Turbiny Siemensa dla Krymu napędzą nowy wyścig zbrojeń? [ANALIZA]

Poniedziałek, 28 Sierpnia 2017, 14:18
Paweł Kost

Mimo szerokiej gamy doraźnych wysiłków Moskwy, zaanektowany przez Rosję Krym od dwóch lat zmaga się z poważnymi deficytami energii. Kosztowne przedsięwzięcia infrastrukturalne władz okupacyjnych w perspektywie dwóch-trzech lat mogą pozwolić nie tylko na rozwiązanie problemu deficytu energii elektrycznej na półwyspie, ale zapewnić tam jej spore nadwyżki. Może to wskazywać na plany dalszej militaryzacji półwyspu - warto o tym  przypominać politykom zachodnioeuropejskim, którzy tak obawiają się wyścigu zbrojeń, że nie reagują adekwatnie na aferę z turbinami Siemens, która go umożliwia.

Energetyka „doraźna”

28 lipca 2017 roku na kilka godzin doszło do awaryjnego odłączenia wszystkich czterech nitek połączenia energetycznego Kubań-Krym. W rezultacie na półwyspie wprowadzono grafiki odłączania energii elektrycznej, które według stanu na ostatnią dekadę sierpnia ciągle są uciążliwe (głównie w Symferopolu, Sewastopolu i południowym wybrzeżu). Był to drugi poważny blackout na półwyspie w ciągu ostatnich dwóch lat.

Pierwszy zanotowano w grudniu 2015 roku, gdy ukraińscy aktywiści uszkodzili linie elektroenergetyczne, którymi płynął prąd na Krym. Krótko po ich naprawieniu wygasł  kontrakt na dostawy energii i od tamtej pory Kijów nie dostarcza jej na półwysep. Od stycznia do maja 2016 roku na Krymie zmagano się z dotkliwym deficytem energii elektrycznej – większość zakładów przemysłowych wstrzymała prace, mieszkańcy otrzymywali energię zaledwie kilka godzin dziennie. Obydwa przypadki nasiliły dyskusje o tym, na jakim etapie jest Moskwa w procesie elektroenergetycznego usamodzielnienia Krymu.

Deficyt energii elektrycznej Autonomicznej Republiki Krym i zależność od jej dostaw z kontynentalnej części Ukrainy wynosiły w ostatnich latach przed okupacją od 80 do 90%. Krymska elektroenergetyka trzyma się na dość wątpliwych podstawach. Jednocześnie Moskwa realizuje kilka ambitnych projektówm mających rozwiązać ten problem.

Własnej energii elektrycznej na Krymie zawsze było niewiele. Rosyjskie władze operują niezbędnymi na półwyspie mocami sięgającymi 1450 MWt, ale obecnie wyraźnie ich brakuje, co zmusza do funkcjonowania w reżimie „doraźnym”. Jednym z niewielu stabilnych źródeł mocy wytwórczych jest sześć elektrociepłowni (Symferopolska, Sewastopolska, Kamysz-Buruńska, Sakska oraz dwie będące częścią obiektów przemysłowych w Krasnoperekopsku i Armiańsku), których łączne moce przerobowe sięgają 173 MWt.

Solidne inwestycje w odnawialne źródła energii, których Ukraina dokonała na półwyspie jeszcze przed aneksją, nie zdołały wpisać się w energetyczną architekturę okupowanego Krymu. W efekcie pozbawienia ich ulgowych taryf obecnie obiekty te, oprócz problemów własnościowych, borykają się z kłopotami w zakresie spłaty kredytów. Mimo tego, że nominalnie ich moce przerobowe sięgają 140 MWt, to są wykorzystywane w znikomym zakresie i poza systemem. Dlatego ich znaczenie dla krymskiej energetyki jest śladowe.

Władze okupacyjne były zmuszone do uruchomienia źródeł zapasowych – przede wszystkim mobilnych generatorów prądu na gaz, które wwożono z Rosji na Krym począwszy od 2014 roku i które zsynchronizowano z istniejącymi elektrociepłowniami. Ich łączne moce stanowią prawie 340 MWt. Prąd produkowany w ten sposób jest wielokrotnie droższy od uzyskiwanego z tradycyjnych źródeł – koszty produkcji przewyższają wartość taryf aż dziesięciokrotnie, co generuje większe wydatki z budżetu rosyjskiego. Z uwagi na powyższe, energia ta jest używana wyłącznie w szczytowych okresach zapotrzebowania.

Oprócz nich montowano także przenośne generatory dieslowe, które jednak nie są podłączone do systemu energetycznego, co utrudnia ich optymalne wykorzystywanie. Są one uruchamiane lokalnie (przede wszystkim wokół obiektów socjalnych – szpitali, szkół itd.) i rzadko kiedy w koordynacji z pracą systemu, co generuje większe straty systemu i prowokuje sytuacje awaryjne. Obecnie wykorzystywane są w znikomym stopniu. Zgodnie z oficjalnymi komunikatami podczas tegorocznego letniego blackoutu, z 249 agregatów dieslowych podłączono zaledwie 75. Przyczyną był ich zły stan techniczny, a także deficyt diesla, którym przed aneksją półwysep był zaopatrywany z kontynentalnej części Ukrainy. Dodatkowym zniechęceniem są wysokie koszty produkcji energii uzyskiwanej w ten sposób.  

Nieoficjalnie mówi się o tym, że pewne ilości energii trafiają jednak na Krym z części kontynentalnej Ukrainy. Chodzi przede wszystkim o fabrykę „Krymski Tytan” w Armiańsku, na północy półwyspu. Zresztą fabryka pozyskuje z obwodu żytomierskiego także ilmenit – surowiec wykorzystywany w procesach produkcyjnych tytanu, co ilustruje poziom skuteczności wysiłków lobbystycznych oligarchów, w tym przypadku Dmytra Firtasza, do którego należy wspomniany zakład. Co ciekawe, fabryka przerejestrowała się po aneksji, zmieniła nazwę i nadal funkcjonuje bez przeszkód tyle, że w rosyjskim systemie prawnym.

Wszystkie te doraźne zabiegi pozwoliły nieco zamortyzować skutki blackoutu, ale nie rozwiązały problemu deficytu energii elektrycznej w ogóle. Jeśli w 2015 roku, energia wytworzona na półwyspie stanowiła prawie 22%, to w rezultacie doraźnych wysiłków w 2016 roku własna generacja (wliczając w to moce zapasowe) zapewniała już około 38% zapotrzebowania. Resztę luki wypełniał przesył energii elektrycznej z Rosji stanowiący w zeszłym roku 62% zapotrzebowania okupowanego Krymu. Jak Moskwa usiłuje przejść od „doraźnej” do „stabilnej” elektroenergetyki na Krymie?

„Most” energetyczny Kubań–Krym

Po zaprzestaniu przesyłu energii na Krym z Ukrainy kontynentalnej, władze okupacyjne  przyspieszyły prace nad zakończeniem „mostu” energetycznego Kubań-Krym. Dzięki temu sfinalizowano je znacznie szybciej niż pierwotnie planowano (połowa 2018 roku), bo już w maju 2016 roku. Cztery nitki połączenia teoretycznie pozwalają na łączne dostawy 800 MWt energii elektrycznej (w praktyce – 720 MWt), produkowanej głównie w Rostowskiej elektrowni jądrowej.

Na konstatację sukcesu Rosjan jest jednak stosunkowo za wcześnie. Po pierwsze, do stabilnego dostarczania energii elektrycznej z Rosji na Krym sam most energetyczny nie wystarczy. Do takich przesyłów nie jest gotowa infrastruktura przesyłowa – ani po stronie Kubania, ani tym bardziej na półwyspie. Według dyrektora moskiewskiej Fundacji Rozwoju Energetycznego Siergieja Pikina, aby dostosować do tego infrastrukturę na Krymie potrzeba co najmniej około 50 mld RUB oraz jeszcze 2–3 lat. Potwierdzeniem tych słów wydaje się być niedawna ocena jakości przesyłu dokonana przez Wiktora Płakidę – obecnego dyrektora generalnego Krymenerho. Według niego straty w sieciach sięgają nawet 25% przesyłanej energii.

Po drugie, od samego początku idea „mostu” energetycznego była wrażliwa na czynniki naturalne. Chodzi o potencjalne niedostatki technologiczne samego połączenia po dnie morza, które eksperci wielokrotnie krytykowali. Wiele mówiło się także na temat wrażliwości kabli na dnie morza na warunki pogodowe, zwłaszcza w okresie sztormów.

Po trzecie, sam region Kubania boryka się z problemem deficytów energii, choć dotyczy to głównie okresów największego zapotrzebowania – zimą i w czasie największych upałów. Dowodem na to były regularne przerwy w dostawach prądu w Kraju Krasnodarskim zanotowane tego lata. Wartym odnotowania jest także awaryjne odłączenie kluczowej w regionie elektrowni cieplnej w Kraju Stawropolskim, które wraz z upałem wywołało blackout na Krymie. Szanse na stabilne dostarczanie energii elektrycznej z Kubania na Krym będą możliwe tylko i wyłącznie jeśli uda się podłączyć 4. reaktor Rostowskiej EJ oraz zbudować i zapoczątkować eksploatację Tamańskiej elektrowni cieplnej. Próbne prace 4. reaktora w Rostowskiej EJ zaplanowane są na czwarty kwartał tego roku, co oznacza, że początek eksploatacji możliwy będzie w latach 2018–2019. A w przypadku Tamańskiej elektrowni cieplnej nie widać nawet światełka w tunelu – w czerwcu zeszłego roku bez rezultatu zakończono przetarg na budowę elektrowni. Oznacza to, że jeszcze co najmniej przez dwa lata możliwości przesyłowe z południa Rosji na Krym będą ograniczone, przede wszystkim w okresach szczytowego zapotrzebowania.

Osławione elektrownie

Innym projektem mającym na stałe wypełnić deficyt energii elektrycznej na półwyspie jest budowa dwóch gazowo-parowych elektrowni cieplnych – w Sewastopolu i Symferopolu, których łączne moce mają stanowić 960 MWt (po 480 MWt każda). Pierwotnie pierwsze bloki elektrowni miały rozpocząć funkcjonowanie we wrześniu 2017 roku, a kolejne w 2018 roku. Jednak dziś wiadomo, że będą poważne opóźnienia tych terminów. 

Skandal z nielegalnie dostarczonymi na Krym czterema turbinami gazowymi do budowanych elektrowni rodzi wątpliwości o dalsze losy planowanych w Sewastopolu i Symferopolu obiektów ( http://www.energetyka24.com/647523,nowe-sankcje-na-rosje-z-duzej-chmury-maly-deszcz-analiza ). Na razie można mówić o dwóch scenariuszach rozwoju wydarzeń: Rosjanie będą zmuszeni albo znaleźć zamiennik i wycofać się z awantury turbinowej, albo dołożyć dodatkowych wysiłków związanych nie tylko z oddaniem do użytku turbin, ale także ich serwisowaniem. Każdy z tych scenariuszy oznacza potrzebę dodatkowego czasu. Wygląda na to, że Kreml zdecydował się na drugi wariant – w ostatniej dekadzie sierpnia ogłoszono konkurs na usługi montażu nielegalnych turbin na krymskich elektrowniach. Taki scenariusz dla Moskwy jest obarczony sporym ryzykiem z uwagi na to, że Siemens będzie miał techniczną możliwość zdalnej korekcji pracy elektrowni, co może spowodować ich niestabilne funkcjonowanie. Dotyczy to zresztą nie tylko budowanych elektrowni na Krymie, ale także obiektów w Rosji obsługiwanych przez Siemens. W tym sensie można powiedzieć, że los elektrowni będzie uzależniony od skuteczności Zachodu w egzekwowaniu sankcji. Niezależnie od wyboru opcji pewnymi są znaczące opóźnienia w początku pracy elektrowni. Przy czym ryzyko wzmożenia zachodnich nacisków i problemów technicznych w pracy obiektów cały czas będzie aktualnym.  

Z uwagi na opóźnienia władze okupacyjne uruchomiły jeszcze jeden projekt – rozbudowa mocy produkcyjnych elektrociepłowni w Sakach do 120 MWt z obecnych 12 MWt. Choć przetarg na budowę „małej” generacji na bazie elektrociepłowni miał odbyć się w maju, zakończono go dopiero 1 sierpnia. Sytuacyjność działań Rosji powoduje, że także w tym przypadku prognozowanie terminów zakończenia planowanego projektu jest niezwykle trudne.

Wnioski i perspektywy

Na ile zatem Rosji udało się uniezależnić Krym od dostaw energii elektrycznej? Zgodnie z deklaracjami władz okupacyjnych niezbędne moce na półwyspie sięgają 1450 MWt. Obecnie w okresie szczytowego zapotrzebowania praktycznie nie ma szans na osiągnięcie tego poziomu. Elektrociepłownie (173 MWt), mobilne generatory gazowe (340 MWt) i przesył z Rosji (720 MWt) dają łącznie 1233 MWt. Przy czym „most” energetyczny z Rosji nie pracuje bez zarzutu, co grozi sytuacjami awaryjnymi. Są jeszcze generatory dieslowe, ale one podobnie jak elektrownie wiatrowe i słoneczne funkcjonują poza systemem energetycznym. Poza tym nie dają znaczących mocy. Można zatem powiedzieć, że w obecnej konfiguracji ryzyko blackoutu na Krymie będzie wynikało nadal przy podwyższonym zapotrzebowaniu (w okresie zimowym i największych upałów).

Zobacz także: ukraiński wiceminister energetyki o kooperacji gazowej Polski i Ukrainy

Realizacja wszystkich projektów infrastrukturalnych Kremla pozwoli rozwiązać problem deficytu energii na półwyspie. Jednak każdy z nich jest obarczony dużym ryzykiem, co stwarza zagrożenie dla powodzenia tych wysiłków. Warunkiem sukcesu Moskwy jest wykazanie sporej determinacji i gotowości do inwestowania kolejnych środków w rozbudowę infrastruktury, a także sprzyjający dla Kremla rozwój okoliczności wokół sankcji zachodnich. Zakładając, że Rosji w ogóle uda się sprostać tym wyzwaniom, dojdzie do tego nie wcześniej niż przed końcem roku 2019. Zatem co najmniej do 2020 roku Krym pozostanie regionem zmagającym się z deficytem energii elektrycznej.

Jednocześnie do myślenia powinien dawać rozmach wszystkich projektów Kremla, co do przyszłego krajobrazu krymskiej elektroenergetyki. Zrealizowanie wszystkich założeń będzie oznaczało znaczące (niemal dwukrotne) przekroczenie potrzeb – niemal 2300 MWt (nie licząc „doraźnych” źródeł) wobec niezbędnych 1450 MWt. Dlaczego, zatem Kreml planuje rozbudowę infrastruktury do takich rozmiarów? Pierwsza wersja zakłada, że w Moskwie nie wierzą w stabilne i długotrwałe funkcjonowanie „mostu” energetycznego, co warunkuje potrzebę budowy elektrowni na Krymie. Jednak bardziej prawdopodobnym wydaje się drugie wyjaśnienie polegające na planach dalszej militaryzacji półwyspu, co będzie generowało większe zapotrzebowanie na energię elektryczną. O czynniku tym warto przypominać politykom zachodnioeuropejskim, którzy tak obawiają się wyścigu zbrojeń, ale nie reagują adekwatnie na aferę z turbinami Siemens, która to umożliwia.

W perspektywie dwóch-trzech lat można zatem sobie wyobrazić rozwiązanie problemu deficytu energii elektrycznej na Krymie. Jednak otwartym pozostaje pytanie o cenę, którą nie tylko w sensie finansowym poniesie Kreml. Z oficjalnych komunikatów, a także szacunków eksperckich można konstatować, że całkowite wydatki nadal stojące przed Rosją, wahają się od 200 do 300 mld. RUB (około 3,3–5 mld. USD). Przy czym sumy te nie biorą pod uwagę kosztów, które Kreml już teraz ponosi w związku z bieżącymi potrzebami amortyzowania deficytu, a także środków niezbędnych na budowę 4 bloku EJ w Rostowie i Tamańskiej elektrowni cieplnej.

Boleśniejsze mogą się zresztą okazać koszty polityczne, a także wynikające z restrykcji sankcyjnych. Na razie casus Siemensa z jednej strony w szczególny sposób ilustruje determinację i zuchwałość FR w omijaniu sankcji, a z drugiej podwójne standardy Zachodu, który stosuje restrykcje w sposób wybiórczy. Po ostatnich zmianach do ustawy sankcyjnej w USA, to się jednak może zmienić.  

Dla Ukrainy oznacza to potrzebę korekty swej polityki, która powinna polegać na maksymalizowaniu rosyjskich kosztów utrzymania okupowanego Krymu oraz intensywniejszego niż dotychczas eksploatowania tematyki łamania sankcji na Krymie. Jak dotąd Kijów jest w tym zakresie bardzo pasywny – w ogóle nie zareagowano na udział chińskich kompanii w budowie połączenia elektroenergetycznego po dnie morza w Cieśninie Kerczeńskiej, a reakcja na skandal z turbinami Siemens była zbyt ostrożna.     

Paweł Kost
Dziękujemy! Twój komentarz został pomyślnie dodany i oczekuje na moderację.

Dodaj komentarz

24 komentarze

Naiwny Środa, 30 Sierpnia 2017, 13:36
Kol. Palmel - co to za prawda, że "Niemiec Rosjaninowi krzywdy nie zrobi" - a I i II wojna światowa to sf? I pewnie to Rosja napadła na miłujące pokój Niemcy. Pogratulować podstawowej wiedzy historycznej.
Teza z artykułu, że Simens może zdalnie wpływać w sposób negatywny na swoje wyroby zainstalowane w Rosji lub gdziekolwiek indziej jest też co najmniej "karkołomna". Dostawca i producent może co najwyżej odmówić świadczenia serwisu ale sabotowanie pracy takich urządzeń to by było przestępstwo również wg prawa Niemiec. Z serwisem zresztą nie powinno być problemu - serwis większości wyrobów Simensa (energetyka) na terenie Rosji i krajów WNP świadczy rosyjsko - niemiecka firma z Petersburga.
Nadwyżka mocy jaka ma docelowo pojawić się na Krymie nie wynika z potrzeb militarnych tylko raczej z komercyjnych. Rosja poważnie rozwija bazę turystyczną na półwyspie a po oddaniu do użytku mostu Kerczeńskiego spodziewany jest zaczący wzrost turystów - potrzebować będą też prądu.
Warto przypomnieć, że paradoksalnie mimo wzrostu obecności militarnej sił zbrojnych Rosji na Krymie po jego aneksji ogólna liczba wojska na nim stacjonującego znacząco zmalała - z Krymu "wyjechało" całe wojsko Ukrainy ok. 25-30 tys. żołnierzy. Można wręcz mówić o "demilitaryzacji" tego obszaru:)
dexter Wtorek, 29 Sierpnia 2017, 22:59
W sumie to i tak koszty niewielkie za powrót "nowej Kalifornii" do Rosji. Do tego przecież prąd na Krymie nie rozdają a sprzedają więc kapucha będzie.
Radek Wtorek, 29 Sierpnia 2017, 22:03
Analiza bardzo ciekawa, choć w oczy kłuje jeden szczegół. Autor w całym artykule używa jednostki MWt która oznacza Mega Wat termiczny. Jest to oznaczenie używane w odniesieniu do mocy cieplnej nie elektrycznej. O ile jeśli mowa o sieci przesyłowej problem nie jest może ważny, o tyle jeśli mowa o elektrowniach cieplnych a zwłaszcza o elektrociepłowniach to już co innego. Nie wiadomo, czy autor podaje moc kotła, wyprowadzoną moc cieplną, czy faktycznie moc elektryczną.
Palmel Wtorek, 29 Sierpnia 2017, 19:18
Nie wiem poco to długa analiza prawda jest jedna Niemiec Rosjaninowi krzywdy nie zrobi i tak jest od Katarzyny Drugiej
polak mały Wtorek, 29 Sierpnia 2017, 8:29
Zwracam delikatnie uwagę, że aczkolwiek aneksja Krymu odbyła się nielegalnie i oczywiste jest, że w świetle prawa międzynarodowego Rosja Krym okupuje, to już w opinii mieszkańców samego Krymu, nie jest to okupacja, tylko całkowicie legalna władza. Rodzi to poważny problem proceduralny, bo jeśli za podstawę wszelkich podstaw weźmiemy kartę atlantycką i późniejsze pomysły na ustanawianie władzy danego państwa nad danym terytorium, okaże się, że samostanowienie narodów jest najważniejsze. A ludność Krymu chciała tej Rosji. Mimo, że to niedemokratyczny, złodziejski reżim, ale.... to był reżim bliższy ich sercu niż ten z Kijowa. Idąc dalej - nikt nie kwestionuje, że oni Rosji chcieli. W czym więc problem? Ano w tym, że z czystej głupoty, albo kgbowskiego przyzwyczajenia, Putin zamiast zorganizować referendum zgodne ze standardami międzynarodowymi, zrobił jakieś durne, lipne, którego nikt nie uznał. Finalnie mamy patową sytuację - wiemy, że Krymianie chcieli do Rosji, no i Rosja przyszła, ale nie potwierdziła swojego prawa do Krymu w cywilizowany sposób. Osobiście uważam, że za 5-10 lat tej przepychanki Zachód znajdzie jakieś wyjście, żeby przebaczyć Rosji ten Krym i nie stracić przy tym twarzy.
mefis58 Środa, 30 Sierpnia 2017, 14:47
Jak niby wyobrażasz sobie zorganizowanie referendum, które "Zachód" by uznał ? To jest NIEMOŻLIWE bez względu na nic. Nawet zaprosić obserwatorów nie można było bo Zachód nie uznał PRAWA do zorganizowania referendum. A co do nielegalności tegoż to jak sie wydaje wystarczającym była delegacja w KONSTYTUCJI UKRAINY, która na przeprowadzenie referendum pozwalała !!!
Patrycjusz Wtorek, 29 Sierpnia 2017, 23:03
Polityka jest pokrętna bo przecież np Sadam był w sumie legalnym władcą jak Kadafi a teraz USA angażuje się w obalenie legalnego rządu Syrii i zrobienie jakiś rozbiorów kraju. Idąc dalej czy rozwalenie Jugosławii było legalne nie wpominając o Kosovie które było historycznie Serbskie. Cuda na patyku a punkt widzenia zależy od kierunku rozszerzania wpływów.
mefis58 Środa, 30 Sierpnia 2017, 14:51
USA, które osadziły w Kijowie marionetkę-prezydenta, wyraziły oburzenie z powodu rosyjskiej "ingerencji" w wybory w USA polegające na wyrazach poparcia dla jednego z kandydatów, na flach kanału telewizyjnego oglądanego przez 0,02% Amerykanów . Obecnie natomiast te "oburzone" USA śmią dyktować swoje warunki dotyczące tego kto ma, a kto nie ma prawa być prezydentem w Syrii czy Wenezueli !!!
KDT Wtorek, 29 Sierpnia 2017, 18:07
"Krymianie chcieli do Rosji," Jacy Krymianie? Rosyjscy okupanci, którzy za imperialnej polityki carskiej podbili prawdziwych Krymian, a potem systematycznie rugowali ich z własnych ziem, m.in. masowo wysyłając na Sybir jak za Stalina? Wolne żarty się kolegi z Rosji trzymają :>
ewp Wtorek, 29 Sierpnia 2017, 15:23
Możesz wskazać wiarygodne źródło informacji, że Krym chciał przyłączenia do Rosji ?

Tylko proszę nie wskazywać danych sondażowych, które mogły być dowolnie zmanipulowane.

Nie ma takiego źródła. Jedynym wiarygodnym źródłem byłoby referendum. To, które było przeprowadzone nie dało prawdziwego obrazu sytuacji. Przeprowadzone pod lufami karabinów w sytuacji gdy każdy wiedział, że Rosja nie wycofa się z Krymu. Każdy kto zagłosowałby przeciw brał pod uwagę surowe konsekwencje.
Warto czytać Środa, 30 Sierpnia 2017, 6:06
Wskaż wiarygodne źródła , że było inaczej .
Od początku lat 90-tych o ciążeniach ludności ku Rosji i o głosach , że zwierzchność Kijowa nad półwyspem wg opini mieszkańców półwyspu jest nielegalna było głośno i w naszych mediach .
Poszukaj sobie np. w archiwalnych numerach GW , Rzeczpospolita i nie tylko .
Dekret Chruszczowa nie miał żadnego umocowania prawnego - był nielegalny .
Stąd była taka szeroka autonomia Krymu , którą wciąż łamał Kijów pomimo umów międzynarodowych .
KDT Czwartek, 31 Sierpnia 2017, 0:50
A ty poczytaj sobie w wiki, od jak dawna trwa okupacja Krymu przez Rosjan. Oraz o czystkach rdzennego narodu, przez ów światły słowiański naród. Jak myślisz, kogo dziś rdzenna ludność Krymu woli mieć za okupanta - Rosję, czy Ukrainę? To było retoryczne pytanie - chyba wszyscy znamy odpowiedź, bez względu na to, czy można uznać za legalny lub nie dekret Bieruta..
as Wtorek, 29 Sierpnia 2017, 13:11
zrobią referendum które zachód uzna i tyle, a że je wygrają jest pewne
Zgodnie z umową podpisaną 21 kwietnia 2010 roku w Charkowie Poniedziałek, 28 Sierpnia 2017, 23:51
Strona rosyjska zobowiązała się, że za dzierżawę baz na Półwyspie Krymskim będzie płacić Kijowowi , prawie 100 mln USD rocznie
prawieanonim Wtorek, 29 Sierpnia 2017, 8:44
Kijów się nie zgodził i stąd "zielone ludziki".
zatroskany Poniedziałek, 28 Sierpnia 2017, 18:04
"Jak dotąd Kijów jest w tym zakresie bardzo pasywny – w ogóle nie zareagowano na udział chińskich kompanii w budowie połączenia elektroenergetycznego po dnie morza w Cieśninie Kerczeńskiej"

Mieli obiąć Chiny pakietem dotkliwych sankcji gospodarczych czy przeczołgać chińskiego ambasadora?
PiotrEl Poniedziałek, 28 Sierpnia 2017, 15:43
Całe szczęście że wzrost wydatków na obronę USA o 50 000 000 000 USD rok do roku nie napędza wyścigu zbrojeń....
Kiks Poniedziałek, 28 Sierpnia 2017, 18:07
Przynajmniej mają za co.
ekspert od wszystkiego Poniedziałek, 28 Sierpnia 2017, 21:42
Chińczycy pożyczyli USA kolejne 300 mld$ to faktycznie USA "ma za co" się zbroić.
abx Wtorek, 29 Sierpnia 2017, 16:54
Chińczycy nie pożyczają a skupują obligacje Amerykańskie, różnica jest znaczna jak i kwoty znacznie większe tylko co ważniejsze PKB USA to 18,57 tryliarda USD (2016)- Chin 11,2 tryliarda USD (2016).
By to ogarnąć popatrz na PKB Pl 469,5 miliarda USD (2016), Niemiec 3,467 tryliarda USD (2016) więc o USA i jej finanse sie nie martw bo cała europa nawet nie przebija tego (jak i samych chin), traktuj to jak sprawy większych graczy bo nam do tego daleka droga.
mefis58 Środa, 30 Sierpnia 2017, 14:56
Tak właśnie, czyli skupując obligacje skarbowe POŻYCZA się pieniądze państwu !!
Buba Poniedziałek, 28 Sierpnia 2017, 17:19
Może dlatego ,że USA na to stać a rosja to kolos na glinianych nogach.
mefis58 Środa, 30 Sierpnia 2017, 14:59
Żeby było śmieszniej to Rosja też pod koniec 2016 roku skupiła tych amerykańskich obligacji. (Było tego coś koło 30 mld dolarów). No cóż jako kolos na glinianych miała kaprys to kupiła. Kto bogatemu zabroni ?
dsfdsf Wtorek, 29 Sierpnia 2017, 9:48
No, zaciągając dług u Chińczyków.

"Stać"