"Nie przeminęło z wiatrem". Holenderskie doświadczenia dla polskiej energetyki wiatrowej [ANALIZA]

Poniedziałek, 15 Maja 2017, 15:01

Holendrzy nigdy nie przepadali za współczesnymi wiatrakami na lądzie. 4 lata po redukcji subsydiów dla technologii odnawialnych źródeł energii, ogłosili ambitny plan rozwoju morskiej energetyki wiatrowej. Czy Polskę czeka podobny scenariusz?

Kto sieje wiatr, ten zbiera energię

Do XV wieku Holandia nie należała do krain mlekiem i miodem płynących. Kompletnie płaska, „przemoczona” ziemia rozciągająca się nad kapryśnym morzem. W tych warunkach nawet jeśli udało się zgromadzić jakiś dobytek stosunkowo szybko pozbawiała go podtopienia lub powódź.

W przełomowym XV wieku okazało się jednak, że do tej pory przysparzający jedynie o ból głowy wszędobylski wiatr, może być remedium na wścibską wodę. Wiatrak – wdrożenie tej innowacji dało początek efektywnemu systemowi „osuszania” ziemi, a późniejsze wykorzystanie jej przy produkcji agrarnej i jeszcze później przemysłowej dało – jakbyśmy to współcześnie fachowo określili – realną przewagę konkurencyjną regionu.

600 lat później, w XXI wieku, wynalazek, który wyrwał Holendrów z objęć biedy i niedostatku okazał się być uciążliwy. Kiedy na szeroką skalę w Europie zachodniej zaczęły powstawać lądowe farmy wiatrowe, w gęsto zaludnionej Holandii pojawiło się względnie wiele głosów obywateli głoszących hasła z kategorii NIMBY (Not-In-My-Back-Yard), czyli negatywnie ustosunkowanych do koncepcji współdzielenia przestrzeni wokół swojego miejsca zamieszkania z wiatrakami.

W Polsce zresztą, choć z trochę innych względów, obserwowaliśmy podobne zjawisko społeczne.

Zobacz także: Energetyka wiatrowa na Bałtyku czeka na regulacje

Wiatraki niemile widziane

„Kiedyś, jadąc na wakacje do Hiszpanii z zawodowej ciekawości przyglądałem się usytuowaniu farm wiatrowych w mijanych po drodze krajach Europy” – wspomina Maciej Stryjecki, prezes Fundacji Na rzecz Energetyki Zrównoważonej. „We Francji wiatraki ulokowane są na wielkich polach, z daleka od siedlisk. W Hiszpanii z kolei na szczytach gór, a więc też na terenach niezamieszkanych. W Polsce zwyczajnie nie ma takich miejsc – jesteśmy krajem równinnym, nasze rolnictwo jest rozdrobnione i pola są najczęściej we wsiach” – porównuje.

Konsekwencją sprzeciwu polskich NIMBY było wykorzystanie ich sprzeciwu do celów politycznych. Antywiatrakową krucjatę rozpoczęła grupa posłów, która dochodząc do władzy wytoczyła działa legislacyjne. W konsekwencji ustawa odległościowa oraz nowe zalecenia interpretacji podatku od nieruchomości w przypadku instalacji generujących energię z wiatru doprowadziły do spadku wartości istniejących inwestycji oraz niewielki przyrost nowych mocy tego typu.

W Holandii z kolei, rząd chcąc „zasypać” dziurę budżetową poświęcił dopłaty do odnawialnych źródeł energii. W listopadzie 2011 roku świat obiegła wieść o nowym systemie wsparania rozwoju mocy wykorzystujących zieloną energię przez rząd w Hadze. Wprowadzono system SDE+ (poprzedni nazywał się SDE), ze zmienionymi założeniami, których skutkiem był spadek subsydiów z 6 mld euro rocznie do 1,5 mld euro.

Energetyka wiatrowa bez perspektyw?

Odnośnie grupy tzw. NIMBY warto wspomnieć publikację Maartena Wolsinka z Uniwersytetu w Amsterdamie, który już w 1999 roku dogłębnie zbadał to zjawisko w Holandii. Wolsink stawia tezę, że osoby, który oponują przeciwko generatorom energii wiatrowej w ich najbliższej okolicy są przeciwne energetyce wiatrowej w ogóle, a nie – jak przyjmowano do tamtej pory – tylko w obrębie ich sąsiedztwa. Z ankiety, jaką przeprowadził, wynika także, że głównym powodem niechęci do wiatraków jest fakt, że – jak uważają NIMBY – korzyści z instalacji czerpią jedynie koncerny energetyczne. W celu zapobieżenia rozprzestrzeniania się tej postawy, autor publikacji zaleca wsparcie edukacyjne i instytucjonalne ze strony państwa.

Zobacz także: PSEW: Bez energetyki wiatrowej Polska nie spełni wymagań UE

Wracając jednak do 2011 roku i redukcji pomocy finansowej dla energetyki odnawialnej: w tamtym czasie agencja Reuters opublikowała artykuł zatytułowany „Dutch fall out of love with windmills” (z ang. Holendrzy odkochują się w wiatrakach), w którym przeanalizowano powody oraz prognozowano skutki wprowadzanej legislacji. Autorka, Ivana Sekularac, powołując się na wypowiedzi przedstawicieli rynku, lokalnych społeczności, administracji publicznej oraz ekspertów udowodniła, że ta postawa rządu w Hadze była – przynajmniej po części – wynikiem aktywności NIMBY, a także że wprowadzane wówczas nowe zasady spowodują przestój na rynku OZE. Co jednak najistotniejsze – autorce udało się przewidzieć dalszy bieg wypadków, który dla polskiej energetyki może być ciekawym prognostykiem.

„Niektóre technologie, jak np. morskie technologie wiatrowe, panele fotowoltaiczne, energia pozyskiwana z pływów oraz fal są przeciętnie droższe niż wynosi zakładany w systemie SDE+ koszt maksymalny” – komentował tezy artykułu w 2011 roku dla agencji Reuters rzecznik resortu odpowiedzialnego za politykę energetyczną.

„Dochodzimy do wniosku, że najbardziej prawdopodobne jest, że cel, jaki uda nam się osiągnąć przy obecnej polityce rządu będzie w przedziale 8-12 proc.” – wyrażał opinię Paul van den Oosterkamp, menedżer w energetycznym think-tanku ECN, odnosząc się do zaplanowanego na 2020 rok celu udziału energetyki odnawialnej w holenderskim miksie, który wynosi 14 proc.

„Perspektywy dla holenderskiego wiatru wyglądają niewesoło” – kwitowała natomiast autorka.

Jednak tekst kończy się wypowiedzią Grevena Heina, rzecznika prasowego holenderskiego koncernu energetycznego Eneco: „Nowy schemat dopłat nie wspiera morskiej energetyki wiatrowej, ale offshore to gra długoterminowa”.

Nie mylił się. Po kilku latach ten sam rząd, który w 2011 roku zablokował nowe inwestycje w holenderski wiatr, wyraźnie stawia obecnie na morską energetykę wiatrową. Od 2015 roku realizuje program budowy oraz przyłączenia 4.450 MW mocy z morza do 2023 r.

Farmy wiatrowe wzmacniają bezpieczeństwo energetyczne

„Wdrożenia nowych mocy w morskich farmach wiatrowych w Holandii mają zupełnie inną dynamikę z powodu wsparcia finansowego, jakie zostało zbudowane w Holandii” – opowiada nam dr Peter Eecen, z energetycznego think tanku ECN. „Farmy offshorowe wygrywają przetargi i każdego roku będziemy przyłączać 700 MW aż do 2023 r. Holenderski przemysł zyskuje na projektach realizowanych zarówno w naszym kraju, jak przy innych europejskich nabrzeżach” – dodaje.

Zobacz także: Rekordowa produkcja farm wiatrowych przyczyną zakłóceń w KSE

Z badania, jakie przeprowadził ECN wynika, że np. TenneT ma największy udział w europejskim rynku farm wiatrowych w zakresie przyłączania wiatraków na morzu do systemu przesyłu i dystrybucji. SiF, zajmujący się budową fundamentów także wybija się na lidera w swojej części łańcucha wartości. Duże znaczenia na europejskim rynku offshorowej energetyki wiatrowej ma również Van Oord działający na obszarze EPCI (Engineering, Procurement, Construction and Installation). Wymieniona trójka to oczywiście reprezentanci rodzimego przemysłu w ojczyźnie Vincenta van Gogha.

Tymczasem w Polsce jest podobnie. Mamy idealne warunki pod morską energetykę wiatrową. Wskazywało na to wiele analiz, a ostatnio zabrała głos w tej sprawie Konfederacja Lewiatan. „Inwestowanie w morskie farmy wiatrowe przyczyni się do umacniania bezpieczeństwa energetycznego kraju, w tym powiązań transgranicznych oraz zapewni rozwój tych źródeł OZE, które będą najbardziej korzystne. Farmy morskie nie stanowią konkurencji dla energetyki jądrowej” – napisała organizacja w swoim stanowisku dotyczącym tej części rynku wytwarzania energii.

Dodatkowo nad naszym wybrzeżem jest sporo firm zasilających łańcuch wartości dla projektów morskich farm wiatrowych, które wzorem holenderskich mogą odgrywać znaczącą rolę nie tylko w polskiej wyłącznej strefie ekonomicznej. Brakuje tylko tego impulsu, który wysłał rząd w Hadze.

Spieszmy się kochać wiatraki

„Problemem jest podjęcie kolejnej decyzji kierunkowej, ale w tym zakresie nie ma zgody między resortami. Myślę, że któryś rząd w końcu zdecyduje się na wejście w offshore, ale wtedy będzie już za późno. Inwestorzy stracą cierpliwość, a poza tym będziemy dużo w tyle za rynkiem europejskim offshore, który właśnie wkracza w kolejną fazę dynamicznego wzrostu” – dzieli się z nami swoją opinią Dominik Gajewski z departamentu Energii i Zmian Klimatu w Konfederacji Lewiatan.

Opinia Dominika Gajewskiego do pewnego stopnia przypomina cytat kończący wspomniany tekst agencji Reuters z 2011 roku. Co prawda od końca 2011 roku minęło prawie 6 lat, jednak być może polski rząd prędzej dojdzie do wniosku, że przyszłość wiatru jest na morzu, a nasi dostawcy z łańcucha wartości dla wiatru od morza dostaną podobną szansę co holenderscy.

Dziękujemy! Twój komentarz został pomyślnie dodany i oczekuje na moderację.

Dodaj komentarz

23 komentarze

Lotnik Wtorek, 16 Maja 2017, 12:01
W Polsce każda koncepcja ma rację bytu, byle nie zagrażała energetyce jądrowej. Coś należy zrobić z tym lobbingiem. Polska ma długie wybrzeże z wiatrem od morza i może wzorem NL i innych krajów budować na morzu setki ferm wiatrowych. To wielka szansa dla przemysłu i firm budowlanych ale przede wszystkim źródło czystej energii i nieskażonego środowiska. Holendrzy i Niemcy to mądre narody, uczmy się od nich.
cerber Wtorek, 16 Maja 2017, 20:00
parę drobnych faktów, każdy wiatrak jest po 10 latach do wywalenia na złom, nieustannych obciążeń szarpiących nic nie wytrzyma dłużej. Serwis takich wiatraków na morzu jest sporo droższy niż na lądzie, gdzie są i tak głęboko nieopłacalne. Dopłaty dla operatorów wiatraków finansowane są z cen prądu, czyli płacą ja i ty. Krajobraz nadmorski zamienia się w cyrk wirujących łopat a w nocy migających czerwonych świateł. A po co ten cały cyrk? Bo jest ocieplenie, takie jak wiele wiele razy w najnowszej historii planety, gdy cywilizacji technicznej na Ziemi wcale nie było!
bender Środa, 17 Maja 2017, 11:17
Niestety nie masz racji. Jest coraz wiecej CO2 w atmosferze i to w dodatku tego pochodzacego od nas (wyobraz sobie, ze to tez mozna zmierzyc). Zaczelo sie w czasach rewolucji przemyslowej i niestety trwa do dzis. Wszystkie modele klimatyczne przewiduja, ze wraz z topnieniem lodowcow i ocieplaniem sie morz do atmosfery zacznie (juz zaczelo) rowniez ulatniac sie metan i CO2 uwiazany w lodzie i wodzie. Niektore modele mowia, ze juz teraz tego procesu nie da sie zatrzymac. Efekt cieplarniany ma znacznie bardziej przerazajace skutki niz Ci sie wydaje. Pogrzeb w sieci, przyda Ci sie.
badum tss! Piątek, 19 Maja 2017, 12:54
Efekt cieplarniany nie ma żadnego wpływu na planetę ziemia. Nie musimy się martwić o to, czy planeta sobie poradzi. Ona sobie poradzi. poradziła sobie przez 4 mld lat i poradzi sobie bez nas. Zwiększona obecność CO2 w atmosferze oznacza między innymi, zwiększony wzrost roślinności które chętnie spożytkują CO2 do fotosyntezy. Czyli w skrócie, tak szybko jak tylko planeta pozbędzie się źródła emisji CO2, czyli CZŁOWIEKA, bardzo szybko (w kilkadziesiąt tysięcy lat) powróci do stanu normalności. To nie o planetę musimy się martwić, tylko o to, co robimy sobie. Planeta ma w nosie ludzi i ucieszy się kiedy wyginą...,
gg Wtorek, 16 Maja 2017, 11:35
Brzmi jak typowy pseudo-racjonalny belkot: "Myślę, że któryś rząd w końcu zdecyduje się na wejście w offshore, ale wtedy będzie już za późno. Inwestorzy stracą cierpliwość, a poza tym będziemy dużo w tyle za rynkiem europejskim offshore, który właśnie wkracza w kolejną fazę dynamicznego wzrostu." Co to znaczy ze bedzie za pozno? Wiatr przestanie wiac?
cerber Wtorek, 16 Maja 2017, 20:03
Potrzebny ci koniecznie krajobraz morski z wirującymi na horyzoncie śmigłami? Jedź do Pucka na molo, sobie obejrzyj krajobrazy. Dla mnie te wiatraki to BIEDA!!
lk5 Wtorek, 16 Maja 2017, 10:27
OZE to prąd dla b. bogatych. Proponuję bawić się w to gdy będziemy mieli w bród prądu z konwencjonalnych źródeł w naszym przypadku to węgiel i 5 do 10% atom.
Franky Wtorek, 16 Maja 2017, 9:06
Nigdy takiego krajobrazu nadmorskiego jak w Holandii... tragedia
ole Wtorek, 16 Maja 2017, 6:52
Czy planowane olbrzymie farmy wiatrowe Polenergii , Bałtyk II i Bałtyk III , to realny projekt czy tzw Miś?
grundy Wtorek, 16 Maja 2017, 2:59
U nas raport NIK nie pozostawił złudzeń w 30% gmin gdzie stawiano wiatraki robiono to na gruntach należących do urzędników/osób zaangażowanych w proces decyzyjny o pozwoleniu na postawienie wiatraków. Krótko mówiąc ogromna skala urzędniczej patologii bez liczenia się gdzie co ma stać byle wpadła dopłata. Skala takich działań odnośnie dewastowania (bo tego inaczej nazwać nie można) przestrzeni publicznej przez urzędników to dramat. Za dwa dni kolejny raz muszę stanąć w obronie parku, który miejscy urzędnicy chcą skroić jak salami by w końcu z około 4ha został skwerek, parku stojącym w centrum osiedla mieszkaniowego zaludnionego przez kilkanaście tysięcy mieszkańców. Zwyczajnie dlatego, że co rusz jakiś "inwestor" kusi miejskich urzędników.
me Poniedziałek, 15 Maja 2017, 23:01
Wiatraki to archaiczna technologia.
fx Poniedziałek, 15 Maja 2017, 18:39
Lobby wiatrakowe w akcji. Polska to kraj bez stabilnego silnego wiatru nie licząc wybrzeża. U nas budowało się wiatraki nie po to aby dawały energię ale po to aby załapać się na dofinansowanie a gospodarze po to aby dostać kasę za taki wiatrak na swojej ziemi. Koło mnie stoi takich kilkadziesiąt i rzadko mogę zaobserwować aby się kręciły. Częściej stoją bezruchu.
samsam Wtorek, 16 Maja 2017, 9:19
Artykuł jest właśnie o wiatrakach offshore, czyli stojących w morzu, w okolicach naszego wybrzeża ... a że lobby jest, to oczywiste - sprawny rząd powinien skutecznie lawirować pomiędzy organizacjami lobbującymi na rzecz określonych źródeł energii, tak aby zapewnić odpowiednią dywersyfikację, bezpieczeństwo energetyczne i "przyzwoitą" cenę energii (tj. możliwie najtańszą w przeliczeniu na średnią krajową pensję przy zachowaniu odpowiedniego poziomu bezpieczeństwa).
Gall Anonim Wtorek, 16 Maja 2017, 7:29
Tak się składa, że w Polsce opracowano alternatywny od wiatraków sposób pozyskiwania energii, który ma m.in. tę zaletę, że działa przy stosunkowo słabych wiatrach jakie mamy w naszym kraju. Do tego jest dużo wydajniejszy od tradycyjnych rozwiązań i co najważniejsze nie stanowi zagrożenia dla latających stworzeń. Na dodatek nie szpeci tak krajobrazu i nawet bez dotacji amortyzuje się szybciej niż wiatrakowe badziewie. Ma tylko jedną wadę, to produkt całkowicie polski więc NIKT tego nie chce. Nawet należąca niby to do skarbu państwa PGE zamiast wspierać firmę ze "swojego podwórka" kupiła jakiś czas temu wiatraki od amerykańskiego General Electric.
dziękuję Czwartek, 18 Maja 2017, 18:58
Czy możesz, proszę, podać szczegóły i ew. wady/zalety tego pomysłu?
Karol1987 Wtorek, 16 Maja 2017, 1:27
Kolega zaślepiony nienawiścią do OZE nie zrozumiał (a prawdopodobnie nawet nie przeczytał) o czym jest artykuł, a jest właśnie o farmach na morzu, do których mamy warunki idealne.
qk z qchni Poniedziałek, 15 Maja 2017, 22:22
Konkluzja artykułu jest taka, żeby zwrócić oczy na wiatraki morskie.
b Poniedziałek, 15 Maja 2017, 22:16
Niestety masz racje ;/ .....i do tego jeszcze robia duży hałas
aqq Poniedziałek, 15 Maja 2017, 21:56
to wszystko kwestia ceny konstrukcji. opracujmy zunifikowany system wiatraków średniej mocy, zamówmy w chinach generatory. i składajmy je i serwisujmy przy pomocy rodzimych firm, tak aby kasa krążyła tutaj. może się okazać że się w rozsądnej perspektywie opłaca
tomasz Poniedziałek, 15 Maja 2017, 21:54
mi się w oczy rzuca jeszcze jedna rzecz. Mianowicie w zdecydowanej większości przypadku wszelaka dyskusja do OZE zarówno w "serialowo-papkowych" mediach jak i branżowych portalach sprowadza się do wiatraczków, tak jakby inne źródła wytwarzania nie istniały. My jako kraj powinniśmy jak najbardziej inwestować w OZE, ale stabilne bo tylko takie mają sens (i na pewno nie zaliczają się do nich wiatraki) a są nimi el. wodne (wykorzystujemy jako Polska, ca. 20% potencjału energetycznego naszych rzek), biomasa w formie stałej (najlepiej małe bloki kogeneracyjne działające wyspowo - analogia do lokalnych ciepłowni) oraz przede wszystkim biogaz, bo jako kraj zaniedbujemy w sposób makabryczny potencjał jaki mamy w kwestii jego wytwarzania.
Franky Wtorek, 16 Maja 2017, 9:09
"Zaślepiony nienawiścią do OZE" co to za belkot?! Nigdy nie powinniśmy sie zgodzic na wiatraki na morzu to szpeci krajobraz niemiłosiernie, mam gdzieś ekologiczny belkot ekoterrorystów, niech sobie te wiatraki w ogrodku postawią i w nich mieszkaja od morza wara.
bender Wtorek, 16 Maja 2017, 17:21
A czy przeszkadza Ci lawinowy przyrost CO2 i smog w miastach? Kopcace kominy nie szpeca i sa cacy?
Pik Wtorek, 16 Maja 2017, 17:00
Na morzu mogą stać w odległości kilkunastu kilometrów od brzegu. Nie będzie ich widać z uwagi na? kulistość ziemi:D