Nowa niemiecka elektrownia węglowa jest nieistotna. Hipokryzja RFN leży gdzie indziej [KOMENTARZ]

19 stycznia 2020, 13:31
merkel-3560150_1920
Fot. Pixabay

Polskie media poświęciły wiele uwagi decyzji rządu w Berlinie o uruchomieniu nowej elektrowni węglowej Datteln 4. Jednakże to nie ta jednostka jest symbolem ekologicznej hipokryzji Berlina. Brudny sekret RFN w zakresie ochrony klimatu leży gdzie indziej.

Według doniesień portalu Montel News, w czwartek 16 stycznia niemiecki minister gospodarki Peter Altmaier wydał zgodę na podłączenie do sieci dla elektrowni węglowej Datteln 4 o mocy 1,1 GW. Jednostka ta była budowana od 2007 roku i przez długi czas nie było wiadomo, czy znajdzie się dla niej miejsce w systemie elektroenergetycznym. Szczególnie czarne chmury zawisły nad nią w czerwcu 2018 roku, kiedy to rząd w Berlinie powołał do życia komisję dekarbonizacyjną, mającą opracować plan wyjścia Niemiec z węgla. Harmonogram dekarbonizacji RFN został opracowany na początku roku ubiegłego – pozostawiał on Berlinowi zaledwie 19 lat na porzucenie gospodarki węglowej. Do tego ambitnego planu elektrownia Datteln 4 pasowała jak pięść do nosa. Kto bowiem podłączałby do sieci nową jednostkę zaledwie na kilkanaście lat, skoro moce takie projektowane są na działanie przez dekady?

Teraz jednak wszystko wskazuje na to, że Datteln 4 zostanie podłączona do sieci w połowie 2020 roku.

Sytuację tę można wskazać jako widoczną rysę na niemieckiej Energiewende, czyli na transformacji energetycznej wdrażanej od dwóch dekad przez kolejne ekipy rządzące w Berlinie. Decyzja o zielonym świetle dla nowej węglówki praktycznie zbiegła się bowiem w czasie z wyłączeniem elektrowni jądrowej w niemieckim Philippsburgu. RFN straciła zatem przedwcześnie 1,4 GW czystej – bo bezemisyjnej – mocy, a w jej miejsce do systemu wchodzi 1,1 GW na węglu w Datteln. Sytuację tę można jednak zniuansować o zapowiedzi spółki Uniper (a więc właściciela nowej niemieckiej węglówki), która chce wyłączyć swoje inne moce węglowe, by ich miejsce zajęła nowsza (a więc i nieco mniej emisyjna) Datteln 4. Nie sposób też nie odnieść tej sytuacji do toczących się w Berlinie rozmów nad porozumieniem ws. wyjścia z węgla – według medialnych informacji rząd federalny ma wspomóc strony zaangażowane w przemysł węglowy kwotą prawie 50 mld euro w ramach rekompensat za porzucenie tego paliwa. Oznacza to, że Uniper może uruchomić Datteln 4, by zyskać dodatkowe środki z tego tytułu.

Jednakże, jak to zostało wskazane we wstępie, to nie na nowej węglówce powinni skupiać się ci, którzy widzą, że niemiecka Energiewende wcale nie ma na celu ratowania klimatu.

Krytyka transformacji energetycznej Niemiec dotykająca samej kwestii węgla jest w tym momencie powierzchownym dotknięciem problemu, nawet biorąc pod uwagę fakt, że RFN jest największym światowym konsumentem węgla brunatnego. Surowiec ten będzie bowiem stopniowo znikał z niemieckiego miksu (inna rzecz, czy zniknie w przewidzianym przez Berlin czasie, tj. do 2038 roku, ale to jest temat na zupełnie inną dyskusję). Prawdziwy grzech pierworodny Energiewende zasadza się na tym, że Niemcy starają się – z czysto partykularnych powodów – wytrącić z ręki Europy jedyne dostępne obecnie narzędzie, które pozwala na skuteczną i długofalową głęboką redukcję emisji dwutlenku węgla. Mowa oczywiście o energetyce jądrowej.

Walkę Niemiec z europejskim atomem widać dziś bardzo wyraźnie. Uderzającym przykładem takich działań jest chociażby spór o tzw. taksonomię, o którym pisał dla Energetyka24 dr Józef Sobolewski. „[Taksonomia] to indeks projektów, które mogą lub nie mogą, liczyć na wsparcie budżetu Unii oraz unijnych instytucji finansowych. Projekty uznane za niezrównoważone mogą być realizowane, jednak brak wsparcia w Brukseli oznacza także utrudniony dostęp do kapitału prywatnego na rynku europejskim (…). Decyzja Rady Europejskiej o poparciu sformułowania prezydencji fińskiej na rzecz <<odnawialnych i neutralnych dla klimatu źródeł energii>> pozostawia otwarte drzwi do zaklasyfikowania energii jądrowej, jako <<zielonej>> w nowej taksonomii zrównoważonego finansowania UE. Jak można się było spodziewać, Niemcy, Austria i Luksemburg głosowały przeciw” – wskazywał.

Z kolei Rauli Partanen napisał dla Financial Times’a artykuł sugerujący, że Niemcy mogą chcieć całkowicie zablokować powstanie taksonomii, gdyż podcina to skrzydła ich gazowym inwestycjom. „We wrześniu Niemcy, Austria i Luksemburg sprzeciwiły się propozycji Finlandii, by taksonomia była dokumentem neutralnym technologicznie, co pozwoliłoby zachować energetykę jądrową jako działalność zrównoważoną (…). Ale w Brukseli mówi się, że prawdziwy powód problemu z Taksonomią jest głębszy i mroczniejszy. Przez lata niemiecki miks energetyczny starał się odejść od atomu i zmniejszyć zależność od węgla (…). Nawet pomimo heroicznego zwrotu ku odnawialnym źródłom energii, istnieje duże prawdopodobieństwo, że Niemcy w krótkim terminie znacząco uzależnią się od gazu ziemnego (…), wyłączonego z Taksonomii (…). W tym świetle wiele osób w Niemczech ma interes w tym, żeby cała Taksonomia upadła – a energetyka jądrowa może tu posłużyć za kozła ofiarnego (…). Jeżeli tak by się stało, byłoby to ekstremalnie protekcjonalne zachowanie ze strony Niemiec (…). Jedynym powodem dla niepopierania energetyki jądrowej byłaby w tym przypadku chęć pogrzebania Taksonomii, która stała się niewygodna gospodarczo dla Niemiec (…). Cała Europa – i jej klimat – ucierpiałyby tylko po to, by Niemcy nie musieli w pojedynkę zmierzyć się z konsekwencjami swej słabo zaprojektowanej polityki energetycznej” – napisał Partanen.

Natomiast portal Euractiv poinformował, że europejscy Zieloni zamierzają tak wyśrubować rygory nowej taksonomii, by energetyka jądrowa nie miała szans im sprostać. Frakcja Zielonych w Parlamencie Europejskim liczy 75 członków, z czego 1/3 (w tym współprzewodnicząca) to europosłowie z Niemiec.

Warto zaznaczyć, że dla Berlina ograniczanie potencjału europejskiej energetyki jądrowej jest tak ważne, że partie sprawujące władzę w RFN – chadecy i socjaldemokraci – wpisali antyatomowe postulaty do swej umowy koalicyjnej.

Jaki cel kryje się za tymi wszystkimi działaniami Berlina? Przecież wyłączanie elektrowni jądrowych może zachwiać bezpieczeństwem energetycznym Europy i storpedować wysiłki zmierzające do wyhamowania zmian klimatu. Tymczasem, jak się okazuje, Niemcy sami powiedzieli, jaki jest cel ich antyatomowej walki. Jej sens zawiera się bowiem w przytoczonych wyżej słowach umowy koalicyjnej CDU/CSU i SPD: „(...) osadzenie Energiewende w kontekście europejskim otwiera szansę na zmniejszenie kosztów i wykorzystanie efektu synergii. Chcemy dodatkowych możliwości rozwoju i wzrostu zatrudnienia w Niemczech oraz możliwości eksportowych dla niemieckich firm na rynkach międzynarodowych”.

Niemcy otwarcie wskazują zatem, że ich antyatomowa polityka (bo taka właśnie jest Energiewende) ma na celu budowę gospodarczej potęgi RFN (poprzez stymulowanie rozrostu rynku pracy oraz zwiększenie możliwości eksportowych), a co za tym idzie – wzrost pozycji politycznej Niemiec. Z kolei najważniejszym towarem eksportowym, którym handlować ma Berlin jest gaz – paliwo potrzebne dla wszystkich krajów, które zdecydują się wdrożyć w swych systemach model niemiecki. RFN będzie wkrótce dysponowała pokaźnym źródłem tego surowca – jest nim oczywiście podbałtycka magistrala Nord Stream, która rozbudowywana jest obecnie o drugi gazociąg (Nord Stream 2).

Krytyka Niemiec i ich Energiewende jest Europie potrzebna, jeśli ta chce podejść na serio do realizacji celu neutralności klimatycznej do roku 2050. Biorąc pod uwagę obecnie dostępne technologie, zamiar ten nie jest możliwy do zrealizowania bez energetyki jądrowej. Kontynuowanie walki z atomem przez najpotężniejsze państwo UE jest dla unijnych ambicji w zakresie ochrony klimatu strzałem w kolano. Dlatego doniesienia podobne do tych o Datteln 4 należy potraktować nie jako krotochwilną okazję do szyderstw z sąsiada, ale przyczynek do szerokiej i poważnej dyskusji nad kursem transformacji energetycznej, jaki – pod istotną presją Berlina – obiera Europa.

KomentarzeLiczba komentarzy: 21
Andrzej
wtorek, 21 stycznia 2020, 07:23

To zawsze był zakłamany kraj i propagandę mają we krwi .kto to powiedział ?kłamstwo powtarzane 1000 razy staje się prawda .

Celsius
poniedziałek, 20 stycznia 2020, 11:09

Skupiamy się na atomie i gazie, a zapominamy o węglu kamiennym. Główny dochód Rosji z paliw kopalnych to nie gaz, a węgiel kamienny, którego ceną jest w stanie skutecznie konkurować. Widzimy to na własnym podwórku.

mc.
poniedziałek, 20 stycznia 2020, 16:07

Z DF24 (24.09.2015): Według Komitetu Statystycznego Federacji Rosyjskiej w 2014 r. Rosja eksportowała towary o wartości 500 mld , a aż 42% z tej kwoty stanowiły profity ze sprzedaży ropy i gazu. W sferze wpływów budżetowych (do budżetu centralnego) udział ten wzrastał do poziomu 51,3%. Jeśli jednak przyjrzeć się zyskowi netto 500 największych rosyjskich firm to okazuje się, że aż 97,7 % ma swoje źródło w sektorze węglowodorowym.

Stary Grzyb
niedziela, 19 stycznia 2020, 18:18

Panie Jakubie, niemiecka walka z energetyką jądrową to problem trzeciego rzędu, składowa problemu drugiego rzędu, czyli tzw. Energiewende. Problemem fundamentalnym, pierwszorzędnym, jest zaś faktyczne przejmowanie kontroli nad Niemcami przez Rosję, dokonujące się w ramach procesu schroederyzacji. Doktryna Falina-Kwicińskiego, zwana w uproszczeniu "gaz zamiast czołgów" była pusta tak długo, jak długo nie wykreowano drugiej strony, gotowej ten gaz kupować. Trzeba tu oddać rosyjskim służbom, że najpierw szybko i sprawnie opracowały prawidłowy profil psychologiczny niemieckich "elit", uwzględniający całość uwarunkowań, od zaszłości historycznych (i tych odwiecznych, i tych związanych z II w. św.), poprzez pewne "stałe psychologiczne" (w tym zwłaszcza związane z mechaniką syndromu nienawiści do dobroczyńców, syndromu sztokholmskiego i syndromu pogardy dla ofiar), aż do określonych uwarunkowań kulturowych niemieckiej mentalności (głównie poczucie "niemieckiego geniuszu" i "nadczłowieczeństwa"), następnie prawidłowo oceniły podatność tych "elit" na poszczególne rodzaje oddziaływań, i wreszcie sformułowały właściwe wnioski odnośnie kierunków działania. W rezultacie tego wypracowano, jako mechanizm rozpoznania bojem i zdobywania przyczółków, koncepcję "Partnerstwa dla dobrobytu", głosicielem i realizatorem której został Schroeder. Z doskonałym skutkiem - Rosja potwierdziła słuszność przyjętych założeń co do właściwych sposobów oddziaływania na niemieckie "elity" i zdobyła (Nord Stream 1) mocny przyczółek w obszarze uzależniania Niemiec od rosyjskich nośników energii, zaś Schroeder osiągnął za pieniądze wypłacane mu przez Gazprom, a pochodzące z kieszeni niemieckich konsumentów - poziom dobrobytu zasadniczo wyższy niż ten osiągalny z kanclerskiej emerytury i ewentualnych wykładów okolicznościowych. Co istotne, z punktu widzenia Rosji wydatki - w relacji do korzyści - były groszowe. Ponieważ nic nie osiąga takiego sukcesu jak sukces, w Niemczech ustawiła się kolejka chętnych do powtórzenia dokonań byłego kanclerza, i proces schroederyzacji ruszył jak lawina. Jego efektem jest cały szereg działań - jak wykreowanie inwazji "nachodźców", afirmacja ekooszołomstwa, stopniowe zrywanie więzi transatlantyckich, ignorowanie zobowiązań wobec NATO, wysiłki ograniczenia podmiotowości w UE krajów Europy Środkowej, wypchnięcie Wielkiej Brytanii z Unii (co być może wyjdzie na dobre Zjednoczonemu Królestwu, ale z pewnością szkodzi UE), finansowanie, z zamiarem zdecydowanego jego rozszerzenia, rosyjskiego programu modernizacji armii, itd. - pośród których "Energiewende", czyli program uzależnienia Niemiec (i w znacznej części Europy) od rosyjskiego gazu, jest tylko jednym (acz istotnym) spośród wielu elementów. Wszystko to nie dzieje się przypadkiem czy w oderwaniu, ale jest rezultatem skutecznej realizacji przez Rosję wspomnianej poprzednio strategii schroederyzacji, czego ciekawą (głównie przez swoją otwartość) ilustracją była ostatnia, wiernopoddańcza wizyta kanclerz Merkel w Moskwie. Dopiero na tym tle możliwa jest, jak najbardziej potrzebna, poważna dyskusja o kierunkach transformacji energetycznej Unii Europejskiej, w tym także krytyka Niemiec i konceptu "Energiewende", który jest zwyczajnym elementem maskirowki operacji przejmowania kontroli nad Niemcami przez Rosję (na marginesie, częścią składową tej maskirowki jest także podjęta ostatnio przez Kreml kampania propagandowa mająca na celu zamienienie miejscami sprawców i ofiar II w. św., zresztą, co warto dostrzec, kampania w pełni zgodna z celami i treścią niemieckiej polityki historycznej). Podstawowe zaś pytanie dla Polski brzmi, czy potrafimy skutecznie zareagować na realnie istniejącą sytuację, zaczynając od zmniejszenia do bezpiecznego poziomu gospodarczej zależności od Niemiec (kwestie "polityki unijnej" są wbrew pozorom drugorzędne, gdyż po roku 2027 Polska stanie się w Unii płatnikiem netto, więc oczekiwania Brukseli będzie można kwitować pobłażliwym uśmiechem), a kończąc na osiągnięciu takiego poziomu relacji z USA, aby być bezpiecznym (na ile to możliwe) wobec "ducha Rapallo" i wyłażącego właśnie z grobu upiora paktu Ribbentrop-Mołotow. Poza tym - wyrazy uznania za konsekwentne prezentowanie "Energiewende" we właściwym świetle.

po trzecie sankcje
poniedziałek, 20 stycznia 2020, 03:14

2020 rok będzie rokiem narastającej konieczności opowiedzenia się do którego obozu gospodarczego się należy: amerykańskiego czy chińskiego. USA i Chiny biorą ze sobą gospodarczy rozwód i niedługo kraje na świecie znajdą się pod rosnącą presją konieczności dokonania wyboru. Amerykanie zabierają swoje łańcuchy dostaw z Chin i ... nagle okazuje się, że powiązania pomiędzy tymi dwoma krajami są tak wielopłaszczyznowe, że nie da się tego zrobić w rok czy dwa. Do tego wiele krajów Azji Pd-Wschodniej po prostu żyje z Chin, choć militarnie są sojusznikami USA. Bardzo wiele wskazuje na osłabienie gospodarcze Rosji od 2023, co popycha Rosję do prób przyśpieszenia biegu wydarzeń w tej chwili (patrz np. Białoruś), Niemcy też jakby zaczęli się śpieszyć dociskając EŚW nową polityką ekologiczną, co jest dla PL potencjalnie bardzo groźne gospodarczo.

po trzecie sankcje
poniedziałek, 20 stycznia 2020, 02:56

Super tekst. Niestety z większością trudno się nie zgodzić. Prawda jest taka, że Niemcy stopniowo się wzmacniając (a nie będąc mocarstwem morskim), z czasem zaczynają spoglądać na wschód i poszukują współpracy z Rosją. To daje im pewne korzyści krótko i średnioterminowe: mają wyższą stopę zwrotu na ekspansji handlowej, mają możliwość kooperacji gospodarczej z poddostawcami w EŚW, mają rynki zbytu, mają surowce etc. Do tego są w stanie zdominować gospodarczo/ politycznie cały obszar pomiędzy Niemcami, a Rosją. Jak im się to udaje - zaczynają zbliżać się do statusu mocarstwa czy nawet supermocarstwa. Gdy Niemcy zaczynają wzmacniać się powyżej pewnego poziomu, zaczynają zaburzać równowagę sił na co alergicznie reaguje aktualne mocarstwo morskie (GB-WŚ1; USA-WŚ2). Rosja z kolei ma tendencje do parcia w kierunku na zachód - bo tylko wtedy ma szansę na modernizację i siłę. Ostatnie 200 lat tej rozgrywki odbywało się bez silnych Chin, za to z dominującym mocarstwem morskim anglosaskim. Teraz pojawiły się przerośnięte gospodarczo Chiny i równanie zaczyna wyglądać nieco inaczej niż w przeszłości.

Stary Grzyb
poniedziałek, 20 stycznia 2020, 10:17

Dzięki za ocenę mojego tekstu. Co do tego, co napisałeś (w obu postach) trochę inaczej widzę akcenty jeśli chodzi o rolę Niemiec. Uważam mianowicie, że ich obecne działania są rezultatem postępującego procesu przejmowania - drogą korupcji na poziomie państwowym, żeby było jasne - kontroli nad Niemcami przez Rosję. Żadne "interesy Niemiec" nie przemawiają za ich obecną polityką - warto sobie uświadomić, że niemiecki handel z Polską (zarówno eksport, jak import, i to z uwzględnieniem importu ropy i gazu z Rosji) jest większy, niż niemiecki handel z Rosją, i różnica ta wzrasta na korzyść handlu z Polską - natomiast przemawiają za tym prywatne interesy przedstawicieli niemieckich "elit", sowicie opłacanych przez Rosję. Co tam zresztą handel z Polską - od eksportu do USA zależy niemiecka gospodarka, a jednak niemieckie władze (ze względu na te same prywatne korzyści) zrywają więzi transatlantyckie, w tym odrzucają całkowicie możliwość współpracy energetycznej z USA (czyli kupują ropę i gaz od wroga, wzmacniając go, zamiast kupować ją od sojusznika, od którego oczekują militarnej osłony przed tym samym wrogiem). Wszelkie potrzebne surowce Niemcy mogą kupić poza Rosją, żadnym rynkiem zbytu, obecnie i perspektywicznie, Rosja nie jest, a jednak Niemcy robią to, co robią, działając na szkodę własną, Europy Środkowo-Wschodniej, Europy jako całości, i wreszcie na szkodę sojuszu transatlantyckiego (któremu Niemcy zawdzięczają i istnienie, i dobrobyt, za co zresztą Amerykanów serdecznie nienawidzą). Wszystko to jest efektem procesu schroederyzacji, którego powstrzymanie bez brutalnej amerykańskiej interwencji (w duchu przypomnienia przez mocarstwo okupacyjne, kto tu rządzi) nie wydaje mi się możliwe. Czy Amerykanie na taką interwencję się zdecydują - byłby do tego potrzebny ktoś o wielkości Ronalda Reagana - to jest duże pytanie, podobnie jak dużym (albo jeszcze większym) pytaniem jest, czy Amerykanie rzeczywiście zdecydują się na gospodarczy rozwód ze swoim perspektywicznie śmiertelnym wrogiem, czyli Chinami. Wystarczy przecież, że w USA najbliższe wybory prezydenckie wygra któryś z przedstawicieli tzw. Demokratów, czyli obecnie rozkładowego lewactwa, i Ameryka ponownie osunie się w obamowski bezwład i upadek, a jeśli Trump wygra, to problem wróci za 4 lata, i tak dalej (to jest w ogóle temat na odrębną dyskusję: do jakiego stopnia USA są zdolne prowadzić konsekwentną, długofalową politykę mocarstwową w sytuacji, gdy jedna z dwóch tamtejszych partii politycznych stała się - znów pytanie, czy nieodwracalnie - partią antyamerykańską). A tak w ogólności, to dzięki za Twoje wpisy, stwarzające możliwość jakiejś dyskusji. Pozdrawiam.

po trzecie sankcje
piątek, 24 stycznia 2020, 16:17

Słabością Rosji jest jej klimat i duża odległość od morza. Po prostu transport wewnątrz wielkiego kontynentu jest mało efektywny i co za tym idzie drogi. Do tego klimat o którym krążą dowcipy i legendy. Oni mają trwały problem z efektywnością, konkurencyjnością gospodarczą, a także spójnością polityczną. To wszystko wymusza centralizację państwa, a to z kolei zabija innowacyjność. Do tego państwa surowcowe mają znaczną tendencję do tworzenia scentralizowanych skorumpowanych systemów autorytarnych i choroby holenderskiej znanej z ekonomii. Ta strategia schroederyzacji jest w zasadzie jedyną jaka ma szansę zadziałać w ich przypadku (+ oczywiście asertywność militarna). Ale to może nie wystarczyć, bo jak masz jedną strategię wygrywającą to stajesz się jej zakładnikiem i nie masz za wielu strategii negocjacyjnych tzw. BATNA. Do tego kończy im się czas - po 2023 będą mieli spadek wydobycia ropy, a to osłabi ich gospodarczo i politycznie.

po trzecie sankcje
sobota, 25 stycznia 2020, 13:21

Odnośnie tego spadku gospodarczego po 2023: już w tej chwili widać dość wyraźne próby zmiany wizerunku rosyjskiej władzy. Zwiększają rolę Parlamentu, zmniejszają rolę Prezydenta i robią wiele innych fasadowych zmian. Wszystko po to, żeby pokazać jak to się zmienili i jak to dzisiaj nie są już "twardogłowi i dążący do konfrontacji" - zwiększają w ten sposób prawdopodobieństwo zniesienia/ poluzowania sankcji. Myślę, że siły w UE chcące zniesienia sankcji będą próbowały wykorzystać to do realizacji własnej polityki (schroderyzacja jest tu bardzo pomocna). W miarę upływu czasu kwestia zniesienia sankcji będzie nabierała coraz większego znaczenia dla Rosji - po prostu nawarstwiające się opóźnienia technologiczne/ finansowe związane z wydobyciem surowców, grożą istotnym spadkiem wydobycia ropy, co może istotnie osłabić ten kraj. Mimo to nie możemy liczyć, że USA doprowadzi do kompletnej zapaści Rosję - nikomu nie zależy na zwasalizowaniu Rosji względem Chin, a raczej na powstrzymaniu jej polityki ukraińsko-syryjsko-libijskiej czyli asertywnego rozpychania się wszędzie gdzie się da.

Paweł Marz.
poniedziałek, 20 stycznia 2020, 23:04

Bardzo ciekawa dyskusja. Jednak bym polemizował, co do siły Chin. Co prawda przez brutalną dyscyplinę i sprytne wykorzystanie kapitalizmu urosły do miana potęgi to jednak gospodarka mocno scentralizowana, a nadchodząca recesja może być dla ich elit wielkim problem. Co zrobić, gdy na bezrobociu może być znaczącą liczba obywateli? Chyba już raz się przed tym chronili bo tak można wytłumaczyć chińskie miasta widmo w których prawie nikt nie mieszka. Jest też pytanie, jak będą sobie radzić z kryzysem demograficznym. I ten kryzys długofalowo może dotknąć każde z państw wymienionych w dyskusji, chyba poza USA, które z swej natury jest państwem imigranckim. Co o tym sądzicie?

Stary Grzyb
wtorek, 21 stycznia 2020, 12:11

Oczywiście, że Chiny mają swoje słabe punkty, i to poważne. Problem tkwi w tym, jak są one przez Zachód postrzegane - jako zagrożenie, które trzeba zwalczać, czy jako "kraj rozwijający się", który trzeba wspierać w ramach ekspiacji za urojone grzechy, przy okazji umożliwiając nielicznym swoim obywatelom zarabianie miliardów na szkodę pozostałej większości swoich obywateli? W ramach bredni o "końcu historii", "globalizacji" i "wspólnocie interesów mieszkańców Ziemi" do niedawna obowiązywała te druga optyka, z jak najgorszymi skutkami dla Zachodu. Prezydentowi Trumpowi należy oddać, że dzięki niemu ta optyka zaczyna się kruszyć, jak również i to, że pokazał praktycznie, jak Chiny można dotkliwie uderzyć (co nie znaczy, iż zostały one uderzone dostatecznie ciężko).

po trzecie sankcje
poniedziałek, 20 stycznia 2020, 19:59

1) Świetna świeża i autorska teza o schroederyzacji. W zasadzie wyjaśnia wszystkie zjawiska z rezygnacją z atomu na czele. 2) Amerykanie będą narastająco naciskali na Niemcy, kwestia jak mocno i jak skutecznie. W Niemczech jest silne lobby przemysłowe i moim zdaniem to interes tego lobby przeważy. Polityka niemieckich "elit" jest w gruncie rzeczy antypaństwowa, ale USA potrzebuje EU do rozgrywki z Chinami i musi działać rozważnie. 3) Rozwód Chin i USA jest moim zdaniem postanowiony bez względu kto będzie siedział w Białym Domu - jest oczywiście kwestia skali w zależności od lokatora. Też dziękuję za dyskusję.

Justus
czwartek, 30 stycznia 2020, 00:10

Niemieckie elity biznesowe wcale nie chca opowiadania sie po stronie Rosji czy Chin. Wrecz namawiaja Kanclerz Merkel, za posrednictwem rowniez Friedricha Merza, czyli faceta strąconego lat nascie temu przez Angele w niebyt polityczny, po czym zrobil kariere w amerykanskim BlackRock, do zajecia pozycji wywazonej w kwestii np 5G. Taka pozycja mialaby polegac na braku wspolpracy z Huawei na ile to mozliwe, wspolpracy z Ericssonem i Nokia. Liczby mowia same za siebie. W USA Niemcy maja zainwestowane wiecej i maja tam wiecej centrow R&D niz w Chinach. W Chinach z kolei ROI wynosi 21% a w USA 7%. Rosja sie w ogole nie liczy.

Krzysztof M
wtorek, 21 stycznia 2020, 10:23

Chinom pozwolono na rozwój. Więc ten ich spryt wydaje się być kontrolowany. Przeniesienie miejsc pracy do krajów macierzystych, zmiany zasadnicze w walucie i... może być tak, że gospodarka Chin padnie jak pies Pluto. Na razie futrowanie nie-chrześcijan trwa.

tt
poniedziałek, 20 stycznia 2020, 21:59

Panowie prowadzicie analizy na poziomie międzynarodowych thinktanków, miło się czyta. Jeśli czyta to ktoś zajmujący się zawodowo analizami strategicznymi, to sugeruję nawiązać kontakt z Panami

mc.
niedziela, 19 stycznia 2020, 23:21

Niestety Szanowny Panie, jest jeszcze gorzej. Gdyby Niemcy prowadziły taka politykę na swoje potrzeby, to... "ganiał ich pies". Ale niestety Niemcy postanowiły "działania wewnętrzne" przenieść na agendę europejską, i jako największy płatnik Europy, zmuszają inne kraje do postępowania tak jak one chcą. A Niemcy "chcą" jak Rosjanie. Dla przypomnienia: Czerwone Brygady, RAF (Frakcja Czerwonej Armii), ruchy pacyfistyczne z lat 70 i 80-tych - wszystkie one były wspierane "po cichu" przez ZSRR. I jest mi bardzo trudno uwierzyć, by ruchy ekologiczne - które wspierają wycinanie lasów w Niemczech, zamykanie elektrowni jądrowych w Niemczech, popierające jednocześnie wytwarzanie prądu z rosyjskiego gazu (spaliny są kwaśne) - robiły to... bez powodu. Ruchy ekologiczne są...

Stary Grzyb
poniedziałek, 20 stycznia 2020, 10:31

Jak już pisałem - i rozumiem z Pańskiego wpisu, że się Pan z tym zgadza - Niemcy nie tyle prowadzą obecnie jakąś politykę, co są, ze względów korupcyjnych, narzędziem polityki rosyjskiej. Agenturalność czerwonych, różowych i zielonych zawsze była i jest oczywista, nową jakość stanowi fakt, że obecnie schroederyzacja objęła całe niemieckie spektrum polityczne, a niemieckie "elity" en masse realizują interesy Kremla, nawet nie usiłując tego ukrywać. Jako Polska mamy niewiele czasu, aby zrównoważyć międzynarodową współpracę gospodarczą (obecnie zbyt przechyloną na rzecz Niemiec) i sprowadzić nad Wisłę w sposób zmasowany (nie tylko w sensie militarnym) Amerykanów, bo bez tego może być naprawdę nieciekawie. Pozdrawiam, i dzięki za sensowny komentarz.

RS
wtorek, 21 stycznia 2020, 00:00

Witam, ciekawa dyskusja. Pytanie mam zatem, jak ocena Pan nasze elity począwszy od 89 roku ( pomińmy może SLD ) ? Chętnie poznałbym Pana zdanie. Donald Tusk - czy to taki nasz Shroeder ? Jak podoba się Panu polityka obecnego rządu ? Nie szukam w tych pytaniach opowiedzenia się po którejś ze stron dzisiejszego sporu politycznego w naszym kraju ale chciałbym przeczytać merytoryczny komentarz a później chętnie przedstawie mój punkt widzenia . Czy mogę prosić o parę zdań na temat poprzedniej i obecnej ekipy rządzącej ? Jakby nie było poprzednicy stawiali na Niemcy a dzisiaj mamy mocne postawienie na USA ( czy nie za mocne ? ).

Kathak
niedziela, 19 stycznia 2020, 16:54

Dobry artykuł. Myślę, że Niemcy są jeszcze bardziej cyniczne/wyrachowane. Trzeba wziąć arkusz i zrobić symulację sytuacji. Ktoś to już liczył.

artur.j.konopko@gmail.com
niedziela, 19 stycznia 2020, 15:03

technologia gazowa energetyki jest 'prostsza' od technologii jądrowej i to powinno stanowić o przyszłościowym kierunku zmian.

Chemik
poniedziałek, 20 stycznia 2020, 04:13

A może Pan wie co powstaje w wyniku spalania gazu? Przypadkiem nie jest to CO2? Przecież gaz ziemny to również węglowodór.

mc.
niedziela, 19 stycznia 2020, 23:22

Za to daje więcej zanieczyszczeń.

Reklama
Tweets Energetyka24