List „500 naukowców” negujących niebezpieczeństwo zmian klimatu to bzdura [KOMENTARZ]

4 października 2019, 13:27
mathematics-1509559_1920
Fot. Pixabay

Po Sieci rozchodzi się link do deklaracji „500 naukowców”, którzy negują zagrożenia wynikające ze zmian klimatycznych. Jak się okazuje, dokument ten jest sprzeczny z ustaleniami nauki, a jego sygnatariusze często nie posiadają nawet dorobku naukowego związanego z klimatem.

Podczas ostatniego szczytu Organizacji Narodów Zjednoczonych w Nowym Jorku, grupa osób mieniąca się „globalną siecią ponad 500 uznanych i doświadczonych naukowców i profesjonalistów na polu klimatu i powiązanych dziedzin” skierowała na biurko Sekretarza Generalnego ONZ deklarację dotyczącą kwestii zmian klimatu.

Dokument ten, dostępny na stronie internetowej holenderskiej organizacji Clintel zawiera szereg postulatów dotyczących reakcji społeczności globalnej na problem globalnego ocieplenia. Jego treść została szybko podchwycona przez media na całym świecie, które powtarzały, że „500 naukowców twierdzi, iż kryzys klimatyczny nie istnieje”.

Jednakże już po wstępnej analizie okazuje się, że deklaracja stoi w sprzeczności z faktami naukowymi, nie jest poparta żadnymi badaniami czy analizami, a grupa, która ją podpisała nie może zostać nazwana „grupą naukowców” czy nawet „specjalistów ds. klimatu”.

Przede wszystkim, warto zwrócić uwagę na postulaty zawarte w deklaracji. Dokument ten stanowi na wstępie, że „Nie ma kryzysu klimatycznego”. „Nauka o klimacie powinna być mniej upolityczniona, a polityki klimatyczne powinny być bardziej unaukowione. Naukowcy powinni otwarcie wypowiadać się o niepewnościach w ich przewidywaniach dotyczących globalnego ocieplenia, a politycy powinni liczyć realne zyski tak samo jak wyimaginowane koszty adaptacji do globalnego ocieplenia, a jego realne koszty jak wyimaginowane zyski płynące z zapobiegania temu zjawisku”.

Postulat ten, który napędził młyny światowych mediów, stoi na zatrważająco wysokim poziomie ogólności. Warto na wstępie zauważyć, że stan „kryzysu klimatycznego” (ang. „climate emergency”) to konstrukt polityczny, mający być platformą do podejmowania działań zmierzających do wyhamowania globalnego ocieplenia. Można porównać to do instytucji stanu wyjątkowego, wprowadzanej decyzją polityków. Łatwo bowiem wyobrazić sobie sytuację, w której stan wyjątkowy nie zostanie wprowadzony pomimo wystąpienia wszelkich okoliczności wskazujących na potrzebę jego ogłoszenia. Dlatego też osoby, które w swej deklaracji postulują „odpolitycznienie nauki o klimacie” powinny skupić się na klimatycznych, naukowo potwierdzalnych okolicznościach, nie zaś na figurach politycznych. Tymczasem, dokument nie podpiera się żadnymi analizami czy badaniami sugerującymi – dajmy na to – że zmiany klimatu będą korzystne, albo że ludzkość przeszacowała straty z nimi związane. To jednak jest najlżejszy z zarzutów ciążących na deklaracji.

W dalszej części dokumentu znaleźć można stwierdzenia, że globalne ocieplenie „powodują zarówno czynniki naturalne i antropogeniczne”, „postępuje wolniej niż przewidywano”, a „polityki klimatyczne opierają się na niedokładnych modelach”, a zmiany klimatu „nie zwiększyły liczby katastrofalnych zjawisk pogodowych”. Te części deklaracji odstają jednak od potwierdzonych przez naukowców faktów.

Po pierwsze, warto zauważyć, że nauka jest zgodna co do faktu, iż to człowiek – jako dominujący czynnik - odpowiada za obecne zmiany klimatu. Jak wskazują badania rdzeni lodowców, stężenie CO2 w atmosferze ziemskiej odnotowało poważny skok po tzw. rewolucji przemysłowej, czyli po roku 1800, a więc wtedy, gdy najbardziej uprzemysłowione państwa świata zaczęły spalać na potęgę paliwa kopalne, co uwalniało m.in. CO2 do atmosfery. Potwierdza to spadek zawartości tlenu w atmosferze (ten pierwiastek jest przecież wykorzystywany przy spalaniu) oraz badania tzw. sygnatury izotopowej węgla, czyli – w prostych słowach mówiąc – analizy umożliwiające ustalenie, czy dana cząsteczka CO2 powstała wskutek spalania paliw.

Jak wynika z badań, to właśnie dwutlenek węgla jest głównym spośród wielu czynników przyczyniających się do zmian klimatu. CO2, będąc gazem cieplarnianym, tworzy swoistą warstwę w ziemskiej atmosferze, która wpływa na bilans energetyczny całej planety. Jak działa ten mechanizm? Można wytłumaczyć go w następujący uproszczony sposób.

Ziemia przyjmuje promieniowanie słoneczne, będące dla niej głównym źródłem energii cieplnej. Następnie, planeta wysyła „swoje” promieniowanie cieplne, różniące się jednak od słonecznego (gdyż Ziemia jest chłodniejsza). Część promieniowania ziemskiego zostaje „przetrzymana” w atmosferze, dzięki czemu nasza planeta nadaje się do zamieszkania – bez atmosfery, średnie temperatury na jej powierzchni sięgałyby od -27 do -18 stopni Celsjusza. Jednakże wzrost stężenia gazów cieplarnianych – przede wszystkim zaś dwutlenku węgla – powoduje, że w atmosferze „zatrzymuje się” więcej ziemskiego promieniowania (potwierdzają to m.in. pomiary satelitarne). Rośnie przez to średnia temperatura jej powierzchni, a więc występuje tzw. globalne ocieplenie.

Na zmiany klimatu wpływają też inne rodzaje ludzkiej aktywności, m.in. wylesianie (które, według szacunków, odpowiada za ok. 15% globalnych emisji dwutlenku węgla).

Człowiek, poprzez swoją działalność, „dodaje więc” odpowiednie ilości m.in. dwutlenku węgla do naturalnego obiegu tej substancji (w którym naturalne absorpcje równoważą naturalne emisje). Innymi słowy mówiąc: człowiek „dorzuca” do pudełka zwanego atmosferą dodatkowe ilości substancji, które przekładają się na wzrost temperatury.

Dowody na tą teorię przedstawił szereg uznanych na całym świecie organizacji, m.in. Międzyrządowy Panel ds. Zmian Klimatu działający pod egidą ONZ, amerykańskie NASA i NOAA czy Polska Akademia Nauk, która w stanowisku Komitetu Geofizyki stwierdziła, że „żaden inny [poza emisjami gazów cieplarnianych produkowanymi przez człowieka – przyp. JW.] znany proces nie przyczyniał się do globalnego ocieplenia w ostatnich dekadach”.

Tymczasem, autorzy deklaracji zrównują rolę czynników naturalnych oraz antropogenicznych nie popierając swojej tezy choćby cieniem dowodu czy publikacji naukowej.

Po drugie, nieprawdą jest, że globalne ocieplenie postępuje wolniej niż przewidywano. Jak się okazuje, pod względem antycypowania skutków zmian klimatu, IPCC, czyli jedna z najbardziej zasłużonych na tym polu organizacji jest nad wyraz zachowawcza. Jak podaje portal naukaoklimacie.pl, trend liniowy podnoszenia się poziomu oceanów w okresie 1993-2001 był o 60% większy niż prognozował to IPCC. Podobnie rzecz się miała z topnieniem lodu w okresie 2007-2009 (większe o 40% niż przewidywania IPCC). Według tego samego źródła, Panel dość trafnie przewiduje wzrost średniej temperatury Ziemi. Warto też zaznaczyć, że jak podaje NASA, 18 z 19 najcieplejszych lat w od roku 1950 przypadło na okres po roku 2001, a Komitet Nauk Geofizycznych PAN stwierdził, że lata 2014-2016 były najcieplejsze w historii pomiarów meteorologicznych i oceanograficznych.

Po trzecie, nieprawdą jest również fakt, że zmiany klimatu nie przyczyniają się do zwiększania liczby gwałtownych zjawisk pogodowych. Warto w tym momencie przytoczyć wspomniane już wyżej stanowisko Komitetu Geofizyki PAN: „Zmiana klimatu przynosi szereg niekorzystnych skutków, od wzrostu intensywności susz w rejonach podzwrotnikowych, po zanik   wieloletniej   zmarzliny   w   rejonach   polarnych. Zwiększone   temperatury globalne wpływają na intensyfikację fal upałów. Coraz silniejsze dowody naukowe pokazują powiązania wzrostu częstotliwości   i   intensywności   opadów   ekstremalnych z obserwowanym   ociepleniem klimatu” – piszą naukowcy z PAN powołując się w swych ustaleniach na szereg publikacji.

Co ciekawe, kwestię zjawisk pogodowych związanych ze zmianami klimatu starał się też – w zmanipulowany sposób – przedstawić red. Tomasz Cukiernik w swym tekście dla tygodnika DoRzeczy, gdzie powoływał się na artykuł z International Journal of Climatology, pisząc: „Na przykład w 2013 r. <<International Journal of Climatology>> podał, że w latach 1951-2010 w obu Amerykach i Rosji zmniejszyły się częstotliwość, czas trwania i siła susz”. Fragment ten dowodzić miał, że zmiany klimatu wcale nie pociągają za sobą ekstremalnych zjawisk pogodowych. Cytat jest prawdą, ale red. Cukiernik zapomniał wspomnieć, że w tym samym artykule znaleźć można wzmiankę, iż susze wzmogły się istotnie na obszarze Morza Śródziemnego, Afryki Centralnej, Amazonii, Północno-Wschodnich Chin i Australii Wschodniej.

Co więcej, nieprawdą jest też powtarzany w mediach slogan, że deklarację podpisała grupa „500 naukowców”. Wśród nazwisk widniejących pod dokumentem z łatwością można wyłowić bardzo dużą grupę osób, które z nauką dotyczącą klimatu nie mają nic wspólnego. Znajdują się w niej m.in. prawnik, ekonomista, specjaliści od zarządzania i rozwoju biznesu, specjalista ds. bezpieczeństwa ruchu drogowego, psychoanalityk, architekt, polityk, przedsiębiorcy, dziennikarze, pisarz, pilot, specjalista ds. żywienia zwierząt, filozofowie, byli lub obecni pracownicy branży wydobywczej, przedstawiciele związków zawodowych polskiego sektora elektroenergetyki, konsultant, mówca publiczny, neuropsycholog, archeolog, specjalista ds. budowy tam i zapór, farmakolog.

Po przejrzeniu tej międzynarodowej listy można dojść do wniosku, że spośród 500 podpisów jedynie ok. 60-65 należy do osób, które w swej karierze naukowej posiadają poważne doświadczenie w kwestii badań klimatu (tj. są np. fizykami atmosfery). Oznacza to, że wśród sygnatariuszy deklaracji jedynie ok. 12-13% to klimatolodzy.

Nie sposób nie odnieść deklaracji do znanych już z historii podobnych przypadków. W 2007 roku w Internecie pojawiła się tzw. Lista Avery’ego, zawierająca 500 nazwisk specjalistów od klimatu, którzy mieli rzekomo przeczyć teorii antropogenicznych zmian klimatu. Jednakże jak się okazało, na listę wciągnięto naukowców bez ich zgody, dobierając ich – zupełnie błędnie – według klucza specjalizacji w odległej historii zmian klimatu. Założono bowiem, że jeśli badali klimat w ujęciu głęboko historycznym, tj. kiedy zmieniał się wyłącznie z przyczyn naturalnych, to są przeciwni tezie o antropogeniczności jego obecnych zmian. Stało to w sprzeczności z rzeczywistymi poglądami tych badaczy i skompromitowało listę.

Podobnym przykładem jest tzw. petycję oregońską, czyli apel wzywający do odrzucenia protokołu z Kioto, którzy rzekomo miał zostać podpisany przez ok. 30 tysięcy naukowców. Tymczasem, jak wynika ze statystycznych badań Scientific American, z grupy tej jedynie ok. 200 osób było naprawdę związanych z klimatologią. Podobne analizy przeprowadził polski bloger Doskonale Szare, który w badanej przez siebie próbie nie znalazł żadnego naukowca zajmującego się klimatem. Autentyczność listy kwestionowały też Seattle Times i Hawaii Reporter.

Podsumowując, najnowsza deklaracja jest kolejną inkarnacją oderwanych od faktów list czy petycji podpisywanych przez znanych już ze swego sceptycyzmu klimatycznego naukowców (m.in. prof. Richarda Lindzena, którego tezy odnośnie zmian klimatu były wielokrotnie obalane) oraz znacznie większą grupę osób niezwiązaną (niekiedy nawet pośrednio) z badaniami klimatycznymi. Wszystko to dość dobitnie wskazuje, że do tego typu publikacji podchodzić należy z ogromną rezerwą.

KomentarzeLiczba komentarzy: 27
gość
poniedziałek, 7 października 2019, 05:29

Co tam 500, przeciez już dwa lata temu 30 tysięcy naukowcow podpisało się pod petycją przeciwko "konsensusowi" w sprawie globalnego ocieplenia. Ludzie nie mają decydującego wpływu na ocieplenie klimatu. Obecny stan rzeczy nie jest niczym wyjątkowym. Ci którzy twierdzą, że CO2 jest przyczyną niech wiedzą, że przed tysiącami lat poziom CO2 na Ziemi był 5-krotnie większy. CO2 jest korzystny do rozwoju życia. Ciepły klimat również. To dlatego życia jest więcej w okolicach równika, a nie na biegunacj północym i południowym gdzie różnorodność gatunkowa jest znikoma. Żadna z przepowiedni w "NIewygodnej prawdzie" Ala Gora się nie sprawdziła. NIC. Mówi się o konsensunie naukowej w sprawie klimatu. Coś takiego jak konsensus w nauce nie istnieje. Nauka to nie demokracja. Tu liczą się badania i dowody. Wszystkie dowody obecnie są oparte o wadliwe modele klimatyczne. Zbadano też prace naukowców, którzy weszły w skład "konsensusu". Okazało się, że tylko w 4% z nich były w ogóle poruszane zagadnienia w związku z globalnym ociepleniem. Konsensus? Już Einstein powiedział, że wystarczy jeden dowód aby obalić i 100 wcześniejszych badań czy eksperymentów, a więc co ma oznaczać konsensus? Naukowcy się umówili, że wierzą w globalne ocieplenie spowodowane działalnością cżłowieka. Co więcej ewoluowała w czasie sama terminologia. Bo w latach 90 mówiło się globalne ocieplenie, ale gdy się okazało, że klimat nie ociepla się w takiej mierze jak głoszono, zmieniono terminologię na "zmiana klimatu". Klimat zawsze się zmienia. W 1920 głoszono podobne prorocze wizje ocieplenia. Ocieplenie jest spowodowane aktywnością na powierzchni słońca, a nie działalnością człowieka. Co najważniejsze. Ci, którzy sprzeciwiają się tej narracji są nazywani : negującymi zmianę klimatu. NIkt nie neguje zmiany klimatu, ani tego, że jesteśmy obecnie w cieplejszej fazie, ani że dbanie o planetę nie jest ważne, ani że cżłowiek nie ma żadnego wpływu. NIkt tego nie twierdzi. Twierdzą tylko, że człowiek nie jest głównym, a jednym z setek czynników wpływających na ocieplenie, a działalność cżłowieka ma znikomy wpływ. Badania wzięły się z politycznej porpagandy. Świat nauki jest wspierany przez rządy polityków poprzez przyznawane granty naukowe. Nie ma więc dziwne, że "naukowcy" zaczęli produkować dowody na poparcie tezy za którą uczelnie dostają peiniądze. Dlaczego nie widzi się debat telewizyjnych z naukowcami klimatologami, którzy sprzeciwiają się politycznie umaczanej narracji? Nie ma rzeczowej dyskusji. Od razu są wyzwiska. TO ma być naukowe podejście? Podejście w któym nikt nie chce wysłuchać naikowców, którzy posiadają dowody na poparcie swoich tez?

Tommy Hilfiger
niedziela, 6 października 2019, 13:44

WTF??? Przeczytałem całość. Nie przekonał mnie Pan. To jest trochę takie naiwne rozmywanie tematu. Przypomina mi to stary dowcip o Ruskich i Amerykanach: My mamy badaczy - mówi Amerykanin - a Ruscy mają szpiegów. - A co robią wasi badacze? - Nasi badacze badają co Ruscy szpiegują... PS. Gdyby nie to, że redakcja bloga Crazy Nauka zechciała się posłużyć wobec mnie cenzurą, gdy krytykowałem jej podejście do psychologicznych aspektów związanych z nauką o klimacie, to sam nigdy nie zainteresowanym się zmianami klimatycznymi. Teraz wiem, że po stronie entuzjastów globalnego ocieplenia/oziębienia (zależnie od sezonu) spowodowanego przez dwutlenek węgla (?!) mamy kołtunów jakich mało. Oczywiście, że należy ograniczyć plastik i śmieci, ale najpierw trzeba wykopać że stołków kołtunów, którzy źle definiują problemy trując naszą planetę i chodząc w samozwańczym bombie chwały. Przykład? Okazuje się teraz że w aglomeracjach CO2 nie jest zagrożeniem (roślinki sobie jakoś z tym radzą), tylko nadtlenek azotu (natura nie umie tego sama z siebie zbalansowac). Kto zaś leje do silników adblue? Przede wszystkim niedouczone klimatyczne kołtuństwo w niemieckich, nieekologicznych autach, które z pogardą, która wzbudza we mnie adekwatna reakcję, zatupuje rzeczywistość. Tłuszcza.

Plus minus
niedziela, 6 października 2019, 12:41

Ciekawe komentarze naprawdę uważacie że spalanie paliw kopalnych przez ostatnie 150 lat nie miało żadnego wpływu na klimat naszej planety!

ech
czwartek, 9 stycznia 2020, 19:05

Tak, naprawdę tak uważamy. Nie ma dowodów na szkodliwe działanie C02, można nawet twierdzić, że jest odwrotnie i to ocieplenie wpływa na emisję CO2 z wód oceanicznych. Natomist zupełnym brakiem sensu a wręcz ośmieszeniem tematu jest zwiększanie emisji CO2 w Azji lub Afryce aby zmniejszyć emisję CO2 w Europie. Bo przecież surowce czy podzespoły itp. do produkcji tzw. alternatywnych żródeł energii są tam właśnie produkowane i ich slad węglowy jest większy niż w zródłach energii lub pojazdach na paliwa kopalne. Nawet durna hulajnoga elektryczna wynajmowana w miastach " żyje" tylko 1,5 miesiąca a potem trzeba wszystko utylizować lub przetwarzać . Aluminium, stal, tworzywa, gumę, układy elektroniczne i ...najważniejsze ...akumulatory ...a to najbardziej dziecinny przykład.

Kto_pyta
niedziela, 6 października 2019, 11:30

Po pierwsze, nikt nie mówi o metanie który posiada kilkukrotnie większy współczynnik generowania zmian klimatycznych niż co2. Ale nikt z wielkich klimatologow I polityków nie mówi spoleczenstwom szczególnie wysokokonsumpcyjnym przestańcie żreć tyle to jego emisja poza naturalną spadnie może im mówić oszczędzanie prąd i płacicie więcej za ekologię bo to lykna, ale ze musicie przestać tyle jeść wołowiny i pić mleka to już nie przejdzie podobnie jak wprowadzenie obowiązkowych instalacji odzyskiwania metanu na feriach i używania go do spalania w celu produkcji energii. Bilans co2 będzie zerowy a metanu mniej. Rolnicy w Europie a szczególnie w polskim ciemnogrodzie na to nie pójdą. Po drugie, czy zmiany klimatyczne są szkodliwe? Tego nie wiemy bo - patrz punkt 3. Po trzecie patrzymy przez pryzmat człowieka ale czy ewolucyjnie dla ziemi to ma być złe? Przecież to my ludzie i nasz konsumpcjonizm jesteśmy największym zagrożeniem. Życie przetrwa w takiej czy innej formie. Kiedyś było globalne zlodowacenia to teraz na odwrót. Oczywiście powinniśmy ograniczać emisję co2 metanu we własnym interesie ale samo ograniczanie nic tu nie zmieni jeśli nie pójdą za tym inne działania jak problemy z niszczeniem dużych połaci lasów na planecie. Mówimy o ograniczaniu emisji co2 ale ile osób zrezygnowało ze swojej wygody i oszczędza energię. Zadowala się tym że kupi żarówkę Led ale już jej nie wyłączy ale użyje 3 w tym samym czasie. Częściowo dzieki ociepleniu używamy mniej energii bo nie musimy grzać tak mocno zima a bez klimy da się bardziej żyć niż bez ciepła.

Plus i minus
niedziela, 6 października 2019, 10:29

Jedni i drudzy mają trochę racji...klimat się zmieniał zawsze nawet jak człowieka nie było ale te miliardy aut pomagają mu się zmieniać szybciej..

dante
wtorek, 8 października 2019, 12:17

Próbujesz łagodzić dyskusje i to się chwali. Jednak na ignorancję trzeba mocnych słów bo argumenty do nich nie docierają...: w ciągu ok 150 lat ponad połowę kopalnych źródeł energii wyemitowaliśmy do atmosfery jako miliardy ton CO2 ... jednocześnie wycięliśmy ponad połowę globalnych lasów (główny absorber)... zamieniając je na CO2 i pola, gdzie uprawa gleby spowodowała emisję kolejnych miliardów ton CO2... itd itp... Jeśli ktoś nadal myśli że nie mogło to wpłynąć na globalny klimat to żadne inne argumenty: artykuły naukowe, opracowania analizy nic nie zmienią bo to są Ignoranci...

Reklama
Tweets Energetyka24