Raport EEA: UE może nie osiągnąć celów klimatycznych na 2030 r.

5 grudnia 2019, 17:19
eu-flag-2108026_1280
Fot.: needpix.com
Energetyka24
Energetyka24

UE nie osiągnie celów klimatycznych na 2030 r. bez rozwiązania problemu utraty różnorodności biologicznej, rosnącego wpływu zmian klimatu i nadmiernej konsumpcji zasobów naturalnych - wynika z przedstawionego w czwartek przez KE raportu Europejskiej Agencji Środowiska (EEA).

Unijne najważniejsze cele klimatyczne na 2030 r. to: ograniczenie co najmniej o 40 proc. emisji gazów cieplarnianych (w stosunku do poziomu z 1990 r.), zwiększenie co najmniej do 32 proc. udziału energii ze źródeł odnawialnych w całkowitym zużyciu energii oraz zwiększenie co najmniej o 32,5 proc. efektywności energetycznej.

W raporcie EEA stwierdza, że Europa stoi w obliczu wyzwań środowiskowych o bezprecedensowej skali. Raport daje jednak powody do nadziei z uwagi na wzrost świadomości społecznej co do potrzeby transformacji w kierunku zrównoważonego rozwoju w przyszłości, a także z uwagi na innowacje technologiczne, rozwijające się inicjatywy wspólnotowe oraz takie plany UE, jak Europejski Zielony Ład.

„Środowisko Europy znajduje się u progu nieodwracalnych zmian. Najbliższe dziesięciolecie daje nam pewne niewielkie szanse, by zwiększyć skalę środków służących ochronie przyrody, złagodzić skutki zmian klimatu i radykalnie zmniejszyć zużycie zasobów naturalnych. Z naszej oceny wynika, że stopniowe zmiany doprowadziły do postępów w niektórych obszarach, ale nie były one wystarczające do osiągnięcia naszych celów długoterminowych" - powiedział Hans Bruyninckx, dyrektor wykonawczy Europejskiej Agencji Środowiska (EEA).

Jak dodał, Europa dysponuje już wiedzą, technologiami i narzędziami, które są potrzebne, aby systemy produkcji i konsumpcji w obszarze żywności, mobilności i energii stały się bardziej zrównoważone. "Od tego zależy przyszła jakość naszego życia i dobrobyt” – dodał Bruyninckx.

Z raportu wynika, że ogólne tendencje dotyczące środowiska w Europie nie poprawiły się od czasu poprzedniego raportu z 2015 r. Wskazano w nim, że chociaż nie uda się osiągnąć większości celów na 2020 r., zwłaszcza w odniesieniu do różnorodności biologicznej, nadal istnieje szansa na osiągnięcie celów długoterminowych przyjętych na lata 2030 i 2050.

UE osiągnęła natomiast duże postępy w dziedzinie efektywnego gospodarowania zasobami i gospodarki o obiegu zamkniętym. Jednak najnowsze tendencje wskazują na spowolnienie w takich obszarach, jak ograniczenie emisji gazów cieplarnianych, emisji przemysłowych i wytwarzania odpadów, poprawa efektywności energetycznej i udział energii ze źródeł odnawialnych.

"Patrząc w przyszłość, można zauważyć, że obecne tempo postępu nie wystarczy do osiągnięcia celów dotyczących klimatu i energii na lata 2030 i 2050 r." - czytamy w raporcie.

Eksperci ostrzegają, że jeżeli utrzymają się obecne tendencje, doprowadzą one do dalszego pogarszania się środowiska oraz zanieczyszczenia powietrza, wody i gleby.

W raporcie wskazuje się też, że niepokój budzi wpływ zanieczyszczenia powietrza i zanieczyszczenia hałasem na środowisko i zdrowie ludzi. W Europie narażenie na drobny pył powoduje ok. 400 tys. przedwczesnych zgonów rocznie. Problem ten jest szczególnie nasilony w przypadku państw Europy Środkowo-Wschodniej. Narastają również obawy dotyczące niebezpiecznych chemikaliów i związanego z nimi ryzyka.

Komisja Europejska w przyszłym tygodniu ma przedstawić plan w sprawie dojścia UE do neutralności klimatycznej w 2050 r. Zapowiedziała go w w niedzielę szefowa tej instytucji Ursula von der Leyen. Niemka liczy na to, że plan poprą wszystkie kraje członkowskie.

Dokument pokazany zostanie tuż przed szczytem UE 12-13 grudnia, na którym liderzy szefów państw i rządów mają rozmawiać właśnie o celu neutralności energetycznej. W czerwcu br. Polska wraz z Czechami, Węgrami i Estonią zablokowała zapisy w tej sprawie, wskazując, że konieczne są wyliczenia, ile będzie kosztowała transformacja, zwłaszcza w przypadku państw, których gospodarka jest zależna od węgla, oraz kto za nią zapłaci.

PAP - mini

Energetyka24
Energetyka24
KomentarzeLiczba komentarzy: 1
Jan Przewodnik
piątek, 6 grudnia 2019, 12:12

Ale to przecież wiadomo już przynajmniej od Kioto. Przy gospodarce rynkowej opartej na permanentnej konsumpcji nie da się obniżyć znacząco emisji gazów cieplarnianych i odpadów w postaci różnych związków chemicznych. Jedynym sposobem obniżenia emisji do poziomu, który teoretycznie (podkreślam słowo ,,teoretycznie,, , pozwoli na zminimalizowanie skutków dotychczasowej działalności człowieka termo-industrialnego, jest drastyczne ograniczenie konsumpcji. Ale, jak można się domyślić, ze względów ekonomiczno-politycznych , jest to praktycznie niewykonalne. Ludzi przybywa, i to przede wszystkim w krajach rozwijających się, więc konsumpcja będzie rosła, gdyż mieszkańcy tych regionów chcą osiągnąć poziom życia, przynajmniej w jednej trzeciej, zbliżony do przeciętnego Europejczyka (o poziomie przeciętnego Amerykanina lepiej nie mówić). Badania demograficzne ostatnich lat pokazują, że w ciągu, mniej więcej, trzydziestu lat, liczba mieszkańców Afryki się podwoi. Liczba mieszkańców pozostałych kontynentów będzie pomału spadać, ale jeśli nie nastąpi jakaś masowa katastrofa, to do 2050 dobijemy do 9-10mld ludzi. Wszyscy Ci ludzie będą chcieli mieć jak najwyższy standard życia, a najpewniejszym sposobem na poprawę swojej sytuacji, jest nadal praca. Dzisiejsza praca, to albo biurowy bulszit dżob, albo obsługa jakiejś maszyny (produkcyjnej, transportowej, budowlanej, rolniczej, etc.). Bulszit dżob, to energochłonna, zazwyczaj szkodliwa dla środowiska ,,robota głupiego,, ,która utrzymuje przy życiu miliony ludzi, którzy myślą, że to co robią, jest bardzo ważne. O ważności tej pracy przekonują się, gdy z dnia na dzień, zostają zastępowani przez sprawniejsze komputery lub tańszych pracowników na drugim końcu świata. Podobnie jest z pracownikami zakładów przemysłowych, którzy również mogą spodziewać się w każdej chwili, delokalizacji lub likwidacji zakładu ze względów ekonomicznych. Operatorzy różnego rodzaju maszyn są uzależnieni od energii. Dziś jest ona bardzo tania, więc jest ,,ruch w interesie,, , ale co będzie, gdy ceny paliw i energii elektrycznej pójdą w górę? Wiele firm nie jest na to w żaden sposób przygotowana. Wiele funkcjonują na granic opłacalności. Są bardzo wrażliwe na wszelakiego rodzaju zawirowania na rynku surowców, w szczególności paliw. Są też oczywiście zawody bez których nie można się obejść i to one będą w przyszłości koncentrować życie społeczne. Ale to dopiero po katastrofie. Do katastrofy raczej niewiele się zmieni, czyli wydobycie surowców, produkcja towarów, konsumpcja, produkcja odpadów. Żadne rząd nie zgodzi się na dobrowolne ograniczenie wzrostu gospodarczego ze względu na klimat, czy zanieczyszczenie środowiska. Nauki biologiczne ni jak się mają do współczesnego wróżbiarstwa, jakim niewątpliwie jest ekonomia. Zapomnijcie o ograniczeniu emisji, bo to może i jest wykonalne, ale na pewno nie w najbliższym dziesięcioleciu. Za dziesięć lat poziom CO2 w atmosferze odbije do 450ppm, co będzie oznaczało podniesienie temperatury o jakieś 3-5°C. W wielu regionach świata agronomia przestanie funkcjonować, a to będzie jednoznaczne z głodem, wojnami, epidemiami i eksodusem milionów ludzi. Przed samozagładą może uratować ludzkość jedynie zmiana modelu ekonomicznego i powszechna edukacja ekologiczna. Tak się niestety składa, że ani akcjonariusze wielkich spółek, ani udziałowcy mniejszych przedsiębiorców absolutnie nie podzielają tego zdania. Wręcz przeciwnie, jest ono kompletnie sprzeczne z ich interesami. Bez konsumpcji nie ma zysków. Bez zysków nie ma inwestycji. Bez inwestycji nie ma wzrostu gospodarczego. Bez wzrostu gospodarczego nie ma zatrudnienia. Bez zatrudnienia nie ma spłaty kredytów. Bez spłaty kredytów system finansowy się wali, a za nim wali się cywilizacja, która dzięki niemu funkcjonuje. Jeśli natomiast zachowamy status quo, to czekają nas podobne zmiany, wymuszone przez fizyczne ograniczenia naszej planety. Nastąpi to później, ale będzie z pewnością bardziej brutalne. Upadek z piątego szczebla drabiny może być bolesny, ale upadek z dziesiątego, będzie jeszcze bardziej. Dzisiaj możemy jeszcze wykonać, w miarę kontrolowany skok, który nas z pewnością poobija, ale wyjdziemy z niego w niezłym stanie. Za kilkanaście lat Matka Natura zdmuchnie nas z tej drabiny, ale wtedy będziemy już dużo wyżej i ten upadek nie będzie w żaden sposób kontrolowany.

Tweets Energetyka24