Polska siłownia jądrowa. Wyzwanie dla polityki informacyjnej państwa [RELACJA Z JAPONII]

Środa, 16 Sierpnia 2017, 16:09
Środa, 16 Sierpnia 2017, 16:09
Środa, 16 Sierpnia 2017, 16:09
Środa, 16 Sierpnia 2017, 16:09
Piotr Maciążek

Budowa pierwszej polskiej elektrowni atomowej, to nie tylko projekt infrastrukturalny, ale również informacyjny. W pełni uzmysławia to skala wyzwań z jakimi musieli zmierzyć się Japończycy po katastrofie w Fukushimie.

Moja wizyta studyjna w Japonii, w ramach której miałem przyjemność zobaczyć lokalne instalacje jądrowe i spotkać się z czołowymi menadżerami sektora nuklearnego, przyniosła wiele refleksji. Najbardziej oczywiste znajdziecie państwo pod tym linkiem. Tym razem chciałbym się jednak skupić na mniej spektakularnej - choć newralgicznej - kwestii tj. problemach komunikacyjnych z jakimi zmagają się Japończycy po katastrofie w Fukushimie. Skala wyzwań pokazuje, że budując pierwszą elektrownię atomową w Polsce, rząd musi przygotować się na wielkie wyzwania komunikacyjne.

Zobacz także: Wizyta w największej elektrowni atomowej świata. „W zasadzie niezniszczalna” [RELACJA Z KASHIWAZAKI] 

Japończycy doskonale poradzili sobie z większością skutków tragicznego tsunami, które uderzyło w siłownię jądrową w prefekturze Fukushima. Z jednym zmagają się jednak nadal - i nie chodzi tu bynajmniej o promieniowanie, ale sferę informacyjną. Wzrosły obawy społeczne związane z wykorzystywaniem energetyki nuklearnej, przy czym z powodów geograficznych (wyspy nie posiadają połączeń elektroenergetycznych z kontynentem), jej użytkowanie jest niezbędne. Warto przypomnieć, że w wyniku wyłączenia wszystkich bloków elektrowni atomowych w 2011 r. ceny energii w Japonii (dla konsumentów i przemysłu) wzrosły w 2014 r. o 25 i 38%. Dopiero po uruchomieniu 5 z 45 istniejących reaktorów wzrost ten w stosunku do roku bazowego wyniósł 10 i 14%.

Z jakiego typu obawami mamy do czynienia?

Na przykład pośrednimi. Istotna jest kwestia bezpieczeństwa żywności, którą znów produkuje się z prefekturze Fukushima i dystrybuuje na japońskim rynku. Nikt nie chce jej kupować mimo, że jest badana, a jej spożycie w pełni bezpieczne. Odrębną kwestią pozostaje możliwość powrotu do strefy objętej katastrofą z 2011 r. co jest możliwe, ale ludzie nie chcą się na to zdecydować.

Dużo bardziej istotne są obawy bezpośrednio związane z casusem Fukushimy. Chodzi tu przede wszystkim o konieczność ponownego urchomienia bloków jądrowych na terytorium Japonii, co przewiduje m.in. strategia energetyczna kraju (do 2030 r. wzrost udziału atomu w miksie ma się zwiększyć z 20 do 22%).

Rząd i spółki zarządzające obiektami jądrowymi robią wszystko by poradzić sobie komunikacyjnie z powyższymi problemami, bo jak już zaznaczyłem z technicznymi już się w większości uporano.

Zobacz także: Lekcje z Fukushimy [RELACJA Z ELEKTROWNI ATOMOWEJ TAKAHAMA]

W skali makro przykładem zaimplementowanej strategii w sferze komunikacyjnej jest włączanie w pierwszej kolejności reaktorów PWR (wodnych ciśnieniowych) w związku z tym, że w Fukushimie pracował reaktor BWR (wodny wrzący). Z technicznego punktu widzenia oba typy są bezpieczne, jednak w związku z problemami komunikacyjnymi wynikającymi z katastrofy z 2011 r. zdecydowano się odwlec w czasie restartowanie BWR-ów i wykorzystać czas na działania informacyjne. W jaki sposób?

Doskonałym przykładem jest tu firma TEPCO, do której należy obecnie nieczynna elektrownia w Fukushimie. Jej dział komunikacyjny zatrudnia 70 specjalistów (w polskich spółkach zwykle jest to kilka osób). Prowadzą one informacyjną stronę internetową o swojej działalności, redagują specjalne newslettery informacyjne, raz w miesiącu organizują briefingi dla prasy. Oprócz tego położono olbrzymi nacisk na wywiady i konsultacje środowiskowe. Pracownicy departamentu komunikacyjnego odwiedzają wszystkie domy w miejscowościach przylegających do obiektów jądrowych. To tytaniczna praca biorąc pod uwagę fakt, że w Europie zwykle wykorzystuje się do takich działań…statystykę. Tytaniczna, ale konieczna. W Japonii nie brak bowiem lobby antyatomowego, które dzięki Fukushimie nabrało wiatru w żagle. W pewnym sensie doświadczyłem tego osobiście, ponieważ jego przedstawiciel podjął ze mną kontakt e-mailowy jeszcze podczas mojego pobytu w Japonii.

Japończycy próbują sobie poradzić z wyzwaniami komunikacyjnymi związanymi z energetyką nuklearną poprzez zintensyfikowanie działań edukacyjnych, pełną transparentność sektora i kooperację z władzami lokalnymi. Chodzi nie tylko o przykłady, które podałem powyżej. Politykę informacyjną tworzą nie tylko firmy, ale również inne podmioty, jak muzeum energetyki jądrowej w prefekturze Ibaraki, które miałem okazję obejrzeć. Organizuje ono specjalne wykłady dla mieszkańców tego regionu administracyjnego Japonii.

Jak już wspominałem bardzo istotna jest współpraca firm z lokalnymi władzami. Choć trudno to sobie wyobrazić Polakowi bez ich zgody niemożliwe jest ponowne uruchomienie lokalnych reaktorów jądrowych - dzięki swoistemu „gentlemen's agreement”. Wydają one również decyzje środowiskowe konieczne dla wdrażania dodatkowych systemów bezpieczeństwa w obiektach jądrowych. Wiele z nich, np. elektrownia Takahama, jest bowiem otoczona obszarami chronionymi przyrodniczo. 

Zobacz także: Japoński atom dla Polski? [RELACJA ENERGETYKA24 Z TOKIO]

Na przykładzie Japonii bardzo wyraźnie widać z jak wielkimi wyzwaniami będzie musiała się zmierzyć Polska, by z sukcesem uruchomić i eksploatować swoją pierwszą siłownię jądrową. W takim wypadku proces infrastrukturalny musi być uzupełniany procesem komunikacyjnym. Obawy społeczne, czy aktywne lobby antyatomowe to jedynie część problemów, które trzeba będzie rozwiązać. Budowa siłowni jądrowej na Pomorzu to bowiem projekt, którym żywo interesują się także ościenne państwa. Niemcy ze względu na promocję odnawialnych źródeł energii oraz chęć ich eksportu na rynki ościenne. Zaangażowane są także Rosja i Białoruś chcące sprzedawać energię do Polski oraz krajów bałtyckich. Aby sprostać tym wyzwaniom warto skorzystać z gotowych rozwiązań praktykowanych obecnie w Japonii. Katastrofa w Fukushimie sprawiła bowiem, że kraj ten posiada największe doświadczenie w zakresie prowadzenia skutecznej komunikacji na poziomie obywatelskim i międzynarodowym – o czym świadczy zaproszenie polskich dziennikarzy do odbycia wizyty studyjnej w tym kraju.

Piotr Maciążek
Dziękujemy! Twój komentarz został pomyślnie dodany i oczekuje na moderację.

Dodaj komentarz

21 komentarzy

Witek.M. Środa, 23 Sierpnia 2017, 9:38
Dla porządku dodać należy że energetyka jądrowa w Polsce niewiele zmieni. Elektrownia musi być wybudowana od 40-70 km od aglomeracji (wymóg ekonomiczny) która będzie zasilać w okolicy dużego zbiornika wodnego (wymóg technologiczny). W związku z tym w Polsce mogą powstać 2-3 siłownie (czyli jakieś 10 bloków) - to przecież nie przypadek, że ponownie mówi się wyłącznie o Żarnowcu. Generalnie zaspokoiło by to około 15-20 % naszego obecnego zapotrzebowania na prąd.
gnago Wtorek, 22 Sierpnia 2017, 16:47
Z uporem maniaka będę twierdził że budowa reaktorów uranowych w Polsce to kretyństwo wysokich lotów. Wysokie nakłady i uzależnienie od dostawcy paliwa ,drogiego paliwa. TYMCZASEM OD KILKU DEKAD PROWADZONE SA BADANIA NAD REAKTORAMI TOROWYMI. To szansa nie tylko na budowę reaktorów tanich w budowie jak i w zakupie paliwa (wielu dostawców) to również szansa na eksport usług budowy takich reaktorów . Nikt bowiem komercyjnie ich nie budowała. A np, angole zbudowali taki reaktorek do napędu aut o gabarytach pozwalający na montaż w samochodzie osobowym
Cop2 Wtorek, 22 Sierpnia 2017, 12:02
Dlaczego nie warto inwestować w Polsce w elektrownię jądrową:
1. "Know how" musimy kupić za granicą (USA, Francja, Japonia, Rosja). W związku z tym zyski trafią do zagranicznych koncernów, rozwiniemy ich potencjał, a nie krajowy. Przy utrzymaniu także będziemy zależni od wybranego koncernu. Dlaczego nie rozwijać rodzimych technologii i pracować nad obniżeniem emisji CO2?
2. Paliwo do elektrowni będzie głównie sprowadzane z zagranicy. Jaka jest tu niezależność energetyczna?
3. Polska stanie się otwarta na przechowywanie odpadów radioaktywnych.
4. Gigantyczne koszty związane z inwestycją w tego typu elektrownie uniemożliwią inwestycje w elektrownie innego rodzaju.
5. W przypadku wojny, ataku terrorystycznego, zdarzeń klimatycznych istnieje bardzo duża szansa na skażenie terenu w okolicy elektrowni.
Jerzy Lipka Poniedziałek, 21 Sierpnia 2017, 12:40
Elektrownie jądrowe mimo wysokich kosztów inwestycyjnych dają tani prąd. Przykładowo elektrownia jądrowa 1000 MW to roczny koszt eksploatacji 40 mln euro taka sama węglowa to 300 mln euro (dane OECD). A wiec nawet jak kosz wybudowania jest dla atomu 1000 MW o ok 3 mld euro droższy od takiej węglowej to i tak w ciągu 12 lat elektrownia jądrowa odrabia te straty a ponieważ pracuje ponad 60 lat to przez resztę czasu ma ogromna przewagę ekonomiczna kosztowa nad energetyka węglowa!
Swarożyc Wtorek, 22 Sierpnia 2017, 8:26
Nie dodałeś że elektrownia atomowa jest najczystsza ekologicznie.
Tylko że niemcy zaczynają sie wycofywać z elektrowni atomowych.
A w czasie wojny wystarczy jeden Iskander w pobieranie wody do chłodzenia reaktorów i samo z siebie wszystko walnie. Tak można załatwić wszystkie elektrownie. I tak zle i tak nie dobrze.
Warszawiak Poniedziałek, 21 Sierpnia 2017, 12:29
Dla Polski nie ma innego wyjścia musimy postawić na atom. Oczywiście energetyke wodna tez powinniśmy rozwijać ale sama wodna to za malo. Bo dziś mamy energetyczne średniowiecze aż 90% energii ze spalania węgla. Niedługo jesień i znów nie da się u nas oddychać tylko maski na twarz! Jak długo szanowni rodacy tak mamy żyć? Jak długo jeszcze tego ekologicznego upodlenia? Energetyka zawodowa emituje dziś aż 50% związków siarki w Polsce i ok 30% tlenków azotu. Poza tym metale ciężkie, pył, benzopiren silnie rakotwórczy itp. To mówi samo za siebie dlaczego atom jest tak ważny dla Polski!
Lewkon Sobota, 19 Sierpnia 2017, 16:51
W tym artykułu jest chyba wymieniony wątek ceny energi dla gospodarki a przede wszystkim przemysłu.
I o to tu chodzi. Z 38% do 14%. Tylko 5 reaktorów.
Tom Antyatom Piątek, 18 Sierpnia 2017, 14:18
Atomowa elektrownia to same kłopoty brak nam uranu miejsc składowania wypalonego paliwa technologii i pieniędzy. Za połowę kwoty wydatkowanej na atomówkę można podbudować elektrownie wodne na wzór elektrowni na Bobrze na rzekach podkarpackich i górnej Wiśle. Co w połączeniu z 2-3 elektrowniami geotermalnymi też da 1000MW, a dodatkowo umożliwi żeglugę i zabezpieczy przed powodziami.
xawer Piątek, 18 Sierpnia 2017, 22:15
Brednie! Nie posiadamy wystarczających zasobów wodnych i geotermalnych dla zaspokojenia własnych potrzeb(abstrahując od kosztów i wpływu na środowisko). Zapóźnienie w energetyce jądrowej może nam wyjść na korzyść(np zainwestować w energetykę opartą na torze-bezpieczna, wydajna, 100 x mniej odpadów, jedyna "wada"-niemilitarna):-)
wodnik Sobota, 19 Sierpnia 2017, 17:15
to Pan pisze brednie. Polska jako kraj wykorzystuje raptem niespełna 20% potencjału energetycznego swoich rzek.
Pisząc o el. wodnych w odniesieniu do Polski, nikt choć trochę zorientowanych w temacie, nie ma na myśli budowania w naszym kraju drugiej Itaipu albo Zapory Trzech Przełomów. Liczy się efekt skali. Wiele małych i mikro el. wodnych da nam to samo i jeszcze więcej (jeżeli weźmiemy pod uwagę sprawy szeroko pojętej retencji, z którą jako kraj też się borykamy) za o wiele mniejsze co jedna atomówka.
gregor Wtorek, 22 Sierpnia 2017, 13:39
Polskie rzeki mają bardzo ograniczony potencjał energetyczny. Ilość produkowanej energii w stosunku do mocy zainstalowanej jest niższa niż w przypadku wiatraków, tak często krytykowanych za niską efektywność.
W pierwszym półroczu tego roku produkcja energii z wiatru 5 krotnie przewyższyła produkcję energii przez hydroelektrownie. Wystarczyła niecała dekada by osiągnąć taki wynik. Hydroelektrownie powstają od stu lat. Wnioski?

Małe elektrownie wodne pogarszają bilans wodny a nie poprawiają, wynika to z charakterystyki ich pracy. Mają też znacznie większy, negatywny wpływ na środowisko i znacznie większe (naturalne) ograniczenia lokalizacyjne.

Do momentu ustawowego zablokowania rozwoju energetyki wiatrowej, inwestorzy zdecydowanie preferowali energetykę wiatrową, ze względu na mniejsze koszty inwestycyjne, problemy lokalizacyjne i środowiskowe. Nawet większe dopłaty do produkcji prądu z jakich korzystają hydroelektrownie nie poprawiły ich sytuacji jako mało perspektywicznego i drogiego źródła energii.
Swarożyc Wtorek, 22 Sierpnia 2017, 8:34
Myśle raczej że wiele małych elektrowni włącznie z przydomowymi elektrowniami, wodnymi, wiatrowymi baterje słoneczne. W razie problemów z dostawami prądu od dostwacy mełe elektrownie lepiej sie sprawdzą. Choć by problemy z połamanymi słupami elektrycznymi do zniszczonych wsi po nawałnicy jaka przeszła niedawno przez Polske.
Creed Niedziela, 20 Sierpnia 2017, 2:16
Wiele małych i mikro kosztuje wiele nie małych i nie mikro pieniędzy...
Sceptyczny Czwartek, 17 Sierpnia 2017, 5:25
Ciezko zgodzic sie z ocena o transparentnosci działań TEPCO po katastrofie. Dzisiejszy sceptycyzm i brak zaufania społecznego wobec energii atomowej wynika między innymi z tego, ze rząd japoński nie informował społeczeństwa o skutkach katastrofy przez długi czas ukrywając większość informacji. Do dzisiaj dużo łatwiej uzyskać informacje z mediów zagranicznych niż japońskich na temat fukushimy. Dobrze ze rząd zmienia politykę i organizuje sponsorowane wyjazdy dla zagranicznych dziennikarzy bo jest to jeden ze sposobów na pokazanie dobrej woli współpracy. Problemem jednak nadal jest niewystraczajace informowanie mieszkańców o skutkach tej katastrofy. Zbyt długo TEPCO nie traktowało ludzi poważnie prowadząc narracje jakby nic sie nie stało i ludzie po prostu tego ńie kupili.
De Retour Środa, 16 Sierpnia 2017, 23:37
To w ramach polityki informacyjnej.  Ocenia się koszt wypadku średniego (typu Three Mile Island) na około 70 mld €, a poważnego (Czernobyl, Fukushima) na ponad 600 mld €  Pytanie jest, jak Polska chce zabezpieczyć fundusze, gdyby jadnak coś się kiedyś przytrafiło ?  Doliczymy do ceny prądu? Ile będzie wtedy kosztował? A może zakładamy, że nigdy nic się nie wydarzy i ryzykujemy bankructwo kraju ?
jang Czwartek, 17 Sierpnia 2017, 18:21
jedno JEST PEWNE Jeśli nadal będziemy w tym tempie zasilać atmosferę w CO 2 i inne gazy cieplarniane to zamienimy Ziemię w Wenus A siebie w grzanki...Czarnobyl-znam szczegóły- to wynik nieograniczonej głupoty personelu.Ale palenie grupowe górników w metanie to też pewnik spowodowany pogłębianiem naszych kopalń....
PS: w morzach i oceanach pływa ca. 200 atomowych elektrowni w okrętach podwodnych wraz z rakietami i głowicami termonuklearnymi....Te Pana nie niepokoją??? A dlaczego???Takie bezpieczne???
dimitris Piątek, 18 Sierpnia 2017, 17:07
Gdyż Polska na pewno nie zbankrutuje w razie katastrofy, na Atlantyku okrętu o napędzie nuklearnym. A od wypadku z własną elektrownią jądrową może. A Pana to nie obchodzi ? Pytanie za pytanie - proszę na nie odpowiedzieć !
echo Środa, 16 Sierpnia 2017, 22:31
Japończycy nie poradzili sobie z katastrofą w Fukushimie. Ona trwa nadal. Likwidacja skutków jest szacowana na około 170 mld dolarów plus kosmiczne pomysły zamrażania tys ton gruntu. Chwalenie TEPCO jest dość dwuznaczne. Opinie o tym koncernie i to jeszcze przed katastrofą, były mocno zróżnicowane.
TrzyKawki Środa, 16 Sierpnia 2017, 20:09
Nie jest moim zdaniem prawdą, że reaktory BWR są równie bezpieczne co PWR - ze wzgledów konstrukcyjnych. To po pierwsze. Po drugie: to , że TEPCO i konkurencja zdecydowały się nagle na znakomity PR, nie zmienia faktu, iż przed, w trakcie i po katastrofie, zarówno one, jak i rząd nie ujawniały skali zagrożenia. Podobnie jak i nie wymazuje to zaniedbań w sferze konserwacji bieżącej, o których wiadomo. To, że po wypadkach z 2011 r dokonano wiele w sprawach bezpieczeństwa to dobrze. Ale to też świadczy o tym, że wcześniej były one niewystarczające. I żeby było jasne - jestem zwolennikiem wykorzystywania energii jądrowej - tyle tylko, że rozumnie wykorzystywanej, a nie wiem czy w naszym kraju można mieć na to nadzieję.
dim Środa, 16 Sierpnia 2017, 17:31
Policzyć pieniądze, co wychodzi najtaniej i kropka. Wszystkie dostępne źródła, zestawione razem, niewyrywkowo, nie skrajnie tendencyjnie jak w poprzednim artykule - wywiadzie z profesorem.

Na razie widzę tylko jednostronną kampanię propagandową.
Observer Środa, 16 Sierpnia 2017, 17:17
Jak można twierdzić że "Japończycy doskonale poradzili sobie z większością skutków tragicznego tsunami" Efekty tego globalnego - atomowego kataklizmu widać w USA, Kanadzie, i innych krajach Pacyfiku. Skończył się zapas ryb i innych owoców morza. Oczywiście można ryzykować. Powodzenia... z nowoczesną propagandą w iście putinowskim stylu.