W tym roku startuje polska elektrownia jądrowa. Przynajmniej formalnie [KOMENTARZ]

21 lutego 2020, 13:29
nuclear-power-plant-4535760_1920
Fot. Pixabay

Według aktualnie obowiązującej strategii rozwoju polskiej energetyki, w 2020 roku powinna zostać oddana do użytku pierwsza polska elektrownia jądrowa. Jest to smutne świadectwo tego, że Warszawa nie potrafi stworzyć konsekwentnie realizowanej polityki energetycznej.

Według Polityki Energetycznej Polski do 2030 roku, która została przyjęta w listopadzie 2009 roku, rok 2020 to termin graniczny dla oddania do użytku pierwszej polskiej elektrowni jądrowej. „Dotrzymanie zakładanego terminu uruchomienia pierwszej elektrowni jądrowej do 2020 roku wymaga zapewnienia szerokiego udziału organów państwa i zaangażowania środków budżetowych, posiadania wykwalifikowanej kadry i sprawnych instytucji zarówno w fazie przygotowawczej do podjęcia ostatecznej decyzji o realizacji programu rozwoju energetyki jądrowej, jak i w fazie przygotowań do przetargu” – przeczytać można w tym dokumencie.

I choć do realizacji tego celu powołano specjalną spółkę (PGE EJ 1), choć jej prezes Aleksander Grad zapowiadał rozpoczęcie „zintegrowanego postępowania” w sprawie budowy jądrówki już w październiku 2012 roku, choć wybrano lokalizacje (Gąski, Choczewo i Żarnowiec), to jednak elektrownia pozostała wyłącznie na papierze, dając smutne świadectwo imposybilizmu państwa polskiego.

Niestety, obecne prace nad polską elektrownią jądrową, które rozpoczął rząd Zjednoczonej Prawicy coraz bardziej przypominają te sprzed 10 lat.

„Nieformalna decyzja dotycząca budowy elektrowni jądrowej w Polsce zapadła, formalna jeszcze nie” – powiedział podczas Kongresu 590 w 2018 roku minister energii Krzysztof Tchórzewski. Choć od tego czasu minęło już 1,5 roku, to formalnej decyzji dot. atomu nad Wisłą wciąż nie ma (nawiasem: nie ma też resortu energii).

W listopadzie 2019 roku minister Piotr Naimski zapowiedział, że sprawa finansowania budowy elektrowni jądrowej ma zostać rozstrzygnięta w ciągu „najbliższych kilku miesięcy”. Tymczasem rzecznik rządu Piotr Müller powiedział trzy miesiące później, że w roku 2020 można spodziewać się rozstrzygnięć w sprawie budowy elektrowni jądrowej. Trudno powiedzieć, czy słowa te to dodatkowe przesunięcie harmonogramu czy może ogólne potwierdzenie zapowiedzi ministra Naimskiego – wiadomo natomiast, że dosłownie z dnia na dzień zarysowany w Polityce Energetycznej Polski do 2040 roku termin oddania pierwszego bloku jądrowego do użytku (2033 rok) staje się coraz mniej realny.

Ale – jak to pokazuje przykład wspomnianej na wstępie Polityki Energetycznej Polski do 2030 roku – dokumenty takie są raczej sugestią niż poważnym planem.

Impas projektu atomowego można tłumaczyć wydarzeniami zewnętrznymi – głównie okresem wyborczym w Stanach Zjednoczonych, które urastają do rangi najpoważniejszego partnera Polski na polu energetyki jądrowej. W lipcu 2018 roku polskie Ministerstwo Energii rozpoczęło rozmowy z amerykańskim Departamentem Energii o współpracy międzyrządowej w zakresie energetyki jądrowej. Niecałe dwa miesiące później, 4 września 2018 roku, delegacja ME poleciała do Waszyngtonu, gdzie spotkała się z przedstawicielami wielu amerykańskich departamentów oraz członkami Rady Bezpieczeństwa Narodowego, czyli organie doradczym działającym przy prezydencie USA. Wkrótce po tych spotkaniach, list do premiera Morawieckiego napisał Rick Perry, Sekretarz Energii USA. Dokument ten zawierał szeroką propozycję współpracy w zakresie energetyki jądrowej. Budowa atomu w Polsce jest też zgodna z amerykańskimi założeniami strategicznymi. W marcu 2019 roku Agencja Reutera poinformowała, że spółki ze Stanów Zjednoczonych rozpoczęły wstępne prace związane z przygotowaniem transferu technologii jądrowych do Arabii Saudyjskiej, która – będąc jednym z istotnych sojuszników USA w regionie – chciała zmniejszyć udział paliw kopalnych w swoim miksie energetycznym. Ameryka zyska na tej współpracy nie tylko gotówkę, ale także rozbudzi swój przemysł jądrowy (co zgrywa się ze słowami Perry’ego, który podkreślał, że atom to prawdziwy Green New Deal) oraz wzmocni relacje z ważnym dla siebie państwem.

To właśnie te korzyści mogą stać na drodze do zaangażowania się USA w rozwój projektu jądrowego w Polsce. Działania administracji Trumpa zmierzające do współpracy z Polską na polu energetyki jądrowej mogą być obecnie torpedowane przez Demokratów, obawiających się sukcesu republikańskiego prezydenta – a tak z pewnością zostałoby odebrane wejście Ameryki do ogromnej inwestycji w polski projekt jądrowy.

Jednakże ta okoliczność nie usprawiedliwia zachowawczości, jaką wykazywał się rząd w Warszawie przez ostatnie 4,5 roku. Warto przypomnieć, że warunki do podjęcia decyzji ws. atomu były przez ten czas wręcz doskonałe – większość parlamentarna i prezydent wywodziły się z tego samego obozu politycznego, gospodarka rosła jak na drożdżach, a społeczeństwo stawało się coraz bardziej przychylne względem tej inwestycji.

Czy zatem obecny projekt jądrowy podzieli los tego sprzed dekady? Warto mieć nadzieję, że będzie jednak inaczej, gdyż Polska naprawdę potrzebuje energii z atomu – siłownia jądrowa może rozwiązać wiele problemów, m.in. kwestię emisyjności polskiej energetyki czy zabezpieczenie północno-wschodniej Polski w energię elektryczną (za co odpowiadać ma obecnie nowy blok elektrowni Ostrołęka).

Na razie jednak kluczowym budulcem dla tego projektu jest… papier.

KomentarzeLiczba komentarzy: 9
Prawda
niedziela, 28 czerwca 2020, 23:33

Elektrownia węglowa jest dużo bardziej ekologiczna. Dlaczego nikt nie wspomina o ciężkiej wodzie, która służy do chłodzenia reaktora i staje się wysoce radioktywa. Sama ciężka woda jest wysoce szkodliwa proponuje poczytać na organizmu żywe. I beczki z wodą są zakopywane w ziemi i będą tam leżeć dziesiątki setki lat to ja się pytam co jest bardziej szkodliwe dla środowiska ekolodzy?

rmarcin555
piątek, 28 lutego 2020, 11:43

Opowieści o elektrowni atomowej wybudowanej przez Amerykanów ciąg dalszy. Amerykanie nie wybudowali nowego reaktora od 30 lat, nie ma więc szans, aby wybudowali go w Polsce. Załóżmy jednak, że jakimś cudem znajdziemy dawce technologii, to pozostaje problem finansowania czyli 5mld / 1GW to jest 20mld PLN za 1GW. Budżet ma ważniejsze wydatki: 13stki, 14stki, podwyżki dla górników.

beczka
piątek, 21 lutego 2020, 17:33

Kwestią czasu będzie wprowadzenie astronomicznych kar i opłat ze wprowadzanie do środowiska wypalonego paliwa jądrowego. Przecież to ściema, że wystarczy zamknąć w beczce na milion lat i już. Ile co2 emituje się podczas produkcji takiej beczki? ale do zarządu takiej elektrowni to już bym chciał iść i za 100 tys miesięcznie żadna zakopana za 60 lat na milion lat beczka nie będzie mi przeszkadzała bo skleroza zrobi, że nie będę pamiętał...

Szymon
sobota, 22 lutego 2020, 11:29

A jakie będą kary za wprowadzenie do środowiska zużytych turbin wiatrowych?

suawek
sobota, 22 lutego 2020, 00:14

Polecam zainteresowanie się tematem, aby więcej się nie ośmieszać mówieniem o "wprowadzaniu do środowiska" wypalonego paliwa. I jeszcze jakie wysokie mniemanie o sobie... uważasz że się nadajesz by " iść do zarządu"?

Niuniu
piątek, 21 lutego 2020, 15:26

Oby - tylko dla czego plan są nadal tak mgliste? Po tylu latach przygotowań i analiz począwszy od rządów PO i całą kadencję PIS-u nadal nic nie wiemy. I nic nie postanowiono. To nie 4.5 roku ale ponad 8 lat studiów i przygotowań zakończonych wielkim niczym. A przecież budowa Naszej pierwszej EJ już dawno temu się rozpoczęła i została pochopnie zatrzymana przez Premiera Milera za rządów SLD. W 1982/3 roku pracując w Urzędzie Dozoru technicznego przechodziłem wraz z wieloma kolegami szkolenie i certyfikację na Inspektora d/s Energetyki Jądrowej w celu nadzorowania budowy i eksploatacji Naszej pierwszej Elektrowni Jądrowej. Pamiętam, że liczne polskie fabryki które kontrolowaliśmy były gotowe do produkcji podzespołów do tej elektrowni. Upłynęło prawie 30 lat i jesteśmy dalej od EJ niż byliśmy w stanie wojennym u schyłku poprzedniej epoki. Jak tak dalej pójdzie to pierwszy działający blok EJ zafundujemy sobie akurat wtedy gdy na świecie skończą się dostępne złoża uranu.

Stefffan
piątek, 21 lutego 2020, 23:43

Budowę elektrowni atomowej w Żarnowcu wstrzymał nie Leszek Miller, a rząd Tadeusza Mazowieckiego. Budowa była wówczas zaawansowana w ok. 60 - 70 % (m.in. były już zakupione reaktory). Przerwanie inwestycji było gigantycznym marnotrawstwem. Racjonalność postępowania, przysłoniła w tym przypadku ideologia, bo jeżeli ktoś pamięta lata 80, to pamięta też, że sprzeciw przeciwko budowie elektrowni w Żarnowcu był jednym z sztandarowych haseł opozycji solidarnościowej. Był to też ważny postulat opozycji podczas rozmów okrągłego stołu. Dlatego, jedną z pierwszych decyzji, wywodzącego się z opozycji solidarnościowej, rządu Tadeusza Mazowieckiego, było przerwanie budowy.

Konrad
sobota, 22 lutego 2020, 15:36

Wtedy upadł nasz przemysł ciężki matnotrawiący mnóstwo energii, a państwo było kompletnym bankrutem. Nie było za co kontynuować, nie było po co kontynuować, a poparcie społeczne było potrzebne do wprowadzania ważniejszych reform.

Jerzy Lipka -Obywatelski Ruch na Rzecz Energetyki Jadrowej
niedziela, 23 lutego 2020, 11:41

To nie do końca prawda. Bo skoro rok później uruchomiono kolejnego truciciela na Śląsku elektrownie Opole, to przecież można było i Żarnowiec który produkowallby energię w sposób czysty i taniej. To lobby węglowe i jego przedstawiciele Prof Bojarski i Min T. Syryjczyk zniszczyli elektrownie. Ludzie protestujący przeciwko nie byli z rejonu Żarnowca, byli dowożeni tam autokarami, ktoś to organizował za duże pieniądze!

Tweets Energetyka24