Wizyta w największej elektrowni atomowej świata. „W zasadzie niezniszczalna” [RELACJA Z KASHIWAZAKI]

Środa, 09 Sierpnia 2017, 16:27
Piotr Maciążek

Fukushima to wielka nauczka dla japońskiej branży jądrowej. Dzięki niej wzmocnione elektrownie atomowe są dziś w zasadzie niezniszczalne.

O 9.30 czasu lokalnego dotarliśmy do japońskiej elektrowni atomowej Kashiwazaki-Kariwa, która jest największym tego typu obiektem na świecie (łączna moc 8212 MW). Znajduje się ona na terenie miasta Kashiwazaki i wioski Kariwa w Prefekturze Niigata, około 220 km od Tokio. Siłownia należy do firmy Tepco, podobnie jak elektrownia w Fukushimie. Od momentu katastrofalnego trzęsienia ziemi i tsunami, Kashiwazaki-Kariwa nie jest operacyjna. Jej ponowne uruchomienie nastąpi prawdopodobnie za około rok.

W biurowcu Tepco, znajdującym się poza strefą zamkniętą siłowni, przedstawiono nam krótki plan wizyty, opis obiektu, a także nakazano przebrać się w odzież ochronną. Następnie przetransportowano busem do bramy prowadzącej na teren elektrowni. Znajduje się ona tuż nad brzegiem Morza Japońskiego. Różnice w wysokości terenu na tej małej przestrzeni (kompleks zajmuje ledwie 4,2 km2) dochodzą do ponad 60 m.

Przy bramie miała miejsce pierwsza specjalistyczna kontrola bezpieczeństwa. Sprawdzono samochód, którym przyjechaliśmy oraz osobowe identyfikatory, które wręczono nam w biurowcu.

Zobacz także: Japoński atom dla Polski? [RELACJA ENERGETYKA24 Z TOKIO]

Następnie pojechaliśmy dalej i weszliśmy do budynku gdzie znajdował się checkpoint, w którym wręczono nam drugą przepustkę. Kazano wchodzić nam do klaustrofobicznych komór (jednoosobowych, były umieszczone obok siebie), które zamykały się z obu stron. W środku, by przejść dalej, trzeba było przyłożyć do specjalnego kontrolera identyfikator. W kolejnym punkcie wręczano odwiedzającym liczniki badające promieniowanie. Potem należało pilnować, by wkładając specjalne skarpety i buty ochronne (dodatki do uprzednio ubranej odzieży ochronnej) dotykać nimi tylko wybranych miejsc, minimalizując ryzyko wniesienia czegokolwiek do budynku, w którym znajdował się reaktor. Następnie droga wiodła do komory zmiany ciśnienia. Przechodziliśmy także przez wiele wind i grodzi, będących zabezpieczeniami na wypadek Tsunami. W końcu mogliśmy obejrzeć na jednym z poziomów budynku pomieszczenie ulokowane wokół reaktora oraz obserwować z najwyższego piętra zatopione w specjalnym zbiorniku z wodą paliwo jądrowe. Następnie miał miejsce etap wychodzenia z obiektu. Pomiar promieniowania, najpierw z licznika osobistego, potem w specjalnej, zamkniętej komorze, gdzie bada się dłonie i stopy. Potem zutylizowano część odzieży ochronnej. W końcu, po opuszczeniu obiektu, wsiedliśmy do auta i obserwowali główne zabezpieczenia przeciw Tsunami- olbrzymie mury budowane wokół poszczególnych bloków siłowni, a także port służący transferowi odpadów jądrowych.

Kolejnym punktem programu było opuszczenie elektrowni i udanie się w miejsce gdzie szkoli się operatorów elektrowni jądrowych. Znajdowały się tam dokładnie odwzorowane pomieszczenia kontrolne, po jednym dla każdej z generacji siłowni jądrowej. Ćwiczono w nich sytuacje kryzysowe w tym… scenariusz katastrofy z Fukushimy.

To oczywiście uproszczony opis naszej podróży do Kashiwazaki-Kariwa. To, co zobaczyłem na miejscu w zupełności wystarcza by zrozumieć jak wielkim know-how dysponują Japończycy i inne kraje promujące energetykę jądrową. Nie chodzi jedynie o technologię, która jest przecież kluczowa, ale również wyszkolenie i doświadczenie np. w zakresie sytuacji kryzysowych. Po drugie moja podróż na japońskie instalacje uświadomiła mi jak trudno byłoby dokonać ataku terrorystycznego na tak strzeżony obiekt. Po trzecie wydaje się on w zasadzie niezniszczalny. W 2007 doszło do trzęsienia ziemi o amplitudzie 6,8 w skali Richtera, którego epicentrum było zlokalizowane niedaleko elektrowni Kashiwazaki-Kariwa. Poniosła ona niewielkie straty. Spłonęła część transformatorów, zawaliło się kilka budynków, zniszczeniu uległy okoliczne jezdnie etc. Dziś obiekt ten wzmocniono o rozwiązania będące pochodną katastrofy w Fukushimie (epicentrum tamtejszego trzęsienia ziemi także znajdowało się obok siłowni- nie wyrządziło ono większych szkód, te poczyniło dopiero rekordowo wysokie Tsunami). Są to m.in. grodzie wodoszczelne wewnątrz obiektu, dodatkowe rury, których można użyć alternatywnie na wypadek uszkodzenia podstawowej infrastruktury, mury ochronne wokół obiektu, większa ilość pojazdów, w tym straży pożarnej.

Kolejna relacja niebawem. Jutro ruszamy do elektrowni w Takahamie – ostatniej, którą uruchomiono w Japonii po wyłączeniu wszystkich siłowni w wyniku katastrofy w Fukushimie.

Zobacz także:

Piotr Maciążek
Dziękujemy! Twój komentarz został pomyślnie dodany i oczekuje na moderację.

Dodaj komentarz

6 komentarzy

dim Środa, 09 Sierpnia 2017, 23:19
"W zasadzie niezniszczalna" - czyli jak Titanic.
Drzewica Środa, 09 Sierpnia 2017, 22:38
Bezsprzecznie Japonia dysponuje techniką najwyższej klasy i największym doświadczeniem walki z awariami i klęskami żywiołowymi, ale tylko Korea Południowa buduje elektrownie atomowe w terminie, zgodnie z planem. Ważne są decyzje z kim się Polska zwiąże.
Tomek72 Środa, 09 Sierpnia 2017, 22:18
Zaraz jak dowiedziałem się o katastrofie mówiłem, że Japonia wyciągnie z tego wnioski i będzie miała jedne z NAJBEZPIECZNIEJSZYCH na świecie technologii nuklearnych.
Po tym jak Japonia wyłączyła pozostałe reaktory, podtrzymując powyższe powiedziałem że to NAJLEPSZY moment na negocjacje współpracy Polsko Japońskiej w tym zakresie.

Szkoda, że stracono tyle czasu.
Reaktor Środa, 09 Sierpnia 2017, 19:56
Pierwszą "Niezniszczalną" była Fukushima.
Bunio Czwartek, 10 Sierpnia 2017, 11:30
Rozumiem ironię, ale nie, nie była przygotowana, bo nie było tak ostrej nauczki. Przykładowo: mury były dużo niższe, a zapasowe agregaty do chłodzenia stosu, przeznaczone na wypadek awarii sieci, umieszczone były... w piwnicach. Jestem pewien że teraz ci neurastenicznie przewrażliwieni (i urażeni w swej dumie) Japończycy każdy, najgorszy nawet scenariusz wałkują w kółko i zabezpieczają się po wielekroć lepiej.

Podobnie zresztą było z Titanikiem - po nauczce budowano wielkie liniowce pasażerskie już inaczej, stosowano lepsze materiały, i nie nawigowano nimi tak ryzykownie. Ale i tak nikt już nie napisze że statek jest niezatapialny, bo na morzu jednostce pływającej zdarzyć się może jednak o wiele wiele więcej, niż budynkowi na lądzie.
pwa Czwartek, 10 Sierpnia 2017, 15:43
I tu się mylisz - oni nie są przewrażliwieni, a na pewno nie japoński przemysł nuklearny. Nigdy nie był. To nie wina energetyki, tylko japońskiego podejścia do kontroli publicznej. Problemy zamiatano pod dywan, a cała masa incydentów i problemów po prostu nie przebijała się od lat do świadomości opinii publicznej przez propagandę.
Technicznie ok, ale w sprawach organizacyjnych - oby to nie oni byli dla nas wzorem.