Skompromitować Polskę, nawet za cenę rzetelności. O ataku dezinformacyjnym na Baltic Pipe [ANALIZA]

11 kwietnia 2019, 15:03
Zrzut ekranu 2019-04-11 o 15.02.06
Fot.: Pixabay
Energetyka24
Energetyka24

DOTYCZY:


Za Baltic Pipe musieliśmy oddać Danii polskie terytorium, a pomimo to Polacy i tak będą jeszcze przez lata płacić frycowe Kopenhadze - taki przekaz płynie z artykułu Andrzeja Szczęśniaka, w którym nie pozostawia on suchej nitki na polsko-duńskim gazociągu. Postanowiliśmy zestawić go z rzeczywistością. Wynik tej konfrontacji jest dla autora miażdżący.

Manipulacja

Swój atak na Baltic Pipe Andrzej Szczęśniak rozpoczyna uderzając w patriotyczne nuty: „Duńczycy wykorzystali naszą nieprzepartą chęć budowy Baltic Pipe (...). To 3,6 tysiąca kilometrów kwadratowych między polskim brzegiem a duńskim Bornholmem, z których oddaliśmy Duńczykom 80 procent powierzchni na ich wyłączną strefę ekonomiczną”.

Faktycznie, niedawno rozstrzygnięty na mocy polsko-duńskiego porozumienia spór terytorialny o tzw. „szarą strefę” na Bałtyku zakłada jej podział w takich właśnie proporcjach. Autor postanawia jednak nie zagłębiać się w szczegóły dotyczące tego sporu. Zrobimy to za niego

Zgodnie z Konwencją Narodów Zjednoczonych o prawie morza, rozgraniczenie wyłącznych stref ekonomicznych (WSE) powinno przebiegać w odległości 200 mil morskich od linii podstawowej (brzegowej). 

W przypadku sporu polsko-duńskiego, odległość między liniami podstawowymi Polski i Danii wynosi jednak niespełna 60 mil morskich. W takiej sytuacji konieczne jest zawarcie umowy bilateralnej, która będzie "sprawiedliwym rozwiązaniem". Konwencja nie precyzuje jednak tego na jakich zasadach powinna opierać się umowa. 

W trwającym już ponad 40 lat sporze Polska strona rościła sobie prawa do wyznaczenia WSE sięgającej aż do duńskich wód terytorialnych u wybrzeży Bornholmu (12 mil morskich). Argumentowała to dłuższą linią brzegową i większym znaczeniem tego obszaru dla Polski.

Dania z kolei postulowała, że jedynym sprawiedliwym rozwiązaniem jest zastosowanie reguły tzw. ekwidystansu, czyli wykreślenie granic WSE Polski i Danii w równej odległości od linii podstawowych obu państw.

Ostatecznie zdecydowano się na powszechnie stosowaną regułę ekwidystansu. Skorygowano ją jednak nieznacznie na korzyść Polski.

Czy oznacza to, że Polska „oddała Danii 80% powierzchni”? Jest to jawna manipulacja, wskazująca na brak znajomości prawa międzynarodowego.

image
Fot.: Ministerstwo Spraw Zagranicznych RP

Po pierwsze WSE nie wchodzi w skład terytorium państwa. Po drugie, brak uregulowania statusu prawnego szarej strefy i spór z Kopenhagą oznaczał, że nie była to „polska” strefa, tylko obszar sporny, którego status nie był jasny. Z tego względu blokowane było powstanie nie tylko Baltic Pipe, ale także budowa farm wiatrowych na morzu.

Polskie roszczenia były nie do przyjęcia dla Duńczyków i rzeczywiście trudne do uznania za „sprawiedliwe” w świetle Konwencji. Jednakże postawienie wysoko poprzeczki negocjacyjnej pozwoliło ugrać dodatkowe terytoria ponad zastosowaną „linię mediany”.

Per saldo, wynik negocjacji w sprawie rozgraniczenia WSE jest dla Polski korzystny.

Ignorancja

Andrzej Szczęśniak pisze dalej: „przygotowana trasa rurociągu Baltic Pipe przebiega bowiem przez te właśnie tereny sporne z powodu celowego ominięcia wód niemieckich i wydłużenia przez to trasy rurociągu. Czyli najpierw sami planujemy dłuższy rurociąg, zwiększamy koszty, by być na musiku w negocjacjach z Duńczykami. I po to, by nie być <<zależnym>> od dostaw gazu od Rosji, a w kładzeniu rury od Niemców – płacimy frycowe Duńczykom”. 

Tym razem autor wykazuje się nie tylko manipulacją, ale także brakiem wiedzy na temat Baltic Pipe.

Największym wyzwaniem dla Baltic Pipe była ekologia. Opinie ekologów z Polski, Niemiec, Danii i Szwecji musiały zostać wzięte pod uwagę w trakcie konsultacji w ramach tzw. Procedury Espoo, którą objęte są wszystkie inwestycje transgraniczne na Bałtyku. A do takich należy Baltic Pipe.

Wybrany „duński” wariant przebiegu Baltic Pipe jest dużo bardziej korzystny dla środowiska niż „niemiecki”. Zaprezentowany przez GAZ-SYSTEM przebieg Baltic Pipe przebiega przez stosunkowo niedawno utworzony obszar SE0430187 na południe od regionu Skania. Wariant niemiecki przebiegałby natomiast przez istniejący już od 14 lat obszar DE1552401 leżący na północ od Świnoujścia.

Jeśli porównamy te dwa obszary okaże się, że szwedzka Natura 2000 obejmuje ochroną trzy gatunki zwierząt, podczas gdy niemiecki obszar aż 47 gatunków flory i fauny. Dodatkowo ostatecznie wybrany przebieg gazociągu wiodący przez dawną szarą strefę omija kolejny obszar Natura 2000 na zachód od Bornholmu.

image
Fot.: Baltic Pipe

Na niekorzyść wariantu „niemieckiego” wpływa również to, że omija on składowisko broni chemicznej ulokowane w Ławicy Orlej w niemieckiej WSE, gdzie znajduje się ok. 60 ton toksycznych substancji, które zostały zatopione w latach 1956-59 przez NRD. 

I tutaj dochodzimy do kosztów ominięcia niemieckiej WSE. Zdaniem Szczęśniaka wariant „duński” jest dłuższy, a więc droższy. Z pozoru logiczne, ale „chłopska logika” nie zawsze jest pomocna. Istnieją bowiem koszty, których nie widać na pierwszy rzut oka.

Po pierwsze, decyzja o ominięciu niemieckiego obszaru Natura 2000 nie tylko zmniejsza koszty środowiskowe, ale i finansowe, z którymi wiązałoby się konieczność zrekompensowania negatywnego wpływu budowy na wszystkie objęte ochroną gatunki.

Po drugie, budowa gazociągu na niemieckiej WSE wymagałaby przeprowadzenia kosztownego jej oczyszczenia z broni chemicznej. Na koszt inwestora.

Wreszcie po trzecie, koszty dłuższego wariantu zostały uwzględnione na wczesnym etapie planowania, który zakładał długość gazociągu w pułapie 250 – 280 km. Ostatecznie ma on mieć 275 km, a więc mieści się w zakładanych „widełkach” oraz w budżecie. Oszczędności – te finansowe, czasowe jak i polityczne - poczynione na uniknięciu potencjalnych strat środowiskowych i oczyszczaniu Bałtyku z broni chemicznej są natomiast nieocenione.

I jeszcze raz manipulacja

O ile można przypuszczać, że autor artykułu nie zagłębiał się w kwestie środowiskowe na Bałtyku, o tyle w kwestii kosztów gazociągu o brak wiedzy już podejrzewać go nie można. Czyżbyśmy mieli do czynienia ze złą wolą? Ocenę pozostawiamy Państwu.

W artykule Szczęśniaka czytamy: „Przede wszystkim to my poniesiemy wszystkie koszty budowy – polski Gaz-System sfinansuje w całości budowę całej podmorskiej rury”.

Powyższe zdanie mogłoby być z powodzeniem omawiane na zajęciach poświęconych dezinformacji na studiach dziennikarskich. Oto bowiem faktycznie, Gaz-System w całości sfinansuje całą rurę na dnie Bałtyku. Ale przecież mówimy o „projekcie Baltic-Pipe”, a nie o „gazociągu polsko-duńskim”. A różnica jest zasadnicza, bowiem system Baltic Pipe składa się z 5 elementów, z których gazociąg polsko-duński jest tylko jedną składową. Kluczową, ale nie jedyną.

Warto podkreślić, że nie są to ściśle tajne dane, lecz informacje zawarte na stronie baltic-pipe.eu. Jest to kluczowe rozróżnienie, ponieważ mówienie w kontekście całego projektu, że jego koszty będzie ponosił w 100% polski podatnik, jest zwykłym kłamstwem. Koszty całego projektu wynoszą 1,6 mld euro, z czego Energinet i Gaz-System wniosą po 800 mln.

Rosja nas zbawi

Swój artykuł ekspert konkluduje stwierdziwszy, że budowa Baltic Pipe jest „noszeniem drewna do lasu”, jako że na miejscu mamy dostępny tani gaz z Rosji. 

Zamiast komentować, przytoczę kilka faktów, o których Andrzej Szczęśniak zdaje się nie pamiętać:

- Po wybudowaniu Nord Stream 2 Rosja zostanie dominującym dostawcą gazu do Unii Europejskiej, co oznacza nie tylko wymierne zyski dla Gazpromu, ale też możliwości wywierania wpływów politycznych.

- Polska wydobywa niespełna 4 mld m3 gazu, podczas gdy konsumuje 17 mld z tendencją wzrostową. Obecnie ok. 55% zapotrzebowania pokrywa bezpośredni import z Rosji.

- Do czasu rozpoczęcia programu dywersyfikacji dostaw, Polska importowała gaz niemal wyłącznie z Rosji. 

- Rosyjska cena gazu dla Polski, z uwagi na pełne uzależnienie od jednego dostawcy, była wyższa niż dla położonych dalej Niemiec. Ze względu na indeksację cen do kursu ropy naftowej, za gaz od Gazpromu Polacy płacili najwięcej w Europie.

- Rosja niejednokrotnie manipulowała ciśnieniem i innymi parametrami (jak wilgotność) gazu, aby wywrzeć polityczny wpływ na Polskę i inne kraje w regionie (ostatnio podczas warszawskiego szczytu NATO i wizyty prezydenta USA Donalda Trumpa w Warszawie). Wykorzystanie gazu do celów politycznych opisane zostało w rosyjskiej doktrynie Falina-Kwicińskiego.

Może zatem dywersyfikacja dostaw gazu w obliczu rosnącej jego konsumpcji ma sens? Może pozwoli to uzyskać od Rosji lepszą ofertę cenową, jednocześnie zapewniając Polsce stabilność dostaw z wielu kierunków?

Wobec tych argumentów Andrzej Szczęśniak wydaje się jednak być obojętnym w swoim artykule.

Operacja dezinformacja 

Dzięki wysiłkom polskiego rządu, w szczególności zaś dzięki zespołowi ministra Piotra Naimskiego, projekt Baltic Pipe realizowany jest z żelazną konsekwencją. Jego rangę podkreśla fakt, że stał się on ponadpartyjnym konsensusem, co w warunkach spolaryzowanej polskiej sceny politycznej jest niemałym osiągnięciem.

Niestety, jego unikalne właściwości, polegające na gwarantowaniu dostępu do dużych ilości nierosyjskiego gazu sprawiają, że Baltic Pipe staje się cierniem w oku dla wszystkich, którzy nie życzą sobie zmiany układu gospodarczego na rynku gazu w Europie Środkowowschodniej. 

Dlatego też można zakładać, że polsko-duński projekt stanie się obiektem ataków i przedmiotem czarnej propagandy. Tendencje te będą rosnąć w miarę zaawansowania projektu oraz z uwagi na możliwe zawirowania polityczne w Polsce i Unii Europejskiej związane z wyborami do Parlamentu Europejskiego i polskiego parlamentu krajowego.

Dlatego też warto uzbroić się w rzetelną wiedzę, szerokie spojrzenie i konkretne argumenty, by nie ulegać sofizmatom.

Autorzy: Jakub Wiech i Maciej Zaniewicz

Energetyka24
Energetyka24
KomentarzeLiczba komentarzy: 72
Stary Grzyb
czwartek, 11 kwietnia 2019, 22:58

Jak słusznie wskazano w artykule, projekt Baltic Pipe realizowany jest z żelazną konsekwencją, terminowo i w założonych kosztach. Tylko to - w tym docelowe ukończenie i uruchomienie projektu - się liczy. Występy medialne rosyjskiej agentury wpływu należy, owszem, kontrować i prostować, ale w istocie rzeczy są one tylko potwierdzeniem słuszności projektu.

anda
piątek, 12 kwietnia 2019, 02:12

A ja mam po raz kolejny pytanie jak z uzgodnieniami skrzyżowań z NS1 i 2? i skąd gaz do tego rurociągu bo raczej z Norwegi to będzie kiepsko. A ponadto jak ptaszki ćwierkają GAZPROM zgodnie z prawem unijnym o które tak walczyliśmy wykupi np 80 % przepustowości - i co w tedy?

Laik
piątek, 12 kwietnia 2019, 11:21

Z wzajemnością 80% za 80%

anda
piątek, 12 kwietnia 2019, 14:30

Problem w tym, że dla NS1 i 2 się nie da a o lądowe to Niemcy zadbali żeby było to niemożliwe - a czy Polacy zadbali?

ppp
piątek, 12 kwietnia 2019, 10:22

Mamy taki oszukany unbundling (dlaczego KE to toleruje?) i wykupiliśmy cały przesył, zresztą po co im ta przepustowość? :) Duńczycy wspominają, że BalticPipe może zapewnić im import... zapewne LNG który nawet dla Ukrainy jest zbyt drogi...

Ka Pa
czwartek, 11 kwietnia 2019, 21:02

Skoro regula ekwidystansu byla jedynym mozliwym rozwiazaniem dla Polski, jak udalo sie Niemcom uzyskac od Danii sporo wieksza EEZ niz by to wynikalo z rownego podzialu?

asd
czwartek, 11 kwietnia 2019, 20:51

Brawo.Dobra robota.

hym108
czwartek, 11 kwietnia 2019, 18:14

Idealnie by bylo grac na 2 fortepianach. Czylii umiec od Rosji kupwac najtaniej w Europie a nie najdrozej. I miec jakies zabezpicznie z innego zrodla. Jakos puki co ze Polscy politycy potrafia sie rozsadnie z Rosja dogadac bez machania szabelka nie wierze:)

kjhkljhjk
piątek, 12 kwietnia 2019, 12:42

Jeśli Ci co się dogadują, są na Rosyjskich pensjach, lub mają kompromitujące teczki na Kremlu, to jak chcesz się rozsądnie dogadać? Najpierw musisz zapewnić sobie realną dywersyfikację, wymienić ludzi, a potem dopiero rozmawiać.

hym108
piątek, 12 kwietnia 2019, 18:20

To Rosja nam przeszkadza dobrze negocjowac? Przeciez my albo wlazimy w tylek ameryknom albo to samo wczsiej Rosjanom. Zobacz na Turcje. Jak potrafi lawirwac. Zwczajnie nie mamy elit. Pozatytm nie wierze ze "wsztsko co w Polsce zle to wina Rosjan" - propaganda. Sami nie umiemy.

mc.
piątek, 12 kwietnia 2019, 11:54

Panie hym 108 - kupować od Rosji ? Po co ? Kupujemy 10 % ropy którą eksportują i nie raczą nas traktować poważnie, więc chyba nie warto od nich niczego kupować. Rosja traktuje nas jak byłą kolonię, więc mamy prawo zerwać z nimi kontakty handlowe. Jeżeli będą chcieli nam coś sprzedać, to niech zachowają się jak "kupiec" któremu zależy na interesie z nami.

SOWA
piątek, 12 kwietnia 2019, 09:42

Rosja nie traktuje Polski poważnie tym bardziej w sytuacji osłabienia naszej pozycji w EU. Dopiero dywersyfikacja dostaw gazu i poprawa naszego wizerunku w EU pozwoli ochłodzić gorące głowy na Kremlu. Oczywiście jeśli w Warszawie ktoś zrozumie, że LNG nie jest dla Polski alternatywą, gdyż sam gaz z Kataru i USA może być tani ten ostatni nawet tańszy od rosyjskiego ale koszty dostawy surowca do Polski powodują, że musi on być o 45% droższy o tego dostarczanego rurą co odbija się na konkurencyjności gospodarki.

Komentator
piątek, 12 kwietnia 2019, 16:50

Panie Sowa, amerykański gaz może być tańszy od rosyjskiego, ale tylko gdy porówna Pan cenę gazu w USA z ceną gazu rosyjskiego w Europie, tylko że to nie jest uczciwe porównanie. Albo porównujemy cenę amerykańskiego gazu w Europie z ceną jaką trzeba zapłacić Za rosyjski, oczywiście uwzględniając WSZYSTKIE koszty, albo porównajmy cenę gazu w USA,. z ceną gazu w Rosji, tylko tak jest uczciwie. I w jednym i w drugim przypadku gaz amerykański ZAWSZE będzie droższy, wydobycie gazu z łupków musi być droższe, poprzez koszty których Rosjanie po prostu

Boczek
piątek, 12 kwietnia 2019, 21:37

Amerykański czy inny LNG jest zawsze tańszy od rosyjskiego - już chociażby z powodu niższych kosztów transportu. Dlaczego myślisz inaczej? Bo nie rozumiesz LNG i nie wiesz co to small scale LNG i nie wiesz, że jesteśmy w tym trendzie just in time.

SOWA
sobota, 13 kwietnia 2019, 01:31

Panie Boczek gaz LNG zawsze będzie droższy od tego z rurociągu. Skroplenie, transport, rozładunek i związane z tym straty... aby cena tego gazu była atrakcyjna Amerykanie musieliby sprzedawać go o połowę taniej.

Komentator
piątek, 12 kwietnia 2019, 22:06

Niższe koszty transportu???? Od kiedy to skroplenie, transport statkiem przez kilka tys km i późniejsza regazyfikacja jest tańsza? Panie Boczek, w Polsce można już zamówić dostawę LNG "pod próg". Panie Boczek, skoro LNG jest tańsze, to poda Pan przykład jednego, tak Panie Boczek, tylko jednego odbiorcę odbiorcę gazu ziemnego w Polsce, który ma dostęp do sieci, a zamawia cysterny z LNG. I na koniec Panie Boczek, nie ma Pan zielonego pojęcia co to jest just in time.

laik, zupełny laik
sobota, 13 kwietnia 2019, 11:58

Chyba Pan Komentator troszkę się pomylił - pod próg to dostarczany jest cysternami gaz LPG, a nie LNG. Ale gdyby istniała możliwość zamówienia LNG i zabudowy instalacjji do rozprężenia skroplonego gazu to jak najbardziej miałoby to sens w przypadku zasilania genratorów prądu dla schronisk górskich, awarynie dla szpitali, przepompowni i obiektów krytycznej infrastruktury.

drogi komentatorze
sobota, 13 kwietnia 2019, 05:15

Budowa gazociągu z Syberii oraz podmorskiego i wieloletnie spłacanie kredytów za to, oraz koszty utrzymania tegoż też nie są tanie. Może się miej więcej wyrównać.

Komentator
sobota, 13 kwietnia 2019, 07:50

Po pierwsze, gaz do Europy nie płynie z Syberii tylko z Jamału. Po drugie, skąd wysnuł Pan wniosek że "może się wyrównać"? Policzmy. Aby połączyć przez Bałtyk Rosję z Niemcami, Gazprom wydał około 10 mld . Fakt, tanio nie było. Polska na gazoport wydała tylko 1 mld . Tylko Drogi Panie, NS 2 można przesłać w ciągu roku 55 mld m3 gazu, Świnoujście może przyjąć 5 mld m3, to JEDENAŚCIE razy mniej. Gdyby taką ilość gazu jaka może być dostarczona poprzez NS 2 dostarczyć w formie LNG, trzeba by takich gazoportów wybudować JEDENAŚCIE, to już jest drożej. Tylko że po wybudowaniu gazociągu gaz można już dostarczać, a jak to wygląda w przypadku LNG? Niestety nie jest tak różowo. Ten gaz trzeba najpierw skroplić (budowa tych instalacji jest tania?), a do skroplenia potrzeba dużo energii (też jest tania?). Następnie trzeba ten gaz załadować na statek (budowa takich wyspecjalizowanych jednostek oczywiście też jest tania?). Po dostarczeniu tego gazu do gazoportu trzeba ten gaz jeszcze doprowadzić do stanu lotnego, co w polskich realiach oznacza, że trzeba spalić kilka % dostarczonego gazu (to też oczywiście będzie tanie). No i oczywiście na budowę tych gazoportów, instalacji do skraplania i floty gazowców wcale nie trzeba brać kredytów, po co skoro to wszystko jest "tanie". A teraz porównajmy źródło finansowania. Rosja płaci obecnie Ukrainie za tranzyt około 3 mld rocznie. Po tym, jak ten gaz popłynie przez Bałtyk, tych opłat nie będzie, co oznacza, że ten gazociąg zwróci się w ciągu niecałych czterech lat, później, tylko z tytułu braku opłat za tranzyt, Gazprom będzie miał co roku kilka mld w kieszeni. Co do kosztów bieżących, utrzymanie tego gazociągu też będzie o wiele tańsze, chyba że znajdzie Pan stocznie remontowe które będą remontować te gazowce za darmo, że znajdzie Pan załogi które też będą pływać za darmo, a taki Loyd ubezpieczy te statki w promocji za 1 funta. I jeszcze jedno, gazociągiem gaz płynie w jedną stronę, gazowiec płynie w jedną stronę pusty, pewnie też "tanio". Biorąc to wszystko pod uwagę, naprawdę twierdzi Pan że "Może się mniej więcej wyrównać?

bmc3i
sobota, 13 kwietnia 2019, 08:45

Przede wszystkim, przy trzech źródłach gazuy - z Rosji, z Norwegi oraz z USA, gaz rtosyjski będzie o wiele tanśzy niż przyh jedynym rosyjskim bez żadnej konkurencji. Ponadto znacznie niższe będa koszty polityczne "taniego gazu rosyjskiego", za który przy braku alternatyw Polska płaciła najdrożej w Europie. Drozej niż za gaz LNG.

Komentator
sobota, 13 kwietnia 2019, 11:53

Szanowny Panie, nie będzie trzech różnych źródeł. BP to 9 mld m3, Świnoujście kolejne 5 mld m3, a po planowanej rozbudowie 7,5 mld m3 gazu. Na zakup tego gazu, w ilościach odpowiadających rocznemu polskiemu zapotrzebowaniu podpisano już kontrakty, czyli Polska będzie MUSIAŁA ten gaz kupić. A chętnych którzy chcieliby ten gaz odkupić od Polski nie ma i nic nie wskazuje na to, aby mieli się pojawić. Oznacza to, że ten gaz trzeba będzie zużyć na miejscu. Jeżeli dodamy do tego krajowe wydobycie, okaże się, że za trzy lata będziemy mieli o wiele więcej gazu niż będziemy w stanie zużyć, a Pan chce jeszcze kupować dodatkowo gaz z Rosji? Co Pan zrobi z tym gazem? Wyśle na Ukrainę w ramach braterskiej pomocy? A teraz wróćmy do historii. Proszę Pana. Polska faktycznie płaciła Rosjanom więcej niż wynosi cena LNG. Problem w tym, że Szanowny Pan zapomniał jednak dodać, że porównał Pan cenę gazu z Rosji jaka obowiązywała wówczas, z DZISIEJSZĄ ceną LNG. Dlaczego tacy jak Pan muszą posuwać się do tak nieuczciwych argumentów? Dlaczego nie porównał Pan kwoty 500 którą wówczas płaciliśmy Rosji z kwotą 650 , bo tyle wówczas kosztował na światowych rynkach LNG? Właściwie to nie musi Pan odpowiadać, doskonale wiem dlaczego. I jeszcze jedna uwaga. Polska nie miała wówczas najdroższego gazu w Europie, natomiast płaciła więcej niż Niemcy ( zresztą płaci więcej do dzisiaj). Są dwa główne powody takiego stanu rzeczy. Po pierwsze, Niemcy kupują o wiele więcej gazu niż Polska, co przekłada się oczywiście na cenę, duży klient zawsze zapłaci mniej. Po drugie, jak Pan idzie na zakupy i wchodząc do sklepiku obraża sprzedawcę, to jakie ma Pan szansę na wynegocjowanie dobrego rabatu?

kjhkhjkgasds
piątek, 12 kwietnia 2019, 12:44

Nasz wizerunek w UE, jest całkiem niezły. Poza tym, wizerunek w UE mało znaczy. Niemcy mają po budowie NS kiepski wizerunek, a bardzo wiele znaczą.

ccccccccccccccccccc
piątek, 12 kwietnia 2019, 02:22

Jak będzie BalticPipe, to i roSSija będzie bardziej miękka w negocjacjach. I nie ma co się dogadywac, sami się będą prosić.

Reklama
Reklama
Tweets Energetyka24