Kryzys Kerczeński. Kolejne ostrzeżenie dla uzależniającej się od Rosji Europy [KOMENTARZ]

26 listopada 2018, 12:55
840_472_matched__pispkk_Zrzutekranu20181126o11.09.13
Fot. mil.gov.ua

Jak poinformowała ukraińska marynarka wojenna, trzy należące do niej okręty zostały zajęte przez jednostki rosyjskiej Federalnej Służby Bezpieczeństwa w okolicach Cieśniny Kerczeńskiej. Wcześniej ten istotny dla Kijowa szlak morski, łączący Morze Azowskie i Morze Czarne, został zablokowany przez rosyjski tankowiec. Incydent ten jawi się jako kolejne ostrzeżenie dla Europy, usilnie cementującej zależności energetyczne i polityczne z Moskwą.

Po południu 25 listopada w ogólnoświatowych mediach pojawiły się doniesienia dotyczące zaostrzającej się sytuacji w Cieśninie Kerczeńskiej. Na jej wodach okręt rosyjskiej straży granicznej „Don” staranował ukraiński holownik, wchodzący w skład grupy płynącej do portu w Mariupolu nad Morzem Azowskim. Po tym wydarzeniu Rosjanie zablokowali Cieśninę i przejęli trzy okręty należące do grupy (holownik i dwa kutry artyleryjskie). Niektóre źródła podały informację o ostrzelaniu ukraińskich jednostek. Co najmniej trzech marynarzy zostało rannych. W rejonie pojawiły się rosyjskie śmigłowce i samoloty.

Atak na ukraińskie okręty został potępiony m.in. przez polskie Ministerstwo Spraw Zagranicznych, NATO oraz Unię Europejską. Jednakże, o ile Polska i Sojusz Północnoatlantycki dość dobrze identyfikują możliwe zagrożenia ze strony rosyjskiej, o tyle Unia Europejska wciąż pozostaje niekonsekwentna w swym podejściu do Moskwy. Tymczasem, sytuacja w Cieśninie Kerczeńskiej jest dla UE poważnym ostrzeżeniem, sygnalizującym agresywną postawę Rosji i pojawiającym się w bardzo istotnym momencie historycznym. Europa zacieśnia bowiem energetyczne więzy z Moskwą, dając Kremlowi do ręki nowe narzędzia politycznego wpływu na Zachód.

Te „zacieśniające się więzy” to oczywiście eufemizm przede wszystkim na podbałtycki gazociąg Nord Stream 2, który łączyć ma Rosję i Niemcy. Infrastruktura ta umożliwi roczny przesył 55 miliardów metrów sześciennych rosyjskiego gazu do Europy. Tak duży wolumen zaburzy obecny miks dostaw błękitnego paliwa na Stary Kontynent i zacementuje rynki gazowe w państwach środkowoeuropejskich.

Jednakże Nord Stream 2 nie jest jedynym rosyjskim projektem, który może być „gazową bramą” do Unii Europejskiej. Po dnie Morza Czarnego prowadzony jest bowiem gazociąg Turk Stream, który również posłużyć ma jako źródło dostaw błękitnego paliwa do UE. Mogą z niego skorzystać kraje takie jak Austria, Bułgaria, Słowacja i Węgry. Turk Stream będzie mógł dostarczać na rynek europejski prawie 16 miliardów metrów sześciennych gazu rocznie.

Kreśląc przebieg tych dwóch gazociągów na mapie Europy można dojść do wniosku, że Stary Kontynent wpada w rosyjskie energetyczne kleszcze. W „strefie zgniotu” znajduje się zaś rejon środkowowschodni – i to właśnie on może ponieść największe straty w razie realizacji Nord Stream 2 i Turk Stream. Rosjanie nie tylko zabetonują rynki gazu w tej części świata i uniemożliwią lub znacząco utrudnią dywersyfikowanie dostaw tego surowca, ale także stworzą potężną dźwignię politycznego wpływu – nie od dziś wiadomo bowiem, że surowce energetyczne (a konkretnie ich dostawy), to broń polityczna, używana do wpływania na decyzje uzależnionych od nich krajów.

Potwierdzenie tej tezy znaleźć można m.in. w historii kryzysu naftowego z 1973 roku, kiedy to arabscy członkowie OPEC podjęli polityczną decyzję o wstrzymaniu handlu ropą naftową z krajami wspierającymi Izrael w wojnie Jom Kippur. Cena za baryłkę czarnego złota skoczyła wówczas czterokrotnie, co bardzo boleśnie odczuły gospodarki uzależnione od arabskiej ropy (m.in. USA, Japonia i Europa Zachodnia).

W tym najbardziej dotkniętym rosyjskimi wpływami gazowymi obszarze znajduje się m.in. Polska. Jednakże, państwem które może stracić najwięcej jest Ukraina.

Ponowne spojrzenie na mapę Europy z zaznaczonymi trasami wspomnianych wyżej dwóch rurociągów pozwoli dostrzec, że „gazowe kleszcze” nie tylko trzymają w żelaznym uścisku określony region, ale także pozwalają ominąć dotychczasowe trasy przesyłowe dla rosyjskiego gazu, które wiodły przede wszystkim przez Ukrainę. Dla Kijowa taki rozwój wypadków oznacza nie tylko utratę dochodów z tytułu tranzytu gazu, ale także naruszenie pozycji geopolitycznej.

Choć kwestia konieczności utrzymania tranzytu rosyjskiego gazu przez Ukrainę była wielokrotnie podnoszona przez najważniejszych unijnych przywódców (przede wszystkim zaś Angelę Merkel), to jednak wydarzenia w Cieśninie Kerczeńskiej sugerują, że kraje Zachodu nie będą w stanie zareagować na złamanie przez Moskwę dotychczasowych ustaleń i przeniesienie przesyłu błękitnego paliwa na podmorskie gazociągi.

Rzeczą oczywistą jest, że brak jedności i zdecydowania Unii Europejskiej zachęca do bardziej zdecydowanych działań, podważając (i tak już nienajlepszą) reputację wspólnotowych instytucji. Niemniej, jeśli dołoży się do tego obrazu dość słabe efekty unijnych sankcji na Moskwę, wyjątkowo ugodowe podejście do łamiącego wspólnotowe prawo Gazpromu i przeciągające się (z winy Austrii) prace nad nowelizacją dyrektywy gazowej, można dojść do wniosku, że polityczne elity UE godzą się na scenariusz, w którym Rosja – kosztem niektórych państw członkowskich i zewnętrznych sojuszników - umacnia swoją i tak silną pozycję w Europie.

W sporze z Rosją unijni politycy poprzestają na języku słów i mało znaczących gestów. Kanclerz Angela Merkel z trudem przyznała w 2018 roku, że „Nord Stream 2 to projekt, który ma także podłoże polityczne”, czym zanegowała swoją wcześniejszą narrację dotyczącą podbałtyckiego gazociągu. Jednakże, taka konstatacja nie skłoniła Niemiec do podjęcia kroków zaradczych względem zwiększenia rosyjskich wpływów w Europie.

Powściągliwość zachowali też Austriacy, którzy niedawno wykryli rosyjskiego szpiega zainstalowanego w kadrze oficerskiej swojej armii. Z kolei w październiku bieżącego roku Parlament Europejski uchwalił rezolucję dotyczącą... łamania przez Moskwę prawa międzynarodowego na Morzu Azowskim. W dokumencie znalazły się m.in. wzmianki o nielegalnym wydobywaniu przez Rosjan ropy i gazu na ukraińskich wodach terytorialnych.

Nic zatem dziwnego, że w obliczu tak pobłażliwego podejścia, Rosja może pozwolić sobie na „incydenty” pokroju kryzysu kerczeńskiego.

KomentarzeLiczba komentarzy: 9
Kiks
środa, 28 listopada 2018, 14:38

@Karkses Reset? Ile już ich było? Problem polega na tym, że ruscy nie są tzw. Zachodem i nigdy nim nie będą.

Karkses
środa, 28 listopada 2018, 01:39

Z całym szacunkiem ale tego typu artykuły są moim zdaniem dość niebezpieczne. Powiedzmy sobie jedno - w interesie Polski jest to żeby w regionie nie wybuchła wojna a tym bardziej żeby Polska w tą wojnę nie została wplątana. Z całą pewnością najgłośniejsze nawoływanie do sankcji gospodarczych wobec Rosji nie zbliża nas do tego celu. Jak to mawiał mędrzec - jeżeli przez granicę nie przechodzą towary to niedługo zaczną wojska. Pan Redaktor zapomina chyba, że surowce energetyczne to broń obusieczna. Nie tylko Europa się uzależnia od Rosji ale także Rosja od Europy. O ile jeszcze Rosja mogłaby zrezygnować sobie z takiego ukraińskiego rynku gazowego gdzie i tak sprzedawała na kredyt to już z takich Niemiec Rosja sobie zrezygnować nie może, no chyba że ten cały gaz zacznie sama zjadać. Kryzys z ropą to dobre porównanie bo wtedy nagle uaktywniły się nowe szlaki dostaw tego surowca a Arabowie szybko wrócili do handlu ropą. Całe szczęście że UE tylko gada a naprawdę nie wzięła się za dociskanie gospodarcze Rosji bo trzeba powiedzieć że to zaszczuty i ranny pies jest najgroźniejszy. Doprowadzenie do sytuacji w której Rosja będzie na skraju załamanie gospodarczego i nie będzie miała innego wyjścia jak wojna to chyba nie jest dla nas idealny scenariusz bo chyba nikt o zdrowych zmysłach nie łudzi się że ten zachłanny kraj gdziekolwiek ustąpi. Powinniśmy odrzucić animozje i starać się jakoś z Rosją współpracować. Zrobić reset we wspólnych relacjach, znieść sankcje, robić interesy i patrzeć sobie na ręce a także do minimum ograniczyć medialną nagonkę na ten kraj bo to bardzo niebezpieczne. Od wojny medialnej do prawdziwej już tylko jeden krok.

ljkhljg
wtorek, 27 listopada 2018, 11:10

>>arian >>hmmm ale skąd europa ma brac gaz jak sami nie mamy a rosja ma go >>sporo i jest tani (POLSKA DROGO PRZEZ WŁASAN GŁUPOTE) z baltic pipe >>poza nami nikt gazu nie będzie brac nie będzie wola rosyjski turk >>streeam już wery austria itp. mowia ze chcą brac z tego rurociągu gaz >>wiec POLSKA ZE SWOJA RUSOFOBIA ZLE WYJDZIE To jest bardzo proste. Jeśli polska będzie się buntowała i szukała dostaw zewnętrznch, ceny dla całej Europy będą niższe, niż gdyby sie nie buntowała. Nie jest, też prawdą, że nikt niechce gazu z baltic pipe, odpowiednie kontrakty został podpisane przed podjęciem deczji o budowie. Dywersyfikacja nie jest Rusofobią, tylko właściwym działaniem biznesowym. Teraz Polska płaci najdrożej za gaz w Europie, mimo, że droga transportu gazu do polski jest najkrótsza.

rob ercik
poniedziałek, 26 listopada 2018, 23:51

1973 to doskonaly przyklad, ale na potwierdzenie de Rosja n'est solidnym dostawca

Jacenty
poniedziałek, 26 listopada 2018, 23:49

Hah, jakież obiektywne komentarze. Nic tylko najlepiej przedłużyć kontrakt jamalski i podpiąć się do NS :D