Energetyczne realpolitik. Dlaczego Niemcy potrzebują Nord Stream 2 [ANALIZA]

Wtorek, 11 Lipca 2017, 11:15
Wtorek, 11 Lipca 2017, 11:15
Wtorek, 11 Lipca 2017, 11:15

Aktywność niemieckiego biznesu w Rosji oraz niemieckie zaangażowanie w budowę gazociągu Nord Stream 2 podważa elementarne zasady solidarności europejskiej. Współpraca z Rosją ma jednak swoje uzasadnienie dla realizacji niemieckich celów zarówno w polityce wewnętrznej jak i zagranicznej. 

Lubmin - miasto z przeszłością

Mieszkańcy nadmorskiej miejscowości Lubmin niedaleko Greifswaldu w Niemczech nieczęsto odczuwali satysfakcję z powodu położenia swego miasta. Jeszcze w średniowieczu tę słowiańską osadę nawiedziła opisywana przez kronikarzy ogromna powódź, która spustoszyła region pozbawiając życia kilkuset ludzi. W czasie wojny trzydziestoletniej, jednej z najkrwawszych w historii europejskiego kontynentu, nieopodal desantu razem ze swoją armią dokonał Gustaw II Adolf, król Szwecji.

Sytuacja uległa poprawie w XIX w., gdy na mocy ustaleń Kongresu Wiedeńskiego Lubmin został włączony do Prus. Miejscowość stała się lokalnym kurortem morskim uzyskując połączenia kolejowe z Greifswaldem. Tory zostały położone tak dobrze, że nie umknęły uwadze sowieckiej armii, która wycofując się z Niemiec pod koniec II Wojny Światowej zabrała je ze sobą w ramach reparacji wojennych. Nieco wcześniej miasto miało nieszczęście znajdować się w bezpośrednim sąsiedztwie Peenemünde – słynnego ośrodka badań Luftwaffe nad nowymi broniami III Rzeszy, m.in. nad pociskami V-1 i V-2. Z tego powodu okolica była wielokrotnie celem nalotów bombowych brytyjskiego i amerykańskiego lotnictwa.

Zobacz także: Nord Stream 2 jak Jamał, czyli powtórka z roz(g)rywki? [ANALIZA]

W czasach NRD region stał się obszarem intensywnego uprzemysłowienia czego efektem była decyzja o wybudowaniu elektrowni atomowej Greifswald/Lubmin. W grudniu 1973 r. rozpoczął pracę pierwszy zawodowy reaktor typu WWER-440/230 o mocy 408 MWe. Po zjednoczeniu Niemiec natychmiast zdecydowano o wyłączeniu wszystkich 5 pracujących reaktorów, przerwaniu rozruchu 6 bloku i zaprzestaniu budowy 7 i 8. Władze w Bonn uznały, że wybudowana na bazie radzieckiej technologii elektrownia powinna zostać jak najszybciej wyłączona ze względów bezpieczeństwa. Swoistą pamiątką tego okresu są znajdujące się w okolicy Lubmina składowiska odpadów radioaktywnych, w których przechowywanych pod wodą jest 4700 elementów zużytego paliwa ważącego 120 kg.

Dziś Lubmin jest sennym nadmorskim miasteczkiem borykającym się z problemem bezrobocia, w którym jak w soczewce odbijają się problemy kanclerz Angeli Merkel. W zeszłym roku CDU odnotowała spektakularną porażkę w wyborach do parlamentu krajowego Meklemburgii-Pomorza Przedniego, w którego składzie znajduje się Lubmin. W rodzimym okręgu wyborczym kanclerz Merkel chadecy zostali pokonani przez antyimigrancką i antyislamską Alternatywę dla Niemiec (AfD).

Przyczyną coraz bardziej radykalnych nastrojów jest sytuacja społeczna w regionie. Z Meklemburgii wyjeżdża coraz więcej Niemców nie widzących dla siebie perspektyw w tym najmniej zaludnionym regionie, plasującym się na trzecim miejscu od końca pod względem liczby mieszkańców (1,6 mln) oraz ostatnim, jeśli chodzi o wysokość PKB na mieszkańca. Stopa bezrobocia w Meklemburgii w sierpniu 2016 roku osiągnęła najwyższy w kraju poziom 9%, podczas gdy w reszcie Niemiec stanowiła ona 6,1%.

Gazowa nadzieją na przyszłość

Nic więc dziwnego, że władze i mieszkańcy regionu z wytęsknieniem wyczekują inwestycji. Kilka lat temu los w końcu się do nich uśmiechnął za sprawą rosyjskiego projektu gazowego. Menedżerowie spółki odpowiedzialnej za budowę gazociągu Nord Stream uznali Lubmin za najkorzystniejsze miejsce wyjścia nitki gazowej z morza i dalszej jej poprowadzenie lądem na zachód gazociągiem NEL i wzdłuż̇ polskiej granicy gazociągiem OPAL. Nieopodal miasta powstała magistrala gazowa, która połączyła systemy gazowe Niemiec i Rosji.

Otwarcie rury tłoczącej rosyjski gaz pod dnie Bałtyku do Niemiec odbyło się z rozmachem. W Lubminie symbolicznego odkręcenia kurka gazociągu dokonał ówczesny prezydent Rosji Dmitrij Miedwiediew wraz z kanclerz Angelą Merkel, premierami Francji Francois Fillonem i Holandii Markiem Rutte, unijnym komisarzem ds. energii Güntherem Oettingerem oraz szefami Gazpromu i zachodnioeuropejskich udziałowców Nord Streamu. Na uroczystość uruchomienia najdłuższej na świecie podmorskiej magistrali zaproszono blisko 500 honorowych gości z wielu europejskich krajów.

„Otwieramy nową kartę w naszych relacjach” – ogłosił prezydent Miedwiediew podczas uroczystości otwarcia gazociągu zdolnego przesyłać 55 mld m3 gazu pochodzącego ze złóż Bowanenkowo na Półwyspie Jamalskim. Jak się okazało, relacje układały się na tyle dobrze, że zostały zapisane kolejne strony w kronice rosyjsko-niemieckiej współpracy energetycznej. Cztery lata później podpisano umowę o budowie kolejnej nitki gazociągu nazwaną, wzorem sprawdzonej już inwestycji, Nord Stream 2.

Zobacz także: Gazprom chce Nord Streamu 3 [ANALIZA]

Pierwsza inwestycję przesyłu gazu Niemcy tłumaczyli z jednej strony utrzymującym się zapotrzebowaniem na energię, z drugiej − planami wygaszania elektrowni jądrowych sprowokowanymi katastrofą w Fukushimie. Niemiecka energetyka jądrowa dostarczała ok. 20% energii, dla której nie było zbyt wielu alternatyw poza błękitnym paliwem - ze względu na wysokie koszty nie było możliwe szybkie zastąpienie jej odnawialnymi źródłami energii. Aktywne działania mające na celu urzeczywistnienie budowy kolejnego gazociągu z Rosji do Niemiec po dnie Morza Bałtyckiego są więc tłumaczone względami ekonomicznymi. Według cytowanego przez agencję Bloomberg, analityka ośrodka Wood Mackenzie Gergely Molnara, gaz sprowadzany bezpośrednio z Rosji do Niemiec jest tańszy o 40% od tego przesyłanego tranzytem przez Ukrainę i Polskę.

Gazociąg ma również istotne znaczenie w zakresie realizacji celów niemieckiej polityki energetycznej zakładającej do 2020 roku obniżenie o 40% emisji CO2 w porównaniu do poziomu z roku 1990 r., zaś do 2050 r. o 80-95%. Niestety dla niemieckich ambicji z danych Eurostatu wynika, że Niemcy pozostają największym emitentem dwutlenku węgla w Unii Europejskiej, odpowiadając za ponad 20% wspólnotowych emisji. W 2015 roku Niemcy były największym na świecie konsumentem węgla brunatnego (173,7 mln ton) oraz drugim w UE konsumentem węgla kamiennego (72 mln ton). Od 2009 roku RFN nie zredukowała emisji, które od 8 lat utrzymują się na stabilnym wysokim poziomie.

Nie przeszkadza to Niemcom prezentować się na arenie międzynarodowej w roli liderów międzynarodowej polityki klimatycznej. Z jednej strony jest to wynik nacisku wpływowego lobby środowiska proekologicznego i powiązanej z nią branży odnawialnych źródeł energii, z drugiej zaś chęci utrzymania uprzywilejowanej pozycji wobec krajów rozwijających się, które są beneficjentami środków przekazywanych na inwestycje w zeroemisyjne technologie, na czym korzystają niemieckie przedsiębiorstwa.

W sytuacji, w jakiej na własne życzenie znalazły się Niemcy z pomocą przychodzi branża gazowa, która występuje w tym przypadku jako dostawca paliwa pomostowego w niemieckiej transformacji energetycznej. Lukę po zmniejszeniu zużycia najbardziej emisyjnych paliw - węgla i ropy naftowej, ma wypełnić gaz ziemny, który jest najmniej emisyjnym z dostępnych paliw kopalnych. Oferta z Rosji trafiła w tym przypadku na podatny grunt.

Biznesowa teraźniejszość

Ważnym elementem niemiecko-rosyjskiej współpracy energetycznej jest zaufanie jakim niemieckie elity biznesowe i polityczne darzą Rosjan. W Niemczech z uznaniem przywoływane jest wspomnienie dostarczania gazu przez Rosjan nawet w momencie rozpadu Związku Radzieckiego. Nie bez znaczenia jest również specyfika podejścia Niemiec do zachowania bezpieczeństwa w Europie, będąca dziedzictwem polityki kanclerza Willy’ego Brandta z lat 70. (umowa „rury za gaz”), a polegająca na utrzymaniu stosunków i dążeniu do deeskalacji sytuacji kryzysowych za wszelką cenę. Obecnie podejście to jest realizowane wobec Federacji Rosyjskiej poprzez promowanie powiązań gospodarczych jako instrumentu wpływu Berlina na działania Moskwy, co często spotyka się z krytyką w związku z wynikającą z tego dwuznaczną postawą niemieckiego biznesu.

Zobacz także: Turbiny Siemensa na Krymie pomimo unijnych sankcji

Ta dwuznaczność jest również konsekwencją zintensyfikowania przez Niemcy na przestrzeni ostatnich kilku lat działań mających na celu pogłębianie dwustronnej współpracy z Federacją Rosyjską. Celem Berlina, bezpośrednio formułowanym m.in. w podjętej jeszcze w 2009 roku inicjatywie Partnerstwa dla Modernizacji, jest dostęp niemieckich firm do wydobycia surowców energetycznych oraz stworzenie w Rosji rynku dla niemieckich technologii efektywności energetycznej i odnawialnych źródeł energii. Sprzyjają temu coraz bardziej ograniczone możliwości inwestowania na obszarze UE, determinowane przez kryzysy gospodarcze i deficyty budżetowe w krajach Europy Zachodniej.

Atrakcyjność Rosji dla niemieckiego kapitału wynika także z dogodnych warunków jakie stwarza dla niemieckich inwestycji autorytarny reżim Władimira Putina. Znacznie lepiej robi się interesy z oligarchami, którzy nie są ograniczeni wewnętrznymi uregulowaniami, normami prawnymi czy nawet obowiązującymi na Zachodzie standardami etycznymi, zaś gwarantem bezpieczeństwa interesów jest sprawującą nad nimi kontrolę administracja prezydencka. Utrzymanie status quo pozwala na robienie intratnych interesów zwłaszcza w zakresie energetyki, ale także eksportu dóbr luksusowych, czego dobrym przykładem jest ciesząca się niesłabnącym prestiżem w Rosji niemiecka branża motoryzacyjna (w lutym tego roku Mercedes Benz podpisał specjalny kontrakt z rosyjskim ministerstwem przemysłu zapowiadający inwestycje niemieckiego koncernu wielkości 250 mln euro). Odbiorcami wysokiej jakości towarów niemieckich są członkowie klasy bogatych w Rosji będącej wytworem panującego systemu politycznego promującego głębokie rozwarstwienie społecznie (1% najbogatszych Rosjan posiada 75% majątku wszystkich).

Dlatego też pomimo sankcji nałożonych przez Unię Europejską to Niemcy pozostają najbardziej aktywnymi inwestorami w Federacji Rosyjskiej. Według raportu E&Y, prezentowanego podczas zeszłorocznego forum inwestycyjnego w Moskwie, liczba projektów realizowanych w Rosji przez inwestorów z Zachodniej Europy wyniosła 106 w 2015 roku i była najwyższa od dziesięciu lat. Wynik ten podkręciły niemieckie firmy będące zaangażowane aż w 36 przedsięwzięć, co dawało im pozycję lidera wśród wszystkich zagranicznych inwestorów.

Aktywność niemieckiego biznesu w Rosji oraz niemieckie zaangażowanie w realizacje wspólnych projektów energetycznych, z flagowymi projektami Nord Stream 1 i 2, burzy elementarne zasady solidarności europejskiej. Trudno jednak dziwić się oburzeniu Angeli Merkel na pomysł obłożeniami sankcjami przez Stany Zjednoczone firm współpracujących przy realizacji biegnącego po dnie Bałtyku gazociągu z Rosji. Niemiecka kanclerz nie może nie brać pod uwagę opinii potencjalnych wyborców, którzy w większości są beneficjentami pogłębiania współpracy z rosyjskimi partnerami. Należą do nich nie tylko mieszkańcy Lubmina.

Zobacz także: Wybory w Niemczech przyspieszą "energetyczny rozbiór Polski"? [ANALIZA]

Dziękujemy! Twój komentarz został pomyślnie dodany i oczekuje na moderację.

Dodaj komentarz

29 komentarzy

cotozaroznica Sobota, 15 Lipca 2017, 10:52
Niemcy potrzebują suwerennej czyli podmiotowej Europy Środkowo-Wschodniej jak EU wolnych i pokojowych Bałkanów i Turcji i Nabucco, NATO i Polska takowych Białorusi i Bałkanów,i dlatego żadne South Stream czy Nord Stream nie powinno nigdy powstać.
anda Sobota, 15 Lipca 2017, 20:47
a przede wszystkim potrzebują tanich surowców dla swojego przemysłu i dlatego powstaje NS 2,potem 3 i 4 oraz SS 1 a potem 2,3 i 4 bo tylko tak mogą utrzymać swój rozwój i poziom życia
mobilis in mobili Czwartek, 13 Lipca 2017, 0:45
"Political Fiction".
Rok 2030.Zjednoczona Federacja Rosji,Białorusi i Wschodniej Ukrainy dokonuje szeregu militarnych prowokacji w rejonie "Przesmyku Suwalskiego" po czym jej wojska wchodzą na terytorium Polski (wcześniej "polscy terroryści"/FSB/wysadzają w powietrze blok mieszkalny i stację metra w Mińsku).W ramach kontruderzenia m.in. jednostki specjalne PMW niszczą (poważnie uszkadzając) gazociągi Nord Stream 1/2.JAMAL oczywiście nie funkcjonuje.Cel-odciąć Rosję od źródła dochodów.
Co zrobią Niemcy..?
R Czwartek, 13 Lipca 2017, 9:50
"Co zrobią Niemcy..?"
Na pewno wkurzają się. Co do szczegółów - trudno powiedzieć. Energiewende zakłada przejście Niemiec na OZE w ciągu 10 lat, a dstawy gazu są traktowane w Niemczech jako zaspokojenie potrzeb w okresie przejściowym pomiędzy wygaszeniem elektrowni węglowych i jądrowych a pełnym zaspokojeniem potrzeb przez OZE. Jeśli to się faktycznie uda, to w 2030 wyłączenie gazociągów z Rosji będzie dla Niemiec pewną przykrością, ale nie katastrofą.
mobilis in mobili Czwartek, 20 Lipca 2017, 14:50
Jak wynika z grafiku zamieszczonego na tym portalu w 2030 roku CO NAJMNIEJ 20% energetycznego zapotrzebowania Niemiec będzie pokrywane przez elektrownie na gaz.W/g mnie ten wskaźnik faktycznie będzie wyższy (jakieś 30%) szanse że za 13 lat 60% niemieckiego prądu będzie pochodziło ze źródeł OZE są nikłe...
Narodowiec Środa, 12 Lipca 2017, 9:36
bardzo trafnezdanie w tekście o tym, że powojenne Niemcy zawsze dążyły do deeskalacji konfliktów a Polska po 1999r. zawsze dąży do eskalacji konfliktów...
as Środa, 12 Lipca 2017, 9:06
na miejscu Niemiec każdy by tak robił.My robimy(bp) swoje oni swoje
gegroza Wtorek, 11 Lipca 2017, 22:06
Tak to wygląda czy nam sie to podoba , czy nie. Trzeba wyciągać wnioski i uczyć się polityki od bogatszych i mniej honorowych. Honorem w piecu nie napalimy
R Wtorek, 11 Lipca 2017, 21:10
Wiele razy już pisano o tym, że niemcy mają wielki zbiorowy sen o zrobieniu wielkiego super interesu w Rosji, ale ten sen nigdy się nie spełnia i skutkuje głównie tym, że niemcy poświęcają dobre relacje z państwami w których robią naprawdę dobre interesy (USA, Polska) na rzecz mrzonki.
Sęp Wtorek, 18 Lipca 2017, 17:07
Prawda tylko że Polska zawsze marnuje swoją szanę aby urosnąć na potęgę i liczyć się jako poważny partner lub konkurent. Gdy tylko pojawia się szansa na zbudowanie lokalnego imperium natychmiast rozdaje się piniądze. Przykład z lat 90. tych - rozdanie kasy górnikom -licząc w tamtych cenach, zbudowanoby dużo więcej km niż dotąd sumarycznie się to udało. Wysyłanie niemal 1/3 społeczenstwa na różne wcześniejsze emerytury i "spoczynki" i tak się dzieje aż do teraz czyli za PiS, ale oczywiście czynili to wszyscy w mniejszym lub większym zakresie. Nawet PO zagwarantowało np. specjalne warunki (kontynuację) rolnikom, nauczycielom, wymiarowi sprawiedliwości, mundurówce, policji (80% pensji + upgrade z tytułu dodatków, premii na emeryturze w zamian za 25lat pracy -sic!).
CB Środa, 12 Lipca 2017, 9:23
Niemcy robią interesy ze wszystkimi, którzy tego chcą, jeśli tylko interes jest opłacalny. Nie obrażają się i nie unoszą honorem, jak niektórzy. Dlatego od dziesiątków lat są potęgą gospodarczą, czy to się nam podoba czy nie. O mrzonkach, to się niestety u nas ciągle dyskutuje od prawie już 30 lat...
Benek Piątek, 21 Lipca 2017, 14:59
Niemiecki rozkwit nie miał by miejsca gdyby nie plan Marshala i opieka USA . Polska została rograbiona przez Rosjan i pod butem rosyjskim nie miała żadnych szans rozwkitnąć. Gdyby odwrócić sytuację to Polska byłaby dziś mocarstwem gospodarczym a niemcy beniaminkiem.
Konrad Środa, 12 Lipca 2017, 8:59
Dokładnie, każdy kto zna historię wie jak się kończą interesy Europy Zachodniej, w szczególności Niemiec z Rosją...
Cleo Wtorek, 11 Lipca 2017, 19:28
Trochę to smutne gdy jeden sąsiad jest mądrzejszy od nas, a drugi jest naszym wrogiem.
olo Wtorek, 11 Lipca 2017, 17:23
Ktoś jeszcze coś mówi o uchodźcach ?
Marek Środa, 12 Lipca 2017, 11:25
Niemcy z kolegami..
Tak samo, jak my mówiliśmy o Nord Stream.
Dlatego jest to jeszcze jeden dobry powód do tego, że powinniśmy do nachodźców mieć takie podejście, jakie dziś mamy.
olo Wtorek, 11 Lipca 2017, 17:21
Tak tylko Niemcy NIGDY nie będą mieli zapotrzebowania przepustowości NS 1 i 2 ba nawet cały zachód EU ,a jego utrzymanie jest dużo droższe niż rury zakopanej w ziemi. Po drugie czy przy spalaniu gazu nie produkuje się CO2 a Niemcy podobno z tym walczą. Po trzecie czy czasem Niemcy nie chcą odwrócić dzisiejszego układu tak aby Polska płaciła pośrednio Berlinowi za gaz z NS2 ?
Dlatego Polska powinna postawić na USA i Bliski Wschód a rosyjski kupować tylko poprzez Ukrainę i Białoruś. Nie budować większej przepustowości z kierunku niemieckiego aby poprzez Brukselę Niemcy nas nie zmusiły do otwarcia rynku na gaz z NS.
mc Wtorek, 11 Lipca 2017, 22:49
Dodałbym do tego jeszcze jedno - polityczny interes Rosji.
Jeśli Niemcy ściśle współpracują z Rosją, ba w dodatku w przypadku NS1 i NS2 mają zarabiać na gazie sprzedawanym innym krajom (np. Polsce), to czy nie rodzi "podejrzenia" że "biorąc pieniądze" od Rosji, stają się od Rosji zależni.
Nie mówię o uzależnieniu gospodarczym, to jest uzależnienie mentalne - będą robić wszystko, by to trwało (by trwał "interes" z którego są dla nich pieniądze).
Będą robić wszystko, nawet ze szkodą dla sąsiadów, a nawet ze szkodą dla UE.
Już to kiedyś pisałem - pieniądze uzależniają bardziej od narkotyków.
ccc Wtorek, 11 Lipca 2017, 14:43
Niestety, do Niemiec jako "sojusznika" trzeba mieć daleko idącą rezerwę. Nie wiem nawet czy słowo "sojusznik" jest tutaj uprawnione. Oficjalnie, na papierze Niemcy to sojusznik po tej samej stronie co my. Wiele faktów, o ile nie wszystkie, w ostatnich latach temu przeczy i to nie tylko Nord Stream 2. Jeden z wielu faktów. Ponieważ objęcie władzy przez PIS nie spodobało się Niemcom, władze poufnie zorganizowali szkolenie dla dziennikarzy niemieckich o tym jak mają pisać negatywnie o Polsce, tj. o kraju w który łamie się prawo, nie ma demokracji itp. Razi jednak szczególnie troska Niemiec o "dobre samopoczucie" Rosji z arogancją wobec tego samego samopoczucia wobec Polski. Gdy Rosja organizuje ćwiczenia ataku bronią atomową na Warszawę Berlin milczy, ale gdy Polska organizuje ćwiczenia obronne Berlin twierdzi, że to "prowokacja" . Tak zachowuje się sojusznik ? Nie, Niemcy nie są już sojusznikiem (jeśli kiedykolwiek były). Ryzyko zakupów wojskowych w Niemczech to olbrzymie ryzyko polityczne. W razie zagrożenia po prostu nie sprzedadzą nam części zamiennych i uzbrojenia bo uznają to za "prowokację" wobec Rosji. Obawiam się, że gdyby nie zaangażowanie USA i UK, Rosja mogłaby powtórzyć manewr z zielonymi ludzikami na większą skalę po to aby zająć przesmyk suwalski i odseparować kraje bałtyckie od Europy. Wtedy Merkel i Holland negocjowaliby pokój za cenę zatrzymania zajętych terenów Polski a nam kazałyby siedzieć cicho i "nie prowokować Rosji" protestami.
Wikary Środa, 12 Lipca 2017, 11:18
NIemcy nie są już naszym sojusznikiem, co najwyżej "papierowym".
Rene Środa, 12 Lipca 2017, 11:16
Tak, informacja o szkoleniu, w jaki sposób pisać źle o Polsce jest faktem. Angela Merkel stosuje politykę dobrego i złego policjanta. W kontaktach oficjalnych na najwyższym szczeblu ta krytyka w stronę Polski jest umiarkowana. Natomiast krytyka niemieckiej pracy idzie na całość. Warto to wiedzieć, biorąc pod uwagę dominację kapitału niemieckiego w mediach w Polsce.
Bolo Wtorek, 11 Lipca 2017, 13:26
"Aktywność niemieckiego biznesu w Rosji oraz niemieckie zaangażowanie w budowę gazociągu Nord Stream 2 podważa elementarne zasady solidarności europejskiej."

I to właściwie zamyka temat tzw. solidarności europejskiej. Coś takiego nie istniało i nie będzie istnieć. Liczą się tylko interesy poszczególnych państw. A my o swoje powinniśmy dbać także wbrew Niemcom.
CB Wtorek, 11 Lipca 2017, 23:57
Generalnie sprawa budowy NS jest dosyć prosta: to pokłosie zabaw Putina z kurkiem gazowym na początku lat dwutysięcznych, kiedy zakręcał między innymi Ukrainie i Białorusi, a rykoszetem oberwaliśmy także my i Niemcy. Wtedy uznali (ze swojego punktu widzenia jak najbardziej słusznie), że lepiej się połączyć bezpośrednio i nie być narażonym na takie zawirowania. Być może Putin piekł kilka pieczeni na jednym ogniu i chciał wtedy też pośrednio Niemców zachęcić do takich decyzji, ale z punktu biznesowego większego znaczenia to nie ma, bo zawsze lepiej kupować bezpośrednio i nie być narażonym na problemy u pośredników. My natomiast mogliśmy się podłączyć też do NS, bo Niemcy nam to proponowali, ale zwyciężyła niechęć do Rosji i Niemców w rządach PiS oraz jakaś dziwna solidarność z Ukrainą i Białorusią. A szkoda, bo mogliśmy mieć awaryjnie dodatkową furteczkę z zachodu.
Crusader Środa, 12 Lipca 2017, 9:47
Podłączenie się do NS/NS2 oznaczało by całkowite zacementowanie uzależnienia Polski od Rosyjskiego gazu, tylko z dodatkowym pośrednikiem: Niemcami. Pomysł chybiony w każdym możliwym aspekcie, aczkolwiek oczywiście bardzo mocno promowany przez Rosję i Niemcy. Tak więc to nie była by furteczka, tylko zwykła głupota.
Grzegorz Wtorek, 11 Lipca 2017, 16:04
Ależ to właśnie robimy. Oczekiwanie że Niemcy nie będą wspierać budowy NS2. Oznacza po prostu że chcemy by dopłacali za tranzyt gazu m.in. przez Polskę.
mc Wtorek, 11 Lipca 2017, 22:51
Tranzyt gazu przez Polskę to koszt 23 mln PLN (umowa Premiera Tuska z 2010 roku z Gazpromem).
Pokaż mi kraj który pobiera tak niskie opłaty.
tagore Wtorek, 11 Lipca 2017, 21:58
Dobry żart ,opłata za tranzyt przez Polskę jest symboliczna.
Obywatel IV RP Wtorek, 11 Lipca 2017, 12:24
Czyli biznes przede wszystkim, liczy się kasa.
JKK Wtorek, 11 Lipca 2017, 20:52
Stajac w ich miejscu. Robil bym identycznie widzac na swoim wschodzie nieobliczalnego partnera.