Współpraca polsko-ukraińska pod flagą amerykańską [ANALIZA]

12 grudnia 2017, 16:59

Spotkanie prezydentów Andrzeja Dudy i Petro Poroszenko w Charkowie to okazja do wyciszenia aktualnych polsko-ukraińskich sporów i zwrócenia uwagi na sprawy o strategicznym znaczeniu dla obu państw. Należą do nich przede wszystkim kwestie wspólnego bezpieczeństwa energetycznego, które predestynują sąsiadów do ścisłej współpracy. Szansa na nią jest tym większa, gdy patronuje im przywódca największego supermocarstwa na świecie.

Ukraińska opiekuńczość

Gdyby relacje Stanów Zjednoczonych i Ukrainy analizować po powierzchowności i zachowaniu przywódców obu krajów podczas ich pierwszego, i jak dotychczas jedynego, spotkania w Waszyngtonie można byłoby dojść do dość osobliwych wniosków. Podczas czerwcowej wizyty w Białym Domu Petro Poroszenko wystąpił w pomiętym garniturze (to akurat jego dość częsta przypadłość – w trakcie spotkania z poprzednikiem Donalda Trumpa jego odzieży również nie dotknęło żelazko) i był wyraźnie zdenerwowany zapominając nawet o odpięciu guzika garnituru przy zasiadaniu na fotelu obok amerykańskiego prezydenta. Gospodarz Gabinetu Owalnego również nie należycie przygotował się do rozmowy używając wobec państwa swojego gościa określenia „The Ukraine” co stało się przedmiotem spekulacji czy Trump w ogóle uznaje suwerenność i podmiotowość ukraińskiego państwa.

Zobacz także: Reforma rynku gazu Ukrainy: czas na deoligarchizację [ANALIZA]

Co prawda uścisk dłoni dla Poroszenki ze strony Trumpa był łagodny jak na możliwości Amerykanina, to można było odnieść wrażenie, że traktuje swojego partnera w dość paternalistyczny i interesowny sposób. Amerykański przywódca, dla którego realizacja interesów biznesowych jest nieodłączną częścią polityki zagranicznej USA, wyraźnie dał znać swojemu rozmówcy na czym zależy mu najbardziej. Już w pierwszych słowach spotkania Trump podkreślił, że na Ukrainie działa wiele amerykańskich firm, które widzą w tym kraju ogromny potencjał. „Więc opiekujcie się nimi, dobra? Opiekujcie się nimi” – bezpośrednio zwrócił się do Poroszenki. Znamienna była reakcja ukraińskiego przywódcy, który w tym momencie podniósł kciuk do góry i zwrócił się do siedzących obok członków swojej delegacji sugerując wydawanie osobistych poruczeń natychmiastowego roztoczenia opieki nad amerykańskimi przedsiębiorstwami w jego kraju.

Krótkie, bo zaledwie pięciominutowe spotkanie Trumpa i Poroszenki, to wyłącznie medialno-polityczna odsłona rzeczywistych związków biznesowych łączących od niedawna Stany Zjednoczone i Ukrainę. Związków, które swój wyraz najpełniej oddają interesy w branży energetycznej, która od początku prezydentury Trumpa jest przedmiotem szczególnego zainteresowania amerykańskiej administracji. Ukraina, w ogłoszonej przez prezydenta USA nowej polityce energetycznej odgrywa istotną rolę, o czym świadczy skala zaangażowania Amerykanów. Wymownie dowodzi tego amerykańska ustawa wprowadzająca sankcje przeciw Rosji (Countering America’s Adversaries Through Sanctions Act z 2 sierpnia 2017 r.) której jednym z elementów jest zapis, zgodnie z którym USA mają wspierać niezależność energetyczną i reformy sektora energetycznego na Ukrainie.

Zobacz także: Gazowe „American Dream”. Czy eksport LNG uczyni Amerykę wielką? [ANALIZA]

Reformy za gaz

Sposób w jaki Trump dopominał się o dobre traktowanie firm amerykańskich na Ukrainie może wydawać się osobliwy, czy wręcz znamienny. Jednak nie chodzi tutaj o „kolonizację” Ukrainy przez amerykański kapitał, jak można byłoby sądzić na pierwszy rzut oka. Interesy ekonomiczne administracja prezydenta USA nie może promować w oderwaniu od istotnych z punktu widzenia prestiżu międzynarodowego Ameryki wartości. Dlatego też USA, poza sferą biznesową, stały się jednocześnie promotorem i żyrantem reform na Ukrainie – tak potrzebne Ukrainie wsparcie finansowe uzależnione jest od konkretnych działań, które mają podjąć ukraińskie władze.

Istotnym elementem reform wspieranych przez USA, i szerzej Zachód (Unię Europejską, Międzynarodowy Fundusz Walutowy) jest sektor gazowy na Ukrainie, którego reformę zapoczątkowano w 2015 r. przyjęciem ustawy o rynku gazu. Zakłada ona podział (tzw. unbundling) koncernu państwowego Naftohaz na spółki odpowiadające za wydobycie, transport, dystrybucję oraz magazynowanie surowca. Dzięki tym działaniom na Ukrainie ma powstać rzeczywisty rynek gazu odpowiadający zasadom tzw. III pakietu energetycznego UE.

Reforma nie jest jednak procesem prostym, zwłaszcza, że toczy się on w warunkach kraju, który wciąż uwalnia się ze złogów komunizmu i postsowieckiego kapitalizmu w niemal wszystkich obszarach życia. Należy mieć to na uwadze zwłaszcza w kontekście znaczenia i działalności państwowego Naftohazu, który był jednym z najważniejszych źródeł renty korupcyjnej dla ukraińskich elit polityczno-biznesowych. Co więcej, jak pisze Paweł Kost dla Energetyki24 - dotychczasowa historia koncernu ilustrowała wszelkie bolączki niepodległej Ukrainy – zależność od Moskwy, korupcję, nieefektywne zarządzanie, wykorzystywanie spółki w wewnętrznych celach politycznych.

Zobacz także: „Klątwa żelaznej Julii”: Trybunał w Sztokholmie zakończy wojnę gazową Rosji i Ukrainy? [KOMENTARZ]

Sytuacja ta zmieniła się jednak po objęciu fotela prezesa Naftohazu przez Andrija Kobolewa w marcu 2014 roku. Młody, niespełna 35-letni wówczas menadżer rozpoczął wdrażanie programu przekształcenia koncernu. W ciągu trzech lat zlikwidowano bezpośrednią zależność od dostaw gazu z Rosji, poprawiono wyniki finansowe, a firma zaczęła działać bardziej przejrzyście i dość udanie opiera się próbom politycznych nacisków.

Nie jest tajemnicą, że Kobolew posiada silne poparcie Stanów Zjednoczonych i Międzynarodowego Funduszu Walutowego. Jego osobie przypisuje się przeprowadzenie liberalizacji rynku gazowego, która umożliwiła wejście na rynek podmiotom prywatnym. Beneficjentem tych regulacji jest m.in. firma ERU (Energy Resources of Ukraine), która należy do Andrija Faworowa, byłego dyrektora ds. handlu w firmie DTEK należącej do niecieszącego się dobrą sławą oligarchy Rinata Achmetowa. W zarządzie firmy znajduje się także obywatel Stanów Zjednoczonych, Dale Perry, zaś sama spółka opisuje siebie jako „amerykańskiego inwestora w sektorze energetycznym Ukrainy”.

Waszyngton wspiera swoich

Zainteresowanie amerykańskich władz rynkiem gazowym na Ukrainie potwierdza uzyskanie przez spółkę ERU Trading w kwietniu tego roku gwarancji kredytowych wartych 38 milionów dolarów od amerykańskiej agendy rządowej Overseas Private Investment Corporation (OPIC) wspierającej inwestorów amerykańskich za granicą. Umowa zapewnia firmie i jej kontrahentom zabezpieczenie dostaw i magazynowania dużych wolumenów gazu. W komunikacie OPIC poinformowano, że kredyt ma „wzmocnić bezpieczeństwo energetyczne Ukrainy” m.in. poprzez import amerykańskiego skroplonego gazu ze Stanów Zjednoczonych. Warta w całości 70 mln dolarów inwestycja (jawna i dostępna publicznie!) ma pokryć ok. 10% rocznego zapotrzebowania Ukrainy na gaz, czyli do 3 mld m3 surowca.

Jak trzeźwo wówczas zauważył jeden z analityków ds. energetycznych połowę wolumenu zapisanego w zobowiązaniu ERU mogłoby dostarczać PGNiG korzystając z przepustowości istniejącego połączenia gazowego Polska-Ukraina w Drozdowiczach (1,5 mld m3). Co ciekawe zaledwie kilka dni po tej uwadze Polskie Górnictwo Naftowej i Gazownictwo opublikowało komunikat informujący o wyniku przetargu na dostarczenie gazu ziemnego dla Ukrtranshazu. Zwycięzcami okazał się ERU Trading we współpracy z polską spółką PGNiG, która zobowiązała się do dostarczenia 218 mln m3 surowca na Ukrainę w ciągu 2017 roku. To pierwszy kontrakt w historii Ukrtranshazu, który jest realizowany przez podmioty związane nie tylko z ukraińską państwową spółką Naftohaz.

Zobacz także: Coraz więcej PGNiG na Ukrainie. „Pomoc równie ważna jak dostawy broni”[KOMENTARZ]

W niedługim czasie nastąpiła intensyfikacja kontaktów amerykańsko-polskich, której symboliczną inauguracją była lipcowa wizyta Donalda Trump w Polsce i podpisanie umów na transport amerykańskiego LNG do Polski. Dobitnym podkreśleniem dobrze zapowiadającej się współpracy amerykańsko-polsko-ukraińskiej mogło stać się mianowanie Pawła Stańczaka (dyrektora PGNiG Technologie) na prezesa operatora ukraińskiego systemu gazociągów Ukrtranshaz (spółki-córki Naftohazu). Ostatecznie nominacja została zablokowana przez Służbę Bezpieczeństwa Ukrainy, która odmówiła Polakowi dostępu do informacji niejawnych. W tej sytuacji polski menadżer musiał zadowolić się posadą wiceprezesa. W Polsce zinterpretowano ten fakt jako przejaw wewnątrzukraińskiej walki pomiędzy reformatorską frakcją Andrieja Kobolewa (Stańczak był jego kandydaturą) z członkami rządu (przede wszystkim ministrem energetyki i przemysłu węglowego Ihorem Nasałykiem) optującymi za utrzymaniem oligarchicznego status quo.

Wsparcie polityczne potrzebne od zaraz

To wygodne dla Polaków wyjaśnienie, ale nie uwzględniające dość istotnych uwarunkowań proceduralnych. W rzeczywistości SBU nie mogła nie próbować zablokować objęcia fotela prezesa przez obcokrajowca. Tryb powołania na stanowiska kierownicze przedsiębiorstw o znaczeniu strategicznym dla ukraińskiej gospodarki i bezpieczeństwa (a takim jest Ukrtranshaz) nie zezwala na ich objęcie przez obcokrajowca. Jak wyjaśnia kancelaria prawnicza PLP Law Group dostęp do tajemnicy państwowej udzielany jest obywatelom innych państw wyłącznie w wyjątkowych przypadkach na mocy umów międzynarodowych zawartych przez Ukrainę za zgodą Rady Najwyższej lub na mocy rozporządzenia Prezydenta Ukrainy ze względu na konieczność zapewnienia bezpieczeństwa narodowego na podstawie dyrektywy Rady Bezpieczeństwa Narodowego i Obrony Ukrainy.

Z powyższych zawiłości wynika tyle, że w forsowaniu polskiego kandydata zabrakło niezbędnego na tym poziomie współpracy biznesowej komponentu politycznego. Realizacja interesów w sferze energetycznej ze względu na swój newralgiczny charakter wymaga wsparcia politycznego na najwyższym szczeblu. Pozostawienie spraw bezpieczeństwa energetycznego wyłącznie w gestii kierownictwa spółek obu krajów to co najmniej niefrasobliwość.

Zobacz także: Wiceprezes PGNiG dla Energetyka24: Uważnie obserwujemy ukraiński rynek

Niestety, w ostatnim czasie relacje polsko-ukraińskie zostały sprowadzone niemal wyłącznie do dyskursu historycznego. Postawienie akcentu wzajemnych relacji na problemie interpretacji wydarzeń z przeszłości niewątpliwie szkodzi wykorzystaniu potencjału współpracy w sferze energetycznej. Nie podważając konieczności uregulowania kwestii historycznych należy podkreślić, że priorytetem powinny być jednak sprawy bezpieczeństwa. Trudno jednak nie odnieść wrażenie, że w ostatnim czasie zostały one poświęcone w bieżącym konflikcie historycznym.

Należy pamiętać, że okno możliwości jakim jest zaangażowanie Stanów Zjednoczonych w obszarze Europy Środkowo-Wschodniej nie będzie trwać wiecznie. Zapowiedź ekspansji surowcowej USA ze szczególnym uwzględnieniem naszego regionu to okazja na ostateczne uwolnienie się od dyktatu surowcowego dostawy ze Wschodu. Parasol ochronny rozłożony przez USA i prowadzona przez Ukrainę polityka dywersyfikacji dostaw gazu jest jednocześnie szansą dla Terminala LNG w Świnoujściu i polskiej spółki przesyłającej gaz na Ukrainę.

Możliwość wycofania się Międzynarodowego Funduszu Walutowego, uzależniający wypłatę kolejnej, piątej już transzy pomocy od postępów reform na rynku gazu stanowi skuteczny środek nacisku na władze w Kijowie. Ukraiński rząd, mimo toczących się wewnątrz konfliktów, nie może sobie pozwolić na wycofanie kapitału zagranicznego i odcięcie kraju od międzynarodowych rynków finansowych. Ta świadomość sprawia, że możliwe jest głębsza współpraca polskich firm z podmiotami z USA minimalizuje ryzyko polityczne inwestycji i obniża związane z nim koszty kredytów. Zaangażowanie USA, UE i MFW w reformy na Ukrainie zmniejsza ryzyko inwestycyjne dla polskich spółek Skarbu Państwa.

Pozostaje mieć nadzieję, że polsko-ukraińsko-amerykańska współpraca energetyczna zostanie doceniona przez administrację Prezydenta Andrzeja Dudy, który już jutro złoży wizytę w Charkowie, gdzie spotka się z ukraińskim przywódcą. Choć trudno jest oczekiwać od polskiego prezydenta, by wzorem Donalda Trumpa domagał się roztoczenia osobistej opieki nad polskimi firmami ze strony Poroszenki, to warto by podczas spotkania poruszyć sprawy o strategicznym znaczeniu dla obu państw. Bezpieczeństwo energetyczne z pewnością do nich należy.

Zobacz także: Prezes PGNiG dla Energetyka24: Spodziewamy się bardzo dobrych wyników sprzedaży na Ukrainie

KomentarzeLiczba komentarzy: 6
tutejszy
wtorek, 12 grudnia 2017, 20:21

To nie są "spory", a wyciszyć można telewizor. Ukraińcy dokonali ludobójstwa Polaków. Obecnie na Ukrainie czci sie tych ludobójców. Strategicznym dla Polski jest aby Ukraina eliminowała takie ruchy i tyle.

Autorytet
środa, 13 grudnia 2017, 01:05

Co za brednie.Z Ukrainą współpraca jest niemożliwa.Dopóki banderowcy nie zostaną masowo i przykładnie ukarani!

czytelnik
środa, 13 grudnia 2017, 13:10

Tak panie redaktorze Nieczpor już się przekonała na własnej skórze Bułgaria jak wychodzi się na posłusznym wykonywaniu amerykańskich dyrektyw w sprawie dostaw gazu do Europy

pl
wtorek, 12 grudnia 2017, 17:24

właśnie wczoraj ukrainski parlament przegłosował antypolskie ustawy gospodarcze wychodząc naprzeciw wizyty prezydenta dudy i tego typu ekspertom Ukraińscy deputowani przyjęli w zeszłym tygodniu w pierwszym czytaniu projekt ustawy «Kupuj ukraińskie», wprowadzający dyskryminacyjne warunki uczestnictwa firm zagranicznych w organizowanych nad Dnieprem zamówieniach publicznych” – napisał w poniedziałek portal wGospodarce.pl. Zaznacza on, że ustawa jest forsowana przez Blok Petro Poroszenki i Partię Radykalną Ołeha Liaszki. Ta ostania powiązana jest z najbogatszym ukraińskim oligarchą Rinatem Achmetowem. Jak pisze portal, fakt wygrania przez bydgoskie zakłady Pesa przetargu na dostawę tramwajów dla Kijowa jest wprost wskazywany jako przykład „szkodliwej dla ukraińskiej gospodarki” tendencji. Władze Ukrainy dążą też do radykalnego powstrzymania „turystyki zakupowej”. Zgodnie z nowymi przepisami, mieszkaniec Ukrainy będzie mógł wwieźć do tego kraju bez konieczności płacenia cła towary zakupione za granicą o łącznej wartości 50 euro. Do tej pory Ukraińcy mogli bezcłowo wwozić na Ukrainie w ciągu jednej doby towary o wartości 500 euro. „Teraz wyjazdy na zakupy do Polski staną się nieopłacalne, a tysiące polskich przedsiębiorców, głównie z Lubelszczyzny i Podkarpacia, którzy związali swoje biznesy z rosnącą falą klientów zza wschodniej granicy, zostaną na lodzie” – komentuje portal. Nowe przepisy ukrócą też handel internetowy z Polską. „drastycznie” wzrosną opłaty pocztowe dla paczek przesyłanych zza granicy. Nowelizacja ukraińskiego kodeksu podatkowego podniosła o 100% koszt opłat granicznych uiszczanych przez handlowców zza granicy. „Wszystkie te grupy polskich przedsiębiorców już wkrótce będą liczyć idące w sumie w setki milionów złotych straty wskutek działań oligarchicznej ekipy Petra Poroszenki po raz kolejny pokazującej, że «współpracę polsko-ukraińską» widzi ona wyłącznie jako pozbawione wzajemności pasmo korzystnych dla Kijowa działań ze strony Polski” – podsumowuje portal. dziekuję za uwage wiem że tego nie opublikujecie bo to niepoprawne mysle jednak ze zobaczycie jakie bzdury gadacie