Zimna wojna na linii Moskwa-Mińsk. Poszło o surowce [KOMENTARZ]

11 maja 2020, 11:51
Alaksandr Łukaszenka Władimir Putin
Fot. kremlin.ru

Na linii Mińsk-Moskwa panuje niespotykany od wielu lat chłód. Nie dość, że w lutym Aleksander Łukaszenka gościł amerykańskiego sekretarza stanu, to jeszcze będzie sprowadzał ropę przez Polskę. Poszło oczywiście o pieniądze.

Kraje, które jeszcze kilka miesięcy temu miały się scalić w jeden organizm państwowy, mają obecnie najgorsze stosunki od kilku dekad. 

Na początku roku w mediach pojawiła się informacja o tym, że Białoruś zawiesiła eksport rosyjskiej ropy. "Potwierdzamy, że eksport produktów naftowych został czasowo zawieszony w związku ze wstrzymaniem dostaw ropy do naszych zakładów rafineryjnych" – poinformowało źródło w Biełnaftachimie TASS 3 stycznia. 

Przepychanka cenowa 

Mińsk reeksportował produkty naftowe wytwarzane przez rafinerie w Mozyrzu i Nowopołocku. Warto przypomnieć, że właśnie substancje pozyskiwane z węglowodorów są (czy raczej były) głównym towarem eksportowym Białorusi.

Na samym początku stycznia tranzyt ropy przez Białoruś odbywał się tak, jak wcześniej, bez zakłóceń. Po kilkunastu dniach okazało się i w tym zakresie obie stolice nie są w stanie się dogadać. Mińsk chciał ustalić wyższy poziom taryf, aby zrekompensować straty spowodowane zanieczyszczoną ropą, która płynęła rurociągiem Przyjaźń w 2019 r. Chodziło o wzrost nawet o 21,7%, podczas gdy Moskwa już w ubiegłym roku zgodziła się na podwyżkę zaledwie o 3,7%. 

Dodatkowo nasz wschodni sąsiad wprowadził podatek ekologiczny na transport i tranzyt ropy. Alaksandr Łukaszenka podpisał dekret, wprowadzający podatek wysokości 50 proc. od dochodu przedsiębiorstw transportujących surowiec i ropopochodne przez terytorium Białorusi, w tym także tranzytem.

Amerykańskie umizgi

Pod koniec stycznia ustalono rekompensaty za brudną ropę. Jednak na tym ugody się skończyły. 1 lutego do Mińska zawitał Mike Pompeo, sekretarz stanu USA. Bez żadnej gry wstępnej od razu zdradził cel swojej wizyty karmiąc medialne nagłówki: "USA gotowe dostarczać 100% ropy potrzebnej Białorusi", dodając okrągłe zdania o tym, że Waszyngton wspiera niezależność i suwerenność Białorusi.

Białoruski MSZ na umizgi Pompeo odpowiedział tym samym: "bylibyśmy zadowoleni z bardziej aktywnej roli USA na Białorusi". O wadze tego wydarzenia może świadczyć fakt, że od 2008 roku Białoruś nie ma nawet amerykańskiego ambasadora na swoim terytorium.

Tuż po wizycie amerykańskiego polityka pojawiły się informacje o odwróceniu dostaw na ropociągu Przyjaźń. Białoruś postanowiła sprowadzać ropę z zachodu rurą, którą od jej powstania surowiec płynął w przeciwnym kierunku. 

"Patrząc nawet teoretycznie na tę sprawę, nie ma fizycznej możliwości odwrócenia dostaw na ropociąg z powodu zaangażowania zbyt dużej liczby stron w proces wykorzystania tej magistrali. Są tu Polacy, jesteśmy my, są Białorusini i do tego inni spedytorzy. W naszej opinii, byłoby to delikatnie mówiąc niewłaściwe" – komentował wówczas sprawę Nikołaj Tokariew, szef rosyjskiego Transnieftu.

W połowie lutego pojawiła się umowa na dostawy gazu do końca 2020 roku. Błękitne paliwo również przestało płynąć na Białoruś wraz z końcem 2019 r. 

Białoruś w Trójmorzu?

Na początku marca Łukaszenka wprawił w zdumienie opinię publiczną deklarując, że miliard dolarów, które USA mają przeznaczyć na rozbudowę infrastruktury w ramach Trójmorza… ma też pokryć inwestycje białoruskie. Sugerował, że część tych pieniędzy będzie wydana na budowę ropociągu z Bałtyku na Białoruś. 

Mniej więcej w tym samym okresie przebywający w USA Piotr Naimski potwierdził, ze Polska jest zainteresowana tranzytem ropy do wschodniego sąsiada. Jednocześnie Mińsk szukał dalej i w marcu przyjął pierwszą dostawę ropy z Azerbejdżanu. 

Na początku kwietnia Łukaszenka zaczął domagać się obniżenia cen gazu. Wraz ze spadającym popytem na energię spowodowanym koronawirusem ceny surowców istotnie ucierpiały na światowych giełdach. "Dzisiaj w Europie Rosja sprzedaje gaz po 80 dolarów, nie drożej niż 90 dolarów, a my płacimy 127 dolarów (za tys. metrów sześciennych)" – powiedział prezydent Białorusi.

Minister spraw zagranicznych Rosji Siergiej Ławrow lakonicznie odpowiedział jedynie, "że pomimo gwałtownego załamania notowań ropy i gazu, wciąż obowiązują zapisy kontraktów".

Stanowisko Moskwy przypieczętował minister energii Aleksander Nowak mówiąc wprost, że nie będzie obniżki cen gazu dla Białorusi w 2020 roku. 

Sensacyjna wręcz informacja o rewersie tranzytu na ropociągu Przyjaźń stała się rzeczywistością. Pod koniec kwietnia agencja Interfax podała, że zatwierdzono stawki za tranzyt ropy rurociągiem przez Polskę do rafinerii w Mozyrzu. Agencja dodała również, że trwają rozmowy nt. dostaw przez port w Gdańsku. Potwierdził to dwa tygodnie później wicepremier Białorusi mówiąc, że Mińsk rozważa import ropy z USA przez Polskę.

Z kolei 12 maja do Kłajpedy ma dopłynąć pierwsza dostawa saudyjskiej ropy zakupionej przez Mińsk. 

Szanse dla Polski 

Decydenci w Moskwie i Mińsku to z pewnością wyrachowani, cyniczni polityczni gracze z dekadami doświadczenia. Z pewnością takim graczem jest Łukaszenka, który nie waha się narazić na gniew Kremla szukając surowców gdzie się da – od Azerbejdżanu przez Arabię Saudyjską, tranzyt przez Polskę aż po Stany Zjednoczone.

W tle mamy potężne zawirowania rynku energii związane z pandemią. Sama Moskwa zmaga się z ogromnymi spadkami cen węglowodorów, które stanowią przecież istotną część rosyjskiej gospodarki. 

Na porozumienie cenowe między obiema stolicami nie ma chyba co liczyć w najbliższym czasie. Kilka możliwości na pewno otwiera się przed Polską. Umowy na tranzyt ropy przez Przyjaźń już zostały podpisane. Dodatkowo możemy pośredniczyć w sprzedaży ropy i gazu dzięki terminalowi LNG w Świnoujściu oraz innym portom, ale to jeszcze nie wszystko. Gdy zacznie działać Baltic Pipe, możliwości jeszcze się zwiększą. Trudno przewidzieć oczywiście jak sytuacja będzie wyglądała za dwa lata, ale na sporze między Białorusią i Rosją możemy również zyskać. 

KomentarzeLiczba komentarzy: 15
leming
poniedziałek, 11 maja 2020, 15:30

To bardzo dobra zasada,by rozliczać się po cenach rynkowych.Rosja powinna wszystko sprzedawać Białorusi po cenach rynkowych i odwrotnie,a wtedy nie ma sporów i niesnasek pomiędzy państwami.Jeżeli chcą dotować Białoruś to bezpośrednio,by było widać ile pieniedzy idzie,tak jak w UE

poniedziałek, 11 maja 2020, 16:33

No do Polski też powinna dostarczać po cenach rynkowych. Pytanie czemu nie chciała?

czytelnik D24
wtorek, 12 maja 2020, 12:05

Odpowiedź jest prosta. Bo nie jest w stanie zapewnić cen które byłyby konkurencyjne na tym rynku. W Niemczech spółka NordStream też nie weszła z gazem na rynek tylko otworzyli sobie własną giełdę. Kto normalny robi takie rzeczy. Jeżeli ma się produkt po konkurencyjnej cenie to się wchodzi na rynek i rozgania towarzystwo swoimi cenami. Proste.

Stary Grzyb
poniedziałek, 11 maja 2020, 14:56

Należy jasno stwierdzić, że jak na szefa rządu niewielkiego państwa, nie mającego wsparcia w postaci przynależności do jakiegoś dużego sojuszu militarnego, a jednocześnie stale zagrożonego zbrojną inwazją bolszewickich hord i silnie uzależnionego gospodarczo od Moskwy, to Aleksander Łukaszenka ugrał sporo. Sukcesem jest już to, że żyje, a Białoruś nie jest przez Rosję okupowana, natomiast to, że zaczyna podejmować całkiem energiczne próby wyrwania się z rosyjskiej garroty gospodarczej, w tym naftowo-gazowej, to już jest sukces znaczący, który oby był z jak najlepszym skutkiem kontynuowany. Białorusini jak chyba żaden inny naród zamknięty swego czasu bezpośrednio za drutami sowieckiego łagru zasłużył na uwolnienie się od "braci Rosjan", a dla Polski każde zdarzenie rozluźniające rosyjskie jarzmo dławiące Białoruś jest zdarzeniem pozytywnym. Obyśmy umieli ten korzystny rozwój wydarzeń odpowiednio wykorzystać i wesprzeć, tak w interesie naszym własnym, jak i Białorusi. Oczywiście, można sobie poopowiadać o "prawach człowieka", ale wobec władz kraju bezpośrednio zagrożonego rosyjskim anschlussem te opowiastki należy odłożyć co najmniej do czasu, kiedy kraj ten znajdzie się w NATO, zaś gdy już się znajdzie to uznać, że "co było a nie jest, nie pisze się w rejestr". Na marginesie - jakoś nic nie słychać, żeby na Białorusi działa się jakaś katastrofa koronawirusowa, i jeśli dalej tak pozostanie, to we wschodnich relacjach fakt, że wobec koronawirusa Wowa wymiękł, a Baćka nie, może mieć spore znaczenie.

kresy
poniedziałek, 11 maja 2020, 14:29

białorus chce aby pokazac rosji ze ma inny wybor rozgrywka to jest aby trzeba być ostrożnym w tym wszystkim

Komentator
poniedziałek, 11 maja 2020, 14:11

Amerykanie będą eksportować ropę na Białoruś. Jak będą ją wydobywać. Wystarczy że Putin z Saudami regulując wielkość wydobycia tak posterują cenami ropy żeby jej cena oscylowała wokół 50 dolarów, i USA wróci do czasów z przed rewolucji łupkowej. A 50 dolarów to cena satysfakcjonująca zarówno dla Arabii Saudyjskiej jak i Rosji.

janusz
poniedziałek, 11 maja 2020, 16:31

"Wystarczy"? Putin z Saudami? Putin z Saudami (a właściwie odwrotnie) to coś niebardzo się ostatnio dogaduje jakbyś nie zauważył :)

FR technologiczne imperium
poniedziałek, 11 maja 2020, 15:33

To dlaczego się jeszcze nie dogadali? Ja ci powiem bo tankowce z ropą mogą pływać dzięki uprzejmości USA , które ich nie zatapia dlatego ZEA zawsze prędzej dogadają się z USA przeciwko Rosji niż na odwrót.

Stary Grzyb
poniedziałek, 11 maja 2020, 15:04

Tak toczno, Wania. Wowa tak genialnie ceny ropy "wyregulował", irytując Arabię Saudyjską, że od miesiąca co tydzień wydaje 30 mld USD (z funduszu rezerwowego na którym początkowo było 540 mld USD) na podtrzymanie walącego się rosyjskiego budżetu, do którego ropa i gaz dają łącznie 50% wpływów. Innymi słowy, do ceny 50 USD za baryłkę, przy której amerykański przemysł łupkowy hula na maksa i USA są największym producentem ropy na świecie, a budżet Rosji ledwie się równoważy, matuszka Rassija ma sporą szansę, dzięki geniuszowi podpułkownika KGB, nie doczekać (co oczywiście byłoby bardzo dobre).

LeLo
poniedziałek, 11 maja 2020, 23:36

Fundusz Rezerwowy Rosji po wyczerpaniu zasobów został zlikwidowany na początku 2018 r. Jest jeszcze Fundusz Dobrobytu Narodowego, w którym rząd Federacji Rosyjskiej akumuluje środki na wsparcie systemu emerytalnego. Według stanu z 1 października 2019, w Funduszu tym zgromadzono 123,07 mld dolarów. Ok. 500 mld USD to w tym funduszu było w połowie 2013 r., czyli jeszcze przed kryzysem krymskim 2015 r.

Tweets Energetyka24