Rosja gra antracytem z Donbasu. "Potrzebna stanowcza reakcja polskich władz" [ANALIZA]

Czwartek, 12 Października 2017, 11:10
Paweł Kost

Śledztwo dziennikarskie Dziennika Gazety Prawnej (DGP) na temat dostaw do Polski antracytu z okupowanego Donbasu ponownie przykuło uwagę do surowca z tego regionu. Coraz więcej przesłanek potwierdza prowadzenie przez Rosję szerszej „gry węglem”, w której czynniki finansowe nie są dominujące. Nie da się wykluczyć, że Polska może zostać w nią uwikłana mocniej, niż dotychczas sądziliśmy.  

„Eksport” we mgle

Jeszcze w marcu tego roku, po wymuszonej „nacjonalizacji” ukraińskich przedsiębiorstw na terenie okupowanych obwodów donieckiego i łuhańskiego (ORDLO) pisałem, że krok ten, jak i sama okupacja części Donbasu, otwierają przed Moskwą szanse na wykorzystanie węgla do nacisków wobec Ukrainy. Późniejsze wydarzenia pokazały jednak, że Kreml zdecydował się na podjęcie znacznie szerzej zakrojonych działań w tym zakresie, które obejmują także inne kraje. Innymi słowy - węgiel z Donbasu, zwłaszcza antracyt, stał się instrumentem osiągania celów w polityce zagranicznej FR.     

W 2015 roku do Rosji wywieziono z okupowanego Donbasu 1,3 mln ton antracytu, w rok później – 940 tys. ton, a po upływie 9 miesięcy bieżącego roku - 890 tys. ton. Dynamika tego procesu pozwala prognozować, że w 2017 roku Rosja przyjmie około 1,4 mln ton surowca. Są to tylko dane potwierdzone przez oficjalne organy FR. Rzeczywiste rozmiary tego procederu mogą być jeszcze wyższe. Według nieoficjalnych doniesień węgiel z Donbasu do Rosji wywożą głównie struktury związane z Serhijem Kurczenką – ukraińskim oligarchą z czasów Janukowycza, należącym do tzw. „rodziny”, który po rewolucji godności zbiegł do Rosji.

Znacznie bardziej interesujące jest to, co dalej dzieje się z tym węglem. W ciągu ostatnich kilku miesięcy przedstawiciele ministerstwa energetyki FR kilkakrotnie publicznie potwierdzali fakt kupna przez Rosję węgla z Donbasu, a także jego eksportu - choć nie precyzowano, ani kierunków eksportu, ani ilości. Według źródeł portalu „Liga.Net” tylko w 2016 roku z Rosji wysłano na eksport 800 tys. ton antracytu, który wcześniej przywieziono z okupowanego Donbasu. Odbiorcami surowca miały być m.in. Turcja, Włochy, Polska, Estonia i Gruzja. Takie dane portal zaprezentował w oparciu o statystykę rosyjskich organów, cząstkowe dane Federalnej Służby Celnej i rosyjskich kolei (dotyczące eksportu) oraz nieoficjalne informacje uzyskane od źródeł w rosyjskich firmach. Nie są to więc w pełni potwierdzone dane, choć logicznie wpisują się w ogólny obraz. Innymi słowy, nie ma oficjalnej informacji mówiącej o dokładnych rozmiarach „eksportu” węgla z Donbasu tranzytem przez Rosję, ale sam fakt takiego procederu jest poza wszelką wątpliwością. Ten deficyt informacji stwarza niemałe pole do nieprzejrzystych działań ze strony Moskwy.

Po pierwsze, chodzi o trendy na rynku węgla w FR. Zapotrzebowanie wewnętrzne utrzymuje się na stałym poziomie, pomimo, iż wydobycie węgla w Rosji wzrasta z roku na rok (w ub.r. o 11,7 mln ton). Tymczasem, jeszcze szybciej rośnie eksport węgla – w roku ubiegłym zanotowano wzrost o prawie 14,7 mln ton.  Można, więc mówić o sytuacji, w której popyt na węgiel w Rosji nie ulega zmianom, wydobycie wzrasta, ale o około 3 mln ton wolniej niż eksport. Zatem przywożenie do Rosji surowca z Donbasu ma sens wyłącznie w celu wysyłania go za granicę.

Po drugie, uwagę zwraca krótki życiorys firm wysyłających antracyt z Rosji – według źródeł „Liga.Net” niemal wszystkie zaczęły się pojawiać dopiero wiosną 2014 roku, czyli po utracie kontroli przez Kijów nad wydobywającą antracyt częścią Donbasu. To dość twardy dowód na eksport przez Rosję właśnie donbaskiego surowca. Największą z tych firm jest „Russkij Antracyt”, którą zarejestrowano w 2015 roku. Kolejna to TD „Antracyt”, choć zarejestrowana jeszcze w 2012 roku, certyfikaty na obrót antracytem uzyskała dopiero w 2016 r., „Ugolnyje Technologiji” (według danych „Liga.Net” – największy „eksporter” antracytu do Polski) zaczęła działalność w maju 2014 roku. To tylko trójka zdecydowanych liderów „eksportu” donbaskiego węgla grup antracytowych z FR.

Stuprocentową pewność, co do pochodzenia sprzedawanego przez rosyjskie firmy węgla, może dać badanie laboratoryjne – nawet węgiel z poszczególnych obiektów okupowanego Donbasu różni się między sobą. Ale takie badania są kosztowne, a poza tym nie widać chęci do ich przeprowadzenia, ani ze strony odbiorców w Europie, ani Ukrainy, której powinno zależeć na zablokowaniu takich dostaw. I co za tym idzie - nie było żadnych oficjalnych oskarżeń, ani narzekań ze strony Kijowa, który był w tym zakresie bardzo pasywny.

W pewnym sensie opisany na początku października przez DGP casus jest wyjątkowy. Mówi bowiem o odbiorze węgla od firm zarejestrowanych na Ukrainie, które fałszywą dokumentację uzyskały w Rosji i fizycznie surowiec dotarł także z tego kraju. Co więcej, zaledwie 11 tys. ton antracytu sugeruje, że w całej rozgrywce pod tytułem „eksport donbaskiego węgla przez Rosję” chodzi o coś znacznie więcej, niż tylko nieprzejrzysty biznes. Potwierdzają to ślady tej transakcji prowadzące do otoczenia formalnego lidera tzw. „Ługańskiej Republiki Ludowej” Ihora Płotnickiego oraz jego powiązania z byłymi urzędnikami resortu energetyki Ukrainy, które były zapewne obliczone na szum informacyjny. Wartym odnotowania jest także czas publikacji DGP – materiał ukazał się w dniu wizyty ministra energetyki Ukrainy Ihora Nasałyka w Polsce, co raczej nie sprzyjało efektywności rozmów. Nie ma żadnych podstaw do tego, by twierdzić, że DGP świadomie utrudniła sukces tej wizyty, ale warto, by redakcje brały pod uwagę takie niuanse przy kolejnych publikacjach. Przy czym z całą stanowczością należy podkreślić, że sam materiał jest bez najmniejszych wątpliwości pozytywnym przejawem dziennikarskiego rzemiosła.  

Tymczasem, według szacunków wspomnianego portalu „Liga.Net”, antracytu z ukraińskiego Donbasu do Polski dotarło znacznie więcej, niż 11 tys. ton – co najmniej 94 tys. ton. Przy czym węgiel ten miały dostarczać firmy zarejestrowane w Rosji, a nie na Ukrainie, jak w opisanym przez DGP przypadku. Pokazuje to sporą elastyczność Kremla w wykorzystywaniu węgla z okupowanego terytorium.               

Na tym tle coraz większą uwagę przykuwa żonglowanie informacją przez Moskwę. Od pewnego czasu wyraźnie eksponuje ten temat poprzez oficjalne komunikaty. Niedawno wiceminister energetyki, Anatolij Janowski, potwierdził, że do Rosji trafia węgiel z Donbasu. I choć część z tych dostaw ma być wykorzystywana w rosyjskich elektrowniach, to urzędnik nie ukrywa, że trafia on także na eksport. 

W rosyjskiej prasie dość silnie eksponowane są także dane Federalnej Służby Celnej dotyczące eksportu węgla. Za prawdopodobny należy też uznać kontrolowany przeciek informacji, dotyczący firm eksportujących z Rosji węgiel z Donbasu, który znalazł ujście w raporcie „Liga.Net”. Wszystko to sugeruje, że sprzedając ten surowiec na rynkach zagranicznych cele finansowe są dla Moskwy drugorzędne.

Kierunek ukraiński

Od czasu, gdy w marcu 2017 roku rząd w Kijowie zaprzestał obrotu towarów między ORDLO i resztą kraju (na skutek tzw. nacjonalizacji przedsiębiorstw na okupowanym terytorium) Ukraina podjęła szereg stosunkowo skutecznych działań mających na celu redukcję zależności od dostaw antracytu z ORDLO. Wprowadzono stan wyjątkowy w energetyce, który pozwolił w ręczny sposób regulować zużycie surowca, co doprowadziło do zmniejszenia zużycia antracytu. Podpisano szereg kontraktów na import tego rodzaju węgla z RPA, USA i Kanady. Wreszcie, dokonano pierwszych prac mających na celu wymianę kotłów na elektrowniach.

W efekcie popyt na antracyt spadł z ok. 9 mln. ton w 2016 roku do ok. 6 mln. ton w roku bieżącym, a według zatwierdzonego na początku października planu zapotrzebowania na niego w 2018 roku, ma ono spaść do 4,9 mln. ton. Około 2 mln. ton surowca jest oczekiwanych z USA, a prawie milion ton sprowadzi DTEK z RPA. Oznacza to, że Ukraina wciąż musi uzupełniać ubytki w Rosji, co coraz częściej rodzi pytanie o to czy węgiel trafiający stamtąd nad Dniepr nie pochodzi z ORDLO.

Trzonem transakcji uzupełniających deficyt jest sprowadzanie antracytu przez koncern DTEK z własnej kopalni w obwodzie rostowskim - „Obuchowska”. Wcześniej kopalnia ta zaopatrywała kontrolowaną przez Gazprom Nowoczerkaską elektrownię cieplną w obwodzie rostowskim, która zużywa 3 mln. ton węgla rocznie. Pod koniec zimy 2016/17 DTEK zaprzestał tych dostaw w celu zapewniania surowca własnym elektrowniom na Ukrainie. Według informacji resortu energetyki FR Nowoczerkaską elektrownię zaopatrują firmy sprowadzające antracyt z Donbasu. Jeśli komunikaty DTEK i ministerstwa energetyki FR są prawdziwe, to w pewnym sensie jest to nieformalny układ pozwalający uniknąć dostaw węgla na Ukrainę z okupowanego Donbasu.

Najprawdopodobniej nie są to jedyne dostawy antracytu z Rosji na Ukrainę, co nie wyklucza dostarczania nad Dniepr surowca pochodzącego z ORDLO. Stosowne schematy takich dostaw były już realizowane w 2016 roku z wykorzystaniem firm zarejestrowanych w rajach podatkowych. Według danych Służby Celnej Ukrainy ponad połowa węgla (chodzi o wszystkie rodzaje węgla, łącznie z węglem koksującym) importowanego przez Ukrainę w pierwszym półroczu 2017 pochodziła z Rosji. Także w tym przypadku brak żelaznych dowodów na kupno przez firmy ukraińskie węgla z Donbasu w Rosji, ale jest to dość prawdopodobny scenariusz, który zresztą publicznie potwierdziła Federalna Służba Celna, co jest jeszcze jednym dowodem na chęć wykorzystania przez Moskwę tego jako instrument szerszej polityki wobec Kijowa. Każda informacja o istnieniu porozumień ukraińsko-rosyjskich (wymuszonych lub nie), zwłaszcza w newralgicznym sektorze energetycznym, jest potencjalnym źródłem niezadowolenia społecznego nad Dnieprem.

Aktywna część społeczeństwa burzliwie reaguje na wszelkie przejawy współpracy z okupantem. Zwłaszcza, jeśli ich ujawnienie wiąże się z uwypukleniem nieprzejrzystych operacji. Warto jednak podkreślić, że po wprowadzeniu tzw. blokady ORDLO nie zanotowano wzrostu importu węgla z Rosji na Ukrainę w ogóle, co wyklucza możliwość, by takie dostawy miały duże rozmiary. Mogą one być jednak wykorzystane wizerunkowo. Silny impuls informacyjny dowodzący nieprzejrzystego kupna  przez Ukrainę od Rosji węgla z Donbasu, wytrąci z rąk Kijowa argumenty przy krytyce podobnych dostaw do innych krajów. Z uwagi na powyższe, za co najmniej nieprzemyślaną należy uznać wypowiedź Ihora Nasałyka, dotyczącą transakcji na polskim kierunku. Tym bardziej, że sam Nasałyk jeszcze w pierwszej połowie marca tego roku (czyli przed tzw. blokadą) publicznie nie krył, iż jest orędownikiem kontynuacji dostaw antracytu z ORDLO.        

Dla Moskwy eksponowanie faktu  dostaw węgla z Donbasu przez Rosję na Ukrainę to szansa na dodatkowe zwycięstwo informacyjne i wywołanie niezadowolenia społecznego na Ukrainie. W świetle wysiłków Ukrainy w zakresie stopniowej rezygnacji z antracytu i zwiększenia importu z alternatywnych źródeł, wydaje się, że rok 2018 będzie ostatnią szansą dla Kremla na wykorzystywanie tego elementu w naciskach na Kijów. Należy zatem spodziewać się spotęgowania zabiegów Rosji z użyciem problematyki antracytowej - być może już w trakcie sezonu grzewczego 2017/18. Najprawdopodobniej Moskwa będzie to robić głównie w sferze informacyjnej, co ma w zamyśle uderzyć w pozycję rządu w Kijowie na arenie wewnętrznej.        

Gra o coś więcej

W całej grze prowadzonej przez Rosję chęć znalezienia dodatkowych środków na działalność quasi republik jest tylko jednym z najbardziej powierzchownych zamierzeń. Ich realna lista jest znacznie dłuższa. Po pierwsze, Rosji chodzi o wspomnianą wyżej redukcję kosztów utrzymania okupowanych rejonów donieckiego i łuhańskiego poprzez ich częściową samowystarczalność. Wykorzystanie węgla pochodzącego z Donbasu ma pozwolić na obniżenie wydatków z budżetu rosyjskiego na utrzymanie ORDLO.  

Po drugie, tego typu operacje finansowe z zasady nie są przejrzyste. Mamy w nich często udział firm zarejestrowanych w rajach podatkowych. Tymczasem częścią strategii Kremla niemal od zawsze była budowa relacji zewnętrznych w oparciu o nieprzejrzyste schematy gospodarcze. Taki styl prowadzenia polityki pozwala odsunąć część procesu decyzyjnego do szarej strefy i co ważniejsze wybudować relacje z elitami z krajów UE i Ukrainy na nie do końca czystych warunkach. W ten sposób Moskwa próbuje znaleźć nie tylko sojuszników, ale de facto wspólników swego kursu, którzy będą skłonni do przychylniejszego spojrzenia na cele i metody rosyjskiej polityki. To ważny instrument kursu FR wobec Zachodu.   

Po trzecie, to próba legalizacji ekonomicznej pseudo republik w Europie. Jak wspomniano wyżej brakuje wyczerpujących informacji na temat rozmiaru dostaw węgla z ORDLO przez Rosję do innych krajów, ale w świetle opisanych elementów istnienie samego procederu nie ulega wątpliwości. Innymi słowy, to kreacja sytuacji, gdy stwarza się pozory legalnego handlu, choć wszyscy jego uczestnicy przymykają oko na naruszanie prawa. Faktycznie możemy mówić o próbie ze strony Kremla realizowania polityki faktów dokonanych. Jeśli te pierwsze kroki w kierunku legalizacji quasi republik nie spotkają się z ostrą reakcją Zachodu, to niebawem będziemy świadkami kolejnych absurdalnych transakcji. Należy podkreślić, że straty wizerunkowe może ponieść także Polska. Z uwagi na powyższe warto dołożyć wszelkich starań, by nie pozostawić najmniejszych wątpliwości wokół dostaw tego surowca do Polski – niezależnie, czy według schematu opisanego przez DGP, czy „Liga.Net”. Pożądanym jest upublicznienie wyczerpującej informacji na ten temat oraz podjęcie adekwatnych kroków w przypadku znalezienia przykładów łamania prawa.

Po czwarte, wszystko to odbywa się w tle zaostrzenia sankcji wobec Rosji. Dla Kremla to kolejna okazja nie tylko do demonstracji fasadowego ich charakteru (dotyczy to przynajmniej sankcji UE), ale także utrwalenia i poszerzenia luk w praktyce sankcyjnej. Świeży i szybko zapominany casus Siemensa tylko rozochocił w tych wysiłkach Moskwę.    

Po piąte, jest to narzędzie destabilizacji wewnętrznej nad Dnieprem. Nieumiejętna przez długi okres polityka Kijowa w zakresie regulowania relacji z okupowanym terytorium, nadwątliła zaufanie społeczne w skuteczność działań rządu. Jest to także pożywka dla konfliktów politycznych na Ukrainie. Dlatego każdy cios w przestrzeni medialnej, uderzający w efektywność kursu ukraińskich władz, będzie potencjalnym źródłem destabilizacji wewnętrznej. Najprawdopodobniej Kreml będzie usiłował przeprowadzić kilka małych transakcji obejmujących dostawy na Ukrainę węgla pochodzącego z Donbasu licząc na duży rozgłos medialny.

Zobacz także: Polityczne rozgrywki ws. deputatów węglowych [RELACJA]

Zobacz także: ,,Polskiego węgla będziemy bronić czołgami"- czyli o pracach zespołu ds. Pakietu Zimowego [RELACJA]

Paweł Kost
Dziękujemy! Twój komentarz został pomyślnie dodany i oczekuje na moderację.

Dodaj komentarz

6 komentarzy

rozczochrany Piątek, 13 Października 2017, 16:50
A może byśmy się tak zajęli najpierw polskim węglem, eksploatacją złóż w Polsce, zgazowaniem pokładów węgla i wydobywaniem tego gazu. To co można zrobić od razu to likwidacja zbędnych pośredników w handlu węglem i pozwolenie na to by kopalnie mogły sprzedawać węgiel bezpośrednio prywatnym odbiorcom. Odpowiedniki sklepów firmowych. Kopalnie mogły by otwierać składy węgla w różnych miastach w Polsce. Tak by cena węgla dla ostatecznego odbiorcy równała się obecnej cenie jaka płaci pośrednik kopalni + koszty transportu kolejowego na skład w Warszawie, Słupsku czy Płocku. Ale to uderza w interes pośredników.
Scypio Wtorek, 17 Października 2017, 11:13
Problem w tym, że nie chodzi nam o interes ekonomiczny. Nas fascynuje ekonomia polityczna.
obserwatorgosp Piątek, 13 Października 2017, 23:17
Całkowita racja!
PawelOZ Piątek, 13 Października 2017, 5:33
Wegiel to wegiel. Ludzie w Donbasie tez musza jesc.
alek Czwartek, 12 Października 2017, 16:58
Antracytem nie da się palić w zwykłych piecach , to kupuje jakieś przedsiebiorstwo w Polsce na własny użytek
energetyk Czwartek, 12 Października 2017, 13:46
Polskie władze niech najpierw się zabiorą za zmowę cenową na polskim rynku węgla, wtedy problem rozwiąże się sam.