Reklama
  • WIADOMOŚCI
  • KOMENTARZ

Światowe zasoby ropy rosną szybciej, niż wydobycie

W 1980 roku na świecie wydobyto 23 miliardy baryłek ropy naftowej, a zasoby w złożach (683 miliardy baryłek) miały wystarczyć na 30 lat. Od tamtych prognoz minęło już prawie 40 lat i jak się okazało przewidywania nijak mają się do rzeczywistości. Do końca ubiegłego roku na świecie wypompowano już blisko 1000 miliardów baryłek ropy, jej zasoby w złożach szacuje się na ponad 2000 miliardów baryłek, co powinno wystarczyć na 70 lat. Oznacza to, że światowe zasoby ropy rosną szybciej, niż wydobycie. 

Fot. www.orlenupstream.pl
Fot. www.orlenupstream.pl

Dzieje się tak przede wszystkim z powodu postępu w technologiach poszukiwania i wydobycia, umożliwiających sięganie po ropę w pokładach wcześniej niedostępnych, takich jak skały macierzyste (łupki, piaski bitumiczne) i złoża głębokowodne, ale także z powodu coraz mniejszych przyrostów popytu na ropę w różnych rejonach świata. Na przykład w krajach OECD kurczy się on konsekwentnie od 2005 roku. Zaki Yamani, były Minister Ropy Arabii Saudyjskiej, zapytany o przyszłość ropy naftowej, powiedział: „era kamienia łupanego nie skończyła się z powodu braku zasobów kamienia i era ropy naftowej skończy się długo wcześniej niż na świecie skończy się ropa”.

W tym miejscu oczywiście nasuwa się pytanie o to, kiedy globalny popyt na ropę naftową zacznie się kurczyć? Tu zderzają się dwa poglądy. Według jednego z nich, do niedawna dominującego, pogłoski o rychłym szczycie globalnego popytu na ropę naftową są przedwczesne. Obfitość zasobów ropy naftowej w połączeniu z rozwojem technologii wydobycia, przemawia za niskimi cenami ropy naftowej. One z kolei podniosłyby ścieżki popytu – trzeba by sięgnąć po droższą ropę – i w rezultacie biznes naftowy kręciłby się tak, jak do tej pory. W tych scenariuszach ceny ropy w długim okresie, za jaki powszechnie uznawano 20 lat, kształtowałyby się na poziomie około 70-80 dolarów za baryłkę, w stałych dolarach. Trzy lata temu mówiło się o cenie około 100 dolarów za baryłkę, ale z roku na rok cena długookresowa obniża się z powodu poprawy efektywności wydobycia.

Drugi pogląd, który od niedawna przykuwa uwagę, przepowiada zbliżający się koniec dominacji ropy w transporcie oraz całkowitą eliminację ropy z wytwarzania energii (eliminację poza OECD, bo w OECD ten proces już nastąpił po kryzysach naftowych z lat siedemdziesiątych i osiemdziesiątych). Wzrośnie co prawda zużycie ropy jako surowca w przemyśle petrochemicznym i chemicznym, ale w pełnym rachunku, w horyzoncie 2050 roku, globalny popyt na ropę naftową i paliwa płynne może się skurczyć nawet o 1/3 w porównaniu z obecnym poziomem. Mniejszy popyt oznacza, że do jego zaspokojenia nie będzie trzeba sięgać po zasoby droższej ropy, więc cena równowagi ropy będzie istotnie niższa od ceny w scenariuszach kontynuacji wzrostu popytu.

Przyszłość ropy naftowej zależy w pierwszym rzędzie od tego, jak długo jeszcze będzie ona królować w transporcie. Współczesny świat zużywa 96 milionów baryłek ropy naftowej i paliw płynnych dziennie. Największym odbiorcą ropy jest transport, do którego trafia ponad połowa tego wolumenu. Dla porównania, zapotrzebowanie drugiego największego odbiorcy, przemysłu, jest już trzykrotnie mniejsze. Należy przy tym pamiętać o skali uzależnienia współczesnego transportu od ropy – 90 procent energii zużywanej w transporcie pochodzi z tego źródła. W centrum elektro-mobilności znajdują się samochody lekkie (LDV), i na nie przypada 63 procent (z tych 90%) zużycia ropy naftowej i paliw płynnych w transporcie (34 mbd). Wśród nich z kolei największy segment stanowią samochody osobowe, zużywające 35 procent ropy naftowej i paliw płynnych w transporcie (19 mbd). I to właśnie ten segment samochodów, zużywający jedną piątą globalnego wydobycia ropy, związany z indywidualnymi konsumentami i ich zwyczajami komunikacyjnymi jest najbardziej podatny na „elektryfikację i cyfryzację”. Elektryfikacja polega na zastąpieniu samochodu z tradycyjnym napędem spalinowym, przez auto z napędem elektrycznym. Cyfryzacja może wzmocnić skutki tego procesu poprzez zmianę zachowań i zwyczajów konsumentów: rezygnacja z posiadania samochodu na własność na rzecz ich wypożyczania i współdzielenia obniży koszty podróży samochodem i spowoduje wzrost popytu na te usługi.

Kiedy zatem można się spodziewać rewolucji w komunikacji samochodowej i związanej z nią detronizacji ropy z pozycji głównego paliwa w transporcie? Okazuje się, że wiele zależy od samych koncernów samochodowych, które wzorem amerykańskiej Tesli biorą sprawy w swoje ręce i planują budowę punktów szybkiego ładowania samochodów wzdłuż europejskich autostrad. Flota samochodów osobowych w 2015 roku liczyła 900 milionów samochodów. Z tego 1,2 miliona stanowiły hybrydy i samochody elektryczne. „Czystych” samochodów elektrycznych (BEV) było 680 tysięcy. Z powodu długiego cyklu życia samochodu osobowego (około 20 lat), co roku wymienia się na nowe około 5 procent floty. Po uwzględnieniu przyrostu floty oraz rosnącego udziału samochodów elektrycznych w sprzedaży, w latach 2030-2035 ich udział we flocie samochodowej nie jest imponujący. Według szacunków BP będzie to około 6 procent, a redukcja popytu na ropę naftową z tego tytułu nie przekroczy 1,2 mbd. Nie jest to jeszcze nic niepokojącego.

Jednak gdy nie spojrzymy wystarczająco daleko, nie dostrzeżemy zagrożenia! Scenariusze o dłuższym horyzoncie pokazują, że w 2050 roku blisko 70 procent globalnej floty samochodów osobowych mogą stanowić samochody elektryczne, a globalny popyt na ropę naftową może się skurczyć o ponad 24 mbd, czyli o 30 procent w stosunku do dzisiejszego poziomu. W dalszej perspektywie zapowiada się więc szybkie tempo zmian, gdyż rewolucja dotyczy także strony popytowej, czyli tego, w jaki sposób korzystamy z energii i jakie źródła pierwotne wybieramy. W ten mega-trend elektryfikacji na bazie odnawialnych źródeł energii wpisuje się oczywiście elektro-mobilność.

Dieter Helm, brytyjski ekonomista specjalizujący się w przemianach globalnego sektora energii, w swojej najnowszej książce, pod wiele mówiącym tytułem Burn Out - The Endgame for Fossil Fuels wskazuje, że motorem napędowym tych przemian, zwiększających udział OZE w miksie energetycznym będą innowacje i biznes, a nie rządy i regulacje klimatyczne. To ważna konkluzja dla polityki gospodarczej, która może te procesy moderować: większe znaczenie w budowie gospodarki niskoemisyjnej będą miały instrumenty wspierania innowacji, niż ochrony środowiska i klimatu.

Co dalej z ropą naftową? Jej przyszłość nie jest zagrożona. Zamiast spalać ją w silnikach samochodowych, coraz więcej ropy będziemy przerabiać na produkty petrochemiczne i chemiczne, bez których świat nie może się rozwijać.

dr Adam Czyżewski, Główny Ekonomista PKN Orlen

Zobacz także: Jak walczyć z mafią paliwową? „Koordynator potrzebny od zaraz” [WYWIAD]

Zobacz także: Miedwiediew: Ceny ropy są obecnie "w rozsądnych granicach"

Reklama
Reklama