Pożar lasu w Czarnobylu iskrą dla antyatomowej histerii [KOMENTARZ]

7 kwietnia 2020, 15:53
forest-fire-3836834_1920
Fot. Pixabay

Doniesienia o pożarze lasu w czarnobylskiej strefie wykluczenia wywołały panikę w mediach, prześcigających się w doniesieniach o przekroczonych normach promieniowania. Niebezpieczeństwo tkwiło jednak nie w Czarnobylu, a w ignorancji dziennikarzy.

W pobliżu czarnobylskiej elektrowni jądrowej płonie las! Normy promieniowania przekroczono 16-krotnie! – takie nagłówki pojawiały się ostatnio na łamach polskiej i zagranicznej prasy. Dotyczyły one pożaru, który wybuchł w tzw. strefie wykluczenia okalającej Czarnobylską Elektrownię Jądrową, w której w kwietniu 1986 roku doszło do awarii. Wydarzenie to stało się dla wielu mediów okazją do taniego przyciągania czytelników, strasząc ich zagrożeniem radiacyjnym.

Jednakże rozpętana przez niektórych dziennikarzy antyatomowa histeria jest oderwana od rzeczywistości i pokazuje jedynie brak wiedzy o tym, jak działają elektrownie jądrowe.

Warto zatem spojrzeć na fakty i ustalić, co naprawdę wydarzyło się ostatnio na Ukrainie.

Przede wszystkim, pożary lasów w strefie wykluczenia nie są czymś niezwykłym. Zdarzają się w zasadzie każdego roku, obejmując różne areały. Obecny pożar objął powierzchnię 20 hektarów, co jest niewielkim ułamkiem zony liczącej sobie aż 260 tysięcy ha.

Wokół samej strefy też narosło wiele mitów i legend. Obszar ten uchodzi za silnie skażony, o wysokim poziomie promieniowania tła i przez to niezdatny do życia. Nie jest to jednak prawda – w przeważającej części zony poziom promieniowania jest mniejszy od tego, jaki odnotowuje się w wielu krajach świata oraz… w centrum Warszawy.

Sam pożar objął terany odległe od elektrowni (obudowanej tzw. Arką) – warto to podkreślić, gdyż pojawiające się doniesienia medialne nie precyzowały tego faktu, przez co czytelnik mógł odnieść wrażenie, że płonie las tuż przy samej elektrowni.

Jak poinformował CNN, podczas akcji gaśniczej dozymetry strażaków zanotowały poziom promieniowania rzędu 2,3 µSv na godzinę. Media zanotowały, że jest to „szesnastokrotne przekroczenie normy”. Brzmi to strasznie – lecz wrażenie to mija, gdy zestawi się tę wartość z innymi wskaźnikami. Lot z Nowego Jorku do Los Angeles oznacza wystawienie się na promieniowanie rzędu 40 µSv. To około 8 µSv na godzinę. Prześwietlenie klatki piersiowej to ok. 100 µSv, mammografia – 400 µSv. Jak widać, dawka odnotowana podczas gaszenia pożaru nie jest w żaden sposób niebezpieczna dla zdrowia.

Podczas akcji strażaków promieniowanie nie stanowiło żadnego zagrożenia, a pożar udało się ugasić. Ogień nie wywołał też żadnej radioaktywnej chmury (warto tu odróżnić napromieniowanie od skażenia materiałami promieniotwórczymi – terminy te oznaczają dwie różne sytuacje; każde miejsce na świecie jest napromieniowane) ani innego incydentu radiacyjnego.

Uspokajający komunikat wydała też Państwowa Agencja Atomistyki, która nieustannie monitoruje sytuację radiacyjną Polski. „Wyniki pomiarów ze stacji wczesnego wykrywania skażeń promieniotwórczych na terenie Polski również nie wskazują na jakiekolwiek zagrożenie radiacyjne” – napisała PAA.

Histeria związana z pożarem w zonie wpasowuje się w trend straszenia atomem przez media. Jest to zjawisko oderwane od faktów.

W rzeczywistości, patrząc przez pryzmat nakładów i technologii z zakresu bezpieczeństwa, elektrownie jądrowe oferują najbezpieczniejszy sposób wytwarzania energii elektrycznej. Co więcej, najczęściej podawany przykład zagrożenia związanego z tymi jednostkami, czyli katastrofa w Czarnobylu, przybiera obecnie dość dezinformacyjny wydźwięk. Wypadek ten był bowiem spowodowany przez człowieka łamiącego wszelkie procedury bezpieczeństwa poprzez przeprowadzenie testów na niedostosowanym do tego typie reaktora (który zresztą nie jest już stosowany w nowych blokach – jednostki typu RBMK działają obecnie jedynie w trzech elektrowniach w Rosji). Ponadto, ludzie, którzy ponieśli śmierć podczas tej katastrofy zginęli głównie ze względu na nieumiejętne i pozbawione norm bezpieczeństwa prowadzenie akcji ratunkowej. Podczas operacji zabezpieczenia reaktora doszło też do szeregu wypadków budowalnych. Mowa tu m.in. o załodze helikoptera, która zginęła, gdy maszyna zahaczyła wirnikami o słabo widoczne liny dźwigów.

Inny przypadek będący argumentem w rękach antyatomowców, czyli katastrofa w japońskiej elektrowni Fukushima Dai-Ichi, również niesie w sobie duży ładunek dezinformujący. Przede wszystkim, warto zauważyć, że awaria nie spowodowała czyjegokolwiek zgonu wskutek zdarzeń radiacyjnych.

KomentarzeLiczba komentarzy: 15
rob ercik
wtorek, 12 maja 2020, 10:18

Prawie zabawne, gdyby las płonoł w pobliżu rosyjskiej EA to pierwsze Def24.pl pisało by o wielkim zagrożeniu. A że to na ukrainie ... no to wszystko jest w normie ...

Jan z Krakowa
niedziela, 12 kwietnia 2020, 23:14

Uzupełnienie: pisząc o godzinach pracy strażaków, miałem na myśli że dawka w µSv może być w każdej godzinie inna, a w przypadku kilku godzin może się znacznie zmienić. Tylko tyle. Przepraszqm za nieścisłość.

Jan z Krakowa
niedziela, 12 kwietnia 2020, 23:03

Pytanie powinno być inne: ile godzin strażacy gasili ten pożar, to jest jaką dawkę pochłonęli?

Klok
czwartek, 9 kwietnia 2020, 12:39

No i tu jest sama prawda i fakty nie wiem dlaczego ludzie boją się energii jądrowej (jestem zwolennikiem)

Prawda
środa, 8 kwietnia 2020, 15:58

Logiczne jest że radioaktywne pyły opadły w 86 i leżą sobie a teraz wzniesione zostały ponownie do atmosfery. Wiatr z znów to roznosi zgodnie z kierunkiem i będziemy sobie pi trochu wdychac a za 20 lat dowiemy się że mamy jakiś nowotwor. Genialne jest to, że to jest nie do udowodnienia.

Zzz
poniedziałek, 13 kwietnia 2020, 10:13

A słyszałeś coś o okresie połowicznego rozpadu??? Ten proces trwa cały czas. Najwięcej złego wdychasz z elektrowni węglowych.

BK
czwartek, 9 kwietnia 2020, 15:41

Dla ignorantów niestety nie jest to logiczne. Wiadomo, że skala zagrożenia nie jest tak duża, jak podczas awarii 26.04.1986 ale to nie znaczy, że jest dobrze.

Marcin
czwartek, 9 kwietnia 2020, 13:42

Tak, masz rację. A, wiesz o ile mniej pyłów wznieca pożar w stosunku do awarii ? Kilka rzędów wielkości mniej. A wiesz, o ile mniej aktywne są pyły po 34 latach? O kilka rzędów wielkości mniej. Czyli zagrożenie jest kilka razy kilka rzędów wielkości mniejsze niż w 1986r. Czy się tym martwić ? Twój wybór...

Zzz
poniedziałek, 13 kwietnia 2020, 10:17

Najbardziej ,,martwi to" tych którzy nie chcą aby w Polsce była EJ. Dało by to nam zbyt dużą samodzielność i możliwość rozwoju przemysłu a przecież mamy tylko kupować towary drugiego sortu. Pierwszy zostaje w starej UE. Czesi robią systematycznie na ten temat raporty.

rob ercik
wtorek, 12 maja 2020, 10:23

Samodzielność? Nie mamy paliwa, technologi budowy AE, miejsca ani sposobu reutylizcji i składowania odpadów po promiennych, (,nie wspomnę nawet o ewentualnych problemach z chlodzeniem) a ty piszesz o "samodzielności"

Janek
środa, 8 kwietnia 2020, 23:44

Przeczytałeś ten artykuł?

Zzz
środa, 8 kwietnia 2020, 02:14

Są tu po prostu siły , które nie chcą aby w Polsce była choćby jedna EA. Nie po to dwóch sąsiadów buduje tuż przy granicy swoje EA zeby nie sprzedawać prad Mazury a trzeci sasiad nie po to twierdzi że wiatraki najlepsze i koniecznoe chce nam wciskać 30 letni złom ktory u nich musoal by byc zutylizowany za ciężkie pieniadze a u nas bedzie chodzil kolejne 30 lat. Jaka oszczędność. Poza tymi siłami z zewnątrz nasi energetycy i gornicy w większości też są przeciw....

Kiki
środa, 8 kwietnia 2020, 19:55

Jeśli POpaprani znowu dojdą fo władzy to te niemieckie wiatraki na pewno znowu się u nas znajdą i nikt nie będzie widział w tym problemu.

Siodłaj kuca
niedziela, 12 kwietnia 2020, 11:07

Dobrze, że dla PiS priorytetem od początku była energetyka jądrowa.

Zzzz
czwartek, 9 kwietnia 2020, 00:07

One juz w tym roku tu przylecą bo teraz konczy sie wladnie ich okres eksploatacji i dopłat. Sezon 2020/2021 to czas zamykania statych i wymiany na nowe o woekszej mocy. A wiec albo utylizacja i zakopywanie łopat wirnikow w niemieckiej ziemii albo do nas i my oraz nasze dzieci bedziemy sie z tym bujać za 20 lat albo wczesniej gdy sie rotory rozpadną.

Tweets Energetyka24