UOKiK uderza w Nord Stream 2. "Czy uda się pokonać gazowego lwa nemejskiego?"

10 maja 2018, 12:52
8401769980_a1b48f5f8d_z
Fot. Carole Raddato / Flickr

Prezes Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów poinformował o wszczęciu postępowania antymonopolowego przeciwko Gazpromowi oraz pięciu europejskim spółkom zaangażowanym w realizację projektu Nord Stream 2. Efektem działań podjętych przez UOKiK mogą być nie tylko drakońskie kary finansowe, ale również znaczące utrudnienie budowy kontrowersyjnej magistrali - związane z odcięciem źródeł finansowania. Czy po wielu próbach uda się pokonać gazowego lwa nemejskiego?

Wspólna historia projektu Nord Stream 2 i polskiego UOKiK rozpoczęła się w grudniu 2015 roku, kiedy to do urzędu wpłynął wniosek dotyczący wyrażenia zgody na koncentrację. W praktyce dotyczył on utworzenia przez PAO Gazprom, Uniper Global Commodities SE, ENGIE SA, OMV Nord Stream II Holding AG. Shell Exploration and Production (LXXI) B.V. oraz Wintershall Nederland B.V. spółki joint venture służącej realizacji wspomnianej powyżej inwestycji. W pierwotnym zamiarze europejskie spółki miały objąć po 10% udziałów w konsorcjum, natomiast Gazprom 50%. Umowa dotycząca współpracy w tym zakresie została podpisana przez wspomniane podmioty 4 września 2015 roku we Władywostoku.

W lutym 2016 roku wniosek został skierowany do drugiego etapu postępowania, którego elementem była m.in. analiza oddziaływania na rynek. W wyniku tych działań UOKiK ustalił, że ewentualna zgoda na utworzenie konsorcjum wpłynęłaby nań negatywnie, ponieważ Rosjanie już w tym momencie posiadają pozycję dominującą - finalizacja transakcji mogłaby doprowadzić do pogłębienia tego stanu rzeczy. W ujęciu formalnym oznaczało to przedstawienie zainteresowanym spółkom zastrzeżeń, do których mogły odnieść się w terminie 14 dni (z możliwością przedłużenia o kolejnych 14). Rosyjskie media alarmowały wówczas, że stanowisko polskiego urzędu może bardzo negatywnie wpłynąć na realizację inwestycji. Pojawiły się także oskarżenia o upolitycznienie procesu (argumentem była m.in. decyzja niemieckiego urzędu, który jeszcze w grudniu 2015 wydał stosowną zgodę).

Zdając sobie sprawę ze skali problemu rosyjski monopolista podjął starania zmierzające do zakulisowego wpłynięcia na ostateczną decyzję UOKiK. Jak informowali analitycy Ośrodka Studiów Wschodnich w ich ramach zaproponowano Polsce obniżenie cen gazu oraz przedłużenie kontraktu na jego tranzyt - mówiło się tutaj nawet o 25-letniej umowie. Skutki tych działań okazały się jednak mizerne.

12 sierpnia 2016 roku, po przedstawieniu polskiemu urzędowi ustnych wyjaśnień dotyczących spornych kwestii, niedoszli udziałowcy Nord Stream 2 AG podjęli decyzję o wycofaniu wniosku. Komunikat w tej sprawie ogłoszono zaledwie kilka godzin po zakończeniu rozmów ze stroną polską. Przedstawiciele urzędu zauważają w tym kontekście, że wycofanie wniosku i zakończenie postępowania umorzeniem (zamiast wydania zgody) oznaczało w praktyce zakaz utworzenia konsorcjum.

Fot. www.uokik.gov.pl
Fot. www.uokik.gov.pl

Bardzo szybko okazało się jednak, że Nord Stream 2, niczym lew nemejski, odporny jest na rozmaite ciosy wymierzane przez jego przeciwników oraz instytucje stojące (najzwyczajniej w świecie) na straży prawa. Po decyzji UOKiK Gazprom mógł wybrać jedną z trzech dróg - różniących się stopniem skomplikowania oraz poziomem pogardy dla wspólnotowego porządku prawnego. Pierwsza zakładała rzucenie UOKiK rękawicy przed polskimi sądami i rozpoczęcie procesu - potencjalnie długotrwałego i mogącego spowodować opóźnienia w realizacji inwestycji. Z dużą dozą prawdopodobieństwa można założyć, że Rosjanie przegraliby ten spór - nie ze względu na „polską rusofobię”, którą zarzucano nam przy tej okazji, ale ze względu na słabość argumentacji. Drugi wariant, także angażujący czasowo, zakładał rozpoczęcie negocjacji z UOKiK i wypracowanie mechanizmów zabezpieczających polski rynek przed negatywnymi skutkami koncentracji. Trzeci scenariusz został wdrożony w życie - Rosjanie w teorii zarzucili pomysł tworzenia konsorcjum z europejskimi spółkami, decydując się na samodzielną budowę kontrowersyjnej magistrali. Czas pokazał, że była to jedynie fikcja.

Wkrótce po zderzeniu z UOKiK firmy zaangażowane w projekt rozpoczęły rozmowy dotyczące obejścia decyzji polskiego urzędu. Jednym z ich owoców było porozumienie zawarte 24 kwietnia 2017 roku w Paryżu. W świetle oficjalnych komunikatów zakładało ono, iż europejskie spółki pokryją połowę kosztów budowy (wówczas szacowanych na 9,5 mld euro, dziś mówi się o 9,9 mld). W myśl umowy każda z nich miałaby przekazać na ten cel 950 mln euro (10% ogólnego kosztu - przypomnijmy, że udziały w konsorcjum Nord Stream 2 AG miały również wynosić 10%). Niejasnym była wówczas droga przekazania środków, dziś wiemy już, że dzieje się to w formie pożyczek - co sprawia, że finansową odpowiedzialność za projekt ponosi Gazprom. Na początku maja 2017 poinformowano, że spółce Nord Stream 2 AG zostanie udzielony kredyt pomostowy wysokości do 6,65 mld euro do końca 2019 roku. Pożyczki udziela spółce rosyjski koncern Gazprom i zachodni partnerzy projektu. Oprocentowanie kredytu miało wynieść 6 procent. Gazprom zobowiązał się, że zapewni z kwoty kredytu 1,9 mld euro, pozostała część finansowania jest równomiernie rozłożona pomiędzy pięć zachodnich koncernów uczestniczących w projekcie - podawał dziennik "Kommiersant". Równocześnie miano poszukiwać środków “na rynku”.

Na efekty nie trzeba było długo czekać. Na początku marca br. prezes Wintershall, Mario Mehren, poinformował, że jego spółka w 2017 roku przekazała na realizację inwestycji fundusze w wysokości 324 mln euro. „Mechanizm jest taki, że wszyscy płacimy w tym samym czasie” - mówił. Pożyczka o której mowa została zrealizowana w dwóch transzach - w czerwcu i grudniu. Jeśli weźmiemy pod uwagę, że w realizację projektu zaangażowanych jest 5 zachodnich firm, to w skali 2017 roku, ostrożnie licząc, spółka celowa NS2 AG otrzymała łącznie ponad 1,6 mld euro (rosyjskie media mówią nawet o 3 mld euro). A wszystko to pomimo decyzji UOKiK, rosnącego uzależnienia Europy od rosyjskiego gazu, aneksji Krymu, wojny na wschodzie Ukrainy oraz międzynarodowych sankcji.

Postępowanie Rosjan świadczy o tym, na co zwracał również uwagę prezes UOKiK, że pomimo buńczucznych zapewnień potrzebują oni wsparcia zachodnich koncernów. Kluczowym czynnikiem są tu oczywiście względy finansowe, ponieważ wszelkie znaki na niebie i ziemi wskazują, że Gazprom nie będzie w stanie zrealizować w pojedynkę tej inwestycji. Taki punkt widzenia zdaje się potwierdzać zarówno dotychczasowa, bardzo wątpliwa z prawnego punktu widzenia, taktyka spółki, jak i niedawne doniesienia, że w 2017 roku jej zysk netto był niższy o 24,94% w porównaniu do 2016. Na to wszystko nakładają się międzynarodowe sankcje utrudniające dostęp do finansowania (zagrożenia dla inwestycji dostrzega tu m.in. agencja Moody’s) oraz rosnące koszty innych megaprojektów, np. Turkish Stream: „Wcześniej mówiliśmy, że koszt może wynieść 6 mld $, ale obecnie szacujemy go na ok. 7 mld $. Nie wykluczamy możliwości pozyskania finansowania dla projektu, ale mając na uwadze obecne uwarunkowania, Turkish Stream prawdopodobnie zostanie opłacony ze środków Gazpromu, a następnie refinansowany w formie obligacji projektowych, tak jak miało to miejsce w przypadku Nord Stream” - mówił Andrej Kruglow, wiceszef spółki, podczas wizyty w Londynie.

Reasumując - turbulencje dla projektu, które mogą wywołać działania UOKiK same w sobie nie wystarczą do jego zablokowania. Niemniej, waga podnoszonych zarzutów jest ciężka, ponieważ regulacje dotyczące konkurencji mają istotne znaczenie dla porządku prawnego UE, zaś Gazprom to spółka przeciwko, której Komisja Europejska prowadzi postępowanie antymonopolowe. Aktywność Urzędu połączona z innymi czarnymi chmurami, które zbierają się nad inwestycją (amerykańskie sankcje oraz presja, prace nad nowelizacją dyrektywy gazowej, stanowisko Duńczyków, kłopoty finansowe oraz fatalna passa Rosji na arenie międzynarodowej) mogą utworzyć masę krytyczną, która zaważy na opóźnieniu inwestycji. A kto wie, być może w sprzyjających okolicznościach uda się wywalczyć coś więcej. Herakles nie dał rady pokonać lwa nemejskiego zadając mu potężne ciosy – musiał posunąć się do fortelu. Być może jest to pewna wskazówka dla przeciwników NS2.

KomentarzeLiczba komentarzy: 8
zenek
sobota, 12 maja 2018, 01:31

Wycofanie wniosku nie oznacza, że została wydana decyzja negatywna zabraniająca utworzenia spółki. Po prostu zmieniłem zdanie i nie chcemy tworzyć spółki. Prezentowana argumentacja UOKiK jest dobra na potrzeby wewnętrzne propagandowe . Nawet zgodnie z naszym prawem Prezes UOKiK umarza postępowanie w sprawie koncentracji, jeżeli taki wniosek zostanie cofnięty - umarza czyli musi umorzyć, gdy wniosek zostanie cofnięty. Bardzo trudno będzie się jej ostać w EU. Ponadto bardzo dyskusyjne jest czy jakakolwiek zgoda UOKiK jest dla NS II potrzebna. I ciekawym jest jaka i kiedy będzie odpowiedź strony federalnej, a pewnie będzie.

leming
piątek, 11 maja 2018, 14:58

Jeżeli Niemcy zdecydowali ze potrzebują NordStream2 to UOKiK może się dowolnie nadymać, aż pęknie i narobi huku.A czas niepokojów na Bliskim Wschodzie wzmacnia tych co sądzą że dostawy z Rosji zapewniają stabilność.

tomek
czwartek, 10 maja 2018, 20:45

w jakim swiecie zyje polska polityka i gospodarka