Rozmywanie prawa, czyli o kolejnych poprawkach do ustawy Prawo Wodne [KOMENTARZ]

7 sierpnia 2018, 10:58
clean-1867215_1920
Fot.: Pixabay

Prezydent Andrzej Duda 1 sierpnia podpisał nowelizację ustawy Prawo Wodne, mającą uprościć trudności administracyjne powstałe wraz z wejściem życiem tej ustawy 1 stycznia 2018 roku. Jest to już 4 nowelizacja aktu prawnego, który przez przedstawicieli sektora przemysłu chemicznego postrzegana jest nawet jako największe zagrożenie dla konkurencyjności branży. Czy najnowsza zmiana oddala to zagrożenie?

Zarzuty przemysłu chemicznego wobec ustawy dotyczyły tak naprawdę 2 aspektów. Po pierwsze, w trakcie pracy zarówno nad ustawą, jak i nad pierwszymi poprawkami, przedstawiciele rządu nie uznali za stosowne zaangażowania choćby państwowych spółek chemicznych w celu konsultacji i poznania ich opinii na temat ewentualnych konsekwencji nowych przepisów dla codziennego funkcjonowania polskiego sektora chemicznego.

Drugi aspekt uwag dotyczył już kwestii merytorycznych. Poza radykalnym wzrostem ceny wykorzystywania wody w przemyśle – w niektórych przypadkach nawet 80-krotne – podnoszono kwestie wzrostu biurokracji „na wszelki wypadek” (czyli zbieranie dokumentacji i składanie wniosków o pozwolenia wodnoprawne nie z uwagi na jasno określoną w przepisach konieczność, a z powodu niejasnych regulacji) czy nieścisłości kluczowych zapisów, pozostawiających wielkie pole do interpretacji dla Wód Polskich, mających kontrolować przestrzeganie nowych zapisów.

Dodatkowo, problemem była także konieczność wnoszenia opłat od każdego obiektu zużywającego wodę, nawet jeśli rachunek wynosił 25 groszy, oraz brak okresu przejściowego przy wdrażaniu zupełnie nowej akredytacji na zakłady do analityki wody, co powodowało, że nawet Grupa Azoty czy Orlen miały do wyboru łamanie prawa albo wstrzymanie produkcji. 

Wszystkie te problemy przedstawiciele rządu obiecywali jak najszybciej naprawić, aby uniknąć sytuacji, w której z jednej strony deklarują wsparcie dla polskich „czempionów” gospodarczych, z drugiej zaś, świadomie lub nie, rzucają im kłody pod nogi. Kiedy więc pojawiła się informacja o pracach nad czwartą nowelizacją, oczekiwano ściślejszej współpracy z przemysłem i zaadresowania wszystkich problemów wskazanych wcześniej przez największe firmy w Polsce. Rzeczywistość okazała się jednak rozczarowująca. 

Czwarta nowelizacja okazała się adresować jedynie wąski zakres problemów związanych z nadmierną biurokracją. System kontroli został zastąpiony przez system kwartalnych deklaracji, który z założenia ma ułatwić przedsiębiorcom życie. Ponadto doprecyzowano kilka terminów, związanych głównie z infrastrukturą przeciwpowodziową oraz ustalono próg opłacalności wysyłania korespondencji w sprawie informacji o wysokości zapłaty za usługi wodne na kwotę 20 złotych. Oznacza to, że jeśli rachunek za dany obiekt jest niższy niż 20 zł, nie ma konieczności jego zapłaty. 

Ustawa zawiodła jednak na dwóch innych płaszczyznach. Po pierwsze, wiele nieścisłości pozostawionych do interpretacji dla urzędników pozostało, co tworzy systemowe ryzyko dla każdej działalności gospodarczej – podobną sytuację mamy z podatkiem VAT, którego interpretacja zależy od lokalnego urzędu skarbowego lub widzimisię ministerstwa finansów. Po drugie, nowelizacja nie zaadresowała palącego problemu okresu przejściowego dla uzyskania akredytacji na laboratoria do analizy wody.

Po trzecie jednak, i być może najważniejsze, mimo licznych obietnic, przemysł chemiczny ponownie nie został zaproszony do konsultacji nad treścią tej nowelizacji, co powoduje, że nawet najbardziej zorientowane środowiska branżowe powoli zaczynają gubić się w gąszczu regulacji dostarczanych im przez ustawodawcę. Co jednak jeszcze śmieszniejsze, okazuje się, że równolegle z przyjęciem 4 nowelizacji, już prowadzone są prace nad kolejną, która z założenia ma adresować powyższe wątpliwości, a branża ma nadzieję, że tym razem zostanie zaproszona do pracy nad nowymi regulacjami.

O ile zapowiedzi co do treści, jak i sposobu przygotowywania tej noweli są obiecujące, to jednak skandaliczną jest sytuacja, w której masowo i co kilka miesięcy produkuje się kolejne nowelizacje do jednej ustawy, zamiast wszystkie problemy próbować zaadresować w jednym pakiecie poprawek. Takie rozwiązanie wprowadza chaos i wymaga od przedsiębiorców ciągłego obserwowania zmian legislacyjnych, a przecież nie na tym powinno polegać prowadzenie biznesu. 

Ustawa Prawo Wodne z każdym kolejnym tygodniem obowiązywania okazuje się legislacyjną porażką, a niedawna interwencja Centralnego Biura Antykorupcyjnego w siedzibie Wód Polskich uzmysłowiła, jak głęboko zakorzenione są problemy w gospodarowaniu wodą w Polsce. Miejmy nadzieję, że ta prawna telenowela zakończy się w końcu happy endem zarówno dla polskiego przemysłu, jak i dla gospodarki wodnej ogółem.

KomentarzeLiczba komentarzy: 3
Marek
czwartek, 9 sierpnia 2018, 23:25

@Polański Nie wiem czy dokładnie przeczytałeś? Jeśli nie jesteś w temacie, to podkręce ostrość. Otóż problem leżał po stronie starostwa powiatowego, które wcześniej, mimo poprawki wprowadzonej do uprzednio jeszcze obowiązującego prawa wodnego, bezprawnie zmuszalo ludzi do tego, żeby robili kosztujące niemalo operaty wodno prawne, mimo tego, że już wtedy powinno wystarczyc im zgłoszenie. Akurat przy pomocy Wód Polskich, które teraz rządzą intsresem, udało mi się wyprostować starościńskim urzędnikom różki. Gdybym uznał, że skórka warta jest wyprawy, to utarbym im różki jescze bardziej na drodze sądowej. Udowodniłbym im, że do takich pomostów nic nie mają, ponieważ od tego jezt nowo powolany urząd w postaci Wód Polskich. Możesz nie lubić PiSu. Twoja sprawa. Ale wiedz, że to dzięki koalicji rządowej, w której kiedyś był, dziś możesz pływać całkiem sporą żaglówką bez patentu i nie płacisz ukrytego podatku w postaci należności za obowiązkowe przeglądy na rzecz leśnych dziadków z PZŹ. Coby dalej podkręcić ostrość, płaciłeś panu tylko za to, że sprawdził, czy na łódce masz koło ratunkowe i kapoki.

Polanski
środa, 8 sierpnia 2018, 10:28

Przecież tu nie chodzi o żadne korzyści dla obywateli i państwa. Ideą przewodnią jest utworzenie struktury podobnej do Lasów Państwowych która ma być dochodowa i sama się wyżywić. Przy takim podejściu zawsze będą problemy. Przecież ci ludzie mają z tego żyć. Wiadomo że wysokie koszty wody będą celem organizacji tak pomyślanej. A gospodarka? Niech się zawali. Mundrzy na Łotwie też tak postąpili i zlikwidowali akwakulturę. Można i tak. A w Niemczech? Dla akwakultury nie ma opłat. Ale to są Niemcy. Zależy im nawet na drobnym obszarze gospodarki.

Marek
wtorek, 7 sierpnia 2018, 21:37

Z prawem wodnym w praktyce i tak są jaja. Tytułem przykładu, wydziały budowlane w niektórych starostwach powiatowych usiłują stosować przepisy budowlane w przypadku pomostów pływających o długości do 25m. Mimo tego, że pomost pływający nie jest budowlą, tylko urządzeniem wodnym. Na dodatek jeszcze, w niektórych przypadkach uzależniają domniemaną zgodę w przypadku wymaganego przez siebie zgłoszenia takiego pomostu, od uzyskania operatu wodno prawngo. Tak jakby zatrudnieni tam urzędnicy nie umieli przeczytać dokładnie ustawy. Wiem wiem. Przewrócenie kartki w ustawie, nie mówiąc już o przeczytaniu jej ze zrozumieniem jest wysiłkiem ponad miarę. Później tylko trzeba leniuszkom prostować scieżki zyciowe przy pomocy Wód Polskich, z jednoczesną informacją, że dalsze czynienie trudności w przypadku takiego pomostu znajdzie swój finał w SKO.