Australijczycy wesprą realizację Baltic Pipe

Wtorek, 14 Listopada 2017, 14:21

Przy realizacji podmorskiej części projektu Baltic Pipe Gaz-System korzystać będzie ze wsparcia inżynieryjnego i doświadczenia australijskiej firmy Subsea Engineering Associates Pty Ltd (SEA) z siedzibą w Perth i przedstawicielstwem w Polsce. 

SEA to firma doradcza w sektorze wydobycia gazu i ropy naftowej z szelfów mórz i oceanów, niezależna od dostawców i wykonawców, specjalizująca  się w projektach podwodnych rurociągów i kabli. SEA jest światowym dostawcą usług w zakresie zarządzania projektami inżynierskimi w branży budownictwa podmorskiego.

Zobacz także: „Energetyczny Houdini”: gaz z szelfu norweskiego dla Ukrainy bez Baltic Pipe? [KOMENTARZ]

Baltic Pipe to już trzeci projekt gazociągu podmorskiego na terenie Bałtyku obsługiwany przez SEA - po projekcie Baltic Gas w Polsce oraz połączeniu gazociągowym Balticconnector pomiędzy Finlandią a Estonią. W przypadku Baltic Pipe podstawowym zadaniem SEA będzie wspieranie realizacji projektu, by został terminowo ukończony i gotowy do eksploatacji w 2022 roku.

Część podmorska projektu Baltic Pipe obejmuje budowę około 260-310 km odcinka dwukierunkowego gazociągu podmorskiego łączącego wybrzeże Danii i Polski. Australijska firma SEA będzie odpowiadać za sprawowanie nadzoru technicznego oraz wsparcie planowania i zarządzanie ryzykiem w celu zapewnienia ukończenia projektu w terminie. Ten zakres prac będzie realizowany przez doświadczony zespół specjalistów z ramienia SEA, składający się z pracowników w Warszawie i Perth.

Zobacz także: A jeśli na Baltic Pipe jest już za późno? [OPINIA]

Baltic Pipe to strategiczny projekt infrastrukturalny, którego celem jest stworzenie nowego korytarza dostaw gazu na rynku europejskim. Umożliwi on transport gazu ze złóż w Norwegii na rynki duński i polski, jak również do odbiorców w sąsiednich krajach. Promotorami projektu są firmy GAZ-SYSTEM S.A. z Polski oraz Energinet z Danii.  W październiku sukcesem zakończyła się druga faza Open Season potwierdzająca zainteresowanie rynku tym projektem.

Projekt Baltic Pipe znalazł się na pierwszej liście projektów będących przedmiotem wspólnego zainteresowania (PCI), opracowanej przez Komisję Europejską w 2013 roku, oraz na kolejnej liście przyjętej przez Komisję Europejską 18 listopada 2015, co podkreśla jego regionalne znaczenie.

Zdefiniowany na podstawie studium wykonalności projekt Baltic Pipe składa się z pięciu głównych elementów:

  • · Gazociąg złożowy prowadzący z systemu norweskiego na Morzu Północnym do punktu odbioru w systemie duńskim,
  • · Rozbudowa istniejących zdolności w duńskim lądowym systemie przesyłowym
  • · Tłocznia gazu w Zealand w Danii,
  • · Podmorski gazociąg międzysystemowy biegnący z Danii do Polski wraz z terminalem odbiorczym,
  • · Rozbudowa polskiego systemu przesyłowego.

Zobacz także: Wiceprezes Gaz-System dla Energetyka24: Do końca października "konkretne oferty" na Baltic Pipe

kn/Gaz-System

Dziękujemy! Twój komentarz został pomyślnie dodany i oczekuje na moderację.

Dodaj komentarz

5 komentarzy

Koks Czwartek, 16 Listopada 2017, 19:02
Gazoport 2.0?
Gdy ostatnio PGNiG podwoił dostawy skroplonego gazu z Kataru, w całej tajemniczości tej decyzji, stało się jasne, że LNG będzie tym sposobem dywersyfikacji, który może być najłatwiej, choć najkosztowniej realizowany.

Po półtora roku bowiem brak jakichkolwiek postępów w budowie„Baltic Pipe”, przeprowadzono feasibility study i nie podano ani jednej liczby z analizy, możemy przewidywać, że projekt nie będzie zrealizowany. A alternatywa do rozbudowy świnoujskiego gazoportu – pływający terminal odbiorczy w Gdańsku – wciąż czeka na wyniki wstępnej analizy, która ma być zakończona w listopadzie. Ponad dwa lata od przejęcia spółek gazowych przez nowy rząd!

Takie opieszałe działanie to nic nowego, tak samo było w nieudanych projektach z lat 1997 – 2001 i w drugim podejściu w 2005 – 2007 roku. Te same negocjacje, badania, pisanie programów, przeciąganie terminów, a wszystko po to , aby ukryć nierealność projektu.

Ostatnie informacje tylko to potwierdzają. 20 kwietnia Gaz-System ogłosił, że będzie rozbudowywał gazoport, by zwiększyć moce regazyfikacyjne do 7,5 mld m3 gazu ziemnego rocznie. Przyjrzyjmy się tej decyzji.

Po wstępnym poinformowaniu, że „Gaz-System podjął decyzję o rozbudowie Terminalu LNG”, konkretne działania podjęte przez spółkę nie zachwycają. Nie ma mowy o rozbudowie całego gazoportu, tylko jednej instalacji - regazyfikacji. Instalacje te to poważny problem Świnoujścia. Zwykle bowiem do regazyfikacji powinno się wykorzystywać naturalne ciepło morza lub ciepło odpadowe np. elektrowni.

Jednak przy Świnoujściu są na tyle zimne wody, że trzeba było zamiast systemów otwartych (Open Rack Vaporizer - ORV) – zainstalować urządzenia wymagające spalania gazu (Submerged Combustion Vaporizers – SCV). Podgrzewa on wodę, która z kolei podgrzewa rury, w których płynie gaz, który dzięki dostawie energii przechodzi w fazę lotną. W ten sposób, z powodu lokalizacji każda dostawa jest obciążona kosztem 2 procent gazu zużywanego do regazyfikacji. Więc podnosi cenę i tak już drogiej formy dostaw.

Tak więc ma być zlikwidowane „wąskie gardło” gazoportu, jednak czy samo powiększenie mocy regazyfikacyjnych jest wystarczające?

O sam odbiór gazu ze statku można być spokojnym. Gazowce są obsługiwane w ciągu 24 do 36 godzin, a dotychczasowe dostawy wymagają jednego statku miesięcznie. Podwojone od początku przyszłego roku dostawy zajmą tylko kilka dni w miesiącu. Spokojnie więc trzeci i czwarty statek miesięcznie się zmieści.

Pytanie jednak, co ze zbiornikami? Tutaj wymagana jest wiedza szczegółowa, dostępna tylko w samej firmie, zarządzającej terminalem. Jednak porównując ze standardami europejskimi można również wysnuć pewne wnioski.

Terminal Gate w Rotterdamie ma znamionową moc 12 miliardów m3 rocznie. Jest ona ograniczona właśnie mocami regazyfikacyjnymi, jednak tutaj wykorzystano otwarty system ORV, na dodatek wykorzystując gorącą wodę z pobliskiej elektrowni E.ON. Gate Terminal ma trzy zbiorniki, każdy po 180 tys. m3 pojemności LNG, czyli 540 tys. m3. Nasz gazoport ma dwa zbiorniki – łącznie 320 tys. m3. Z prostego więc porównania pojemności zbiorników i mocy regazyfikacyjnych wynika, że obciążenie zbiorników w Świnoujściu byłoby tylko nieznacznie większe niż w Holandii.

Wniosek? Można osiągnąć potencjał odbioru 7,5 miliarda m3 tylko przez zwiększenie instalacji regazyfikacyjnych. Oczywiście nie uwzględniam tu uwarunkowań wewnętrznych – znanych jedynie w Polskim LNG, które mogą być przeszkodą w takim łatwym podniesieniu mocy odbiorczych. Wniosek drugi – terminal w Świnoujściu zaplanowano ze znacznym zapasem możliwości magazynowych – najdroższego składnika inwestycji.

Jedyny problem, jaki się rysuje na horyzoncie to logistyka. Czym innym bowiem jest położenie w samym sercu gazowego świata, jak port w Rotterdamie, a czym innym – peryferyjne położenie Świnoujścia. Tutaj logistyka jest trudniejsza, więc będzie kosztowna. Na przykład nie będzie można wykorzystywać okazyjnych tańszych zakupów na rynku, gdy terminal będzie obciążony terminowymi dostawami.
Kiks Poniedziałek, 20 Listopada 2017, 16:17
Rotterdam i Świnoujście... To nie jst kwestia położenia, a wykorzystania.
owo Środa, 15 Listopada 2017, 9:48
To jest posrednik bez zadnych kompetencji.
Wszystkie powazniejsze roboty na projektach gazowych
w australii wykonuja europejscy i amerykanscy podwykonawcy.
Australijczycy conajwyzej moga popatrzec.
obserwerEnergPl Wtorek, 14 Listopada 2017, 22:31
Bardzo potrzebna inwestycja strategiczna dla Polski i regionu oby powstała jak najszybciej a wszelkie działania z nią związane powinny być objęte ochroną odpowiednich służb takich jak ABW czy CBA
Prześwietlić ich do kości Wtorek, 14 Listopada 2017, 16:50
Niepokojące Antypody...
Oby nie skończyło się skandalem jak z WorleyParsons. Też firma z Australii. Na szczęście jest różnica - wówczas zlecenie obsługiwał tajemniczy oddział w Bułgarii, a nie polskie biuro (jak obecnie).