Eksperci podzieleni w sprawie szkodliwości turbin wiatrowych

Czwartek, 28 Września 2017, 12:54

Odbyte 27 września posiedzenie Parlamentarnego Zespołu Górnictwa i Energii w założeniach miało zostać poświęcone perspektywom rozwoju energetyki wiatrowej w Polsce. Dyskusja, momentami dość żywiołowa, skupiła się jednak na problemie szkodliwości hałasu emitowanego przez turbiny wiatrowe.

Posiedzenie Parlamentarnego Zespołu Górnictwa i Energii zostało zdominowane przez dyskusję na temat szkodliwości hałasu emitowanego przez turbiny wiatrowej dla mieszkańców wsi położonych w pobliżu farm wiatrowych. Prezentacje odnośnie tego problemu przedstawiła prof. Barbara Lebiedowska. Ekspertka Komisji Europejskiej powoływała się amerykańskie badania zgodnie z którymi LFN (fale niskich częstotliwości) wywołują szkodliwy wpływ na zdrowie mieszkańców znajdujących się w pobliżu turbin. „Wyniki przedstawione w 1988 r. badań prowadzonych przez NASA są miażdżące dla przemysłu wiatrowego. I są nadal”stwierdziła

Zobacz także: "Nie przeminęło z wiatrem". Holenderskie doświadczenia dla polskiej energetyki wiatrowej [ANALIZA]

Prof. Lebiedowska stwierdziła, że w latach 2005 -2016 PL zwiększyła moc zainstalowaną 70 krotnie, a na świecie nie wiele ponad 8 krotnie. „Oznacza to, że 8-rotnie Polska przewyższyła tempo instalowania wiatraków w pozostałych częściach świata. Wyszliśmy przed szereg" – oceniła Profesor.

Według ekspertki obecnie funkcjonujące w Polsce wiatraki zostały zainstalowane w oparciu o wadliwe raporty „pisane na zamówienie inwestorów.” Według niej istotnym problemem jest brak ustalonych dopuszczalnych norm hałasu pochodzącego od turbin wiatrowych. „Hałas emitowany przez turbiny nie jest porównywany z innymi– dróg, lotnisk itp. Jest on szczególny. Nie możemy przyjmować tych samych wartości jak do przeciętnego, innego źródła hałasu” - przekonywała.

Zdaniem badaczki stosowana obecnie metoda prognozowania hałasu - PM-ISO9613-2 - jest nieskuteczna, ponieważ ogranicza ona obliczenia w zakresie częstotliwości od 63 Hz do 8kHz. „Tymczasem hałas turbin jest poniżej 63 Hz.” – przekonywała prof. Lebiedowska. Dodatkowo istenieje niepewność wyniku na poziomi +/_ 3 dB, co według Profesor nie pozwala na uwzględnienie wszystkich elementów emisji.

Z powyższych względów metodyka oparta PM-ISO9613-2 w obecnym kształcie nie powinna mieć zastosowania do prognozowania hałasu emitowanego przez turbiny wiatrowe. Należy opracować bardziej precyzyjne wytyczne odnośnie opracowywania analiz akustycznych w raportach dla farm wiatrowych.

Prof. dr inż. Barbara Lebiedowska

Według prof. Lebiedowskiej rozwiązaniem tej sytuacji powinno być uzupełnienie rozporządzenia ministra środowiska z 14 czerwca 2007 r. o dodanie wartości dopuszczalnego hałasu turbin wiatrowych. „Najprościej byłoby dodać załącznik do obecnego rozporządzenia. Stąd tez mój apel do ministerstwa środowiska o podjęcie jak najszybszych działań w tej sprawie”.

Zobacz także: Energetyka wiatrowa dostrzega "światełko w tunelu" [KOMENTARZ]

W opozycji do tez przedstawionych przez prof. Lebiedowską wystąpił dr Adam Zagubień z Politechniki Koszalińskiej, który podkreślił, że energetykę wiatrową zajmuje się już od 20 lat.

 

Trzeba mieć na uwadze, w jaki sposób człowiek szłyszy. Aby wywołać odczuwalnych dla człowieka hałas potrzeba dźwięku o wartości 70dB. W Polsce wartości dopuszczalnego hałasu znajdują się w przedziale 55dB w dzień i 45 dB w nocy. Są to wartości porównywalne jak w innych krajach europejskich.

Dr Adam Zagubień, Politechnika Koszalińska

W odpowiedzi na twierdzenia Doktora odezwało się kilku obecnych na sali mieszkańców miejscowości położonych w bezpośrednimi sąsiedztwie farm wiatrowych. Ich zdaniem obliczenia dot. pomiarów są oderwane od rzeczywistości. W wielu przypadków bliska odległość „wiatraków” zmuszała ludzi do zmiany miejsca zamieszkania. „Wiatraki zniszczy moje zdrowie i moje życie” – skarżył się jeden z obecnych na sali mieszkańców. „To jest tragedia! Polska ziemia jest zabierana pod wiatraki, fotowoltaikę. A gdzie my będziemy żyć? Jak tak dalej pójdzie, to nie będziemy mieli gdzie żyć!” – protestowała inna osoba.

Z kolei Włodzimierz Ehrenhalt, wiceprezes Stowarzyszenia Energii Odnawialanej poddał w wątpliwość wyniki przedstawione przez prof. Barbarę Lebiedowską. „W pani prezentacji wyniki badań są sprzed 30 lat. To tak jak porównywanie trabanta do współczesnego auta. Postęp technologiczny dokonany w tym czasie jest ogromny. Polsce potrzebna jest energetyka wiatrowa i nie możemy jej zabić" – przekonywał Ehrenhalt.

W odpowiedzi prof. Lebiedowska argumentowała, że owszem technologia idzie do przodu, ale podobnie rozwija się sposoby i metodykę badań. "Badania są coraz dokładniejsze i precyzyjniejsze, i z nich również wynika szkodliwość hałasu emitowanego przez turbiny" - oponowała prof. Lebiedowska.

Zobacz także: Duński targ - wiatr Bałtyku w zamian za Baltic Pipe? [KOMENTARZ]

Dziękujemy! Twój komentarz został pomyślnie dodany i oczekuje na moderację.

Dodaj komentarz

7 komentarzy

Ryzyk-fizyk Poniedziałek, 02 Października 2017, 11:03
Pani dr inż. B.Lebiedowska nie jest ekspertką Komisji Europejskiej. Łatwo to sprawdzić, szukając na bardzo transparentnych portalach instytucji unijnych tego nazwiska. Nie ma go ani na listach ekspertów (jest ich kilka kategorii), ani wśrod autorów ekspertyz. Tytułu profesora też używa raczej w rozumieniu zwyczajowym, jako były wykładowca Państwowej Wyższej Szkoły Zawodowej w Ciechanowie, gdzie od wielu lat nie pracuje. Na stronie PWSZ nie ma informacji, czy i kiedy przyznano pani doktor tytył profesora uczelnianego. Najważniejsze jest jednak oświadczenie pani Lebiedowskiej, że sama żadnych badań hałasu z turbin ani badań ich skutków zdrowotnych nigdy nie prowadziła. Swoje opinie formułuje tylko na bazie studiów literaturowych, a jak dobiera źródła pokazała w swojej prezentacji.
Zzz Sobota, 30 Września 2017, 23:32
Wiatraki okradają nas bo istnieją TYLKO dzięki dotacjom z budżetu. Więc płacimy za ich ,,prąd" dwa razy: w rachunku i w podatku.
Marek Wtorek, 03 Października 2017, 8:59
Weź sobie ostatni rachunek za prąd i zobacz ile dopłacasz do OZE (opłata za OZE) a ile do elektrowni węglowych (opłata przejściowa). Potem opłatę przejściowa podziel sobie przez 7 (bo tyle razy więcej prądu produkują węglówki w porównaniu do OZE - mniej więcej) i zobacz o ile więcej dopłacasz do węglówek w przeliczeniu na ilość produkowanego prądu. A za chwilę będziesz jeszcze więcej jak wejdzie rynek mocy. O miliardach które dopłacamy do kopalń nie wspominam. Prawda jest taka, że przy dzisiejszych cenach prądu nie opłaca się budować żadnych elektrowni i jak chcesz jakąś wybudować OZE, węglową czy jakąkolwiek inną to musisz do tego dopłacić. Osobiście wolę dopłacać do OZE - choćby wiatraków - niż trujących węglówek. Uważam, że polityka rządu powinna być taka - OZE ile się da, węglówek ile musimy. U nas jest odwrotnie: OZE ile musimy (zobowiązania wobec UE) a węglówek ile się da - wszak żaden rząd z lobby węglowym u nas nie zadrze
Marek Piątek, 29 Września 2017, 9:03
Niedaleko mnie jest stacja benzynowa położona 400 m od dwóch wiatraków. Jak nic nie jedzie i nie ma szumu wiatru (stacja położona jest przy mało ruchliwej drodze) i jest się na zewnątrz to słychać taki cichy łoskot, takie mielenie powietrza - ale pewno jakbym nie starał się usłyszeć to bym nie zwrócił na to uwagi. Wystarczy, że jakiś samochód zbliża się do stacji i już ten dźwięk zagłusza. W budynku stacji też nic nie słychać, Rozmawiałem z ludźmi tam pracującymi czy im te wiatraki nie przeszkadzają, czy kogoś nie boli głowa albo ma jakieś inne dziwne objawy to twierdzili że nie. Nie dostrzegają pracy tych wiatraków. Tak jakby ich nie było. A ci ludzie spędzają tam dużo czasu. Raz poszedłem sobie w stronę wiatraka to im bliżej tym głośniej. Tak w połowie drogi - czyli koło 200 m od wiatraka - już by mi ten hałas przeszkadzał. Blisko wiatraka nie słychać samego wiatraka tylko buczenie transformatora. Niestety, nie wiem jaka jest wysokość wiatraka. Ciekawe jak to się ma do zasady wysokość x 10.
MacGawer Sobota, 30 Września 2017, 20:32
W przypadku nowoczesnych wiatraków z dlugimi smigłami tak własnie jest. Już w odległości 0.5 km ledwo słychać "mielenie" powietrza coś a'la nadjezdżajacy z daleka pociąg. Takie wiatraki najczęsciej mają ok. 150m wysokości więc w/g nowej ustawy musza być stawiane min. 1.5 km od zabudowań. Za oknami mam kilkanaście tego typu turbin, z czego 2 najbliższe ok. 1 km. Żeby je usłyszeć musi byc absolutna cisza, wystarczy słowik śpiewajacy w pobliskich krzakach by je zagłuszyć.

Przeciwnicy wiatraków szukają dziwnych "zagrożeń" opisanych przez słynnych "amerykańskich naukowców" bo nie mają innego wyjścia. Gdyby skupili się na normalnych procedurach i pomiarach to nigdy nie udowodnią szkodliwości pojedyńczego wiatraka 0.5 km od domu (nowoczesnego , wolnoobrotowego). A gdyby w ramach walki z wiatrakami zaostrzyć normy hałasu to rykoszetem oberwą drogowcy - znacznie mocniej.
Kazik Czwartek, 28 Września 2017, 22:48
A u nas montuje się wiatraki blisko domostw, gdzie mieszkają ludzie. Umowy podpisane z państwowymi spółkami przynoszą stawiającym wiatraki krocie, społeczeństwa lokalne praktycznie nic nie zyskują, tylko tracą. Traci również państwo, grube miliardy.
Jacek Czwartek, 28 Września 2017, 13:09
W krajach skandynawskich montuje się wiatraki na wysuniętych w morze bezludnych obiektach. Bardzo ułatwia to skaliste podłoże