Trudny rok Gazpromu. "Kluczowe megaprojekty w zawieszeniu"

12 stycznia 2016, 11:48

Miniony rok był wyjątkowo trudnym okresem dla rosyjskiego giganta gazowego. Niektóre projekty inwestycyjne Gazprom musiał zamrozić z powodu braku środków finansowych, albo politycznej dekoniunktury. Inne, choć formalnie są w toku, stoją pod znakiem zapytania. Należy do nich Nord Stream II. Moskwa jednak konsekwentnie walczy o swoje.

W roku 2015 Gazprom stanął przed wieloma wyzwaniami, z którymi do dziś się nie uporał. Ministrowie wielu państw UE podpisali petycję przeciwko budowie gazociągu Nord Stream II, który miał umożliwić tranzyt kolejnych 55 mld metrów sześć. gazu przez Bałtyk do Niemiec z pominięciem dotychczasowych państw tranzytowych. 

Ostateczna decyzja o losach projektu należy do Komisji Europejskiej. Nabierają na sile głosy, że druga część Gazociągu Północnego powinna w 100% odpowiadać wymogom III pakietu energetycznego. W grudniu ubiegłego roku szef Rady Europejskiej Donald Tusk wystąpił z głośnym oświadczeniem, że Nord Stream II to oznaka lekceważenia przepisów UE w zakresie dywersyfikacji źródeł energii i szlaków tranzytowych.

W grudniu premier Włoch ostro skrytykował Angelę Merkel za stosowanie podwójnych standardów w polityce energetycznej UE. Wypomniał jej zablokowanie projektu South Stream za niezgodność z prawem unijnym oraz brak konsekwencji przy podobnym, tylko tym razem powstającym z udziałem Niemiec, Nord Stream II. W niedzielę włoski dziennik „Corriere della Sera” opublikował przecieki z toczących się od zeszłego tygodnia rozmów między Rzymem a Moskwą. W piątek premier Matteo Renzi rozmawiał z prezydentem Władimirem Putinem przez telefon, a tego samego dnia szef włoskiego MSZ przyjął w stolicy wicepremiera Arkadija Dworkowicza. Zdaniem gazety tematem rozmów było zwiększenie udział włoskiego kapitału w budowie drugiej części Gazociągu Północnego. Skwitowała to określeniem „Włochy proszą o kawałek tortu Nord Stream 2”.

Po zestrzeleniu rosyjskiego samolotu przez tureckie siły powietrzne Moskwa wstrzymała realizację projektu gazociągu Turkish Stream. Prezydent Władimir Putin powiedział, że zostanie on wznowiony, jeśli Komisja Europejska zagwarantuje na piśmie, że eksport rosyjskiego gazu przez Turcję będzie wspierany przez Wspólnotę.

Jeśli Rosjanom nie uda się uruchomić żadnego alternatywnego szlaku dla dostaw błękitnego paliwa do Europy, będą musieli się dogadać z Ukrainą. Umowa na tranzyt przez jej terytorium wygasa w 2019 roku.

Gazprom zakupił już rury o wartości 1,8 mld euro na potrzeby budowy Turkish Stream. Według źródeł zbliżonych do banków inwestycyjnych rosyjski eksporter zainwestował w przygotowania do projektu w sumie aż 12-14 mld dolarów.

Również dla rosyjskiego LNG nie był to dobry rok. Stany Zjednoczone obłożyły sankcjami zakład skraplania gazu ze złóż Jużno-Kirinskoje w Sachalinie. Zakład ma zablokowany dostęp do długoterminowych kredytów, know-how i technologii amerykańskiej. Tymczasem Gazprom snuje ambitne plany podboju rynku azjatyckiego, które zdaniem analityków są nierealne bez partnerów strategicznych. Nic dziwnego więc, że budowę kolejnego zakładu we Władywostoku spółka odroczyła do momentu nadejścia lepszych czasów.

Eksperci sceptycznie mówią też o kontrakcie na dostawy gazu do Chin za pośrednictwem Siły Syberii. Formuła cenowa została oparta na cenach ropy, co przy obecnej dekoniunkturze nie wróży niczego dobrego dla Gazpromu. „Ta umowa zwiastuje jeden wielki ból głowy” – zwiastuje Walerijd Nesterow, analityk Sbierbanku.

Zobacz także: Wicekanclerz Niemiec lobbuje w Brukseli za Nord Stream 2

Zobacz także: KE zwleka z rozstrzygnięciem postępowania przeciw Gazpromowi

Energetyka24
Energetyka24
KomentarzeLiczba komentarzy: 0
No results found.
Reklama
Tweets Energetyka24