Putin i Erdogan instalują kurek do stabilności Ukrainy na Kremlu. Jakie będą skutki budowy Turk Stream? [ANALIZA]

20 listopada 2018, 15:12
turkstream
Fot.: Kremlin.ru

W poniedziałek 19 listopada prezydenci Rosji i Turcji uczcili zakończenie budowy podmorskiej części gazociągu Turk Stream. Rosyjsko-turecki projekt, którego oddanie do użytku planowane jest na przyszły rok, jest kolejnym krokiem do dalszego uzależnienia Ukrainy od Rosji. Przy wsparciu Turcji. 

Prezydenci Rosji i Turcji w poniedziałek wspólnie uczcili oddanie podmorskiej części gazociągu Turk Stream. Rurociąg łączący oba kraje ma brać swój początek w rosyjskiej Anapie oraz kończyć się w tureckim Kiyiköy. Składać się ma z dwóch nitek o długości 930 km każda i mieć łączną przepustowość 31,5 mld m3 rocznie. W 2019 roku cały projekt wraz z częścią lądową ma zostać oddany do użytku.

Podczas ceremonii świętowano zakończenie budowy podmorskiej części projektu. Tego samego dnia prace zakończył największy na świecie statek do układania rur Pioneering Spirit należący do włoskiej Alseas. Jednostka teraz uda się na Morze Bałtyckie, aby wspomóc inne statki w budowie Nord Stream 2. 

image
Fot.: Turk Stream

 

Czarnomorski bypass Ukrainy

Gazociąg Turk Stream jest kolejnym projektem mającym na celu ominięcie tranzytu przez Ukrainę. Obecnie przez to państwo przesyłane jest na zachód około 90 mld m3 rosyjskiego gazu ziemnego rocznie. Za pomocą Nord Stream z pominięciem Ukrainy już teraz do UE trafia 51 mld m3 gazu. Nord Stream 2 ma sprawić, że do Niemiec będzie mogło trafić kolejne 55 mld m3.

Gaz z Turk Stream ma co prawda w połowie być przeznaczony na rynek turecki, ale kolejne 15,75 mld m3 ma trafić do punktu odbiorczego na granicy turecko-greckiej. Już teraz Serbia ogłosiła, że jest zainteresowana rosyjskim gazem z Turk Stream.

Ukraińscy eksperci oszacowali, że otwarcie gazociągu Turk Stream pozwoliłoby Rosji na zmniejszenie tranzytu przez Ukrainę o 12-13 mld m3 rocznie. W rezultacie, niekoniecznie znajdując oparcie w logice biznesowej, za pomocą Nord Stream 2 i Turk Stream byłyby możliwe wyeksportowanie z pominięciem Ukrainy do UE ok. 68 mld m3 gazu rocznie. 

Wówczas wolumen gazu transportowanego przez Ukrainę mógłby spaść znacznie poniżej 40 mld m3 rocznie, co jest przybliżoną wartością minimalną, konieczną dla utrzymania funkcjonowania ukraińskiej sieci przesyłowej. Poniżej tego wolumenu część gazociągów musiałaby zostać zakonserwowana lub rozebrana.

Zdążyć przed umową

Turk Stream nieprzypadkowo ma zostać oddany do użytku już w przyszłym roku. Z końcem 2019 roku wygasa umowa na tranzyt gazu przez Ukrainę do UE. Obecnie przewiduje ona przesył 110 mld m3 gazu rocznie. Dochód z tranzytu zabezpiecza aż 10% ukraińskich dochodów budżetowych.

I choć Rosja od dawna nawet nie zbliża się do wyznaczonego w umowie limitu, w rekordowo niskim 2014 roku przesyłając zaledwie 62,2 mld m3 gazu (w 2017 roku było to już 93,5 mld m3), wciąż transport przez Ukrainę pozostaje kluczowym kanałem dostaw błękitnego paliwa do UE.

Oddanie Turk Stream do użytku wzmocniłoby rosyjską pozycję negocjacyjną w rozmowach z Kijowem. W dodatku na 1 stycznia 2020 roku przewiduje się oddanie do użytku Nord Stream 2, choć najprawdopodobniej ten termin ulegnie przesunięciu.

Moskwa najpewniej będzie zabiegać o podpisanie krótkoterminowego kontraktu na tranzyt o niższym wolumenie. Opłata tranzytowa najprawdopodobniej nie ulegnie zmianie, bo nie leży to w interesie Rosji. Niski koszt tranzytu podważyłby opłacalność inwestycji w Nord Stream 2 i Turk Stream.

Celem Rosji w rozmowach tranzytowych z Ukrainą nie jest wytargowanie najbardziej opłacalnej formuły kontraktu. Z punktu widzenia Moskwy najistotniejsze jest zachowanie wpływu politycznego na Ukrainę. Do tego celu najwygodniejsza będzie umowa krótkoterminowa na wolumen pozwalający zachować istnienie ukraińskiej sieci przesyłowej (ok. 40 mld m3 rocznie). 

Wówczas każde zmniejszenie ciśnienia w punkcie wejście na granicy rosyjsko-ukraińskiej będzie stanowiło żywotne zagrożenie dla ukraińskiej sieci i gospodarki. Kurek do stabilności Ukrainy będzie zamontowany na Kremlu.

KomentarzeLiczba komentarzy: 21
Miki
czwartek, 22 listopada 2018, 16:47

Każdy dobry deal Rosji czy to polityczny czy biznesowy wspiera imperializm rosyjski , który dąży do podporządkowania sobie nie tylko sąsiadów ale całej europy zachodniej. A co takie podporządkowanie oznacza to już historia pokazała wielokrotnie. Głód smród i ubustwo. Wielka mała Rosja. Ukraina szczególnie odczuła podporządkowanie Rosji wielkim głodem w latach 1932–1933 gdzie śmierć z głodu poniosło nawet i 10 mln Ukraińców. Rosji dziękujemy za uwagę. Imperialistyczna Rosja pod wodzą agenta KGB nie jest nikomu potrzebna do szczęścia.

asfasf
czwartek, 22 listopada 2018, 15:40

Ukraincy maja super biznes na tranzycie ponadto mieli bardzo niską cene za gaz. Ale za to był to kraj mało demokratyczny. Cos za cos.

Marek
czwartek, 22 listopada 2018, 15:03

@Yugol Pragnąłbym zauważyć, że to Rosja od pewnego czasu stara się robić każdemu sąsiadowi, który nie chce się jej podporządkowywać na złość. I to właśnie ona starym obyczajem od dawna potrząsa zbójecką pałą nabijaną krzemieniami. @Szept Turcją, która coraz bardziej rozrabia w regionie aż tak bardzo się nie zachwycaj. Może nie jestem specjalnym fanem Macrona, ale coś mi się widzi, że w odróżnieniu od Niemców ten człowiek ma do tureckich aspiracji właściwe podejście. I coś mi się widzi, że francuskie podejście do tego zagadnienia jest bardzo na rękę Grekom.

Odkłamiacz
czwartek, 22 listopada 2018, 14:56

"opłata tranzytowa najprawdopodobniej nie ulegnie zmianie, bo nie leży to w interesie Rosji. Niski koszt tranzytu podważyłby opłacalność inwestycji w Nord Stream 2 i Turk Stream." - stek kłamstw. Ukraina/USA (Amerykanie przejęli "ukraińskie" rurociągi) nakładają 200 haraczu za tranzyt 1000m3 a koszt tranzytu przez Nord Stream to 35. A potem Morawiecki bredzi, że Nord Stream "nie ma podstaw biznesowych" a rosofoby wyją, że Niemcy mają tańszy gaz od Polski - mają tańszy, bo bez haraczu dla Ukrainy. Polska też mogła mieć tanio, gdyby nie wetowała, w napadzie debilizmu, Jamalu II. I jeszcze Onyszkiewicz szydził z Rosji: "Rosja blefuje z rurociągiem po Bałtyku. Tak biednego kraju nie stać na taką inwestycję".

Marcin
czwartek, 22 listopada 2018, 12:36

Gdyby ktoś u nas kierował się ekonomią to oba NS wchodziłyby z Bałtyku na ląd w Polsce. mielibyśmy tani gaz i jakąś nad nim kontrolę a tak kupujemy gaz z USA 4x DROŻEJ aby komuś, tylko komu zrobic na złośc. głównie polskim odbiorcom którzy muszą za niego tyle płacic a przy okazji odtrąbic kolejny sukces dobrej zmiany. Czysta propaganda bo ani ekonomii ani geopolityki tu nie ma. O zakupach w Katarze nawet nie wspomnę.