Prezydent vs. nauka. Co wiemy o wpływie człowieka na zmiany klimatu?

10 stycznia 2019, 15:50
dwnld1739211350
Fot. Jakub Szymczuk/KPRP

"Ja nie wiem, na ile w rzeczywistości człowiek przyczynia się do zmian klimatycznych. Głosy naukowców są bardzo różne, wiemy, że mamy do czynienia też ze skrajnościami" – stwierdził wczoraj prezydent Andrzej Duda. Wypowiedź ta wywołała duże poruszenie w kręgach eksperckich. Jak realnie wygląda aktualny stan wiedzy w kwestii wpływu człowieka na klimat?

Kwestia antropogeniczności zmian klimatu jest sprawą bardzo szeroko komentowaną na forum debaty publicznej. Społeczeństwo – nie tylko polskie, ale też ogólnoświatowe - jest w tym temacie podzielone, nierówno rozkłada się też świadomość tego problemu. A jak wygląda podejście środowiska naukowego do tego zagadnienia?

„Istotnie, naukowcy pozostają podzieleni co do wpływu człowieka na zmiany klimatu, przy czym linia podziału wygląda w ten sposób, że antropogeniczność potwierdza niemal 97% prac naukowych publikowanych w obszarze. Konsensus wśród badaczy klimatu jest zatem przytłaczający. Antropogeniczność zmian klimatycznych nie jest obecnie kwestionowana przez żaden liczący się ośrodek naukowy” – mówi Krystian Kowalewski, dyrektor wykonawczy Światowej Rady Energetycznej w Polsce.

Słowa Kowalewskiego potwierdza też Marcin Popkiewicz, który na portalu naukaoklimacie.pl pisze: „Według oficjalnego stanowiska wszystkich liczących się na świecie organizacji naukowych zajmujących się badaniem klimatu oraz Akademii Nauk 19-tu krajów, to ludzie powodują globalne ocieplenie”.

Popkiewicz przytacza też konkretne badania, które potwierdzają zgodność naukowców na tym polu. „W ankiecie, którą wypełniło 3146 naukowców zajmujących się badaniem Ziemi, zadano pytanie: <<Czy uważasz, że ludzkie działanie jest istotnym czynnikiem powodującym zmiany globalnych temperatur>> (…). Ogółem, 82% naukowców odpowiedziało <<tak>>. Ale najbardziej interesująca był odsetek odpowiedzi w zestawieniu z doświadczeniem w naukach klimatycznych. Z naukowców, którzy nie byli klimatologami 77% odpowiedziało <<tak>>, gdy tymczasem wśród klimatologów aktywnie publikujących prace naukowe dotyczące badań klimatu odsetek ten wyniósł 97,5%” – wskazuje Popkiewicz.

Dość znanym argumentem zwolenników podważania konsensusu naukowego w kwestii zmian klimatu jest tzw. petycja oregońska, czyli podpisany przez ponad 30 tysięcy naukowców dokument wzywający m.in. do odrzucenia protokołu z Kioto przez rząd USA. Jednakże, rzetelność i wiarygodność petycji została kilkukrotnie podważona. W 2001 roku pismo Scientific American prześledziło kariery naukowe losowo wybranych 30 sygnatariuszy. Ich nazwiska wylosowano z listy 1400 osób, które podpisały petycję twierdząc, że zajmują się klimatologią. Po przejrzeniu baz danych i archiwów udało się zidentyfikować 26 naukowców. Z tej grupy 11 zadeklarowało, że dalej zgadza się z treścią petycji (z czego tylko jedna osoba była aktywnym klimatologiem, a aż osiem nie potrafiło przedstawić kompetencji w tym zakresie). Bazując na wyniku swojej próby, Scientific American uznał, że petycję w rzeczywistości podpisało zaledwie 200 naukowców zajmujących się klimatologią. Do podobnych wniosków doszedł polski bloger zajmujący się klimatem - Doskonale Szare. Przebadał on losową próbkę 34 osób z nazwiskami zaczynającymi się na literę N. Więszkosć z nich nie miała związków z jakimikolwiek badaniami naukowymi, a nikt z tej grupy nie zajmował się badaniem klimatu. Co więcej, dziennikarze i eksperci podkreślają, że niektóre nazwiska z listy brzmią podobnie do nazwisk osób publicznych.

Jak człowiek przyczynia się zatem do zmian klimatu? W grę wchodzi przede wszystkim emisja gazów cieplarnianych, głównie – dwutlenku węgla. CO2 emitowany przez człowieka nie jest równoważony przez żaden proces pochłaniania, dlatego też jego ilość w atmosferze zwiększa się galopująco od przełomu XVIII i XIX wieku, czyli od początku tzw. rewolucji przemysłowej. Dowodzą tego m.in. badania amerykańskiej National Oceanic and Atmospheric Administration, która analizowała zawartość dwutlenku węgla w powietrzu na przestrzeni ostatnich kilkuset lat. Z opracowań NOAA wynika, że ilość cząsteczek CO2 w milionie cząsteczek powietrza wzrosła z około 270 do prawie 400.

Jednocześnie w atmosferze spada zawartość tlenu, co dodatkowo wskazuje na fakt, iż naturalny cykl jest zaburzony poprzez spalanie.

Dodatkowym dowodem na twierdzenie, że rosnąca zawartość dwutlenku węgla w atmosferze to wynik spalania paliw kopalnych jest tzw. izotopowa sygnatura węgla, która pozwala określić pochodzenie nadmiaru CO2. Jak pisze Marcin Popkiewicz na portalu naukaoklimacie.pl, „w atmosferze rośnie zawartość izotopu węgla 12C (co przekłada się na spadek względnej zawartości izotopu węgla 13C). Wskazuje to, że źródłem dodatkowego CO2 są paliwa kopalne, zawierające proporcjonalnie więcej izotopu węgla 12C względem 13C niż materia nieożywiona”.

Dodatkowo, człowiek przyczynia się do zmian klimatu m.in. poprzez wylesianie oraz zwiększenie hodowli zwierząt gospodarskich, która przekłada się na produkcję dużych ilości metanu.

Jak zatem traktować słowa prezydenta Andrzeja Dudy? „W dowolnej kwestii możliwe jest znalezienie naukowców, którzy kontestują ogólny konsensus specjalistów w danej branży. Nie oznacza to jednak jakoby istniała jakaś poważna debata naukowców dotycząca płaskości Ziemi, antropogenicznych zmian klimatu czy bezpieczeństwa szczepień” – mówi Adam Błażowski, inżynier, publicysta i ekspert zajmujący się sprawami klimatycznymi.

„Polska, już za rządów Prawa i Sprawiedliwości ratyfikowała Porozumienia Paryskie które zobowiązują nas do radykalnego ograniczenia emisji CO2 do 2050 roku. Porozumienie te oparte jest na konsensusie naukowym dotyczącym antropogenicznego ocieplenia klimatu i jest w naszym i naszych dzieci żywotnym interesie by tego dotrzymać. Wypowiedź Prezydenta jest mocno niefortunna, niestety wpisuje się w powszechną narrację, która neguje dorobek naukowy w wielu kwestiach, w tym w klimatologii. Skoro płacimy naukowcom za ich prace, nie powinniśmy ignorować ich głosu” – dodaje Błażowski.

KomentarzeLiczba komentarzy: 7
jang
niedziela, 13 stycznia 2019, 12:53

Jeśli pan Prezydent zaczyna wypowiedź " Ja nie wiem..." to nie powinien potem sobie zaprzeczać i ujawniać,że naprawdę niczego w temacie nie wie ale musi oceniać rezultaty prac wielu instytucji naukowych i naukowych autorytetów......Już niedawne opowiadania o "200 latach wydobywania węgla" wskazywało,ze pilnie powinien wymienić doradców

Karkses
sobota, 12 stycznia 2019, 15:09

Hmm faktycznie dowodem na to, że 30.000 nazwisk pod petycją zostało sfałszowanych jest to, że po ustaleniu 26 (słownie: dwudziestu sześciu) nazwisk 11 (słownie: jedenaście) zadeklarowało że dalej się z nią zgadza ale w przypadku 8 (słownie: ośmiu) nie ma odpowiednich kwalifikacji. Oczywiście też nie wątpię w losowość wybrania tych nazwisk jednak mniejsza z tym. Warto przypomnieć aferę jaka miała miejsce jakiś czas temu z opublikowanymi przez hakerów mailami naukowców z tych tzw. czołowych i liczących się ośrodków naukowych z Wielkiej Brytanii i USA gdzie wprost przyznawali się do fałszowania wyników badań i naginania ich pod określoną tezę. Ja jednak jestem daleki od wyciągania wniosków na podstawie pojedynczych zdarzeń ale wolę kierować się logiką. Logika natomiast każę mi sprawę analizować w ten sposób że państwa europejskie płacą olbrzymie pieniądze na politykę klimatyczną nakładając na obywateli liczne ciężary związane z jej realizacją. Gdyby okazało się że to wszystko jest ściema to mielibyśmy potężny skandal do którego rządy nie mogą dopuścić. Teraz dalej - zastanówmy się kto płaci tym naukowcom, okażę się że płacą im te same państwa i organizacje międzynarodowe które realizują politykę klimatyczną. Wobec tego korelacja wysoce wskazuję na możliwość wpływania na określone badania w ten sposób że mają one potwierdzać określoną tezę a nie być niezależne. Czy gdyby badania nad czystością wód prowadziła instytucja opłacana przez podmiot do wód wpuszczający ścieki uznalibyśmy te badania za wiarygodne? Wobec tego dlaczego uznajemy za wiarygodne badania prowadzone przez naukowców finansowych przez państwa realizujące określoną politykę klimatyczną i od lat powtarzające że klimat zmienia się przez człowieka i trzeba z tym walczyć jednocześnie wyciągając potężne pieniądze z kieszeni podatników na tę walkę vide ostatnie podwyżki cen prądu jako jeden z odprysków tej chorej polityki.

Robert
czwartek, 18 lipca 2019, 21:30

Tak, to rażąca ignorancja w zakresie tak podstawowej dziedziny nauki jak statystyka (podstawy są znane już licealistom). I ślad ulegania teoriom spiskowym. Zresztą wszyscy naukowcy, którzy są sceptyczni wobec fali wyolbrzymiania wpływu człowieka na klimat, są oskarżani, że - upraszczając - biorą pieniądze od koncernów naftowych. A tymczasem po drugiej stronie barykady płyną miliony dolarów, zaszczyty, stanowiska i prestiż dla instytucji i naukowców za jedynie słuszne poglądy.

Eco
piątek, 11 stycznia 2019, 19:38

Naukowcy od siedmiu boleści, wybiorą fragment na osi czasu 50-100 lat i mędrkują. Nic się nie zająkną o wpływie słońca, zmian w galaktyce itp. Bałtyk kiedyś zamarzł i co z tego, minie 500-1000 lat i pewnie znowu zamarznie tyle, że z Nord Stream 2 na dnie...

King
piątek, 11 stycznia 2019, 10:07

Wpływ człowieka na ocieplenie klimatu to taka religia lewackich liberałów. Każdy kto ma inny pogląd widzenia jest od razu obrażany. Szczególnie jeśli tylko przytacza się wypowiedzi pseudonaukowców wyznających tą nową religię, a nie potrafiących metodami naukowymi dowieść swoich twierdzeń. Bez problemu można znaleźć badania które wskażą że największa część zmiany klimatu wynika ze zmian aktywności słońca, a nie bynajmniej z działalności człowieka. No ale aby zrozumieć, trzeba być otwartym na innych a nie przytaczać tylko jednostronny punkt widzenia. To właściwie tyle jeśli chodzi o merytoryczną stronę tego artykułu.

Leszek Karlik
czwartek, 10 stycznia 2019, 23:17

Andrzej Duda przechodzi standardową ścieżkę negacjonistów klimatycznych: najpierw twierdził, że żadnych zmian klimatu nie ma bo widział śnieg za oknem, teraz mówi "nie ma zgody wśród naukowców czy to człowiek powoduje zmiany klimatu", a potem będzie "no może i powoduje, ale już za późno żeby coś z tym zrobić". A co się partyjni nominaci w międzyczasie nazgarniają pensji w radach nadzorczych kompanii węglowych i spółek energetyki to ich, kto by się przejmował losem dzieci i wnuków czy pouczeniami papieża Franciszka.

Reklama
Reklama
Tweets Energetyka24