Przewrót w Wenezueli. Co dzieje się w najbogatszym w ropę kraju świata? [ANALIZA]

24 stycznia 2019, 01:40
venezuela-1716111_1920
Fot. Pixabay

Lider wenezuelskiej opozycji Juan Guaidó wykorzystał masowe antyrządowe protesty, które zawładnęły dziś ulicami Caracas i ogłosił się prezydentem ad interim. Zyskał od razu poparcie polityczne prezydenta USA Donalda Trumpa. Oznacza to, że w Wenezueli, kraju będącym jednym z największych producentów ropy naftowej na świecie, rozpoczęło się gwałtowne przesilenie polityczne.

Największe miasta Wenezueli stały się dziś areną potężnych antyrządowych protestów. Podczas opozycyjnego wiecu w stolicy kraju, Caracas, Juan Guaidó – przewodniczący Zgromadzenia Narodowego, czyli jedynej izby wenezuelskiego parlamentu – obwołał się prezydentem. Entuzjastyczna reakcja zgormadzonych tłumów była jednocześnie uwerturą potężnego przesilenia politycznego, które obecnie targa Wenezuelą.  

Protesty, które dały Guaidó siłę potrzebną do przejęcia władzy, wymierzone były w rządy prezydenta Nicolása Maduro. Polityk ten został wybrany na urząd po śmierci Hugo Cháveza w 2013 roku. Kontynuował on strategię swego poprzednika chcącego zbudować „Socjalizm XXI wieku”. Nieudolne gospodarczo rządy, połączone z globalnym spadkiem cen ropy naftowej wkrótce zaowocowały kryzysem wewnętrznym i znacznym pogorszeniem nastrojów społeczeństwa. W 2018 roku roczna stopa inflacji wynosiła 13 779%. Wyniki gospodarcze były tak złe, że Bank Centralny Wenezueli zaprzestał publikowania oficjalnych danych. Blisko 90% obywateli nie było w stanie zaspokoić swych podstawowych potrzeb. Od początku ubiegłego roku kraj opuszczało codziennie ok. 5 tysięcy osób, roczna wielkość emigracji szacowana była na ok. 2 mln ludzi.

Prezydent Maduro, który – zgodnie z wenezuelską konstytucją – jest jednocześnie premierem, rychło stracił poparcie. Wybory parlamentarne w 2015 roku okazały się dotkliwą klęską rządu. Jednakże Maduro nie pogodził się z ich rezultatem – zaczął rządzić z pominięciem władzy ustawodawczej.

Kryzys wewnętrzny w Wenezueli zaczął narastać i przybierać coraz poważniejsze formy. Prezydent rządził swoimi dekretami, które zatwierdzał Sąd Najwyższy. W 2017 roku doszło do potężnej próby sił politycznych, kiedy podporządkowany Maduro Sąd chciał zdelegalizować parlament, wzywając prezydenta do wprowadzenia stanu wyjątkowego. Krajem wstrząsnęła długa fala protestów, w których zginęło kilkadziesiąt osób. Wobec międzynarodowej presji Sąd Najwyższy cofnął swoją decyzję.

W 2018 roku odbyły się kolejne wybory prezydenckie, które – po delegalizacji dwóch przeciwnych dotychczasowemu prezydentowi i uniemożliwieniu opozycji wystawienia koalicyjnego kandydata – wygrał Maduro. 10 stycznia 2019 roku został on zaprzysiężony na kolejną kadencję, choć jego mandatu nie uznały m.in. Stany Zjednoczone i Unia Europejska.

Od tego czasu w Wenezueli trwają protesty, do których namawia opanowany przez opozycję parlament. Wszystko wskazuje na to, że obecnie doszło do ich punktu kulminacyjnego.

Nie wiadomo jeszcze, jak potoczą się losy polityczne Wenezueli. Prezydent Maduro zerwał stosunki dyplomatyczne ze Stanami Zjednoczonymi i dał amerykańskim dyplomatom 72 godziny na opuszczenie kraju. Wciąż ma on do swojej dyspozycji wojsko i policję. Jednakże przeciwko niemu opowiedziało się wiele potężnych państwa świata, przede wszystkim zaś – Stany Zjednoczone, które już ogłosiły, że uważają Juana Guaidó za prezydenta ad interim.

„Społeczeństwo Wenezueli zbyt długo cierpiało za sprawą pozbawionego legitymacji reżimu Maduro. Dziś oficjalnie uznaję Juana Guaidó, przewodniczącego Weneuelskiego Zgromadzenia Narodowego, za tymczasowego prezydenta Wenezueli” – napisał na Twitterze prezydent USA Donald Trump. „Ameryka jest i będzie z tobą aż przywrócisz wolność” – dodał wiceprezydent Mike Pence.

Głosy wsparcia dla Guaidó płyną także z Europy. „Mam nadzieję, że cała Europa zjednoczy się w poparciu dla sił demokratycznych w Wenezueli. W przeciwieństwie do Maduro, zgromadzenie narodowe, łącznie z Juanem Guaidó, ma mandat demokratyczny od obywateli wenezuelskich” – napisał szef Rady Europejskiej Donald Tusk. Potrzebę uznania Guaidó zasygnalizował też Guy Verhofstadt.

Wsparcie dla Juana Guaidó wyraziły też Argentyna, Brazylia, Kanada, Chile, Kolumbia, Kostaryka, Honduras, Panama, Paragwaj i Peru.

Dość stonowane oświadczenie wydała natomiast Federica Mogherini, wysoki przedstawiciel Unii Europejskiej ds. zagranicznych i polityki bezpieczeństwa. „Unia Europejska stanowczo nawołuje do rozpoczęcia natychmiastowego procesu politycznego, który doprowadzi do wolnych i rzetelnych wyborów, zgodnie z porządkiem konstytucyjnym” – napisała.

Sytuację w Wenezueli śledzono uważnie między innymi ze względu na najważniejsze bogactwa naturalne tego kraju, czyli ropę naftową i gaz. Państwo to jest w ścisłej światowej czołówce producentów ropy naftowej na świecie, ma też największe udokumentowane rezerwy tego surowca sięgające ok. 300 mld baryłek.

Sprzedaż ropy była podstawowym źródłem dochodów wenezuelskiego budżetu państwa, co czyni ten kraj niezwykle uzależnionym od sprzedaży „czarnego złota”, które trafia głównie do Stanów Zjednoczonych. Niestety, nieumiejętna polityka gospodarcza, skupiona na idei „Socjalizmu XXI wieku” doprowadziła do upadku także wenezuelski sektor naftowy. Sytuacja stała się tak kuriozalna, że Petróleos de Venezuela, S.A. (PDVSA), państwowa firma zajmująca się m.in. wydobyciem, rafinacją i handlem ropą, nie była w stanie sprostać finansowo wysłaniu swych tankowców do zamorskich klientów. Jak donosił portal Bloomberg, wskutek długotrwałego kryzysu gospodarczego, objawiającego się m.in. niedoborami żywności, pracownicy wenezuelskich pól naftowych byli tak niedożywieni, że często mdleli podczas swojej pracy.

Obecny przewrót i wystąpienie szeroko popieranego lidera opozycji daje nadzieję na unormowanie sytuacji wewnętrznej kraju. Polityczne losy Wenezueli ważą się – rozstrzygnięcie nastąpi najpewniej w ciągu najbliższych kilkunastu godzin.

KomentarzeLiczba komentarzy: 29
DoXYZ
środa, 30 stycznia 2019, 01:37

Lewak to pogardliwe określenie osoby o poglądach bardziej lewicowych od osoby używającej tego pojęcia. Wszelkie definicje nie mają sensu gdyż w praktyce określenia tego używa się wobec przeciwników o dowolnych poglądach politycznych ale odmiennych od osoby używającej tego pojęcia. W zależności od intencji lewakom przypisuje dowolne poglądy nie mające nic wspólnego z ich rzeczywistymi poglądami. To taka ludzka ułomność wynikająca z przywiązania do struktury plemiennej i konieczności dzielenia ludzi na naszych i "nienaszych". Ludzie rozumni unikają etykietowania adwersarzy i skupiają się raczej na wskazywaniu błędów logicznych lub braku spójności w konkretnych poglądach na daną sprawę. To zbyt trudne zadanie dla wielu więc większość wybiera drogę prostego obrażania adwersarzy.

Synek
wtorek, 29 stycznia 2019, 20:40

@xyz: można się rozpisywać obszernie na temat "lewactwa". Można też sprawdzić w słowniku języka polskiego PWN pod red. p. Doroszewskiego: lewactwo - "skrajnie lewicowe poglądy polityczne". I jak to się teraz pokrywa z tym co napisałeś?

sża
wtorek, 29 stycznia 2019, 20:12

W kwestii formalnej : Wenezuela nie posiada złóż ropy - posiada złoża bitumitów, a te aby je sprzedać jako ropę, to należy wcześniej rozcieńczyć. Rozcieńczalnik Wenezuela kupowała w USA, ale przy spadku cen ropy produkcja przestała być opłacalna. I nie ma w tym przypadku znaczenia kto rządzi krajem. Inna sprawa, że mogli przy dobrej koniunkturze inwestować w inne gałęzie gospodarki, a nie tylko przejadać zyski.

Stary Grzyb
wtorek, 29 stycznia 2019, 20:02

Do "Yugol". To proste - kapitalizm i współpraca z Zachodem, w tym z USA w szczególności, dają szansę rozwoju i dobrobytu (vide np. Japonia, Korea Płd., Tajwan, cała Europa Zach. po II w. św., Europa Środkowa po zniszczeniu Sowietów), natomiast lewactwo i współpraca z jego ośrodkami zawsze prowadzą do ruiny (dla jasności - Chiny kontynentalne rozstały się z komunizmem w roku 1978, a wzbogaciły na handlu z USA). Sytuacja w Wenezueli stanowi jedynie kolejny przypadek potwierdzający tę regułę.

Stary Grzyb
wtorek, 29 stycznia 2019, 19:54

Do "mobilny". Istnieją dwa podstawowe rodzaje lewactwa: lewactwo łagrowe (nazizm i komunizm) oraz lewactwo rozkładowe (socjalizm i "lewica kawiorowa", niesłusznie zwaną liberalną, gdyż liberalizm i lewactwo są pojęciami przeciwstawnymi). Rzeczywisty cel obu rodzajów lewactwa jest zawsze ten sam - rabunek totalny, czyli ukradzenie wszystkim wszystkiego i obrócenie okradzionych w niewolników. Natomiast różnica między oboma rodzajami lewactwa polega na tym, że lewactwo łagrowe dokonuje rabunku stosując terror (do masowego ludobójstwa włącznie) z dodatkiem idiotycznego agitpropu, natomiast lewactwo rozkładowe dokonuje rabunku stosując idiotyczny agitprop z dodatkiem terroru (o nasileniu stosownym do możliwości). Niezależnie od odmiany, prawidłowym podejściem do lewactwa jest zawsze eliminacja, nigdy dyskusja czy poszukiwanie kompromisu. I tyle.

Reklama
Tweets Energetyka24