Niemcy w podwójnym niebezpieczeństwie energetycznym [KOMENTARZ]

6 września 2019, 12:04
coal-fired-power-plant-3767893_1920-1
Fot. Pixabay

Według najnowszego raportu firmy konsultingowej McKinsey, niemiecka Energiewende nie tylko nie pozwoli Berlinowi osiągnąć celów klimatycznych, ale także nie gwarantuje bezpieczeństwa energetycznego po wygaszeniu działających nad Łabą elektrowni jądrowych.

Firma konsultingowa McKinsey opublikowała na początku września swój okresowy raport dotyczący stanu niemieckiej transformacji energetycznej pt. Energiewende Index. Dokument stwierdzał, że przed gospodarką RFN stoją dwa kluczowe niebezpieczeństwa: porażka celów klimatycznych oraz problem z zastąpieniem elektrowni jądrowych, które mają zostać wyłączone już w 2022 roku.

„Niemcy nie osiągną większości narzuconych sobie celów transformacji energetycznej do 2020 roku. Jednocześnie bezpieczeństwo dostaw energii w perspektywie średnioterminowej zostanie zagrożone przez decyzję o wycofaniu energii jądrowej i węglowej, o ile nie nastąpi elastyczne zastąpienie tych mocy, a rozbudowa sieci przesyłowych przyspieszy” – piszą analitycy McKinsey.

Autorzy raportu obliczyli, że jeżeli Niemcy utrzymają swoje tempo redukcji emisji dwutlenku węgla, to cele Berlina na rok 2020 w zakresie ograniczenia produkcji CO2 zostaną osiągnięte dopiero w 2028 roku, a cele na rok 2030 – dopiero w roku 2046. Niemcy są obecnie największym emitentem Unii Europejskiej, produkują rocznie 868 mln ton dwutlenku węgla, podczas gdy ich cel na rok 2020 to 750 mln ton. Problemy w ograniczaniu emisji stwarza przede wszystkim sektor transportowy, w którym nastąpił m.in. wzrost ruchu samochodowego.

Raport firmy McKinsey stwierdził także, że Niemcy będą musieli zaopatrzyć się w około 17 GW dodatkowych mocy, jeśli chcą bezpiecznie przejść przez wyłącznie energetyki jądrowej i węglowej. „W ciągu następnych dziesięciu lat, w wyniku wyjścia z technologii jądrowych i węglowych, od niemieckiej sieci odłączone zostaną moce produkujące 43% całości energii. Bez odpowiednich środków wyrównawczych bezpieczeństwo dostaw w Niemczech jest zagrożone. Obliczenia modelowe sugerują, że potrzeba dodatkowej mocy rzędu 17 GW (…). W przeciwnym razie już w połowie przyszłej dekady wystąpić mogą wąskie gardła w dostawach energii”.

Zdaniem analityków McKinsey, rozwiązaniem może być nie tylko budowanie nowych elektrowni, ale także utrzymanie istniejących mocy w rezerwie oraz potężny program rozbudowy sieci przesyłowych. „Pod tym względem Niemcy są daleko w tyle. Ukończono zaledwie 1087 km z ok. 3600 km tras przesyłowych zaplanowanych na rok 2020 (…). W tym tempie, cel na 2020 roku zostanie osiągnięty w 2037 r.

Proponowaną receptą na problemy z niemiecką mocą ma być też rozwój energetyki odnawialnej. Jednakże ta przeżywa w Niemczech kryzys. Jak donosi Süddeutsche Zeitung „W pierwszej połowie 2019 roku do sieci w Niemczech podpięto zaledwie 86 turbin. Jeśli odejmie się od tego urządzenia, które zostały wyłączone z użytku, to dojdziemy do wniosku, że w systemie pojawiło się jedynie 35 turbin. Setki wiatraków utknęły w biurokracji, toczą się przeciwko nim postępowania sądowe. Boom nie tylko się skończył – on grozi recesją”.

Raport firmy McKinsey to kolejny problem dla chadecko-socjaldemokratycznego rządu w Berlinie, który na polu klimatu i energii musi zmaga się z rosnącą politycznie partią Zielonych. Doniesienia mediów dotyczące opłakanego stanu sektora wiatrowego oraz problemy z bezpieczeństwem energetycznym, jakie Niemcy odnotowali w czerwcu tego roku, rodzą uzasadnione pytania o kształt Energiewende.

KomentarzeLiczba komentarzy: 8
Jacek
niedziela, 8 września 2019, 00:51

Czyżby naszemu prymusowi w ekologii i ochronie środowiska ,, powineła się nóżka", czas to pokaże. Moim zdaniem Niemcy z pewnością nie zrezygnują z dotychczasowej polityki energetycznej, chyba że natrafia na przeszkody nie do przejścia. Wszystko sprowadza się do bycia w tym najlepszym ze wszystkich krajów europejskich a nawet na świecie. Ponieważ, oni tak muszą myśleć, ma to ogromne znaczenie, jak nie decydujące, które państwo będzie tym mocarstwem przyszłości. I tylko dlatego lub w dużej mierze dlatego jest to dla nich priorytet polityczny i gospodarczy.

Zbig gniew
sobota, 7 września 2019, 22:16

Reset z Rosją to sam Trump szykuje, jak ćwierkają wróble na mieście Stary Grzybie. To nie kwestia czy w Białym Domu pomieszkuje republikanin czy demokrata, to kwestia fundamentalna i strategiczna. Oczywiście Rosja jako typowy obrotowy w konflikcie USA - Chiny wyznaczy swoją cenę. Stawka jest wysoka więc i cena nie będzie niska. Tak postępowała Anglia przez całe wieki i całkiem dobrze na tym wychodziła. Teraz los uśmiechnął się do Rosji

Józef
sobota, 7 września 2019, 15:52

Wyłączenie energetyki atomowej pod wpływem emocji to bardzo dobry przykład na to jak słaba jest cała strategia energetyczna Niemiec.

Jackowski
sobota, 7 września 2019, 12:52

Nie idźmy tą drogą jeszcze nie jest za późno....

Swen
sobota, 7 września 2019, 14:28

No i dlatego boję się potencjalnych rządów KO w przyszłości...

Stary Grzyb
sobota, 7 września 2019, 11:33

Raport specjalizującej się podobno w doradztwie strategicznym firmy McKinsey jest najwyraźniej całkowicie bezwartościowy, przynajmniej jeśli chodzi o zagrożenia dla Niemiec w obszarze energetyki. Dwoma głównymi zagrożeniami nie są "nieosiągnięcie celów klimatycznych", bo te "cele" to po prostu pseudoideologiczny idiotyzm kreowany przez rozkładowe lewactwo, który należy jak najprędzej odrzucić (a lewactwo spałować), ani "problem z zastąpieniem elektrowni jądrowych", bo elektrownie te są w doskonałym stanie funkcjonalnym, a pomysł ich wyłączenia to jedna z wielu tyleż histerycznych, co bzdurnych decyzji Frau Merkel, którą to decyzję należy po prostu unieważnić, przy okazji odsyłając Frau Merkel na od dawna konieczną emeryturę. Fundamentalnym problemem niemieckiej energetyki (i nie tylko energetyki, ale jej w szczególności) jest schroederyzacja, czyli głęboka, instytucjonalna korupcja tzw. "elit" w Niemczech, skutkująca pomysłami i przedsięwzięciami takimi, jak Nord Stream 1, Opal, Nord Stream 2, wyłączenie niemieckich elektrowni jądrowych, Energiewende, itp., itd. Oczywiście, Polsce niekoniecznie musi przeszkadzać, że Niemcy chcą sobie zaszkodzić, ale to, że chcą przy okazji zaszkodzić innym krajom Europy, w tym Polsce, i to na dodatek nie tyle nawet w ścisłej współpracy z Rosją, ale wręcz pod jej kontrolą, przeszkadza już Polsce fundamentalnie. W związku z tym, Polska - co na szczęście od pewnego czasu jest realizowane - powinna (wyciskając na bieżąco brukselkę, póki i na ile się da) rozwijać strategiczny sojusz z USA, z którymi łączą nas fundamentalne wspólne interesy (dla USA Rosja jest wrogiem globalnym, dla Polski zagrożeniem egzystencjalnym), w tym także w dziedzinie energetyki. Problemy są tutaj dwa - po pierwsze, czy dostatecznie sprawnie wykorzystujemy "okno szans", jakim jest prezydentura Donalda Trumpa, a po drugie, czy w wyniku amerykańskich wyborów w przyszłym roku, na fotelu prezydenta USA nie zasiądzie jakiś demokratyczny zwolennik kolejnego "resetu" z Rosją.

Tomek
sobota, 7 września 2019, 19:28

Energiewende to współczesny odpowiednik koncepcji "wielkiego skoku" Mao Zedonga.

Stary Grzyb
niedziela, 8 września 2019, 22:17

Bardzo trafna uwaga, pozdrawiam.

Reklama
Reklama
Reklama
Tweets Energetyka24