Open season to nie koniec polsko-duńskich negocjacji ws. kosztów Baltic Pipe [ANALIZA]

Piątek, 16 Czerwca 2017, 7:58
Piątek, 16 Czerwca 2017, 7:58
Piotr Maciążek

Rozpoczęcie procedury open season to ważny moment dla potrzebnego projektu, jakim jest połączenie rurociągowe Polski z szelfem norweskim. Przy okazji jej ogłoszenia rozgorzała debata o kosztach, jakie trzeba ponieść by zrealizować inwestycję. Wynika z nich, że przed nami kolejny element negocjacji polsko-duńskich w sprawie finansowania nowego szlaku przesyłowego.

Na początku czerwca duński operator Energinet i jego polski odpowiednik Gaz System zaprosili wszystkich uczestników rynku do wzięcia udziału w procedurze open season, która umożliwia składanie wiążących ofert na nowe zdolności przesyłowe w ramach planowanego projektu Baltic Pipe. To inwestycja o docelowej przepustowości 10 mld m3 surowca rocznie, która ma umożliwić sprowadzenie do Polski nierosyjskiego błękitnego paliwa. To bardzo ważne ponieważ następuje szybka integracja środkowoeuropejskich rynków gazowych dzięki czemu pozyskiwany przez terminal w Świnoujściu i Baltic Pipe surowiec będzie mógł potencjalnie trafiać do krajów wyszehradzkich i na Ukrainę. Czy tak się stanie? Open season ma dać odpowiedź na to czy istnieje wystarczające zapotrzebowanie rynkowe dla projektu tego typu.

„Uruchomienie wiążącej procedury Open Season dla Baltic Pipe jest kluczowym momentem dla tego projektu i determinuje podjęcie ostateczniej decyzji inwestycyjnej. Open Season wykaże bowiem, czy nasi klienci są gotowi zarezerwować przepustowości na nowy gazociąg prowadzący z Norwegii do Danii i Polski. W przypadku pozytywnego wyniku procedury, jesteśmy gotowi uruchomić szybką ścieżkę realizacji projektu i zakończyć go w 2022 roku”.

Stwierdza rzecznik Gaz Systemu, Tomasz Pietrasieński, w rozmowie z Energetyka24.
  

Wiceprezes PGNiG Maciej Woźniak informował w ubiegłym tygodniu, że operatorzy zaoferują najprawdopodobniej 85-95% mocy, a jego spółka będzie się chciała zgłosić po maksimum jakie będzie dostępne (to ciekawe w kontekście zainteresowania projektem wśród firm takich jak norweski Statoil). Oczywiście nadal w grę wchodzi alternatywna koncepcja wobec Baltic Pipe, tj. budowa pływającego terminala LNG w Zatoce Gdańskiej (jednostka typu FSRU). Ciekawy w tym kontekście wydaje się przyjazd prezydenta USA do Polski. Widać wyraźnie, że administracja amerykańska jest zainteresowana eksportem błękitnego paliwa do Europy Środkowej czego świadectwem jest pierwsze cargo, które trafiło do Świnoujścia.

Rozpoczęcie procedury open season jak już wykazano powyżej nie przesądza o powstaniu Baltic Pipe. Tym bardziej, że dane operatorów (Gaz Systemu oraz Energinetu) pokazują, że nadal wiele problemów związanych z inwestycją nie zostało rozwiązanych. Chodzi oczywiście o kwestie finansowe. Na początku warto podkreślić (media de facto nie zwróciły na to uwagi), że w kosztach nie partycypuje strona norweska i są one rozłożone na operatora duńskiego i polskiego. Całość nakładów inwestycyjnych (obejmujących wszystkie pięć elementów projektu Baltic Pipe) ma wynieść 1,585-2,06 mld euro (obliczenia według uśrednionego kursu na 2016 r.). Gaz System miałby wyłożyć 841 mln - 1,093 mld euro, a Energinet 744 mln – 968 mln euro (jednak szacunki mogą się różnić o +-30%). W polskich mediach sugeruje się, że podział kosztów będzie de facto równomierny, ale niestety tak wcale nie musi być.

  1. Nie trudno wyobrazić sobie sytuację, w której łączne nakłady osiągną górny pułap widełek (2,06 mld euro), a koszty poniesione przez Energinet ich dolny poziom (744 mln euro). W takim wypadku polski operator poniósłby większy ciężar inwestycji. Teoretycznie może być również odwrotnie (choć Duńczykom mniej zależy na projekcie, ponieważ zamierzają zmodernizować złoże Tyra zaspokajające w sporej mierze ich zapotrzebowanie na gaz. Poza tym „odbiją sobie” koszty inwestycyjne na niskich taryfach), co pokazuje, że strony czeka jeszcze sporo uzgodnień.
  2. Według danych roczne koszty operacyjne Baltic Pipe przy założeniu 90% wykorzystania całego projektu zwanego w Polsce Korytarzem Norweskim miałyby wynieść 52,3 mln euro, z czego Gaz System pokryłby 35,6, a Energinet 16,7 mln euro. W ujęciu długofalowym sięgającym ponad dekadę to już potężna różnica w kosztach na niekorzyść Polski.
  3. Odrębną i kluczową kwestią pozostają taryfy. Ich wysokość powinna być uzależniona od kosztów projektu i sposobu ich podziału pomiędzy stroną polską i duńską. Już teraz Gaz System akcentuje podniesienie taryf ze średnio 2,18 euro/mWh do 2,27 euro/mWh w 2023 r., choć jednocześnie akcentuje, że „budowa Baltic Pipe nie ma tu decydującego wpływu na ich wzrost bo nakłady inwestycyjne na gazociąg to tylko jedna trzecia całego planu inwestycji na lata 2017-2022, szacowanego na 2,8 mld euro”. Tyle tylko, że jak już wykazano powyżej kwota ta może być dużo wyższa w zależności od ukształtowania się „widełek” zaprezentowanego kosztorysu bądź wahań prognozy +-30%. Jak zaznacza źródło Energetyka24 z branży gazowej: „to od konstrukcji taryf będzie zależeć czy większość kosztów projektu spadnie na użytkownika końcowego (tj. polski przemysł)”.

Oczywiście do powyższych wyliczeń nie należy przesadnie się przywiązywać, mają one charakter wstępny i mogą ulec zmianie (jak już wspomniano o nawet 30% w dół lub w górę). Ponadtostrony akcentują dalsze działania zmierzające do optymalizacji projektu (co jest niezwykle interesujące z komunikacyjnego punktu widzenia!). Najwyraźniej „gra” cały czas się toczy o czym może świadczyć korelacja kwestii nowelizacji ustawy o OZE z ogłoszeniem open season (czy chodzi o interesy firm wiatrakowych z Danii chcących inwestować w Polsce? Nie znamy jeszcze zakresu zmian legislacyjnych).

Zobacz także: Duński targ - wiatr Bałtyku w zamian za Baltic Pipe? [KOMENTARZ]

Oczywiście bezpieczeństwo kosztuje i zdanie to jest prawdziwe szczególnie w naszej części świata (świadczy o tym choćby postępowanie antymonopolowe Komisji Europejskiej wobec Gazpromu). Jednak roztropnym wydaje się ograniczenie ich do minimum i prowadzenie takiej gry negocjacyjnej w projektach wielostronnych aby uzyskać maksimum korzyści. Z tego powodu warto śledzić wydarzenia związane z projektem Korytarza Norweskiego. 

Piotr Maciążek
Dziękujemy! Twój komentarz został pomyślnie dodany i oczekuje na moderację.

Dodaj komentarz

9 komentarzy

Arec Niedziela, 18 Czerwca 2017, 8:50
Czy stać nas na zbudowanie gazoportu pływającego (myślę o stoczni ?)
LNG second (d.Nabucco first) Piątek, 16 Czerwca 2017, 17:06
W sumie to można dać do zrozumienia Duńczykom że w kontekście wizyty Prezydenta Trumpa, już tak nam nie zależy i jak chcą robić biznes to niech nie marudzą jak panna na wydaniu, bo to zaczyna być irytujące. USA ma naprawdę dużo argumentów i bonusów do zaoferowania.
Everybody All-American Sobota, 17 Czerwca 2017, 12:55
Tja, Waszyngton już leci-pędzi do nas z tymi bonusami. Trump przyjedzie, powie trochę komunałów, walnie coś antyunijnego, żeby wzmocnić taką (użyteczną z jego punktu widzenia) retorykę rządu w Warszawie i pojedzie.

Strasznie mnie irytuje takie podejście, oparte o przekonanie, że nasz Wielki Brat zza Wielkiej Wody o niczym tak nie marzy jak o tym, by nam robić dobrze na wszelkie możliwe sposoby, w związku z czym możemy się bezrozumnie stawiać wszystkim wokół. Dania nam niepotrzebna, Niemcy nam niepotrzebne, Unia nam niepotrzebna, bo przecież lada moment Wuj Sam uczyni z Polski kolejny stan USA, a jeśli nie, to i tak będzie sypał dolarami i ślepo popierał polskie interesy.

Amerykanie mają swoje interesy. Polska jest za mała, by być dla nich partnerem, zwłaszcza takim, który ma istotny wpływ na kształtowanie się amerykańskiej polityki. Oczywiście będą takie sytuacje, w których Stany zagrają dla nas. Ale nie dlatego, że tak nas kochają, ale dlatego, że po prostu będzie to przypadkowo zbieżne z ich interesami. Ale będą też takie, w których zagrają przeciw nam. Nie złośliwie - po prostu ich interesy będą sprzeczne z naszymi.
Jesteśmy dla nich pionkiem na globalnej szachownicy. Niczym więcej. Tyle, że - w odróżnieniu od innych pionków - w swej masie pałamy bezrozumna miłością do USA. Dlatego czasem wystarczy, że przyjedzie tu jakiś amerykański oficjel, powie "Kosciuzzsko and Pulaski" i już Polska będzie leżeć na grzbiecie z czterema łapami do góry i merdać ogonem.
LNG second (d.Nabucco first) Sobota, 17 Czerwca 2017, 15:21
Jeżeli miałeś okazję pracować przy profesjonalnych negocjacjach to wiesz, że zazwyczaj żadna ze stron nie zna dokładnie "co do milimetra" BATNA drugiej strony. W takim kontekście wizyta Prezydenta Donalda Trumpa jest nam bardzo na rękę, gdyż Duńczycy muszą niejako założyć iż podczas takiej wizyty może pojawić się jakiś alternatywny projekt wielopłaszczyznowy, na którym LNG i polityka energetyczna będą tylko jedną ze składowych. To może spowodować, że Duńczycy zdecydują się "zamknąć negocjacje" jakimś kompromisem, zamiast "żyłować na maksa" stronę polską niemalże do ostatniej złotówki. Z całym szacunkiem dla Danii to około 5,5mln kraj wielkości Słowacji i choć rozwinięty gospodarczo to w praktyce ich siła przetargowa w wielu aspektach nie jest wielka. B-Pipe jest dla Danii korzystny, gdyż Polska niejako "dokłada się" do kosztów stałych ich importu i dodatkowo zwiększają swoje oddziaływanie na Europę Środkową, która podobnie jak dla Niemiec stanowi rynek zbytu na wiele produktów i usług. W tej chwili to Polsce się śpieszy, bo Kontrakt Jamalski prędzej lub później wygaśnie, a czasu na budowę BP nie pozostało już tak wiele. Duńczycy przynajmniej w teorii nie muszą się śpieszyć. Dlatego pojawienie się alternatywy w postaci zielonego światła na amerykańskie LNG, powoduje, że strategia przeciągania w czasie rozmów nie musi być dla Duńczyków optymalna, bo ryzykują pojawienie się np. FSRU w Zatoce Gdańskiej lub jakiegoś dealu z Amerykanami.

Nie jestem żadnym amerykofilem, niemniej zauważam, że w tej chwili interesy amerykańskie i polskie są w wielu punktach zbieżne choćby z powodu LNG i konieczności powstrzymywania zakusów Rosji. Nie jestem też entuzjastą antagonizowania relacji z wielkimi krajami Unii, czy z Unią jako całością. Wydaje mi się, że w relacjach z UE powinniśmy podkreślać to co łączy, a nie to co dzieli (energetyka, migranci).
wojtek Piątek, 16 Czerwca 2017, 11:46
Korytarz norweski nie będzie korzystny dla Polski z kilku powodów.W okresie wieloletnim skumuluje duże koszty które obciążą naszą gospodarkę powodując zmniejszenie jej konkurencyjności. (a powinno być odwrotnie). Na szczególną uwagę zasługuje fakt że budowa długofalowego biznesu,który nie będzie mógł być zmieniony ani modyfikowany w przyszłości opartego na mało optymistycznych ekonomicznie podstawach jest bardzo ryzykowny i nie ma sensu. Używanie określenia w tym kontekście - (energetyczne bezpieczeństwo narodowe) jest nadużyciem. Pieniądze wydane na budowę i wieloletnią eksploatację będą wielkie i w rezultacie będą hamowały naszą gospodarkę. Te same pieniądze zainwestowane w handel gazem np. z Algierią która na dodatek jest blisko przyniosą znacznie lepsze efekty i mniejsze ryzyka.I nie musimy się oglądać na Europę czy USA. Bo oni nigdy się nie obejrzą na nas.
X Piątek, 16 Czerwca 2017, 18:44
Jasne nie będzie korzystny, ale to, że ruskim przez ostatnie lata przepłacaliśmy za gaz, łącznie ponad 30 000 000 000 zł to ci nie przeszkadza, oj było to dla nas bardzo korzystne. A tu proszę łączny koszt operacyjny 200 000 000 zł rocznie przez 10 lat mamy 2 000 000 000 zł vs ruski 30 000 000 000 zł. Więc które wyjście jest korzystniejsze dla Polski przepłacać ruskim 3 000 000 000 zł rocznie czy 200 000 000 zł. Dodatkowo musisz wziąć pod uwagę to, że to, co my przepłacamy, idzie na armię ruską, więc w odpowiedzi my także powinniśmy wydać więcej na armie, więc realny koszt jest około dwukrotnie większy, jeśli chodzi o gaz ruski.
LNG second (d.Nabucco first) Sobota, 17 Czerwca 2017, 15:27
"Wrzucenie" do EŚW przepustowości potencjalnej 17-25mld m3 dla nierosyjskiego gazu (Świnoujście 7,5-10; BP 10, FSRU 4-8) to zdecydowana zmiana reguł gry w tej części świata. Oby się udało.
wicko Piątek, 16 Czerwca 2017, 15:40
Oczywiście! Gazoport też jest nieopłacalny. Opłacalna jest jedynie rosyjska rurka, dla Gazpromu. :-D
Alien Piątek, 16 Czerwca 2017, 10:46
Jeżeli ten po lewej to Duńczyk, który nie zna języka polskiego to zastanawiam się po jakiemu oni rozmawiają, bo Beata mówi tylko po polsku.