Zgubi nas chciwość - rzecz o nieopłacalnej lecz koniecznej ochronie klimatu

13 września 2018, 10:07
industry-1752876_640
Fot. Pixabay

Kilka dni temu opublikowano raport „The New Climate Economy” przygotowany przez The Global Commission on the Economy and Climate. Komisja składa się z 28 byłych premierów i ministrów oraz przedstawicieli ekonomi, biznesu i finansów. Zasadniczą tezą raportu jest stwierdzenie, iż znajdujemy się na być może na początku nowej ery wzrostu gospodarczego. Jakość prowadzonych prac sprawia, że warto przybliżyć ten dokument.

Nowa era, o której piszą autorzy, to także nowe możliwości dla konsumentów, państw, przedsiębiorstw. Są one zachwycające. Malowany jest świat efektywny, przyjazny, niskoemisyjny, inteligentnej i odpornej infrastruktury, z odnowionymi zasobami ziemi i chronionymi lasami. Jak widzimy w raporcie przeważa więc pozytywny przekaz, a nie atmosfera strachu i napięcia.

O tym ostatnim aspekcie nie możemy jednak zapominać, ponieważ zmiany klimatyczne będą miały bardzo negatywny wpływ na stabilność świata, czego efektem będą również napięcia przeradzające się w wojny między państwami (także domowe), wzmożone migracje, głód i bieda większości mieszkańców Ziemi.

Warto poświęcić kilka chwil, aby zastanowić się nad prawdopodobieństwem realizacji scenariusza opisanego w raporcie.

Po pierwsze, dotychczasowa międzynarodowa polityka ochrony klimatu nie doprowadziła do zredukowania emisji CO2 - mimo wielu spotkań i deklaracji trend nie uległ zatrzymaniu. Z jakiego powodu państwa mają zmienić swoją politykę i dążyć do współpracy oraz ponoszenia większych kosztów wewnętrznych, ergo - zmniejszania konkurencji w niektórych gałęziach produkcji? Czy presja społeczna jest tak duża? A może wydarzyło się coś co spowodowało zmianę ich stanowiska? Prawdę powiedziawszy nie dostrzegam nic, co mogłoby spowodować przyspieszenie lub zmiany, a więc realizacja scenariusza jest odległa. W długiej perspektywie pewne są tylko dwie rzeczy podatki i śmierć.

Po drugie, potrzeby inwestycyjne szacowane przez autorów raportu są gigantyczne i sięgają 90 bln dolarów w perspektywie roku 2030. Uznają oni również, iż właśnie infrastruktura stanowić będzie o sukcesie lub porażce, czyli realizacji nakreślonej wizji. W tym wypadku wątpliwości dotyczą szybkości postępu technologicznego w zakresie substytucji gazu i ropy naftowej przez energię elektryczną, czy magazyny energii w kontekście produkcji z OZE. Tak więc - czy w obliczu zmian technologicznych nadmierny rozwój infrastruktury energetycznej jest racjonalny i rzeczywiście będzie służył osiągnięciu „Idylii”?

Przykład Nord Stream II jest dobitnym przykładem, iż interesy strategiczne i bezpieczeństwa są podstawą podejmowania decyzji przez państwa. Ten szkodliwy projekt ma dewastujący wpływ na jedność Unii Europejskiej, w tym na jej politykę klimatyczno-energetyczną, ale co ważniejsze pokazuje, iż polityka ochrony klimatu to również realizacja przez państwa celów strategicznych, a nie altruistycznych. Jestem przekonany, iż wizja przedstawiona przez autorów raportu zostanie zaburzona poprzez dążenie do dominacji technologicznej.

Po trzecie, autorzy raportu wskazują na potrzeby dzisiejszego świata, takie jak brak dostępu do „czystego gotowania” przez 2,7 mld ludzi, to problem szczególnie w Afryce, gdzie wycina się roślinność, co wzmacnia procesy degradacji ziemi. Jednak, czy dla przedsiębiorstw jest atrakcyjne poszukiwanie rozwiązania tego problemu, skoro ewentualni konsumenci są osobami biednymi? Bez międzynarodowych mechanizmów współpracy obawiam się, że te technologie nigdy nie powstaną. W krajach rozwiniętych 200 milionów osób cierpi przez wykluczenie społeczne, zaś ich niska siła nabywcza powoduje, że nie są interesującymi klientami dla przedsiębiorstw.

Lubię wizje i nie odsyłam ludzi je mających do lekarza, jak to zwykł czynić jeden z prominentnych polskich polityków - to one wszak budują lepszy świat. Rodzi się jednak pytanie, czy jesteśmy w stanie je zrealizować? Pewnie w jakimś stopniu tak, ale pole do szukania alternatyw się zawęża, przyszłe lata będą kluczowe dla rozwoju świata - i z tą tezą autorów raportu w pełni się zgadzam.

KomentarzeLiczba komentarzy: 4
Andrettoni
sobota, 19 stycznia 2019, 12:09

A może raczej uratuje nas chciwość? Silniki diesla mogą pracować na oleju rzepakowym. Prawo tego zabrania, ale ze względu na cenę ropy używanie oleju rzepakowego staje się opłacalne i wielu ludzi używa go nielegalnie. Olej rzepakowy jest surowcem odnawialnym, a w Polsce wiele ziemi leży odłogiem, bo rolnicy wola brać dopłaty z UE niż te ziemie uprawiać. Jedyne co stoi na przeszkodzie, to lobbing przemysłu petrochemicznego. Oczywiście inne kraje mogą używać innych roślin oleistych. Zasadniczo ceny ropy będą rosły, bo jest coraz trudniej dostępna i wydobywa ja się coraz droższymi metodami, ale doszły do poziomu cen olei naturalnych, więc te mogą zacząć ropę zastępować właśnie ze względu na opłacalność. Dla polski miałoby to dodatkowe zalety jak zmniejszenie importu i uniezależnienie od dostawców. oczywiście niesie to ryzyko destabilizacji, gdyż tradycyjni dostawcy mogą pójść w "odstawkę", a wiele krajów żyje tylko z ropy naftowej. Pod względem chemicznym oleje roślinne mogą być wykorzystane na wiele sposobów, zastępując z czasem ropę naftową nie tylko jako paliwo, ale i surowiec w innych dziedzinach. Stare diesle nie mają z olejem rzepakowym większych problemów, a do nowych można po stosunkowo łatwiej obróbce olej jako paliwo dostosować. Przy tym nie trzeba zmieniać linii produkcyjnych i dystrybucji samochodów. Moim zdaniem wzrost cen ropy nie zawęża pola do szukania alternatyw, tylko je poszerza, gdyż w grę wchodzą rozwiązania wcześniej nieopłacalne. Przykładem może być benzyna syntetyczna z węgla (nieekologiczna), ale tez paliwa odnawialne takie jak gaz drzewny czy alkohol. Do tego dochodzą coraz tańsze i coraz bardziej wydajne ogniwa słoneczne, a drugiej strony coraz tańsze i coraz wydajniejsze sposoby wykorzystania energii - np. telewizory LCD i oświetlenie diodowe. W chwili obecnej przejście oświetlenia miejskiego z tradycyjnego na diodowe to raczej kwestia chęci i tego kto to zrobi pierwszy. Biorąc pod uwagę trwałość była by to znaczna różnica w kosztach eksploatacji, więc może chciwość zwycięży. Żadne represyjne podatki i odgórne sankcje nie są w stanie nic zmienić, natomiast ludzka chciwość i zaradność potrzebuje tylko małego wsparcia.

kuba18
czwartek, 6 grudnia 2018, 00:57

Ja długo będzie rosła nierównowaga ekonomiczna, tak długo o ochronie środowiska możemy sobie mówić w wąskim gronie. Ochrona środowiska dla ludzi biednych, to pusty dźwięk.

Johny Popchik
sobota, 1 grudnia 2018, 20:49

Jakiś czas temu, specjaliści od inżynierii społecznej i kreatorzy nowomowy, wprowadzili do przestrzeni medialnej określenie "ocieplenie klimatyczne". Po pewnym czasie jednak, zdali sobie sobie sprawę, że pomimo nieustannego powtarzania i cytowania różnej maści, tzw: "ekspertów", kłamstwo nie chce się jednak przeistoczyć w prawdę! Postanowiono wiec, (a konkretnie: międzynarodowa bankierska lichwa, pod wodzą Rothschildów i spółki w Europie, oraz Rockefellerów i spółki w Ameryce) skorygować nieco medialną paplaninę i specjaliści od nowo-mowy, postanowili wstrzyknąć do społecznego krwio-obiegu określenie: "zmiany klimatyczne". Korzyść dla nich z tego taka, że spada im z barek odpowiedzialność za znaczenie poszczególnych słów. Słowo "ocieplenie" musi w konsekwencji doprowadzić do ocieplania, natomiast słowo "zmiana" już nie jest tak konkretne, bo jego przesłaniem jest coś bliżej nie określonego. Załóżmy wiec, że klimat się zmienia!!! Zmienia??? Ale jak??? Na "gorsze" czy na "lepsze"??? Na "cieplej" czy na "zimniej"??? Oczywiście w zamyśle pomysłodawców jest, abyśmy myśleli, że klimat się zmieni na gorszy, bo słowo gorszy narzuca strach przed czymś gorszym... I sprawia, ze nikt nie wali młotkiem w łapę, która bezczelnie się wpycha coraz głębiej do naszych kieszeni po różnego rodzaju podatki klimatyczne takich jak np: CO2, oraz inne na przetwarzanie i re utylizacje np: opon, akumulatorów, urządzeń elektronicznych... Ciąg dalszy nastąpi...

Jerzy Lipka - Obywatelski Ruch na Rzecz Energetyki Jądrowej
czwartek, 13 września 2018, 13:51

Bez energetyki jądrowej zastosowanej na wielką skalę i to w krajach, które dziś jej nie posiadają jak Polska, znaczące zmniejszenie zanieczyszczeń gazowych w tym CO2 będzie mrzonką, OZE może i samo jest bezemisyjne, lecz niestabilne i wymaga przez to wsparcia źródeł emisyjnych (gaz, węgiel). Elektrownia jądrowa jest w pełni sterowalna i bez emisyjna!