Turcja buduje potęgę regionalną w oparciu o gaz [ANALIZA]

5 lipca 2019, 13:51
erdogan
Fot.: kremlin.ru

Państwo uzależnione od importu gazu w 99%, czerpiące go głównie z Rosji i nieeksportujące ani metra sześciennego, dokonuje kolosalnych inwestycji w infrastrukturę. Efektem ma być stworzenie największego hubu gazowego łączącego Rosję i Bliski Wschód z Europą. Ten kraj to Turcja.

Być może to nawet nie jest miejsce. Zgodnie bowiem z definicją powtarzaną od założenia państwa, „to” jest mostem. „Pomiędzy Wschodem i Zachodem”, a także między „Azją i Europą” czy „Orientem i Okcydentem”*.

Tak kraj półksiężyca opisuje turecka pisarka dziennikarka Ece Temelkuran. I choć autorka skupia się na kwestiach tożsamościowych, to przeświadczenie o unikalnym położeniu Turcji jest głęboko zakorzenione wśród Turków i przekłada się również na politykę energetyczną.

„Ropociągi i gazociągi, których konstrukcja została niedawno zakończona lub wciąż trwa, przypieczętują rolę Turcji jako energetycznego korytarza i hubu” – stwierdził w 2017 roku na Światowym Kongresie Naftowym prezydent Turcji Recep Tayyip Erdoğan.

„Turcja jest również istotnym partnerem w naszych staraniach dotyczących promocji bezpieczeństwa energetycznego, w uwagi na swoje położenie na rozdrożu. Jest to zwyczajnie faktem geograficznym, że Turcja leży na szlaku łączącym producentów i konsumentów źródeł energii” – wtórował mu sekretarz stanu USA Rex Tillerson.

Rzeczywiście, trudno odmówić racji obu politykom. Turcja w rzeczy samej znajduje się pomiędzy wielkimi konsumentami ropy i gazu w Europie oraz ich producentami – Rosją i krajami bliskowschodnimi. Turcja, jak dotychczas, nie znajdowała się jednak na szlaku tych surowców, sama będąc olbrzymim konsumentem gazu ziemnego. Co więcej, lokalna infrastruktura przesyłowa i dystrybucyjna pozostawiały wiele do życzenia.

Ostatnimi czasy wiele jednak zaczęło się zmieniać.

Tureccy decydenci zaczęli na poważnie podchodzić do kwestii stworzenia z Turcji hubu gazowego, dostrzegając w tym szansę na zwiększenie znaczenia politycznego kraju. Kluczową rolę odegrało kilka czynników.

W 2010 roku 130 km na zachód od izraelskiej Haify odkryto złoże Lewiatan. Było to największe tego typu wydarzenie w ciągu ostatniej dekady. Rok później dużego odkrycia dokonano również u wybrzeży Cypru, gdzie nowe zasoby otrzymały nazwę Afrodyta. Znaleziony pod szelfem gaz z powodzeniem mógłby trafić na eksport do Europy.

Podobna sytuacja od dawna panuje w państwach wschodniego wybrzeża Morza Śródziemnego. Choć dysponują one znacznymi złożami węglowodorów, nie są one często intensywnie eksploatowane z uwagi na brak infrastruktury eksportowej. Financial Times zwraca uwagę, że niskie jest również prawdopodobieństwo budowy terminalu skraplającego w regionie – z uwagi na wysokie koszty i brak porozumienia co do wspólnej lokalizacji.

Nie bez znaczenia dla tureckich planów pozostaje również rosyjska polityka wobec Ukrainy. Kreml stara się za wszelką cenę ominąć tranzyt gazu przez Ukrainę. Z jednej strony służyć ma do tego gazociągi Nord Stream i Nord Stream 2, jednak ich przepustowość nie wystarcza. Konieczne jest również stworzenie alternatywnego szlaku od południa. Po nieudanej próbie budowy gazociągu South Stream do Bułgarii, oczy rosyjskich władz skierowały się w stronę Turcji.

Plac budowy

Turecka strategia rozwoju sektora gazowego zakłada kilka etapów. Pierwszy z nich – intensywna gazyfikacja kraju – został zrealizowany. Kraj, który jeszcze piętnaście lat temu posiadał zgazyfikowane jedynie 5 prowincji, obecnie dostarcza gaz ziemny do wszystkich części kraju i planuje w niedługiej perspektywie stać się państwem tranzytowym.

Drugi etap przewiduje dywersyfikację źródeł dostaw gazu, by wreszcie osiągnąć ostateczny cel – utworzyć z Turcji hub gazowy. 

Nie bez powodu najpierw tureccy decydenci stawiają na dywersyfikację. Obecnie głównym problemem Turcji pozostaje głęboka zależność od importu gazu oraz brak zdywersyfikowania źródeł dostaw. Około 99% konsumowanego w kraju półksiężyca gazu pochodzi z importu. Głównym jego dostawcą jest Rosja, skąd pochodzi ponad połowa importu. Na kolejnych miejscach są Iran (16%) oraz Azerbejdżan (12%).

Aby zmienić ten stan rzeczy, Turcja podjęła decyzję o intensywnej budowie terminali regazyfikacyjnych LNG, których w ostatnich latach powstało cztery, w tym dwa FSRU. Dzięki temu Turcja systematycznie zmniejsza swoją zależność od gazu pochodzącego z rurociągów (z 88% w 2017 roku do 77,5% rok później). W 2017 roku import gazu z wykorzystaniem terminali wyniósł 11,3 mld m sześc. i stanowił jedynie ułamek nominalnych zdolności regazyfikacyjnych wynoszących aż 42,7 mld m sześc. – aż 90% całkowitego zapotrzebowania na gaz w kraju.

Inwestycje w infrastrukturę LNG wymusiły na Turcji kolejne zmiany – rozbudowę sieci przesyłowej. Intensywne prace na tym polu trwają już od kilku lat. Wciąż olbrzymią bolączką kraju jest jednak brak zdolności magazynowych.

Obecnie w Turcji znajdują się jedynie trzy magazyny błękitnego paliwa, co nie tylko nie jest wystarczające by tworzyć hub, ale nie wystarcza nawet na potrzeby wewnętrzne. Należy bowiem pamiętać, że konsumpcja gazu w Turcji wynosi około 50 mld m sześc. i ma charakter sezonowy. Zwiększone zapotrzebowanie w sezonach o większej konsumpcji zaspokajane jest dzięki kontraktom firm prywatnych oraz transakcjom typu spot realizowanym przez terminale LNG. Aby zwiększyć elastyczność zaopatrzenia w gaz, Ankara planuje inwestycje w zdolności magazynowe do 11 mld m sześc. w 2023 roku.

Turcja – wielki projekt

Powyższe inwestycje są konieczne przede wszystkim z punktu widzenia funkcjonowania rynku wewnętrznego, ale stanowią również fundament dla budowy upragnionego hubu. Realizacji tej koncepcji służy zaś realizacja wielkich projektów tranzytowych: Południowego Korytarza Gazowego oraz Turk Stream.

To, co zasługuje na szczególną uwagę to fakt, że Turcja z powodzeniem realizuje oba, nie stawiając na ich drodze żadnych przeszkód, a nawet realizując je przed terminem oddania, jak w przypadku TANAP – tureckiego odcinka Południowego Korytarza Gazowego, którego budowę zakończono 1 lipca.

image
Fot.: BP

Jest to o tyle ciekawe, że celem Południowego Korytarza Gazowego jest dostarczenie do Europy nierosyjskiego (azerskiego) gazu z pominięciem Rosji, podczas gdy celem Turk Stream jest dostarczenie do Europy rosyjskiego gazu z pominięciem Ukrainy.

Oba projekty, choć mają przeciwstawne cele, są bardzo korzystne z punktu widzenia Turcji, zwiększając stopień dywersyfikacji dostaw i regionalne znaczenie kraju. Wystarczy wspomnieć, że Rosji na tyle zależało na utrzymaniu dobrych relacji energetycznych z Turcją, że Gazprom nie wstrzymał dostaw nawet po incydencie z zestrzeleniem rosyjskiego Su-24 przez tureckie lotnictwo.

Tureckie plany stały się przedmiotem badań międzynarodowych ośrodków akademickich. Istemi Berk i Simon Schulte z Instytutu Gospodarki Energetycznej Uniwersytetu Kolońskiego zakładają dwa scenariusze rozwoju tureckiego hubu. Bazowy scenariusz zakłada, że do 2030 roku Turcja tranzytować będzie ok. 23 mld m sześc. gazu. I choć to niewiele w porównaniu z wartością tranzytu ukraińskiego, to należy pamiętać, że obecnie kraj ten jeszcze niedawno miał problemy z zaspokojeniem własnych potrzeb.

Scenariusz optymistyczny zakłada natomiast, że tranzyt gazu przez Turcję może wynieść nawet 37,5 mld m sześc. paliwa rocznie. Ta prognoza obarczona jest jednak wieloma warunkami, które wydają się trudne do spełnienia na raz – utrzymaniem niskich cen gazu, spadkiem wydobycia w USA oraz zdjęciem sankcji z Iranu.

Energetyczny zwornik

Choć tureckie plany stworzenia hubu gazowego mogą się wydawać motywowane ekonomią, to nie jest to główny czynnik mobilizujący tureckie władze do działania.

Tureckie władze mają nadzieję, że wielkie inwestycje w infrastrukturę przesyłową zwiększą znaczenie Ankary w regionie. Już teraz Turcja jest coraz ważniejszym partnerem dla Rosji, mimo wielu punktów spornych, zwłaszcza w kwestii polityki prowadzonej w Syrii. Mimo poważnych rozbieżności, zwłaszcza na tle religijnym (sunnicka Turcja vs szyicki Iran) od 2017 roku gdy Teheran potępił nieudany zamach stanu w Turcji wzajemne relacje uległy poprawie, a Ankara chciałaby transportować jak najwięcej irańskiego gazu.

Surowce energetyczne mogą również jeszcze bardziej zbliżyć Turcję z Azerbejdżanem i Gruzją, a Południowy Korytarz Gazowy stanie się ważnym elementem wpływu Turcji na Kaukazie Południowym. Transport gazu przez Turcję do Europy może być również niezwykle atrakcyjny dla państw takich jak Izrael czy Liban, które chętnie rozwinęłyby swój sektor energetyczny korzystając z tureckiego tranzytu do Europy.

Wreszcie możliwość zaopatrzenia w gaz z różnych źródeł, w tym nierosyjskich, byłby bardzo atrakcyjny dla państw europejskich. UE w poszukiwaniu stabilnych dostawców węglowodorów mogłaby również jeszcze bardziej przymknąć oko na autorytarne rządy Erdoğana i AKP, co jest niezwykle ważne dla tureckich władz.

Last but not least – wypowiedzi amerykańskich polityków świadczą o tym, że USA liczą na to, że Turcja stworzy hub gazowy, widząc w tym potencjał do stabilizacji w regionie poprzez powiązanie krajów-producentów z konsumentami za pomocą silnego zwornika.

Czy tureckie plany się powiodą? Przekonanie o unikalnym położeniu geograficznym Turcji jest głęboko zakorzenione wśród Turków, co może stanowić dodatkową mobilizację. Patrząc zaś na determinację tureckich władz w rozbudowie tureckiego sektora gazowego można przypuszczać, że stworzenie hubu jest jednym z priorytetów politycznych.

* Cytat pochodzi z książki Ece Temelkuran "Turcja, obłęd i melancholia" wydanej w Polsce nakładem Książkowych Klimatów w 2017 roku.

KomentarzeLiczba komentarzy: 21
dim
sobota, 6 lipca 2019, 10:52

"Mocarstwowość gazowa Turcji" będzie czysto wirtualna. Opłaty za tranzyt, niemal nic więcej. Przykładowo Grecy wspólnie z Bułgarami (jedni i drudzy to "wypróbowani przyjaciele" Turcji), zaraz na samym wschodzie Grecji, uruchamiają własny gazoport (drugi już, większy) i rurociągi zeń także południe - północ. Prócz tych Wschód-Zachód. Następnie łączniki do wszystkich pańśtw Bałkańskich i Rumunii. Jeśli dodać pobliski Kanał Suezki i okoliczność, że to greccy armatorzy dysponują największą na świecie flotą gazowców, można przypuszczać, że via-turecki gaz dla Europy kontrolowany będzie cenowo i ilościowo przez bałkańskich Europejczyków. Następna, jeszcze nie podpisana, ale zawsze wisząca w powietrzu inwestycja, to rurociąg podmorski z Cypru, przez Rodos, Kretę, na Peloponez, stamtąd dalej do sieci już istniejącej. Obsługiwać ma podmorskie złoża cypryjskie, egipskie, izraelskie, może także libańskie, raczej nie syryjskie, choć nigdy nie wiadomo i tego... I jest jasne, że sytuacja polityczna raczej nie zachęci tych krajów do do wysyłania ropy i gazu wyłącznie przez Turcję. Stąd faktyczne działania lotnictwa i marynarek, jakby zaistniał już sojusz grecko-izraelsko-egipski. Z którym współpracują oczywiście USA i także dzierżawiąca tam działki gazowe Francja. Na razie są to działki dla poszukiwań, ale fachowcy pewni są dużego gazu. Na uwagę zasługuje też, że w gazoport Alexandroupoli inwestują głównie firmy prywatne, choć ze współudziałem państw. Czyli rzecz się opłaca ekonomicznie. W początkach br. odbyła się tam konferencja zainteresowanych odbiorców i na pniu padły tam zobowiązania stałego odbioru ponad połowy, przyszłej, maksymalnej przepustowości, dopiero powstającego gazoportu. Rekapituluję: Uznanie Turcji za przyszłe mocarstwo, dzięki możliwemu tranzytowi gazu, wydaje się mocno przesadzone. Turcja musiałaby w tym celu najpierw, od dziesięcioleci, prowadzić uspokajającą sąsiadów pokojową politykę zagraniczną i retorykę wewnętrzną. Wtedy nikt nie budowałby gazoportów, ani nie projektował ruruciągu podmorskiego, omijającego Turcję. Analog do NS.

bania Wania
niedziela, 7 lipca 2019, 00:15

Ale problem jest "inny": budowanie gazoportów to "moda" ostatnich lat i dążenie do tzw. "dywersyfikacji". Gaz z "rury" jest tańszy od LNG (pomimo tego, że niejaki Boczek, Kiks, Davien, porawieanonim i inni "podobni" będą swoje "wynurzenia śnić dalej) i taki pozostanie. I choćby wybudowano setki "gazoportów" (co jest możliwe na zasadzie "na złość mamie odmrożę sobie uszy") to ostatecznie zwycięży "rachunek ekonomiczny". To takie nawiązanie do NS2: Polska, trzy "bałtyckie potęgi", Wielka Brytania no i oczywiście Ukraina twierdzą, że budowa tego gazociągu jest "nieekonomiczna", "nierentowna" i "ogólnie nieopłacalna" oraz "bezsensowna". To w czym rzez? Tylko się cieszyć, że Rosja i "zachodnie" firmy topią w tym rozwiązaniu setki milionów euro kasy?

ASK
poniedziałek, 8 lipca 2019, 14:42

W NS nie chodzi o ekonomię, a o politykę. Ekonomiczne czy nie - jeden pies. Ale jak odetną Ci kraj od gazu bo puszczą go na około to już inna rozmowa. To samo z Turcją - będzie miała lewar na dochody tych, którzy gaz będą dostarczać. I lewar na tych, którzy go będą odbierać. O lewar tu chodzi, a nie o mocarstwowość z zysków na tranzycie.

bania Wania
wtorek, 9 lipca 2019, 12:47

Ale co Ci "odetną" jeżeli chodzi o NS2 skoro kraje które najbardziej krzyczą i protestują jednoznacznie stwierdziły, że z tej rury nigdy nie kupią ani "kubika"?

Karkses
piątek, 5 lipca 2019, 20:46

Cele tożsame z naszymi. My również mamy ambicje być hubem gazowym i co istotne także mamy doskonałe położenie. Na tym jednak podobieństwa się kończą gdyż Turcja swoją politykę prowadzi w sposób racjonalny, realizując cel w perspektywie wieloletniej podejmując szereg powiązanych ze sobą działań. Widać, że mają spójną wizję geopolityczną i do niej dążą. Prowadzą też rozsądną politykę zagraniczną w przedmiocie interesów. Napewno wpływ na to ma stałość rządów w Turcj. Tymczasem w Polsce co nowa ekipa rządowa to nowe pomysły, przy czym wszystkie realizowane nieudolnie. Aktualnie nie ma żadnego sąsiada z którym nie mielibyśmy jakiś sporów czy sprzecznych interesów. Zamiast starać się wykorzystać maksymalnie nasze położenie i podobnie jak Turcja wszystkich wokół wiązać ze sobą siecią biznesową, my obrażamy się na Rosję i Niemcy i robimy ścisły sojusz z USA, które są za oceanem i w których władza za kilka lat też może się zmienić i z sojuszu będą nici. Nie wiem ile jeszcze Polska musi przegrać wojen, żeby politycy zrozumieli że to nie deklaracje łączą państwa tylko interesy. Turcja zestrzeliła Rosji samolot, a i tak robią świetne interesy i Rosja nie ma odwagi bardziej zdecydowanie się Turcji postawić. Naprawdę moglibyśmy się uczyć od Turków prowadzenia polityki regionalnej.

dim
niedziela, 7 lipca 2019, 11:50

@Karkses. Uwierzył Pan w jakieś bajki. Turcja jest krajem nieporównanie gorzej zorganizowanym od Polski, przy tym o renomowanym awanturnictwie zagranicznym, łącznie z organizacją V kolumny i składów broni wojskowej u siąsiadów i przy lekceważeniu wszelkich praw, także swoich własnych. I nawet nowy Pałac Prezydencki w Ankarze jest tam budynkiem całkowicie nielegalnym, powstałym bez jakichkolwiek zezwoleń. A niech Pan to tam napisze w gazecie, nie tylko zostanie Pan natychmiast aresztowany i szybko skazany za ekstremizm (dwa lata to minimum), ale także pańscy kuzyni i ich dzieci zostaną zwolnieni z pracy. Sułtańska tradycja wiecznie żywa.

Ciekawy
niedziela, 7 lipca 2019, 02:58

Turcja ma samych przyjaciół dookoła? Gdzie? W Grecji, Bułgarii, Rumunii czy w Iranie? A może w Syrii, Armenii albo w większości państw byłej Jugosławii? Oni nawet z mieszkającymi w Turcji Kurdami nie umieją się zaprzyjaźnić.

Robert W.
niedziela, 7 lipca 2019, 00:55

Czyli sugerujesz waćpan, że gdybyśmy nie zbudowali gazoportu w Świnoujściu a teraz go rozbudowywali, gdybyśmy nie budowali Balticpipe i zdali się tym samym na rosyjsko-niemiecką zależność to bylibyśmy mądrzejsi? Kpisz czy o drogę pytasz?

Pavel 1949
sobota, 6 lipca 2019, 21:04

Naprawdę moglibyśmy się uczyć od Turków prowadzenia polityki regionalnej. No?To nie jest polski!

Niuniu
piątek, 5 lipca 2019, 17:28

Obecne władze Turcji prowadzą z punktu widzenia UE USA bardzo kontrowersyjną politykę wewnętrzną ocierając się wręcz o zarzut dyktatury. Z kolej polityka zagraniczna Turcji budzi coraz większy sprzeciw w USA i NATO. Kontynuując ten trend władze Turcji narażają się coraz bardziej na ryzyko dotkliwych sankcji ze strony USA i UE. Jeśli wcześniej Turcja zajmie miejsce Ukrainy w łańcuchu dostaw gazu do UE a dodatkowo będzie się krajem tranzytowym dla gazu spoza Rosji to ryzyko sankcji przynajmniej ze strony UE zostanie minimalizowane. A do tego dojdą wymierne dochody z tytułu opłat tranzytowych. To całkiem konkretne cele dla których warto trochę się pomęczyć. I pomyśleć, że przy odrobinie elastyczności i konformizmu Polska może mieć to samo. No ale My mamy swe "wartości" i "misję". I to jest najważniejsze.

Kiks
sobota, 6 lipca 2019, 15:20

Przy tej polityce raczej Turcja mocno podupadnie. Razem z Erdoganem.

MacGawer
piątek, 5 lipca 2019, 16:35

W tej laurce zabrakło opisu aktualnego stanu Turcji. Z powodu zapaści gospodarczej zużycie gazu zmniejszyło się tam z 51.6 do 47.3 mld m3. Jednak nawet takie zużycie w powiązaniu z niewielką pojemnoscią magazynów nie daje im specjalnego pola manewru. Jeżeli uda im się powiększyć je do 11 mld m3 starczą one na 2.8 miesiaca. To tyle samo co obecnie niemieckie (pojemność 21 mld m3, zużycie 88 mld) lecz specjaliści są sceptyczni co do tranzytu. Wzrost zużycia w czasie mrozów spadnie tylko i wyłacznie na europejskie magazyny. Niedawno PGNiG alarmowało, że wiele polskich firm nie realizuje obowiązku magazynowania gazu i gdy będzie ostra zima może się to na nas zemścić.

Reklama
Tweets Energetyka24