PGNiG broni prawa UE przed Gazpromem i… Komisją Europejską [ANALIZA]

Piątek, 19 Maja 2017, 11:34
Piotr Maciążek

PGNiG przedstawiło swoje stanowisko w sprawie zobowiązań zaproponowanych przez Gazprom w ramach postępowania antymonopolowego, prowadzonego przez Komisję Europejską. Stoi ono na straży prawa UE jednak może zostać złożone na ołtarzu „kompromisu” do jakiego dąży Bruksela w relacjach z Rosjanami.

Śledztwo antymonopolowe prowadzone od 2012 r. przeciwko Gazpromowi przez Komisję Europejską rodzi wiele kontrowersji. Zdaniem wielu komentatorów było ono celowo opóźniane, tak aby umożliwić porozumienie z Rosjanami, którzy nadużywali swojej pozycji na rynkach gazowych Europy Środkowej. Opinie te jedynie potwierdziły tegoroczne informacje o próbie ugody na mocy, której rosyjski potentat miałby uniknąć kary finansowej w zamian  za „zmianę” swoich niedozwolonych praktyk (nałożyło się na to również bardzo nieczytelne stanowisko Brukseli wobec uczynienia odstępstwa od prawa UE i przekazania większej przepustowości gazociągu OPAL Gazpromowi). Rosjanie mieliby w ramach „kompromisu” umożliwić m.in. wymianę giełdową surowca w krajach bałtyckich i Bułgarii (co jest istotne ze względu na brak połączeń tych krajów z UE), czy dokonać bliżej niesprecyzowanej obniżki cen surowca dla Europy Środkowej.

Na wczorajszej konferencji prasowej w siedzibie spółki, PGNiG przedstawił dziennikarzom swoje stanowisko w sprawie zobowiązań zaproponowanych przez Gazprom w ramach postępowania antymonopolowego, prowadzonego przez Komisję Europejską. Jest ono w pełni uzasadnione, co uzmysławia zresztą fragment oficjalnego komunikatu, mówiący o tym, że PGNiG „podziela stanowisko Brukseli przedstawione przez Dyrekcję Generalną ds. Konkurencji KE z dnia 22 kwietnia 2015 r., że Gazprom naruszył przepisy prawa antymonopolowego w Europie Środkowej i Wschodniej poprzez: segmentację rynku, zawyżanie cen gazu wobec klientów, uzależnianie dostaw gazu od utrzymania lub przejęcia kontroli nad infrastrukturą gazową”.

Od zasadności do skuteczności prezentowanych przez stroną polską postulatów droga jednak daleka. W toku „ucierania” przez Komisję Europejską konsensusu z Rosjanami stanowisko PGNiG nie wpisuje się bynajmniej w aktualną narrację Brukseli. I tu należy zadać sobie pytanie, czy koncern z ul. Kasprzaka, toczący notabene również spór o OPAL (a pośrednio także o Nord Stream 2), okaże się skuteczny? Przed udzieleniem odpowiedzi na to pytanie warto przeanalizować bardziej szczegółowo jego stanowisko. 

PGNiG domaga się przede wszystkim finansowego ukarania Gazpromu oraz „skutecznego zakończenia naruszeń [prawa UE – przyp. red.] i usunięcia ich skutków”. Na marginesie – widać tu wyraźnie, że strona polska obawia się, że „ustępstwa” Rosjan nie będą mieć charakteru trwałego. 

  • Przede wszystkim zdaniem PGNiG rosyjski potentat powinien przyznać swoim klientom jednorazowe prawo do ustalenia formuły cenowej w kontrakcie odnoszącej się do ceny na konkurencyjnych rynkach europejskich, wraz z mechanizmem weryfikacji tej ceny w procedurze arbitrażu. 

To naturalne żądanie, ponieważ nie wprowadzenie go w życie zaburza konkurencyjność poszczególnych rynków w UE. Zachowanie status quo może tworzyć także sytuację, w której słabsze infrastrukturalnie kraje Europy Środkowej będą niejako finansować niższą cenę gazu państwom Europy Zachodniej. Aż dziw, że Komisja Europejska toleruje (i zamierza tolerować) taką sytuację. Tymczasem jak poinformował na łamach Energetyka24 wiceprezes PGNiG, Maciej Woźniak: „(…) w zeszłym tygodniu szefowa Gazprom Export wyraźnie stwierdziła na konferencji w Amsterdamie, że Gazprom nie zamierza odejść od polityki cenowej opartej na cenach ropy w kontraktach długoterminowych” 

  • Kolejny postulat polskiego koncernu dotyczy zmiany w klauzulach „bierz lub płać” - chodzi o obniżenie obecnego maksymalnego poziomu obowiązkowego odbioru gazu w kontraktach długoterminowych przez klientów z Europy Środkowej i Wschodniej -do poziomu maks. 75%. 

Takie żądanie teoretycznie także powinno spotkać się z przychylną reakcją KE, która winna dbać o zdrową konkurencję na obszarze UE. Firmy z Europy Środkowej skrępowane klauzulami „bierz lub płać” mają problem z konkurowaniem ze swoimi zachodnimi odpowiednikami. Muszą bowiem pobierać (lub płacić) surowiec nawet gdy go nie potrzebują. Mało tego, restrykcje dotyczą tu również reeksportu gazu, co dało o sobie znać przy okazji kryzysu ukraińskiego, gdy Gazprom sugerował łamanie umów przez podmioty, które rewersami zaczęły dostarczać błękitne paliwo nad Dniepr - de facto zapobiegając kolejnemu sprowokowanemu przez Rosjan kryzysowi gazowemu.

Zobacz także: Woźniak: domagamy się środków zapobiegawczych i kary dla Gazpromu

  • Kolejny postulat PGNiG dotyczy zbycia przez Gazprom udziałów w niektórych przedsiębiorstwach, będących właścicielami infrastruktury przesyłowej i magazynowej w UE. Rozwiązanie to dotyczyć powinno w szczególności infrastruktury pozwalającej na wiązanie kwestii infrastrukturalnych z negocjacjami handlowymi oraz utrzymanie wyłącznej kontroli nad drogami dostaw gazu do Europy Środkowej i Wschodniej (np. gazociągi OPAL i Jamał-Europa) oraz magazynami gazu (np. Katharina).

Strona rosyjska wykorzystuje do presji politycznej, czy ekonomicznej swoją kluczową spółkę gazową. Nie jest sytuacją normalną fakt, gdy główny dostawca gazu do UE ma wpływ na kluczowe szlaki jego transportu, czy magazyny. Taka sytuacja zaburza równowagę rynku, a często nie jest zgodna z trzecim pakietem energetycznym UE. Doskonałym tego przykładem jest projekt Nord Stream 2, gdzie Gazprom chce być równocześnie dostawcą, operatorem i właścicielem rury twierdząc, ze morska część projektu nie powinna znajdować się w reżimie prawnym Wspólnoty. Warto w tym kontekście powołać się na słowa prezesa PGNiG Piotra Woźniaka, który zwrócił na początku maja uwagę na niedoskonałość europejskich regulacji. Menadżer przywołał w tym kontekście patologiczną sytuację, w której jeden dostawca - Gazprom - w ciągu 24 godzin zarezerwował na wiele lat moce przesyłowe niemal 2 tys. km ważnych rurociągów na terytorium UE. W tym nieistniejących, jak Eugal, mający rozprowadzać surowiec z Nord Stream 2.

  • Kolejny postulat PGNiG dotyczy zobowiązania Gazpromu do wyrażenia zgody na wdrożenie kodeksów sieciowych i dwukierunkowego przepływu gazu na wszystkich punktach połączeń między systemami gazowymi środkowoeuropejskich państw członkowskich Unii Europejskiej  i Wspólnoty Energetycznej.

I znów – tak jak w przypadku poprzednich propozycji polskiego koncernu - Komisja Europejska powinna przyklasnąć temu pomysłowi, jeśli bliska jest jej idea ograniczenia ryzyka wybuchu nowych kryzysów gazowych. Rewersy stanowią alternatywę dla szantażu, co pokazały niedawne wydarzenia na Ukrainie. W czym zatem problem? Dlaczego PGNiG musi postulować rzeczy, które dla wszystkich powinny być oczywiste? Niestety odpowiedź wydaje się tu prosta – takie działania godzą w interesy Gazpromu. Warto zadać w tym kontekście pytanie – czyje interesy tak naprawdę powinna reprezentować Komisja Europejska?

  • Ostatni postulat PGNiG dotyczy wyegzekwowania od Gazprom bezwzględnego wdrożenia wszystkich zasad
    III pakietu energetycznego wobec infrastruktury przesyłowej będącej własnością EuRoPol Gazu, łącznie z certyfikacją operatora.

Takie stanowisko, dotyczące Gazociągu Jamalskiego, nie powinno dziwić. Strona polska chce by rurę jak najściślej obowiązywało europejskie prawo. Dziś kluczowy wpływ na nią ma joint venture PGNiG i Gazpromu, co jest przykrym reliktem lat 90. 

Podsumowując stanowisko polskiego koncernu należy sięgnąć po kilka przykrych refleksji. Niestety to PGNiG stoi dziś na straży prawa UE, które może zostać złożone na ołtarzu „kompromisu” do jakiego dąży Bruksela w relacjach z Rosjanami. To przerażające, ale podobnie jak w sprawie OPAL nie jest to już publicystyka, lecz realia, w których przychodzi działać Polsce i związanym z nią podmiotom. Idee solidarności energetycznej mają dziś realnie coraz mniejsze znaczenie (zaledwie kilka lat po wybuchu wojny na Ukrainie i zainicjowaniu projektu Unii Energetycznej), a górę biorą interesy poszczególnych państw. Oczywiście na płaszczyźnie prawnej dzieje się sporo, wynegocjowano np. zapisy o współpracy w sytuacji kryzysowej oraz przejrzystości kontraktów gazowych zawieranych przez państwa członkowskie (projekt musi zostać jeszcze zatwierdzony przez Radę UE oraz Parlament Europejski). Jednak casus śledztwa antymonopolowego pokazuje, że może to mieć umiarkowane znaczenie, skoro dla Gazpromu tworzy się wciąż nowe odstępstwa od obowiązujących reguł i jest on traktowany w sposób uprzywilejowany.

Zobacz także: Wiceprezes PGNiG: dostawa LNG z USA ma lepszą cenę od rosyjskiego surowca oferowanego Polsce [WYWIAD]

Piotr Maciążek
Dziękujemy! Twój komentarz został pomyślnie dodany i oczekuje na moderację.

Dodaj komentarz

15 komentarzy

jang Poniedziałek, 22 Maja 2017, 13:28
wyczyn PGNiG jest wart wizerunkowo tysiące razy więcej czy wszystkie przemarsze "prawdziwych patriotów" i najbardziej buńczuczne przemówienia naszych polit-herosów kamery i mikrofonu.Bo zadyma w świecie polityki i biznesu zagwarantowana.Nawet jeśli nie uda się wygrać to uda się ugrać.. Szacunek dla Pana Prezesa za nieustępliwość i profesjonalizm...Doskonale wie ,że nasi sąsiedzi jakich nam Bóg nasłał, uznają tylko twardych i mocnych zawodników
rob ercik Piątek, 19 Maja 2017, 16:20
naprawde zenujaca propozycja z kraju gdzie kontrakty sa tajne albo bardzo tajne "Przede wszystkim zdaniem PGNiG rosyjski potentat powinien przyznać swoim klientom jednorazowe prawo do ustalenia formuły cenowej w kontrakcie odnoszącej się do ceny na konkurencyjnych rynkach europejskich, wraz z mechanizmem weryfikacji tej ceny w procedurze arbitrażu. "
LNG second (d. Nabucco first) Piątek, 19 Maja 2017, 16:08
Z punktu widzenia długofalowego interesu Niemiec, gra na wzmacnianie Rosji jest kontrowersyjna. Wydaje mi się, że próba wciągnięcia Ukrainy i ew. Białorusi i Mołdawii w orbitę cywilizacji zachodniej, byłaby bardziej efektywna i zyskowna.
mc Piątek, 19 Maja 2017, 22:37
Niestety wbrew pozorom jest bardzo racjonalna.
Dla Niemiec Białoruś a zwłaszcza Ukraina to kraje bardzo niestabilne, z często zmieniającą się władzą (Ukraina) bądź zagrożone niekontrolowana utratą władzy (Białoruś).
Co więcej PKB Rosji (ok. dwa razy większe od Polski) jest 10 x większe od PKB Białorusi i Ukrainy razem wziętych.
Niemcy liczą się tylko z DUŻYMI.
Rosja wydaje im się stabilna, "szefostwo" (Putin) będzie rządził wiele lat, a nawet w razie jego "odejścia" jego ekipa (KGB) na wiele lat gwarantuje spokój.
Czy nie to samo w połowie lat 80-tych wszyscy zachodni "specjaliści" pisali o ZSRR ?
LNG second (d.Nabucco first) Sobota, 20 Maja 2017, 10:22
PKB Rosji jest ponad 3x większy od polskiego. Stawianie na Rosję to takie tendencyjne myślenie, gdyż tak było w historii. W przeszłości Rosja była potrzebna jako potencjalny sojusznik militarny do np. Rozbiorów Polski. Obecnie podboje dokonuje się w dużej mierze gospodarczo, a Europa Środkowa doskonale nadaje się jako rynek zbytu i siły roboczej dla Niemiec. Ukraina po udanym przejściu na system zachodni, będzie miała przed sobą dwie dekady rozwoju gospodarczego i ma szansę mieć PKB równy połowie PKB rosyjskiego. Rosja ma przed sobą wiele lat wewnętrznych niepokojów i napięć, gdyż przegrała najważniejszą grę współczesnego świata: nie jest w stanie produkować innowacyjnych wyrobów i usług na światowym poziomie.
mc Sobota, 20 Maja 2017, 15:57
OK, PKB Polski a PKB Rosji x 2,7.
Co do reszty to się nie zgadzam.
Patrzenie w przeszłość ? Tylko wtedy kiedy można to wykorzystać propagandowo.
Rosja próbuje być demiurgiem, i nawet czasami jej się to udaje (bardzo sprytna polityka zagraniczna).
Próbuje nawet udawać że mam wpływ gospodarczy na inne państwa regionu, ale bez zachodnich pieniędzy nie stać jej na nic.
Dowód: np. NS2. Bez pieniędzy z zachodu nie mają środków na jego zbudowanie, choć bardzo im na nim zależy.
Tutaj główne karty trzymają w rękach Niemcy (ironiczne jest to że jest to przegrany kraj II WŚ, a ZSRR był krajem zwycięskim), i to oni próbują podporządkować sobie kraje Europy Środkowej np. przy pomocy rosyjskich surowców.
Co do Ukrainy - "drzwi powoli się otwierają", ale bez zmiany mentalnej w tym kraju za dwadzieścia lat może to być "kraj upadły".
Czy mogą w rozwoju gospodarczym wyprzedzić Rosję - TAK, ale niezbędny jest wielkie wewnętrzne przekonanie że trzeba wiele (u nich chyba wszystko) zmienić. Nie mogą też pozwolić na objęcie ważnych działów gospodarki (przemysł, banki) przez obce firmy.
Niestety napisałem to dlatego, że w naszej historii (po 1990 roku) było tak wiele przypadków zakupu polskich zakładów, tylko po to by je zamknąć (i zlikwidować ewentualną konkurencję), lub przejęcia banków tylko po to by wysysać fundusze (pewien bank z południa europy, który w momencie kryzysu wypłacił sobie zaliczkę na poczet przyszłego zysku).
Rosja ? Dla nas najlepiej by Rosja zachowała się jak wielki balon w którym ktoś zrobił maleńką dziurkę, co nie musi kończyć się niepokojami i napięciami.
Wtedy ludzie z kapitałem powoli odpłyną od Rosji, a cała Europa i duża część Azji będzie mogła spokojnie się rozwijać.
Rozwijać a nie przygotowywać do wojny (odparcia wroga).
Dodatkowo dla Niemiec taki stan też jest idealny - Rosja nie potrafi wytwarzać innowacyjnych wyrobów, czyli dla nich to będzie wielki rynek zbytu.
I chyba na to liczą (podobnie jak Chinach, gdzie niemieckie firmy były pierwsze które tworzyły tam przedstawicielstwa, a potem i fabryki).
LNG second (d. Nabucco first) Niedziela, 21 Maja 2017, 13:23
Rosja już jest wielkim balonem z którego ucieka powietrze. Spadek cen ropy, sankcje, utrata rynków energetycznych - to się musi zakończyć marginalizacją gospodarczą. Problemem są natomiast potencjalne niepokoje i niekontrolowany rozpad, których wykluczyć nie można. Tak czy siak musimy stawiać na USA i NATO, bo rosyjska władza poprawiała swoje notowania wojnami (Czeczenia, Gruzja, Ukraina) i nie ma gwarancji, że nie spróbują po raz kolejny poprawić sobie notowań.
mc Niedziela, 21 Maja 2017, 19:27
No i tu się zgadzamy.
Poniżej fragment artykułu który ostatnio znalazłem:
Analitycy Banku Rosji przedstawili trzy scenariusze rozwoju sytuacji gospodarczej w kraju w zależności od poziomu cen ropy naftowej.
1/ Scenariusz bazowy zakłada utrzymanie notowań ropy Urals na poziomie mniej więcej 50 dol. za baryłkę do końca pierwszego półrocza i następnie stopniową obniżkę do 40 dol. pod koniec roku. Miałaby się utrzymywać na tym poziomie także w latach 2018-2019. W takiej sytuacji średnioroczna inflacja w latach 2017-2019 wyniosłaby 4 proc., a wzrost PKB 1-1,5 proc. Rocznie.
Nic rewelacyjnego nie znalazło się w raporcie, jeśli chodzi o eksport, który wzrosnąć ma w tym roku o 2-2,5 proc., a w kolejnych latach zatrzymać się, bo trudno inaczej określić zapisane w prognozie 0,5-1 proc. rocznie. Rosja ma za to utrzymać swój status megaimportera. W tym roku import miałby wzrosnąć o prawie 9 proc., a w następnych latach o kolejne 3-3,5 proc. rocznie.
2/ W optymistycznym scenariuszu średnioroczna cena ropy Urals miałaby wynieść w 2017 r. 55 dol. za baryłkę, by już w przyszłym roku wzrosnąć do poziomu 60 dol. i utrzymywać się na nim przez kolejne lata.
W efekcie szybkiego ożywienia popytu inwestycyjnego i konsumpcyjnego wzrost gospodarczy w latach 2017-2018 byłby wyższy niż w scenariuszu bazowym. Jednak już w 2019 r. wzrost gospodarczy miałby zwolnić - impuls rozwojowy byłby krótkotrwały, bo pozbawiony fundamentu.
3/ Scenariusz określony przez Bank Rosji mianem ryzykownego zakłada, że w końcu roku cena ropy spadłaby do 25 dol. za baryłkę i utrzymałaby się na tym poziomie przez kolejne lata w następstwie spowolnienia gospodarczego w Chinach. Wzrost gospodarczy Rosji w tym roku miałby być bliski zeru, a w latach kolejnych czekałaby ją recesja.
W tych warunkach czynnik porozumienia państw eksporterów ropy nie będzie odgrywał istotnej roli, a impulsy do zachowania tych porozumień będą słabe. Pogorszenie warunków handlu doprowadzi do zmniejszenia dochodów i przeszacowania perspektyw Rosji przez inwestorów zewnętrznych i uczestników rynku wewnętrznego. To z kolei spowoduje odpływ kapitału i może utrudnić obsługę zadłużenia zewnętrznego przez rosyjskie przedsiębiorstwa i instytucje finansowe - oceniają analitycy rosyjskiego banku centralnego.

ONI (Rosjanie) bardzo się boją "3 punktu".
Dla nich Rosja MUSI BYĆ Mocarstwem.
A jeśli nie to rzeczywiście może dojść do zawirowań (u nich).
LNG second (d.Nabucco first) Czwartek, 25 Maja 2017, 12:38
W okresie kilku - kilkunastu lat znaczenie sankcji technologicznych może mieć znacznie większe znaczenie niż przez pierwsze lata. Po prostu złoża się "starzeją" i muszą być opracowywane nowe, żeby utrzymać produkcję na odpowiednim poziomie jakościowym i ilościowym. Do tego potrzeba technologii i pieniędzy. Pod pewnymi względami działa to nieuchronnie na marginalizację rynkową danego producenta. Oczywiście każdy kraj ma jakies rezerwy wydobycia, które może zmobilizować w krótkim czasie, niemniej jednak jeśli Zachód nie wycofa się z sankcji przez kolejna dekadę to sytuacja rosyjskich producentów, a co za tym idzie kraju może być nie do pozazdroszczenia. Jak na razie Rosja nie wycofała się ze swojej polityki względem Ukrainy i nie ma gwarancji, ze sankcje zostana zniesione...
LNG second (d.Nabucco first) Poniedziałek, 22 Maja 2017, 17:37
Najbardziej prawdopodobny jest scenariusz 1. Czyli de facto stagnacja. Moim zdaniem wzrost przy utrzymujących się cenach $40 na Urals jest wątpliwy.
lk5 Piątek, 19 Maja 2017, 15:36
Trzymam kciuki za PGNiG. Powodzenia!
Gość Piątek, 19 Maja 2017, 12:52
Tak czy inaczej polityka PGNiG jest dobra i będzie na pewno procentowała na dłuższą metę.
Gosia Poniedziałek, 29 Maja 2017, 7:03
Coś mi się wydaje, że będzie wielkie bum.
LNG second (d.Nabucco first) Sobota, 20 Maja 2017, 10:39
W chwili obecnej to Rosjanie rozpaczliwie walczą o utrzymanie swoich pozycji w EŚW. My jako PL mamy gazoport rozbudowywany do 7,5mld m3, trwają prace przygotowawcze do B-Pipe i analizy związane z FSRU. Rozbudowujemy interkonektory. Każdy kwartał przybliża nas do końca Kontraktu Jamalskiego. USA i Australia rozbudowuja terminale eksportowe na przemysłową skalę.
rob ercik Sobota, 20 Maja 2017, 0:45
procentowala podwyzkami ...