakiekolwiek państwo dwa razy się zastanowi nim zaatakuje byleby opad po wybuchu nie przekroczył granicy niemieckiej.
Pinokio Piątek, 25 Sierpnia 2017, 15:08
Przy granicy z Niemcami to najgłupszy pomysł, jaki można sobie wyobrazić (poza samą budową elektrowni atomowej) - niestety, ale w tym miejscu zawsze wieje z zachodu na wschód.
fx Czwartek, 24 Sierpnia 2017, 0:20
jeszcze Chiny i Korea Kanada a nawet Indie mają technologię. paliwo jest tanie i powszechnie dostępne, a odpadami straszenie to skuteczne dla ludzi o 0 bądź minimalnej wiedzy, a koszy są zawsze, ale cz gigantyczne a ile to wiatraków trzeba i jaki system żeby mieć 3000 Gigawatów stabilnej mocy, a skażenie terenu już jest prawie nikt o tym nie wie jakie i czym i żyje, zakłady chemiczne też może szlak trafić a są.
zwolennik elektrowni atomowej Środa, 23 Sierpnia 2017, 22:29
Moja odpowiedź:
1 Tylko posiadając elektrownie atomową wykształcimy kompetentnych fizyków specjalności atomistyka (w przyszłości przydadzą się do ewentualnej budowy polskiej bomby atomowej),
2 Jeżeli zainstalujemy reaktory na szybkie neutrony to paliwem będzie praktycznie uran U-238 bardzo tani i używany przez USA do ochrony czołgów, pocisków pod- kalibrowych itd (taki reaktor jest samo powielający i tworzy z izotopu U-238 pluton Pb-239). Dodatkowo taki reaktor produkuje pluton Pb-239, który moglibyśmy ewentualnie w przyszłości wykorzystać do budowy polskiej bomby atomowej, która prawdziwie zapewniłaby Polsce bezpieczeństwo (nie tak jak papierowe traktaty, warte tyle co papier na których są spisane)
3 reaktory na szybkie neutrony tworzą tysiące razy mniej odpadów promieniotwórczych (praktyczny brak trans uranowców), a odpady można składować pod ziemią na głębokości poniżej 1000 m (w zamkniętych kopalniach węgla kamiennego),
4 przy dobrych negocjacjach koszty wcale nie muszą być gigantyczne (popatrz na ceny budowy chińskich elektrowni)
5 elektrownie węglowe dokonują codziennie skażenia terenu w okolicy emitując rtęć, kadm, radon itd, elektrownie atomowe robią to tylko w czasie awarii (osobiście tysiące razy chętniej wolę mieszkać obok elektrowni atomowej niż elektrowni węglowej)
W tym wszystkim jest łyżka dziegciu, nie ma jeszcze komercyjnych reaktorów na szybkie neutrony (jest tylko rosyjski BN-800, ale od Rosjan lepiej nie kupować reaktorów)
olo Czwartek, 24 Sierpnia 2017, 11:58
Jakby tak było jak piszesz to masa prywatnych firm inwestowałaby w elektrownie atomowe a tak nie jest bo są za drogie. Elektrownie węglowe mają filtry i raczej nie zanieczyszczają tak terenu jak piszesz. Elektrownia atomowa to odpady które przez setki lat trzeba składować samemu lub zlecić innemu państwu za MILIARDOWE opłaty. Tak można mnożyć. I żeby nie było ja popieram budowę 1-2 elektrowni atomowych w Polsce ze względu o jakich ktoś już tu napisał czytaj personel fizyków jądrowych którzy w przyszłości mogą zbudować polską broń atomową. Po tym jak KRLD zbudowała bombę atomową będzie pewnie wiele krajów chcących pójść jej drogą a Iran to pierwszy z nich.
RP Środa, 23 Sierpnia 2017, 12:02
550 ale gramów(!) na kWh
Gość Środa, 23 Sierpnia 2017, 10:51
Ja myślę że już najwyższy czas skończyć z gadulstwem i przejść do realizacji inwestycji.
dimitris Piątek, 25 Sierpnia 2017, 10:41
Może najpierw wykaż, że chodzi o inwestycję, czyli coś co przemnoży pieniądze przez wartość wyższą od "1" , nie o trwałe, wielopokoleniowe obciążenie, ze stałym odpływem wszystkich środków za granicę. Potem wykaż jeszcze, że nie niesie wysokiego ryzyka, choćby w wypadku konfliktu wojennego (przez kolejnych 80+ lat)