Wielkie wyzwania, wielkie możliwości - rzecz o przyszłości PGNiG [KOMENTARZ]

21 stycznia 2020, 14:31
BiGSize TGZ UT-8179_1920x1281
Fot. www.europolgaz.com.pl

Zmiana na stanowisku prezesa, zwłaszcza tak ważnej dla kraju spółki jak PGNiG, jest okazją do podsumowania jej obecnej sytuacji oraz wyzwań i zagrożeń czekających na Jerzego Kwiecińskiego.

Jerzy Kwieciński w swojej pierwszej wypowiedzi po powołaniu podkreślił, że „głównym wyzwaniem stojącym przed nowym zarządem PGNiG jest podniesienie wartości spółki. Ponadto priorytetem spółki pozostaje zapewnienie bezpieczeństwa energetycznego Polski, dywersyfikacja dostaw gazu, zwiększenie wydobycia w kraju i za granicą, rozbudowa sieci dystrybucyjnej i działalność w obszarze innowacji”.

Z celami trudno dyskutować, lecz kolejność ich realizacji i współzależność między nimi głębszej analizy wymaga. Więc po kolei: w zakresie bezpieczeństwa energetycznego i dywersyfikacji Kwieciński zastaje sytuację co najmniej niezłą. Przede wszystkim spółka dysponuje zakontraktowanymi wolumenami amerykańskiego LNG, które wraz z przewidywanymi dostawami z Baltic Pipe i własnym wydobyciem powinny zaspokoić polskie zapotrzebowanie po zakończeniu kontraktu jamalskiego.

Jeden z trzech elementów układanki mamy więc w zasadzie gotowy. Co się tyczy zwiększenia wydobycia, to współpraca z odpowiednikiem ukraińskim i intensyfikacja prac geologicznych oraz technicznych, tak na terytorium Polski jak i w szelfie norweskim, wygląda optymistycznie.  Inną sprawą jest Baltic Pipe.  Początek roku przyniósł sporo dobrych wiadomości dotyczących tego projektu. 9 stycznia Gaz-System podpisał umowę z firmą Europipe GmbH na dostawę rur dla podmorskiej części gazociągu Baltic Pipe. Kontrakt ten dotyczy rur, jakie mają zostać ułożone na dnie Morza Bałtyckiego, a więc na odcinku kluczowym dla całego systemu, łączącego Polskę ze złożami norweskimi. Również prezes Gaz-Systemu Tomasz Stępień powiedział, że w pierwszym kwartale 2020 roku Baltic Pipe będzie miał komplet pozwoleń na swą morską część. Spółka ta doszła do porozumienia z zarządcami gazociągów Nord Stream w kwestii krzyżowania się tej infrastruktury z budowanym Baltic Pipe. Problem „krzyżówki” był jedną z kluczowych wątpliwości prawnych tego przedsięwzięcia. Zgoda między stronami w tej kwestii usuwa jedno z najpoważniejszych ryzyk ciążących nad projektem.

Tego samego dnia wojewoda zachodniopomorski podpisał decyzję lokalizacyjną dla polskiej części rurociągu, obejmującą ułożenie rur na dnie Morza Bałtyckiego od granicy wyłącznej strefy ekonomicznej do tzw. zespołu zaporowego Niechorze-Pogorzelica, czyli miejsca, gdzie Baltic Pipe ma wyjść na ląd. Wybrano także wykonawcę lądowej części systemu Baltic Pipe w Danii. Chodzi o odcinek rurociągu długości 70 kilometrów – od miejscowości Kongsmark na północnym zachodzie do stacji kompresorowej w pobliżu Everdrup (60 km), a następnie do południowo-wschodniego wybrzeża, niedaleko Faxe (10 km). Budowa tego połączenia ma ruszyć jeszcze w bieżącym roku. Dzięki równoległym działaniom wykonawcom udało się uniknąć problemów, jakie ma Nord Stream 2, wynikających m.in. ze zwłoki Danii w wydawaniu pozwolenia na układanie rur. Rozpoczęcie kładzenia gazociągu przed uzyskaniem wszystkich zgód zaowocowało wstrzymaniem jego konstrukcji, spotęgowanym dodatkowo przez amerykańskie sankcje.

Nie można jednak zapominać, że czasowo projekt ten dopięty jest „na styk” (na co wskazywali także eksperci Instytutu Staszica), zaś poza płaszczyzną technologiczną liczyć się trzeba także z siłami wyższymi, jak przyroda, geologia i w jakimś sensie polityka. Dlatego jednym z istotnych wyzwań czekających na nowego prezesa będzie przygotowanie optymalnego scenariusza „przepięcia” polskiego systemu gazowego z gazociągu jamalskiego na zaopatrzenie z LNG i Baltic Pipe, a także przygotowanie całej serii scenariuszy i działań awaryjnych, gdyby np. norweski rurociąg jednak miał opóźnienie. To będzie istotne wyzwanie tyleż zarządcze, co polityczne.

W tej sytuacji, czyli przy szerokim froncie inwestycji, budowanie wartości spółki będzie bardzo trudne i realne raczej w średnim, niż krótkim horyzoncie czasowym. Dodatkowo, w tym obszarze także czają się kolejne dwa wyzwania. Pierwszym będzie stworzenie realnego środkowoeuropejskiego hubu gazowego, który będzie wytrzymywał ostrą konkurencję ze strony Nord Streamu. Nie ma bowiem szans na to, aby Niemcy zrezygnowały z agresywnej polityki sprzedażowej i cenowej w stosunku do sprowadzanego w ten sposób gazu. Skoro więc bezpieczeństwo energetyczne nie powinno być kosztem, ale raczej źródłem biznesowej przewagi, trzeba będzie stworzyć model biznesowy nakierowany na aktywną sprzedażową i przychodową ekspansję, także w skali regionu. Przykłady dywersyfikacji dostaw ropy pokazują, że model zarabiania na dywersyfikacji i bezpieczeństwie jest realny.

Drugim wyzwaniem jest polityka energetyczna i klimatyczna, a także jej wpływ na polską gospodarkę i energetykę. Co prawda wciąż dysponujemy zaledwie zarysem strategii energetycznej z ubiegłego roku, niemniej i rosnące ceny praw do emisji, i zapowiedzi zielonego ładu (oraz de facto zaostrzenia polityki klimatycznej UE) sprawiają, że przed PGNiG będzie stało wyzwanie związane z byciem wehikułem szybkiej transformacji energetycznej. Od węgla odchodzimy i tak relatywnie szybko, jak na nasze warunki, atom to mimo wszystko kwestia co najmniej dekady. Może się okazać, że to właśnie gaz będzie istotnym wehikułem wspierania zmian energetycznych na poziomie mikro.

Oczywiście nie jesteśmy Niemcami i nasza gospodarka nie wytrzymałaby radykalnego przestawienia na to źródło energii w dużej zawodowej energetyce (już plany „gazowej Ostrołęki” są na granicy realności). Jednak perspektywa szybkiego przestawiania na gaz mniejszych lokalnych elektrociepłowni (które w największym stopniu odczuwają zaostrzające się unijne regulacje środowiskowe), ale także zakładów przemysłowych, czy samorządowych mocy wytwórczych jest już realna. Dlatego techniczna ekspansja LNG w tych obszarach może przynieść wzrost przychodów i wartości PGNiG przez wykreowanie nowego, szybko rozwijającego się obszaru biznesowego. Z drugiej strony może się okazać, że w perspektywie kilku lat moce przesyłowe Gazoportu i Baltic Pipe tudzież wolumeny sprowadzanego gazu będą wymagały szybkiego zwiększenia.

Tak więc przed PGNiG stoi wyzwanie stworzenia takiego modelu biznesowego, który z jednej strony pozwoli sprostać wyzwaniom w zakresie bezpieczeństwa energetycznego i dywersyfikacji dostaw, z drugiej będzie podnosił wartość spółki oraz pozwalał na bezpieczeństwie energetycznym realnie zarabiać. I zgodnie z zapowiedziami podwyższać wartość gazowego giganta.

Dawid Piekarz
Wiceprezes Instytutu Staszica

KomentarzeLiczba komentarzy: 4
rob ercik
sobota, 25 stycznia 2020, 13:32

ooo, koniec "dywersyfikacji" z Kataru? a taki to był sukces ...

Katon
środa, 29 stycznia 2020, 15:27

Ten "sukces" wygląda jeszcze lepiej. Po zwiększeniu wolumenów taniego LNG, i pomimo wzrostu cen gazu dla przemysłu wynik finansowy PGNiG poleciał na przysłowiową twarz. A teraz najciekawsze, tworzenie hubu gazowego dla Europy środkowej. Aby ten hub powstał, należy spełnić trzy warunki, po pierwsze, trzeba mieć czym handlować, czyli zapewnić sobie odpowiednie ilości gazu na sprzedaż na inne rynki. Po drugie, gaz ten musi być na tyle tani, by móc konkurować z gazem z Rosji. Po trzecie, musi być klient który ten gaz kupi. Który z tych wa

Zyzio
środa, 22 stycznia 2020, 09:53

A co z gazowaniem węgla po ziemią. Mamy już w Polsce technologie. Czy rozbijemy obecny lobbing?

CH4
środa, 22 stycznia 2020, 16:00

Masz rację, takie próby już były za Gierka, a co z metanem ze złóż węgla, takie odwierty na początku lat 90 tych, koło Wałbrzycha prowadzili francuzi z sukcesem

Reklama
Tweets Energetyka24