Siedem największych mitów o zmianach klimatu [KOMENTARZ]

12 lipca 2019, 17:21
earth-4180280_1920
Fot. Pixabay

Jeśli myślisz, że wulkany emitują więcej dwutlenku węgla niż ludzkość, za Bolesława Chrobrego było w Polsce cieplej, a Grenlandia pozostawała w średniowieczu wyspą wolną od lodu, to tekst ten jest właśnie dla ciebie.

Mit #1 – Dwutlenek węgla nie przyczynia się do zmian klimatu

Jak wynika z badań, dwutlenek węgla jest głównym spośród wielu czynników przyczyniających się do zmian klimatu. CO2, będąc gazem cieplarnianym, tworzy swoistą warstwę w ziemskiej atmosferze, która wpływa na bilans energetyczny całej planety. Jak działa ten mechanizm? Można wytłumaczyć go w następujący uproszczony sposób.

Ziemia przyjmuje promieniowanie słoneczne, będące dla niej głównym źródłem energii cieplnej. Następnie, planeta wysyła „swoje” promieniowanie cieplne, różniące się jednak od słonecznego (gdyż Ziemia jest chłodniejsza). Część promieniowania ziemskiego zostaje „przetrzymana” w atmosferze, dzięki czemu nasza planeta nadaje się do zamieszkania – bez atmosfery, średnie temperatury na jej powierzchni sięgałyby od -27 do -18 stopni Celsjusza. Jednakże wzrost stężenia gazów cieplarnianych – przede wszystkim zaś dwutlenku węgla – powoduje, że w atmosferze „zatrzymuje się” więcej ziemskiego promieniowania (potwierdzają to m.in. pomiary satelitarne). Rośnie przez to średnia temperatura jej powierzchni, a więc występuje tzw. globalne ocieplenie.

Rola CO2 jest w tych procesach szczególna. Gaz ten, raz wyemitowany, może zalegać w atmosferze przez tysiące lat, co odróżnia go np. od pary wodnej (przyczyniającej się co prawda do przyspieszenia zmian klimatycznych, ale niepotrafiącej wywołać ich samodzielnie). Co więcej, jak podaje portal skepticalscience.com, dwutlenek węgla wykazuje szczególne właściwości w „przytrzymywaniu” promieniowania Ziemi.

Jak podaje amerykańska NASA, stężenie dwutlenku węgla rośnie w zatrważająco szybkim tempie. Na przestrzeni lat 2006-2019 skoczyło ono z 380 do 411 ppm (parts per milion, czyli cząsteczek na milion cząsteczek powietrza). W roku 1960 było na poziomie „zaledwie” 318 ppm.  Jeśli zaś chodzi o temperaturę powierzchni Ziemi, to NASA podaje, że jej wzrost od ery przedprzemysłowej (a więc przed 1850 rokiem) wynosi ok. 1 stopień Celsjusza. Agencja zaznacza, że 18 z 19 najcieplejszych lat w od roku 1950 przypadło na okres po roku 2001. Jak podaje Międzyrządowy Panel ds. Zmian Klimatu (IPCC), obecny wzrost temperatury jest nieporównywalny z żadnym innym tego rodzaju procesem od tysięcy lat.

Mit #2 – Nie ma dowodów na antropogeniczność zmian klimatu

Biorąc pod uwagę powyższe uwagi o wpływie dwutlenku węgla na klimat, warto pochylić się nad pochodzeniem tego gazu. Jak wskazują badania rdzeni lodowców, stężenie CO2 w atmosferze ziemskiej odnotowało poważny skok po tzw. rewolucji przemysłowej, czyli po roku 1800, a więc wtedy, gdy najbardziej uprzemysłowione państwa świata zaczęły spalać na potęgę paliwa kopalne, co uwalniało m.in. CO2 do atmosfery. Potwierdza to spadek zawartości tlenu w atmosferze (ten pierwiastek jest przecież wykorzystywany przy spalaniu) oraz badania tzw. sygnatury izotopowej węgla, czyli – w prostych słowach mówiąc – analizy umożliwiające ustalenie, czy dana cząsteczka CO2 powstała wskutek spalania paliw.

Na zmiany klimatu wpływają też inne rodzaje ludzkiej aktywności, m.in. wylesianie (które, według szacunków, odpowiada za ok. 15% globalnych emisji dwutlenku węgla).

Człowiek, poprzez swoją działalność, „dodaje więc” odpowiednie ilości m.in. dwutlenku węgla do naturalnego obiegu tej substancji (w którym naturalne absorpcje równoważą naturalne emisje). Innymi słowy mówiąc: człowiek „dorzuca” do pudełka zwanego atmosferą dodatkowe ilości substancji, które przekładają się na wzrost temperatury.

Mit #3 - Wulkany emitują więcej dwutlenku węgla niż ludzkość

W sobotę 22 grudnia doszło do erupcji indonezyjskiego wulkanu Anak Krakatau. Światowe media lotem błyskawicy obiegły zdjęcia dymiącego krateru, wyrzucającego w powietrze chmury pyłów. Od razu też w Internecie zaroiło się od komentarzy sugerujących, że to wulkany – a nie człowiek – są głównym światowym emitentem dwutlenku węgla. Niestety, ich autorzy byli biegunowo odlegli od prawdy.

Jak podają statystyki amerykańskiej Energy Information Administration globalna gospodarka wyemitowała w 2016 roku ok. 35 miliardów ton dwutlenku węgla. Sama Azja i Oceania odpowiadały aż za 17 miliardów ton tego gazu. Według danych EIA, polskie emisje sięgnęły poziomu 302 milionów ton. Tymczasem, jak donosi portal Skeptical Science, całkowite roczne emisje wulkanów wahają się od 65 do 319 milionów ton. Oznacza to, że maksymalna aktywność wulkaniczna „pompuje” do ziemskiej atmosfery niewiele więcej CO2 niż polska gospodarka.

Mit #4 – W średniowieczu Grenlandia była zielona ze względu na globalne ocieplenie

Grenlandia to największa wyspa świata, która w 80% pokryta jest lodem. Gdyby naprawdę w średniowieczu była zielona, a więc wolna od czapy lodowej, oznaczałoby to, że zgromadzona na niej woda w stanie stałym musiała spłynąć do wód oceanicznych. Jak podkreśla portal naukaoklimacie.pl, taki scenariusz, czyli rozmrożenie i uwolnienie grenlandzkiej wody, doprowadziłby do wzrostu poziomów oceanów o ok. 7 metrów. Gdyby tak było w istocie, miasta takie jak Wenecja, Gdańsk czy Aleksandria znalazłyby się pod wodą.

Tymczasem, jak wynika z analiz dostępnych na portalu skepticalscience.com, południe Grenlandii zostało dotknięte zjawiskiem średniowiecznego optimum klimatycznego. Oznacza to, że temperatura na tym obszarze była nieco wyższa od współczesnej. Prawdą jest zatem, że pas zieleni mógł rozciągać się na południu wyspy, ale nie zniknął z niej całkowicie – przynajmniej nie w ciągu ery ludzi.

Mit #5 – Jeśli zawartość CO2 w atmosferze wzrośnie, to Ziemia się zazieleni

Tezy dotyczące pozytywnego wpływu wzrostu zawartości dwutlenku węgla w atmosferze na ziemską roślinność wysnuwał m.in. Janusz Korwin-Mikke w swych artykułach i wystąpieniach. Choć faktycznie rośliny korzystają na zwiększeniu ilości CO2 (co widać m.in. w badaniach NASA), to jednak wysunięcie wniosków o zazielenieniu Ziemi jest nieuprawnione – wynika to m.in. stąd, że wraz ze zmianami klimatycznymi spowodowanymi m.in. wzrostem zawartości dwutlenku węgla w atmosferze, flora świata będzie narażona choćby na gwałtowne zjawiska pogodowe oraz niedobory wody. Zwiększanie się średniej temperatury powierzchni Ziemi wpłynie negatywnie m.in. na zbiory zbóż, czyli roślin kluczowych dla ludzkiej gospodarki żywnościowej. Patrząc całościowo, ewentualne zyski z bujniejszego wzrostu roślin zostaną szybko skonsumowane przez straty spowodowane innymi aspektami globalnego ocieplenia.

Zazieleniania nie można bowiem postrzegać w oderwaniu od reszty zjawisk składających się na kompleksowość zmian klimatu. Podobnie błędnym myśleniem jest założenie, że nadmiar CO2, który generuje ludzkość, pochłonięty zostanie przez rośliny.

Mit #6 – W średniowieczu w Polsce było cieplej

Mit ten dotyczy poruszonego już w micie dotyczącym Grenlandii średniowiecznego optimum klimatycznego, które miało miejsce w latach 950-1250. W tym okresie w niektórych miejscach na Ziemi temperatury faktycznie były wyższe niż obecnie. Dotknęło to szczególnie północnego Atlantyku, południowego Pacyfiku i wschodu oraz południa obecnych Stanów Zjednoczonych. Jednakże na terenie dzisiejszej Polski średnia temperatura była niższa niż obecnie. Podczas średniowiecznego optimum klimatycznego, w Europie cieplej niż obecnie było w Skandynawii, Irlandii, na Bałkanach i na północy Francji. Warto jednak podkreślić, że raport IPCC uznał optimum średniowieczne za wyznacznik o ograniczonej użyteczności do opisywania globalnych zmian temperatury. Podobne stanowisko zajęła amerykańska Narodowa Służba Oceaniczna i Meteorologiczna (NOAA). Wynika to stąd, że trendom ociepleniowym istniejącym za czasów optimum średniowiecznego nie sposób nadać przymiotu globalności – średnia temperatura nie rosła bowiem wszędzie, a jedynie na określonych obszarach, podczas gdy pozostałe tereny zanotowały spadek temperatur. Inaczej rzecz ma się w przypadku obecnie notowanego globalnego ocieplenia – to zjawisko pociąga za sobą wzrost średniej temperatury na praktycznie całej powierzchni planety.

Mit #7 – W latach 60-tych naukowcy prognozowali globalnie ochłodzenie

Nie jest to prawda – w latach 60-tych XX wieku większość naukowców uważała, że klimat się ociepli. Jak podaje serwis naukaoklimacie.pl, przytłaczająca większość recenzowanych artykułów z lat 1965-1979 prognozowała wzrost średnich globalnych temperatur (stosunek 42:7), a sprawa ochłodzenia żyła głównie dzięki mediom (m.in. artykule z czasopisma Time pt. „Another Ice Age?”). Tak więc, choć większość uczonych stała na stanowisku zbieżnym ze współczesnymi prognozami, to mniejszość badaczy o przeciwnych poglądach mogła liczyć na zainteresowanie mediów, co zniekształcało odbiór stanowiska nauki. Obecnie, miażdżąca większość klimatologów (ok. 97%) stoi na stanowisku, że klimat będzie się ocieplał.

KomentarzeLiczba komentarzy: 32
Jozef Olech
niedziela, 24 listopada 2019, 00:12

O jednym autor nie wspomniał to jest o liczbie mieszkańców jest na 7 miliardów a ile było w średniowieczu czy lecac samolotem Nocą nie widać ze nie ma już prawie cIemnych niedoświetlonych sztucznym światłem miejsc. Brak lasów zakłóca gospodarkę wodną. Oceany dusza się od śmieci. Takie gadanie ze nie mamy wpływu jest tzw pobożnym życzeniem. Praktycznie wykończyliśmy swój dom a zaczęło się od księgi rodzaju / czyńcie sobie ziemie poddana. Tylko globalne działania mogą te agonię naszego miejsca do życia odsunąć ale w to już wątpię.

Ziutek Destylator
wtorek, 20 sierpnia 2019, 02:41

1. O ile nie pomyliłem jednostek (piszę z pamięci) to Słońce dostarcza Ziemi około 170 000 TW energii, chmury odbijają 30%, zostaje jakieś 120 tys. TW. Spalanie paliw kopalnych to jakieś 10 TW zatem mniej niż promil bilansu. 2. Średniowieczne optimum klimatyczne było przerwane krótkim minimum Oorta, jednak było ciepło. 3. Bada się, jeśli dobrze pamiętam, stosunek węgla 14C do 12C, słoje drzew, stosunek izotopów tlenu 18/16 itd. Co daje nam możliwość określenia i temperatury i zawartości CO czy tam CO2 w przeszłości. 4. Słońce nie świeci tak samo, wysyła nam różne ilości energii, od czego mocno zależy hm... aktualny klimat. 5. Nie twierdzę, że ochrona środowiska nie ma znaczenia, ale nie wszystko załatwia emisja CO. 6. Nie pamiętam, gdzie czytałem ładnie rozpisany bilans skąd pochodzi tlenek/dwutenek węgla, ale poziom ten spadał przez miliony lat od 0,2% do obecnego 0,03x%. 7. Sprawy nie są zerojedynkowe, ale śmiem twierdzić za jakimiśtam poglądami mądrymi, że przeważającym czynnikiem są cykle słoneczne, których istnienie jest dość oczywiste. 8. Występowanie efektu cieplarnianego (bez którego na powierzchni Ziemi byłby mróz) w ponad 90% związane z parą wodną w atmosferze, a CO2, metan i inne gazy mają dość małe znaczenie. 9. Morza się nie podnoszę aż tak mocno, zachodzi też parowanie tym większe, im cieplej. Tyle. Klimatologia nie należy do moich zainteresowań naukowych, zatem proszę, niech jakiś miły człek mnie poprawi, jeśli błędnie wywodzę. Kłaniam się.

Emedue
sobota, 23 listopada 2019, 21:48

Klimatologiem nie jestem, lubię tylko czytać ciekawe rzeczy. 1) Ocenianie Efektu Cieplarnianego w jednostkach ciepła jest nieadekwatne/dziwne. Nie wiem co to jest te 10 Terawatów ale skoro to tylko promil bilansu to podejrzewam że wytworzona energia która ostatecznie zmienia się w cieplną. Dlatego do globalnego ocieplenia nie uwzględnia się produkcji ciepła, bo jak wynika z twoich obliczeń nic nie zmienia. Patrzy się na produkcję CO2 i jak wpływa na % procent zatrzymywanego ciepła od słońca. Pomnóż jakikolwiek procent razy 120tys TW wyjdzie więcej niż 10 TW. 4) Gwiazdy im starsze tym mocniej grzeją, dlatego też obecnie słońce grzeje mocniej niż w okresie Permu, a mimo to jest o 15 stopni zimniej niż wtedy, to pokazuje jaki wpływ ma CO2 którego obecnie jest właściwie mało z powodu 6. 8) Para wodna jest związana z CO2, im więcej CO2 tym więcej pary. 9) Napewno ma to mizerny wpływ, atmosfera to mały magazyn na wodę. Obecnie wody tak bardzo się nie podnoszą, bo jeszcze topią się lodowce zanurzone w wodzie, zacznie źle się dziać gdy zacznie się topić lądolód - lód osadzony na lądzie.

Wierny Tomasz
wtorek, 6 sierpnia 2019, 01:12

ad. 1. Jako gazy cieplarniane o wiele groźniejsze od CO2 i o kilka rzędów większe są emisje metanu i pary wodnej. Na tych gazach powinniśmy się skupić w pierwszym rzędzie - co "naukowcy" mają do powiedzenia w tej sprawie? Czytałem ad. 2. A jakie temperatury na naszej półkuli były w średniowieczu? Wyższe niż obecnie! Tyle w temacie. ad. 3. Istnieją inne badania, które podają odwrotne proporcje. Niestety, nie potrafię teraz podać ich źródła - więc pkt. dla Autora, nie potrafię udowodnić, że Autor nie ma racji. ad. 4. Częściowe potwierdzenie tego, co napisałem w ad. 2. Przy okazji Państwo z portalu naukaoklimacie.pl są bardzo aktywni na różnych forach i jako wiarygodne źródło podają... naukaoklimacie.pl - czyżby i tu dotarli? Na cire.pl też się bardzo angażują. ad. 5. Mętne tłumaczenie, CO2 jest korzystne dla roślin i każdy biolog to potwierdzi - tylko trzeba mu nie mówić, że to chodzi o walkę z globalnym ociepleniem :D ad. 6. A świstak siedzi .... W średniowieczu Polska była w okresie jednego z największych rozkwitów rolnictwa, co było związane z wysokimi temperaturami. Ale ok, załóżmy, że to było zjawisko lokalne. To co z występowaniem niskich temperatur w Europie w okresie tzw. potopu szwedzkiego? Jak to Autor wytłumaczy? ad. 7. I znowu: "Jak podaje serwis naukaoklimacie.pl ..." Tak się składa, że pamiętam z ok. połowy lat 70. publikacje w prasie okołotechnicznej (Przegląd Techniczny - Innowacje??) i nawet dla młodzieży (Młody Technik) o zagrożeniu "globalnym ochłodzeniem". Mam więc dowód, że Autor mija się z prawdą. Moje prywatne zdanie, jako inżyniera - globalne ocieplenie jest faktem ale jest to proces naturalny i powinniśmy się przygotować na jego skutki. A całe to biadolenie o emisjach CO2 jest jednym wielkim szwindlem, z którego bardzo dostatnio żyje przy minimalnych nakładach własnej pracy wiele grup - naukowców, biznesmenów, urzędników (cóż może być lepszego, niż siedzieć [jako zespół z KE wyznaczający nowe standardy emisyjne] na plaży w słonecznej Hiszpanii i pod koniec okresu sprawozdawczego uciąć o 50% dotychczasowe limity emisyjne i za kolejne 5 lat znów o 50%.

Emedue
sobota, 23 listopada 2019, 21:56

Masz pewne problemy z czytaniem ze zrozumieniem. 5) W artykule potwierdzili że CO2 jest korzystne dla roślin. 7) W artykule również potwierdzili że było opisywane w prasie globalne ochłodzenie.

Miro
sobota, 10 sierpnia 2019, 11:16

Ad. 7. Autor nie mija się z prawdą, wyraźnie napisał, że większość publikacji klimatologicznych z lat 60 i 70 przewidywała ocieplenie, ale nie wszystkie. Do tej mniejszości widocznie należał Młody Technik, który zresztą nie był recenzowanym pismem klimatologicznym ani nawet naukowym. Autor mówi o recenzowanych publikacjach naukowych. Nie widzisz różnicy między między "prasą okołotechniczną" a recenzowanymi pismami naukowymi? Jeśli nie widzisz, to merytoryczna wartość twojego argumentu jest zerowa. AD.7 CO2 jest korzystny dla roślin, oczywiście, jest niezbędny. Ale żeby rośliny mogły skorzystać z dodatkowego CO2, musi jednocześnie być spełnionych wiele innych czynników: odpowiednie nasłonecznienie, wilgotność, temperatur, zasoby mineralne gleby itd. Roślina nic nie zrobi z samym tlenem i węglem z CO2, jeśli np. będzie rosła w jałowej przegrzanej glebie w ciemnym pomieszczeniu. Wyciągasz jeden czynnik, pomijając wszystkie inne, ta manipulacja obnaża twój sposób "argumentacji" (albo niewiedzy). AD 6. Temperatury w czasach potopu też były lokalne, a ówczesna tendencja temperaturowa nie była zbyt długa.

jpr
piątek, 1 listopada 2019, 14:25

Autor przytacza jakieś twierdzenia kategoryczne, ale nawet nie podaje źródła. A twierdzenia są mocno wątpliwe. Np. kto i na jakiej podstawie stwierdził, że w czasie średniowiecznego optimum klimatycznego, w Polsce jednak było zimniej? Archeologia i palinologia wskazują, że w tym czasie, na ziemiach polskich uprawiano soczewicę, winorośl i szereg innych roślin wymagających cieplejszego klimatu, niż ten, jaki był w XX w. i wcześniej (obecne ocieplenie umożliwia ponowne wprowadzanie tych upraw, ale nie w takim rozmiarze, jak za Chrobrego).

Andrettoni
wtorek, 30 lipca 2019, 02:38

Moim zdaniem CO2 nie jest przyczyną tylko objawem choroby. Teoretycznie wzrost CO2 powinien być przyczyna wzrostu roślin. Tylko, że my cały czas zabijamy rośliny zanieczyszczeniami lub bezpośrednio poprzez wycinkę lasów. W dodatku wycinając lasy spowodowaliśmy dodatkowe czynniki - drzewa wiązały dużo węgla w swej masie oraz wodę, w dodatku brak drzew wzmaga wymywanie gleby w trakcie powodzi. Mamy więc mniej biomasy, słabsze wiązanie wody w glebie i szybsze wymywanie gleby prosto do oceanu. na dodatek wymyta gleba i różne środki np pestycydy i zanieczyszczenia przemysłowe dalej zabijają życie w oceanach - choćby dlatego, że zabijają bezpośrednio, ale także dlatego, że mniej przejrzysta woda nie dopuszcza w głąb wody słońca. Te czynniki nawzajem się napędzają. Kurczy się warstwa życia na Ziemi, a to uwalnia węgiel w postaci gazów, ale też osadów dennych. oczywiście nie podważam tutaj negatywnych wpływów spalania paliw kopalnych, ale uważam, że gdyby nie wycinanie lasów i zatruwanie środowiska to nie było by to aż tak zgubne. Gdybyśmy sadzili lasy i dbali o czystość oceanów (rzek, mórz itd.) to spalany węgiel byłby mniej szkodliwy. Oczywiście gdybyśmy nie powycinali lasów to węgiel byłby niepotrzebny, bo dalej palilibyśmy drewnem. Uważam, że ograniczenie CO2 w wyniku spalania to nie jest lekarstwo na chorobę, tylko na jej objaw. Nawet gdybym się mylił, to sadzenie drzew, rekultywacja gruntów i oczyszczanie ścieków w niczym nie zaszkodzi. Natomiast jeśli mam rację to "dekarbonizacja" w niczym nie pomoże. Fakty są jednak takie, że dekarbonizacja jest droga, natomiast inne działania możemy wykonać sami. Na podwórku bloku w którym się wychowałem rosło drzewo - ocieniało około 1/3 podwórka. Ktoś "mądry" wpadł na pomysł wycięcia drzewa i zabetonowania podwórka - jakieś 5 lat temu, więc "ekologia" była już znana. W chwili obecnej deszczówka spływa do kanału zamiast wsiąkać w glebę, a podwórko zamieniło się w "studnie gorąca" średnio 5-10 stopni więcej niż oficjalnie i "od ulicy". Oczywiście drzewo nie produkuje tlenu i nie wiąże w sobie jakiejś tony węgla. Wystarczy zmienić debilną decyzję i rozkuć beton oraz posadzić kilka drzew, żeby ocienić całe podwórko. Takich decyzji podjęto więcej - np. w moim mieście wycięto wiele drzew wzdłuż ulic - ograniczały widzenie, powodowały wypadki itd. Chodniki zabetonowano, a wzdłuż nich dla bezpieczeństwa pobudowano murki, balustrady itd., a na jezdni progi zwalniające... Teraz zamiast cienia chodniki toną w skwarze, woda spływa do kanalizacji... Jest "pięknie", czysto, sterylnie i betonowo. Żeby było ładniej władze miasta zimą słupy latarni iluminują choinkowymi światłami... Skwery zamieniają się w budynki-przybudówki. Baseny ppoż są osuszane i zabudowywane (po co zbiorniki deszczówki...). Czy tylko ja widzę w tym debilizm? Dalej - mamy piękny cmentarz - groby pomiędzy drzewami w starej części - w nowej wycięto las i upchnięto wielkie połacie grobów jeden obok drugiego. Liście z drzew już nie śmiecą, bo ich nie ma... Stara część to przyjemny spacer, a nowa to użyteczna, komercyjna patelnia... Niestety pod względem ekologicznym i hydrograficznym moje miasto spada coraz niżej i staje się mniej przyjazne życiu, a nieprzyjemny mikroklimat jest rekompensowany np. montowaniem klimatyzacji... Czyli zwiększonym zużyciem prądu... Zmniejszenie emisji CO2 nic nie poradzi na głupotę i krótkowzroczność.

ob. Kane
poniedziałek, 15 lipca 2019, 21:55

Nie wiem skąd autor wziął informację że średniowieczne optimum klimatyczne nie miało miejsca w Polsce. Jak najbardziej miało! A świadczą o tym kroniki mówiące o dość powszechnej uprawie winorośli. To ocieplenie miało charakter globalny, m.in. spowodowało przesuszenie stepów w Azji i skłoniło Mongołów do ekspansji - pisał o tym prof. Jania, glacjolog i paleoklimatolog. W ogóle dobór cytowań jest w tym tekście wątpliwy; wyjąwszy dane NASA (niejednoznaczne), to tylko strony organizacji zajmujących się walką z globalnym ociepleniem, czyli coś raczej z ideologii niż nauki.

Emedue
sobota, 23 listopada 2019, 22:44

Dzięki za dobry komentarz. "Brak takich śladów gdzie indziej nie musi świadczyć, że tego ocieplenia tam nie było" Pewnie naukowcy uznali, że gdyby ocieplenie było globalne, to podwyższył by się poziom wód. Pytanie jak długo trwało średniowieczne ocieplenie i jak duże zmiany poziomu wód z tamtych lat naukowcy byliby w stanie odnotować. Sądzę że obecny okres porównawczy został wybrany bardziej politycznie niż naukowo.

goldie
wtorek, 16 lipca 2019, 11:15

Północny Atlantyk to też wpływ na klimat Polski, więc autor potwierdza, że w Polsce to miało miejsce. Ale to wciąż nie jest wpływ globalny. A zresztą i tak teraz już po trochu przekraczamy te wartości - zimy są coraz mniej śnieżne, wino się uprawia coraz szerzej.

ob. Kane
środa, 17 lipca 2019, 00:49

...ale na Grenlandii poza lodem wciąż króluje tundra, podczas gdy za czasów Erikssona były tam bujne pastwiska. Jeżeli na podstawie analiz pyłków, rdzeni z lodowców czy sekwencji osadów w korytach rzek, z różnych rejonów świata znajdujemy ślady świadczące o cieplejszym (lub chłodniejszym, jak w latach 1550 - 1850) klimacie, to mamy prawo wysunąć tezę, że ocieplenie (ochłodzenie) było globalne. Brak takich śladów gdzie indziej nie musi świadczyć, że tego ocieplenia tam nie było, ale o tym że inne warunki (np. mniejsze opady, działanie procesów wiatrowych zacierających np. sekwencje osadów) nie pozwoliły tym śladom przetrwać. Ze źródłami przytoczonymi w tym tekście (IPCC) nie można dyskutować, bo nie ma tam żadnych referencji ani jasnego opisu źródła danych, ani metodyki ich przetwarzania. Ponadto, po prostu autorytatywnie stwierdzili, że średniowieczne ocieplenie nie może być traktowane jako okres porównawczy i już. Żadnych argumentów. Żadnego odniesienia do cykli paleoklimatycznych. Zdecydowanie, to nie jest naukowa dyskusja.

Reklama
Tweets Energetyka24