Prawdziwe kłamstwo klimatyczne. Polemika z artykułem Do Rzeczy [KOMENTARZ]

15 lipca 2019, 17:17
climate-change-2254711_1920
Fot. Pixabay

W najnowszym numerze tygodnika Do Rzeczy ukazał się artykuł red. Tomasza Cukiernika pt. „Szaleństwo Klimatyczne”. Tekst ten zawiera szereg istotnych błędów i manipulacji, które opisał i skomentował Jakub Wiech.

Tekst red. Cukiernika w najnowszym numerze Do Rzeczy stara się udowodnić, że globalne nastroje dotyczące zmian klimatycznych noszą znamiona szaleństwa i są sprzeczne z ustaleniami naukowców, a na celu mają żerowanie na pieniądzach podatników. Niestety, autor, chcąc potwierdzić swoje tezy, sięga po wątpliwej jakości źródła, manipuluje danymi oraz pomija niewygodne dla niego fakty.

Najwięcej zastrzeżeń budzi wykorzystanie źródeł przez autora. Uwagi odnośnie tego aspektu artykułu pojawiają się już na jego początku. Przede wszystkim, red. Cukiernik przywołuje na wstępie raport Międzyrządowego Panelu ds. Zmian Klimatu z 2007 roku, który wykazywał, że istnieje duże prawdopodobieństwo antropogenicznego charakteru zmian klimatu. Można zadać sobie pytanie, dlaczego autor nie sięgnął po najnowszy, specjalny raport IPCC z 2018 roku. Można też zastanowić się, dlaczego red. Cukiernik twierdzi, że ustalenia Panelu popiera „część innych naukowców”, skoro w środowisku klimatologów podnoszona przez IPCC teoria antropogeniczności zmian klimatu jest uznawana przez 97% badaczy.

Klimatyczny konsensus naukowy również jest kwestionowany przez autora tekstu z Do Rzeczy, który zarzuca, iż poparcie rzędu 97% znane z badania Johna Cooka, zostało ustalone w sposób zmanipulowany. Red. Cukiernik nie analizuje jednak szeregu innych badań, które ustaliły podobny współczynnik, m.in. ustaleń z roku 2009 (97%), 2010 (97%), 2014 (91%) i 2015 (97%).

Co więcej, na poparcie swoich tez red. Cukiernik sięga po źródła wyjątkowo wątpliwej jakości. „Zdaniem wielu - np. ekspertów Heartland Institute z Chicago czy Komitetu na rzecz Konstruktywnej Przyszłości z Waszyngtonu (CFACT) - raport IPCC jest niewiarygodny i ma niewiele wspólnego z rzeczywistością” – pisze. Warto rzucić okiem na te dwie instytucje.

Heartland Institute to amerykański think tank, który zasłynął m.in. tym, że w latach 90-tych współpracował z koncernem tytoniowym Phillip Morris, dyskredytując zagrożenia zdrowotne wynikające z biernego palenia oraz lobbując przeciwko zakazom palenia papierosów.

Opinią Heartland Institute wstrząsnął wyciek dokumentów z 2012 roku, po którym instytut musiał przyznać, że otrzymywał dotacje od firm z sektora węglowego. Jak wynika z książki pt. „Merchants of Doubt” Naomi Oreskes i Erika M. Conwaya, Heartland Institute w kwestii zmian klimatu “promował ekspertów, którzy posiadali skromny – jeśli w ogóle – recenzowany dorobek badawczy”.

Na garnuszku Heartland Institute był m.in. Anthony Watts, samozwańczy meteorolog i autor bloga kwestionującego istotę zmian klimatu. Po wycieku dokumentów instytut, Watts przyznał, że otrzymał od niego 90 tysięcy dolarów na nowy projekt. Co ciekawe, tezy wysuwane przez Wattsa również pojawiają się w artykule opublikowanym w Do Rzeczy (został nazwany błędnie Antonim Wattem).

Z kolei druga instytucja – CFACT – została wzięta na cel przez Union of Concerned Scientist. UCS opisał związki Komitetu z firmą Peabody Energy, która w 2014 roku była największym amerykańskim producentem węgla kamiennego.

Red. Cukiernik w swym artykule przywołuje też opinie osób, które nie mają wykształcenia związanego choćby pośrednio z klimatem. W tekście wypowiada się m.in. dr Tomasz Teluk, który jest politologiem i doktorem filozofii. Żeby było śmieszniej, Teluk zarzuca IPCC, że są „grupą biurokratów, a nie naukowców”. Twierdzi też, że „zmiany klimatu to wymysł urzędników”, co stoi w sprzeczności z elementarną logiką i wiedzą z ostatnich klas szkoły podstawowej.

W artykule z Do Rzeczy znaleźć można też odniesienie do stanowiska Komitetu Nauk Geologicznych Polskiej Akademii Nauk, które drastycznie odbiega od opinii światowej nauki i zostało skrytykowane m.in. przez portal naukaoklimacie.pl, który wytknął szereg błędów dotyczących m.in. interpretacji danych z rdzeni lodowych.

Red. Cukiernik zastosował też w swym artykule tzw. cherrypicking, tj. wybrał z określonych źródeł tylko te elementy, które pasowały mu do tezy. Postąpił tak m.in. z artykułem z International Journal of Climatology, pisząc: „Na przykład w 2013 r. <<International Journal of Climatology>> podał, że w latach 1951-2010 w obu Amerykach i Rosji zmniejszyły się częstotliwość, czas trwania i siła susz”. Fragment ten dowodzić miał, że zmiany klimatu wcale nie pociągają za sobą ekstremalnych zjawisk pogodowych. Cytat jest prawdą, ale red. Cukiernik zapomniał wspomnieć, że w tym samym artykule znaleźć można wzmiankę, iż susze wzmogły się istotnie na obszarze Morza Śródziemnego, Afryki Centralnej, Amazonii, Północno-Wschodnich Chin i Australii Wschodniej.

W artykule z Do Rzeczy znaleźć można także opinie naukowców, którzy kwestionują ustalenia dot. zmian klimatu. W tekście znajdują się poglądy m.in. prof. Williama Happera, prof. Zbigniewa Jaworowskiego i prof. Przemysława Mastalerza. Problem polega na tym, że żaden z tych badaczy nie jest klimatologiem. Jedynym źródłem, po jakie sięgnął red. Cukiernik, a które można uznać za kompetentne w sprawach klimatu jest prof. Richard Lindzen, fizyk atmosfery. Autor przywołuje też tzw. Pozarządowy Międzynarodowy Panel o Zmianach Klimatu (NIPCC), który nazywa „składającym się z niezależnych naukowców”. Organizacja ta związana jest poprzez Jospeha L. Basta ze wspomnianym już Heartland Institute. W raporcie NIPCC (krytykowanym przez środowisko naukowe) zawarto natomiast komentarze m. in. prof. Jaworowskiego, co skłania do wniosku, że red. Cukiernik obraca się w bardzo wąskim kręgu materiałów źródłowych.

Autor artykułu z Do Rzeczy stawia też tezy całkowicie oderwane od stanowiska nauki, takie jak: „samo istnienie globalnego ocieplenia jest dyskusyjne”. Niestety, red. Cukiernik nie podaje, kto dyskutuje z tą tezą, wspieraną nie tylko przez IPCC, ale też przez amerykańskie NASA czy NOAA. Dane podawane przez te instytucje jednoznacznie wskazują na wzrost średnich temperatur powierzchni Ziemi. Autor przytacza natomiast poglądy prof. Easerbrooka, które nie korespondują z postawioną wcześniej tezą. Prof. Easterbrook twierdzi bowiem, że obecny ciepły cykl skończy się ok. 2035 roku i wtedy rozpocznie się ochłodzenie.

Red. Cukiernik powołuje się też na tzw. petycję oregońską, czyli apel wzywający do odrzucenia protokołu z Kioto, którzy rzekomo miał zostać podpisany przez ok. 30 tysięcy naukowców. Tymczasem, jak wynika ze statystycznych badań Scientific American, z grupy tej jedynie ok. 200 osób było naprawdę związanych z klimatologią. Podobne analizy przeprowadził polski bloger Doskonale Szare, który w badanej przez siebie próbie nie znalazł żadnego naukowca zajmującego się klimatem. Autentyczność listy kwestionowały też Seattle Times i Hawaii Reporter.

Podsumowując: tekst red. Cukiernika jest wyjątkowo stronniczy i nierzetelny w doborze źródeł oraz w ich przywoływaniu. Nie tylko nie udowadnia on stawianych na wstępie tez, ale też podkreśla ubóstwo merytoryczne osób negujących charakter zmian klimatu.

KomentarzeLiczba komentarzy: 49
Sceptyczna
niedziela, 7 czerwca 2020, 21:10

Najwieksza manipulacja o ktorej ludzie nie maja pojecia to definicja tzw. klimatologa. Na skandynawskich uczelniach (nie tylko uniwersytetach ale tzw. szkolach wyzszych ktore nie prowadza zadnych badan) sa tzw. naukowcy ze specjalizacja np. "socjolog klimatu". Taka osoba jest socjologiem i nauke matematyki, nie wspominajac o fizyce zakonczyla na etapie podstawowki. I to tego typu autorytety skladaja sie na tzw. konsensus i w sposob bardzo agresywny oponuja przeciwko wszelkim probom naukowego dialogu. Nie sadze aby w innych krajach bylo inaczej. I czyz szefem panelu klimatycznego ONZ nie byl inzynier drogowy z Indii?

Paweł
środa, 15 kwietnia 2020, 00:31

Pan też pomija w swojej analizie niewygodne fakty. Komputery prestiżowego działu badań nad klimatem Uniwersytetu w Nowej Anglii zostały zaatakowane w zeszłym tygodniu przez hackera. Do sieci trafiło ponad 60 MB danych, w tym około tysiąca e-maili i dwa tysiące innych prywatnych dokumentów z ostatnich kilkunastu lat. Z maili tych wynika, że manipuluje się tak, aby wyszło że jest globalne ocieplenie mimo iż tak nie jest i teraz temperatura spada. Druga sprawa - co za różnica czy np. prof. Jaworowski jest klimatologiem, radiologiem czy kim innym? Nie liczy się tytuł i papier ale argumenty. Jego argumenty są takie, że na zmiany temperatury na Ziemi wpływa aktywność Słońca. I podaje dane - między XV a XIX w. była mała epoka lodowa - szczyt jej przypadł ok. XVIII wieku, gdy Bałtyk był zamarznięty i można było po nim chodzić. I wtedy aktywność Słońca była bardzo mała (nie było plam na Słońcu). Potem do 1934 r. temperatura rosła, między 1934 a 1950 się nie zmieniała, a od 1950 r. do 1975 r. spadała i potem znowu zaczęła rosnąć. Gdy spadała aktywność Słońca była mała, potem wzrosła. Zatem występuje tu wyraźna korelacja między aktywnością Słońca a temperaturą na Ziemi. To jeszcze nie oznacza, że to jest przyczyna, ale może być jedną z istotnych przyczyn dużo ważniejszą niż emisja CO2 ze spalania paliw kopalnych. Autorytety mogą być opłacone i wtedy mówią i piszą to co "trzeba". Dlatego nie tytułami i kierunkiem wykształcenia się trzeba sugerować ale argumentami. Myśląc tak jak Pan jeśli filozof powie, że woda wrze (przy standardowym ciśnieniu) w 100 st. C to nie można mu wierzyć, bo nie jest fizykiem. Tym samym należy uznać, że woda nie wrze w 100 st. C?!

bender
wtorek, 13 sierpnia 2019, 20:27

Brawo Panie Jakubie! Odważna krytyka mainstreamowej głupoty. Może warto przypomnieć (zwłaszcza, że zdaniem Do Rzeczy "samo istnienie globalnego ocieplenia jest dyskusyjne") stanowisko PAN z lipca br: Ziemia ulega szybkiemu ociepleniu, średnia temperatura jest dziś o 1 stopień Celsjusza wyższa w porównaniu z czasem sprzed gwałtownego rozwoju przemysłu, emisja gazów cieplarnianych powstałych w wyniku działalności człowieka jest głównym czynnikiem wywołującym zmiany klimatu, a nauka ma na to niezbite dowody.

Wojciech
środa, 7 sierpnia 2019, 01:55

Nowa religia globalnego oszłomstwa. Fakt, klimat się zmienia. Zawsze się zmieniał. 1000 lat temu Grenlandia była -jak sama nazwa wskazuje - zielona. W Polsce zimy były łagodne tak jak teraz we Włoszech a poziom rzek był o kilka metrów wyższy. I o czym to świadczy? Tylko o tym, że ludzkość nie ma bladego pojęcia jaka pogoda będzie za tydzień więc dywanowa ie o przyczynach zmiany klimaty to wróżenie z fusów.

Andrettoni
niedziela, 4 sierpnia 2019, 01:46

Teoretycznie wszyscy maja rację - klimat ulega zmianom, węgiel pochodzi ze spalania roślin. Problem polega na tym, że co roku wycinamy 3x tyle drzew co sadzimy, wyjaławiamy glebę na ladzie i zatruwamy oceany. Biomasa się kurczy i nie jest w stanie pochłonąć całego węgla. Wzrost CO2 nie tyle oznacza, że za dużo spalamy, tylko, że system jest niewydolny...

BadaczNetu
czwartek, 8 sierpnia 2019, 01:13

Jak wskazują niedawne badania, stare lasy potrafią produkować więcej CO2 niż tlenu (nowy, szybko rosnący las czy pole kukurydzy produkuje więcej tlenu, w starym dominuje rozkład resztek roślinnych generujący nadwyżkę CO2). Podobno głównym źródłem tlenu w atmosferze nie są lasy, tylko glony w ocenach. Ale naukowcy często zmieniają teorie więc pewności nie ma. Wzrost zawartości CO2 w atmosferze wcale nie musi być zły. W okresie Karbonu, CO2 było w atmosferze kilka %, i był to okres najbujniejszej wegetacji roślin w historii ziemi.

Andrettoni
sobota, 9 listopada 2019, 09:56

Tak, właśnie uważam, że to oceany produkują więcej tlenu, tylko drzewa mają bardziej zróżnicowaną rolę - po pierwsze akumulują węgiel w sobie, więc nie trafi on tak szybko do dalszego obiegu, po drugie zatrzymują wodę i utrudniają wymywanie gleby. Oznacza to, ze gleba i różne środki, które się do niej dostają nie spłyną do oceanu zatruwając go. Pomijam inne fakty. Przykładowo gaz, który sprowadzamy z USA jest wydobywany w dużej mierze dzięki szczelinowaniu - czyli pompowaniu pod ziemię wody z chemikaliami. Traktujemy ten gaz jako ekologiczne źródło energii podczas gdy te chemikalia mogą przedostawać się do wód gruntowych i skazić glebę. Kolejna sprawa np. wydobycie złota - złoto jest wymywane za pomocą rtęci, która następnie się ulatnia z amalgamatu - gleba i powietrze są skażone. No, ale to złoto, wiec kogo obchodzi trochę mniej biomasy? Niestety w ten sposób coraz więcej powierzchni naszej planety jest wykreślane z obiegu. Betonujemy miasta, kładziemy nowe drogi, niszczymy glebę wydobyciem i część planety po prostu nie działa. To wszystko spływa do oceanu i tam dalej zabijamy. Zabijamy pod ziemią, na jej powierzchni, w wodzie i w powietrzu. Coraz większa część planety jest martwa, a większość ludzi nawet pająka w domu zabije, komary za oknem, gołębie bo srają, bezpańskie psy bo się wałęsają. Zostaje betonowy bunkier z basenem z chlorowaną wodą i sztucznymi falami.

poniedziałek, 26 sierpnia 2019, 23:16

Zgadza się, stary las produkuje dużo CO2, najwięcej pochłania las w średnim wieku. Rzecz w tym, że przed antropocenem przez tysiące lat istniała dynamiczna równowaga młodych, średniowiekowych i starych lasów. Bilans. Oczywiście, że najwięcej tlenu produkują drobne organizmy oceaniczne, ale wkład lasów jest istotny, tak samo jak nieleśnej roślinności lądowej. To nie jest tak, że kiedy np. wytniemy całą Amazonię, to się zaczniemy dusić. Na części wyciętej Amazonii wyrosną inne rośliny, a w niektórych rejonach na średnich szerokościach geograficznych roślinność mocniej "nawożona " CO2 będzie produktywniejsza tlenowo. W sumie na przestrzeni wieków poziom tlenu w atmosferze spadnie nieznacznie. Ale nie o to chodzi. Chodzi o nadmiarową emisję CO2, której nie nadążają w skali dekad usunąć z atmosfery procesy naturalne (przed 1750 było ok. 280 ppm, teraz jest ponad 410 ppm) - co podnosi globalną temperaturę (obecnie o ponad 1 stopień) i skutkuje zbyt szybkimi zmianami klimatycznymi. W karbonie był inny poziom CO2 i tlenu i zupełnie inne środowisko naturalne - inna flora i fauna - w tych warunkach obecna cywilizacja nie miałaby szans funkcjonować. Oczywiście, że naukowcy zmieniają zdanie, w miarę napływu nowych danych i opracowywania nowych hipotez czy teorii (czyli praw). Rzecz w tym, że aktualny model antropocentrycznych zmian klimatu jest jedną z najlepiej potwierdzonych teorii naukowych - od kilkudziesięciu lat. Ten model jest modyfikowany, ale jego zręby się nie zmieniają, bo nie ma po temu podstaw empirycznych, coraz więcej danych go potwierdza - zmieniają się niuanse. To tak samo jak z teorią Einsteina - ona bardzo dobrze tłumaczy świat - dzięki niej funkcjonuje np. GPS, co nie znaczy, że nie odkrywamy nowych aspektów tej teorii.

a
czwartek, 12 września 2019, 23:41

Przede wszystkim cykle klimatyczne istnieją na ziemi praktycznie od zawsze, a nikt do tej pory tak naprawdę nie udowodnił że obecny cykl rzeczywiście jest zależny od działalności ludzi.

BadaczNetu
środa, 31 lipca 2019, 23:03

Skąd się wziął węgiel ? Z roślin. Skąd rośliny wzięły węgiel ? Z CO2 który był w atmosferze. Zatem spalenie CAŁEGO węgla spowoduje tylko i wyłącznie przywrócenie stanu poprzedniego, czyli to czego chce większość klimatycznych aktywistów. Kiedyś słyszałem wypowiedź pewnego klimatologa, który powiedział że klimat ZAWSZE się zmieniał. Raz było cieplej, raz zimniej, były okresy zlodowacenia i pustynnienia. Na Saharze kiedyś rosły lasy a jeszcze całkiem niedawno Grenlandia była zielona. Człowiek ma wpływ na klimat. Jaka jest tego skala to sprawa dyskusyjna. Ale mało kto dyskutuje na temat tego czy zmiany klimatyczne są dobre czy złe. A to jest clou całego problemu. Bo jeśli w wyniku zmian klimatycznych Sahara znów zarośnie lasem, to mieszkańcy Mali będą się cieszyć. Jeśli podniesie się poziom wody w Bałtyku i zaleje Gdańsk, to mieszkańcy pewnie szczęśliwi nie będą. Dziś meteorolodzy potrafią w miarę nieźle przewidzieć pogodę na 3 dni, ale tego co będzie za 3 miesiące przewidzieć się nie da. A klimatyczni aktywiści rzucają prognozami na 50 czy 100 lat. Naprawdę trudno im wierzyć, bo klimat to bardzo złożony mechanizm. Jeśli w Polsce się ociepli, to będziemy potrzebowali mniej węgla do ogrzewania, czyli będziemy bardziej ekologiczni. To chyba dobrze ?

Andrettoni
niedziela, 10 listopada 2019, 21:22

Teoretycznie masz rację, tylko wtedy niemal 100% planety było aktywne, a teraz w mieście, na betonie czy asfalcie nic nie wyrośnie. Zamiast wielometrowych drzew mamy co najwyżej metr-półtora na polu. Do tego zatrute oceany. To tak jakby żyć z połową płuca zamiast dwóch. Niby można żyć, ale nie pobiegasz i nasza planeta jest właśnie w takim stanie. Gdyby nie zatrute środowisko CO2 by się wchłonęło, bo rośliny rozwijałyby się bujniej. Tymczasem wycinamy 3 razy tyle drzew co sadzimy.

Miro
poniedziałek, 26 sierpnia 2019, 23:29

Oddanie w krótkim czasie do atmosfery całego węgla - gromadzonego przez miliony lat w kopalinach - spowoduje totalny chaos w biosferze. To tak, jakbyś w jednej godzinie wydał w sklepie obuwniczym oszczędności życia całej rodziny - na pewno nie podniosłoby to poziomu życiowego tejże rodziny. Skala ludzkiego wpływu na zmiany klimatyczne jest wystarczająca, by te zmiany wpłynęły na ludzkie życie. Na temat dobrego czy złego wpływu zmian klimatycznych dyskutuje się baaardzo dużo, napisano setki tysięcy prac - to jest wręcz ocean prac naukowych czy popularnych - zerknij gdziekolwiek: National Geographic, Nauka o Klimacie, Scientefic American, Mongabay, Nature itd., itp. Co do prognoz pogodowych a prognoz klimatycznych - to różnica między nimi jest wiedzą na poziomie podstawówki, bez urazy. A nawet jeśli my będziemy w wyniku ocieplenia potrzebowali mniej węgla, to kryzys gospodarczy spowodowany zmianami klimatycznymi w innych rejonach świata i tak nam da mocno popalić - przecież większość produktów w przysłowiowej Biedronce raczej w Polsce nie powstało.

P22
wtorek, 23 lipca 2019, 00:06

Szacunek dla redaktora Wiecha za oparty na wiedzy naukowej tekst i jednocześnie utrzymanie nerwów na wodzy. Ja bym nie miał zdrowia komentować krok po kroku tego steku bzdur pana Cukiernika.

myNaród
sobota, 20 lipca 2019, 01:18

Na ziemi były co najmniej 3 zlodowacenia i 3 ocieplenia klimatu. ludzi nie było, kopalin nie kopano itd. zatem co ocieplało? Puszczanie wiatrów przez Dinozaury? to pierwsze primo. Drugie primo - od freonu w lodówkach powstała ponoć olbrzymia dziura ozonowa; pamiętacie? rosła, rosła do czasu aż wprowadzono zakaz dla freonu. Jak to dziura zobaczyła(ten zakaz) pomyślała sobie, z tymi koncernami nie ma żartów i zniknęła. A ponoć była i była groźna Trzecie primo – lody stopnieją a oceany się podniosą i zatopią lądy. taka narracja. Lódjest przede wszystkim w oceanach biegunów. 10% lodu wystaje, 90% lodu jest w wodzie, zatem ile się podniesie? - 5 cm, a może 6cm no bo 90% już stanowi obecny poziom. W szkole uczono, że woda gdy zamarza to jako lód powiększa swoją objętość; czyli gdy lód się topi musi już jako woda tę objętość zmniejszać, no nie? zatem 90% lodu po stopieniu stworzy olbrzymią depresję a nie podniesienie poziomu. będziemy mogli do Szwecji przejść przez Bałtyk suchą stopą. No i w końcu czwarte primo. Na ziemi żyje 7 mld ludzi. Gdyby te 7 miliardów przenieść do Australii to stożyli by państwo o gęstości zaludnienia dzisiejszego Bangladeszu z czego 60% miałoby w domach prąd a 40% jeździłoby samochodami. Jak sądzicie? czy Australia o powierzchni 7 mln km2 z ludnością 7 mld obywateli z czego połowa to biedota jest wstanie spowodować zmiany na 150 mln km2. To tak jakby jedno wiadro fekalii mogło zanieczyścić i wytruć wszystkie ryby Bałtyku. Taka jest prawda o tym ociepleniu klimatu. Zatem chrońmy środowisko, ale nie dajmy się zwariować.

niedziela, 21 lipca 2019, 13:54

Wszystko to co piszesz to nieprawda. Ad 1: Ocieplał CO2, metan, para wodna, spadające albedo i spadek pyłu atmosferycznego, ów spadek wywołany był zanikiem wiatrów katabatycznych, co było konsekwencją topnienia pokrywy lodowej. Z kolei zapoczątkowanie topnienia pokrywy lodowej miało miejsce na równoleżniku 65 stopni i było konsekwencją zmian orbitalnych (Cykle milankovicia) Ad2 Dziura ozonowa zmalała nieznacznie z powodu ograniczenia emisji freonów Ad3 Lód jest przede wszystki na lądach (Antarktyda, lodowce, Grenlandia) także twoja narracja nie trzyma się kupy Ad4 Pseudanalogia, która niczego nie wyjaśnia, a niedoedukowanym może tylko namieszać w głowach. Od 1850 spalilismy 460 gigaton węgla w postaci paliw kopalnych + 100 gigaton z wylesiania. Spalenie 2.12 gigatony węgla powoduje emisje 1 ppm CO2 do atmosfery, a połowę z tego pochłonęły oceany i rośliny. Nietrudno więc obliczyć (znając stężenie CO2 w 1850 i teraz), że cały dodatkowy nadmiarowy CO2 pochodzi ze spalania paliw kopalnych. Jakby tego było mało są badania izotopowe, które to potwierdzają. Zeby sobie uzmysłowić potęgę człowieka wystarczy nadmienić, że obecnie wprowadzamy węgiel do atmosfery w tempie 10 gigaton na rok, czyli 120 razy szybciej niż robią to wulkany.

opolanin
środa, 31 lipca 2019, 15:25

Rzekomy twórca ekologii Maurice Strong zakończył edukację w wieku 14 lat, nie skonczył nawet szkoły średniej i o czym tu dalej pisać. O 600-set mailach , w których naukowcy od CO2 wymieniali się informacjami jak fałszować dane i wyludzać dotacje już wszyscy zapomnieli. Lektura porażająca.

Citizen
środa, 17 lipca 2019, 07:08

Ten tekst utwierdza mnie w przekonaniu że globalne ocieplenie to jedna wielka lipa a bronią jej wątpliwie merytoryczni dziennikarze jak autor powyższego tekstu , skoro 97% "naukowców" którzy nie są w większości nawet specjalistami w tej dziedzinie twierdzi że jest to wszyscy mają się z tym zgadzać , różnica jest taka że po tej stronie jest kasa a po stronie oponentów jest bieda i ostracyzm - uwierzę w go w momencie gdy faktycznie będą badania ale każdej ze stron a nie sytuacja gdy kilku pseudo ekspertów skrzynie się wymyślą wspólnie głupotę a potem na wzajem się powołują na siebie - podobnie jak z ADHD człowiek który to zdjagnozował na łożu śmierci przyznał się że to lipa wymyślona dla pieniędzy .

Dejna
piątek, 19 lipca 2019, 16:15

Właśnie w tym problem, że "druga strona" ma jedynie badania wątpliwej jakości, bo jak udowodnić, że globalne ocieplenie nie istnieje, skoro wszystkie dowody na to wskazują. Po drugie naukowcy nie zarabiają dodatkowo w zależności od ustalonych faktów, zaś po "drugiej stronie" kasa jest ogromna, bo "druga strona" jest sponsorowana przez wielkie firmy energetyczne i naftowe, którym zależy na ochronie swoich interesów. Oprócz tego kryzys ekologiczny dotknie przede wszystkim biedotę - bogaci mają już wykupione miejsce w schronach i z pewnością dla nich wody, jedzenia i prądu nie zabraknie.

Wojciech
piątek, 26 lipca 2019, 03:58

Jakie dowody? Gdzieś się woda podniosła? U mnie w Świnoujściu nic nie zaobserwowano. Na Grenlandii znowu rosną drzewa, jak za Mieszka? Pojedziesz sprawdzić?

bender
wtorek, 13 sierpnia 2019, 20:48

Problem jest globalny, ale Ty patrzysz z perspektywy zaścianka. Zresztą położonego na stosunkowo zimnej północy i dobrze przewietrzonego dzięki morzu. A tymczasem dowodów jest aż nadto. I są łatwo dostępne w sieci. Niestety CO2 jest gazem bezwonnym i bezbarwnym, więc wyobrażenie sobie skali problemu jest dla wielu trudne. A pewnie codzienny spacer po ulicy w oparach, dajmy na to różowego dymu, wydobywającego się z niezliczonych rur wydechowych i kominów podziałałby otrzeźwiająco.

true detective
wtorek, 16 lipca 2019, 19:01

Panie Jakubie świetna robota. Dobrze, że są wśród dziennikarzy ludzie czujni i kompetentni. A globalne ocieplenie dzieje się i kropka. Oprócz klimatologów w tej materii mają dużą do powiedzenia również biolodzy. Zresztą przykładów jest wiele, tylko te 3% malkontentów nie dostrzega zmian !

bandzior
środa, 17 lipca 2019, 09:28

Newton też miał rację ale już nie ma

jmk232
wtorek, 23 lipca 2019, 15:44

Ależ ma nadal racje tylko w zawężonym polu. OTW też się załamuje.

Mama
wtorek, 16 lipca 2019, 18:08

Im więcej ludzi głosuje, tym wieksza racja, to już wiemy. A udowodnione naukowo tezy?

rx5vtx
wtorek, 16 lipca 2019, 17:58

Zabawny caly ten tekst. - "Podsumowując: tekst red. Cukiernika jest wyjątkowo stronniczy i nierzetelny w doborze źródeł oraz w ich przywoływaniu. Nie tylko nie udowadnia on stawianych na wstępie tez, ale też podkreśla ubóstwo merytoryczne osób negujących charakter zmian klimatu". Moze i tekst red. Cukiernika nie udowadnia tego, co autor zamierzal, ale powyzszy tekst red. Wiecha tez kompletnie nic, w kwestii zmian klimatycznych, nie udowadnia. - Typowe przepychanki pomiedzy dziennikarzami, ktorzy chca uchodzic za autorytety, a na niczym sie nie znaja.

Dyzio
środa, 17 lipca 2019, 10:21

I ja tak to widzę. Zbijanie argumentów przez dyskredytowanie źródeł i nic merytorycznie.

Miro
poniedziałek, 26 sierpnia 2019, 23:36

Autor artykułu podał wystarczająco dużo tropów do weryfikacji. Teraz ty rusz głową i czytaj teksty naukowe, żeby sobie wyrobić zdanie. Do dzieła, a nie narzekać na dziennikarzy.

K
środa, 17 lipca 2019, 10:21

Powyższy tekst udowadnia, że tekst z "Do rzeczy" nie jest wiarygodnym źródłem informacji. Co też było tezą tego artykułu.

Maria
wtorek, 16 lipca 2019, 11:38

Pan z kolei nie wspomina, że wśród naukowców wspierających tezę o antropogenicznym charakterze GO również jest wielu nieklimatologów. Np szefem IPCC przez 13 lat był inżynier kolejnictwa i podobnych przykładów jest więcej. W pewnym sensie, argumenty obu stron są podobne. Co jest jednym z lepszych dowodów na to, że tak na prawdę nie wiadomo, czy zmiany klimatu (które same w sobie są bezdyskusyjne), są związane z działalnością człowieka, czy nie. Inną kwestią jest natomiast wyczerpywanie się zapasów paliw, na których obecnie bazujemy i poszukiwanie alternatyw jest jak najbardziej pożądane.

środa, 17 lipca 2019, 00:04

Co za pozbawiona sensu bzdura, i co z tego, że wśród naukowców popierających tezę o antropogenicznym charakterze GO jest wielu nie-klimatologów? Liczy się to, że przytaczająca większość klimatologów jest takiego zdania. Miałoby to zdyskredytować tezę? Komentarz nie mający najmniejszego logicznego sensu.

Paweł
wtorek, 16 lipca 2019, 11:08

Jeżeli przeciwnicy globalnego ocieplenia opłacani są przez koncerny wydobywające węgiel to kto płaci zwolennikom globalnego ocieplenia? ;) Ciężko jest negować fakt, że klimat się zmienia ale na ile ludzie mają na niego wpływ to już temat do dyskusji. Zwłaszcza, że ktoś robi biznes na OZE albo argument globalnego ocieplenia jest używany do zahamowania wzrostu gospodarek rozwijających się.

Dawid
środa, 17 lipca 2019, 00:56

Nie, to nie jest temat do dyskusji. Jest to już dawno potwierdzone przez dane satelitarne i naziemne. Klimat oczywiście się zawsze zmieniał, ale te zmiany trwały dziesiątki lub setki tysięcy lat przynajmniej. A teraz to zajmuje dekady i jest sprzeczne z naturalnymi cyklami Ziemi, bo według niech klimat powinien się teraz oziębić o około 5 stopni w ciągu kolejnych 60 tys lat. A w obecnym tempie ociepli się o 2 stopnie do końca tego stulecia.

Aleksandra
czwartek, 18 lipca 2019, 11:46

"Kiedyś to trwało dziesiątki lat a teraz zajmuje dekady" hmmmm. Jeśli w XV Polska była idealnym miejscem na uprawę winorośli (to znaczy, że klimat był cieplejszy niż obecnie) a w XVII wieku było już tak zimno, że Bałtyk skuwało lodem na całą zimę (czyli było znacznie zimniej niż najstarsi ludzie pamiętają) to znaczy , że jednak te zmiany zachodziły szybko.

Qba
niedziela, 21 lipca 2019, 14:05

Ocieplenie do którego doszło w średniowieczu dotyczyło tylko części półkuli północnej i nie miało znaczącego wpływu na średnią globalną temperaturę. "Mała Epoka Lodowcowa" też nie miała charakteru tak globalnego i gwałtownego co obserwowane aktualnie ocieplenie.

Non denialist
wtorek, 16 lipca 2019, 04:00

Dobra robota!

Bukaj
wtorek, 16 lipca 2019, 01:04

Niestety polemista Pana Cukiernika nie jest merytoryczny. Skupia się zasadniczo na samodzielnej ocenie wiarygodności materiałów umieszczonych w Do Rzeczy. Nie na tym polega dyskusja naukowa. To jest jedynie "dziennikarskie pisanie." Problem jest złożony, a my próbujemy bawić się w wróżkę obserwując bardzo krótki wycinek czasowy, po to by wypowiadac się o klimacie. Wyniki mogą byc bardzo mało reprezentatywne by tworzyć wiarygodne hipotezy. Przykładowo w naukach biomedycznych mamy obecnie spory zastój, poza mnożeniem niezliczalnej liczby informacji. Jaka jest przyczyna? Ocenia się, że między 55 a 85% badań jest "niepowtarzalnych." Bynajmniej nie chodzi o ich wyjątkowość w potocznym rozumieniu tego słowa, tylko "jednorazowość" osiąganych wyników. Kilka lat temu została powołana w europie instytucja weryfikująca szczególnie istotne z punktu widzenia zastosowania w medycynie wyniki badań. Ich konstatacje są mocno rozczarowujące. Niestety potwierdzają "niepowtarzalność." Cóż naukowcy też ludzie. też lubią pieniądze. Stąd w pracach naukowych część w której opisuje się potencjalny konfilt interesów.

Miro
wtorek, 27 sierpnia 2019, 00:07

W tekście dziennikarskim nie chodzi o dyskusję naukową. Zacznij czytać teksty naukowe i popularnonaukowe i w ich kontekście weryfikuj teksty dziennikarskie. Na "moje oko" 99% tekstów naukowych uznaje antropogeniczność zmian klimatycznych, bardzo trudno jest znaleźć logiczny argument dowodzący, że prawie wszyscy naukowcy są sprzedajni lub się mylą w tej kwestii, zwłaszcza teraz, kiedy na własne oczy widzimy, co się wyprawia z pogodą/klimatem/biosferą. Bardzo trudno udowodnić tezę, że naukowcy dziesiątek krajów o sprzecznych interesach zgadzają się co do antropogenczności zmian klimatycznych.

Archie
wtorek, 16 lipca 2019, 00:37

Najlepiej spytać Ingi, ona wie najlepiej... EU może zredukować emisję CO2 do zera a i tak nic to nie da. Najwięksi emitenci mają to gdzieś... Za kilka dekad okarze się kto miał rację.

Artur
poniedziałek, 15 lipca 2019, 22:56

Merytorycznie, brawo!

ob. Kane
poniedziałek, 15 lipca 2019, 21:30

Nie znam artykułu red. Cukiernika, ale argumenty które padają w tej polemice (np. statystyczne badania konsensusu wśród klimatologów) nie mają nic wspólnego z nauką. Naukowcy z reguły podkreślają złożoność problemu i bardzo różnią się w zdaniach co do tego, jaki procent efektu cieplarnianego może być spowodowany przez ludzką działalność. Potrzebna jest dyskusja na argumenty merytoryczne, z odwołaniem do autorów i metod badawczych, a nie wycieczki osobiste polegające na podważaniu czyjejś wiarygodności przez insynuacje, że ktoś go opłacił.

ck
wtorek, 16 lipca 2019, 17:49

Wycieczką osobistą byłoby "jest łysy i gruby, więc gada głupoty". Analizowanie i próba reprodukcji badań, które zostały przeprowadzone z finansowania nie bezstronnej firmy (i to finansowanie nie jest jawne i ujawnione na wstępie badania), to strata czasu. Gdyby pracownikom takich think tanków zależało na traktowaniu ich badań na poważnie, graliby w otwarte karty, lub szukali dodatkowego wsparcia u sponsorów o odmiennych poglądach. Patrz na nowe wspólne działania jednego z Kochów i Sorosa – skrajnie różnych od siebie (szukałem odpowiedniego słowa) filantropów – pracujących ponad swoimi poglądami na inne tematy, w sprawie wycofania USA z ciągłych wojen.

Seth
wtorek, 16 lipca 2019, 17:01

No to dawaj na stół te argumenty merytoryczne z odwołaniem do autorów i metod badawczych.

Ewa
wtorek, 16 lipca 2019, 16:19

A to ciekawe, ze 'naukowcy podkreslaja zlozonosc problemu' oraz 'bardzo roznia sie w zdaniach co do tego, jaki procent efektu cieplarnianego moze byc spowodowany przez ludzka dzialalnosc'. A konkretnie to kogo ma Pan na mysli, to moze zapytam osobiscie? Bardzo mi przykro za tak malo konstruktywna polemike z mojej strony, ale my- naukowcy, nie mamy w tych kwestiach watpliwosci :) Przepraszam za pisanie bez polskich znakow i pozdrawiam z Cambridge.

FuTurysta
wtorek, 16 lipca 2019, 23:03

Sorry, ale jak ktoś nie widzi złożoności problemu, to na pewno nie jest naukowcem.

Misio
wtorek, 16 lipca 2019, 13:42

Oczywiście. Ale to tylko odpowiedź na statyczne argumenty użyte przez red. Cukiernika.

vVv
wtorek, 16 lipca 2019, 02:10

To nie są insynuacje tylko fakty :D

wtorek, 16 lipca 2019, 01:38

tak, bo Warzecha i Cukiernik wypluwający z siebie kolejne inwektywy i insynuacje są merytoryczni. argumenty merytoryczne, dziesiątki argumentów, linków, cytatów z artykułów naukowych, podaje choćby blog Doskonale Szare czy serwis Nauka o Klimacie. naprawdę, dla chcącego nic trudnego - ale Cukiernik i Warzecha merytoryką zainteresowani nie są.

wtt
wtorek, 16 lipca 2019, 00:45

To jest odpowiedź na insynuacje podważające istnienie ww. konsensusu. Oczywiście, że z samego konsensusu nic nie wynika, ale zmniejsza to radykalnie szanse, że teza na temat globalnego ocieplenia jest fałszywa.

Paulus
poniedziałek, 15 lipca 2019, 21:02

Dzięki za ten artykulik.

Tweets Energetyka24