Polski pomysł na zablokowanie Nord Stream 2 – czas na konfrontację z Niemcami

19 listopada 2015, 10:53

Polska podejmuje coraz bardziej asertywne działania zmierzające do zablokowania projektu Nord Stream 2. Warszawa buduje koalicję państw przeciwnych tej inicjatywie, lobbuje w instytucjach europejskich, zamierza wykorzystywać na swoją korzyść wątpliwości środowiskowe i przetargowe, pozwać Niemcy w europejskich trybunałach, a nawet zablokować budowę Gazociągu Północnego 2 konkurencyjnym rurociągiem. 

Budowa koalicji środkowoeuropejskiej 

Polska podjęła próbę zbudowania koalicji państw środkowoeuropejskich przeciwnych nowemu projektowi Gazpromu, co udało się tylko częściowo. Twardego poparcia Warszawie udzieliła przede wszystkim Bratysława, Ryga, Wilno i Kijów. Budapeszt negocjuje obecnie nową umowę długoterminową na dostawy gazu z Gazpromem, chciałby również by Rosjanie lokowali więcej surowca w jego magazynach – dlatego nie jest zainteresowany wspieraniem bloku przeciwnego Nord Stream 2. W podobny sposób swoją politykę prowadzi Praga, która świadomie zminimalizowała pobór błękitnego paliwa od strony słowackiej i poprzez gazociąg Gazela i OPAL importuje surowiec z Gazociągu Północnego. Niewykluczone, że w przyszłości chciałaby zwiększyć zakupy z tego kierunku.

Intensyfikacja działań w instytucjach europejskich

Polska zintensyfikowała także działania w obrębie instytucji unijnych. W październiku dzięki działaniom Jacka Saryusza-Wolskiego grupa EPL w Parlamencie Europejskim uznała, że projekt jest sprzeczny z unijną strategią dywersyfikacji źródeł dostaw i dróg tranzytowych energii i zwiększa zależność UE od rosyjskiego gazu. W listopadzie Komisja Przemysłu i Badań Naukowych i Energii PE przyjęła natomiast raport Marka Gróbarczyka o kierunku Unii Energetycznej stanowiący, że Nord Stream 2 może stanowić poważne zagrożenie dla niektórych członków UE.

Polska znalazła także sojusznika w Komisji Europejskiej, która –przynajmniej do tej pory- zapewnia, że nowa rura nad Bałtykiem będzie musiała być zgodna z unijnym prawem energetycznym (takie zapewnienie pada m.in. w raporcie o stanie Unii Energetycznej zaprezentowanym 18 listopada przez wiceprzewodniczącego Marosza Szewczowicza). Chodzi m.in. o możliwość dopuszczenia stron trzecich do gazociągu oraz zasadę wedle, której właścicielem, operatorem i producentem surowca, który jest nim przesyłany nie może być jedna firma. Oczywiście Gazprom chciałby być czasowo (w istocie permanentnie) zwolniony z tych niedogodności.

W wypowiedziach polskich polityków zaczęły pojawiać się również aspekty przetargowe. Warszawa będzie najprawdopodobniej naciskała również na to, by przetargi związane z nową rurą na Bałtyku odbywały się zgodnie z poszanowaniem prawa UE. Chodzi o to, by cały portfel zamówień nie wpadł w ręce niemieckich i rosyjskich firm. Tymczasem prezes Gazpromu Aleksiej Miller twierdzi, że ponad połowa zamówień ma być realizowana przez rosyjskie podmioty.

Wykorzystanie wątpliwości natury ekologicznej

- Formalne pozwolenie Komisji Europejskiej nie jest konieczne, ale istnieją pewne procedury i regulacje, które zobowiązują do uzyskania zgody państw, przez których wody terytorialne lub wyłączne strefy ekonomiczne będzie przebiegał rurociąg (Nord Stream 2 - przyp. red.) - podobnie było w przypadku Nord Stream I” – stwierdził w październiku br. Aleksander Nowak, minister energetyki Federacji Rosyjskiej. Najprawdopodobniej miał na myśli m.in. kwestie środowiskowe wynikające z konwencji w Espoo. Dzięki niej możliwe będzie przymuszenie firm zaangażowanych w Nord Stream 2 do wykonania kosztownych i czasochłonnych ekspertyz oddziaływania na środowisko w obszarze transgranicznym (wiele w tym zakresie będzie zależeć od docelowej trasy nowych nitek). W przypadku wypowiedzi Nowaka widać jak ważne jest budowanie koalicji środkowoeuropejskiej w kontekście nowej inicjatywy Gazpromu nad Bałtykiem.

Warszawa uderzy w Niemcy

Kolejny ciekawy element, który może stanowić oręż w walce z Nord Stream 2 to zapowiedź pozwów do „europejskich trybunałów” w związku z blokowaniem przez rurę możliwości rozwojowych polskich portów w Świnoujściu i Szczecinie. Zapowiedział to minister gospodarki morskiej i żeglugi śródlądowej Marek Gróbarczyk w rozmowie z Gazetą Wyborczą.

„Budowa pierwszej nitki Nord Stream pogorszyła sytuację portów i ich perspektywy rozwojowe, a budowa drugiej nitki może się przyczynić do utrwalenia tej niedobrej sytuacji (…) Niestety, słyszymy argumenty, że to prywatny projekt biznesowy i nie ma możliwości zablokowania go np. przez Parlament Europejski (…) Natomiast to, co możemy zrobić i zrobimy, to pilnowanie, aby inwestycja nie pogorszyła dostępu do Szczecina i Świnoujścia, nie ograniczyła możliwości rozwoju tych portów. Jeżeli okaże się, że jest takie ryzyko, skorzystamy z wszelkich możliwych środków, aby wymóc na Niemcach przeprowadzenie takich prac hydrotechnicznych, które zapewnią swobodny dostęp do portów. Jeżeli będzie trzeba, będziemy się sądzić przed europejskimi trybunałami”

Marek Gróbarczyk

Widać więc, że nowy rząd ma zamiar sięgnąć po bardzo twarde środki w kontekście walki z projektem Nord Stream 2 – nawet kosztem wywołania napięć w relacjach z Niemcami.

„Gazociągiem w gazociąg” – Baltic Pipe jako alternatywa dla Nord Stream 2

O przyjęciu asertywnego kursu wobec Berlina przez nową ekipę polityczną w Warszawie świadczy również forsowanie przez nią projektu Baltic Pipe, z którgo zrezygnował rząd Leszka Millera. Komisja Europejska wpisała planowany gazociąg pomiędzy Danią i Polską (chodzi o dostawy gazu z Norwegii) na znowelizowaną listę 195 priorytetowych inwestycji energetycznych Wspólnoty. Politycy PiS nie ukrywają, że dzięki temu inicjatywę będzie można promować jako zgodną z polityką energetyczną UE i wzmacniającą bezpieczeństwo w regionie. Oczywiście w przeciwieństwie do Nord Stream 2, które krzyżując się na Bałtyku z Baltic Pipe mogłoby go zablokować. W całej sprawie nie chodzi tylko o kwestie argumentacji politycznej. Z technologicznego punktu widzenia może okazać się, że ten gazociąg, który powstanie wcześniej zablokuje konkurencyjny projekt. Baltic Pipe miałby zostać oddany do użytku do 2022 r, Nord Stream 2 do 2019 r. Powyższe daty niczego jednak nie rozstrzygają ponieważ umiejętne wykorzystanie kwestii środowiskowych, i prawa przetargowego może znacznie wydłużyć proces inwestycyjny inicjowany przez Gazprom. 

Zobacz także: Niemcy ponad wszystko! Geneza poparcia Berlina dla Nord Stream 2

 

Energetyka24
Energetyka24
KomentarzeLiczba komentarzy: 25
ela
piątek, 30 czerwca 2017, 20:54

Bo po co budować rurociąg przez polske,jak w polsce bedzie wojna. Budować żeby pozniej bombardować. Szwaby dokładnie wiedzą co robią.Jezeli Polska zablokuje budowe tego gówna przez bałtyk wojna się odsunie w czasie. Imigranci też są po to żeby wybrać z nich żołnierzy. Szykuje się IV Rzesza.

spat
piątek, 20 listopada 2015, 08:30

obywatel i polish blues to trolle

Witek
czwartek, 19 listopada 2015, 17:15

Brawo tak trzymać i nie dopuścić do drugiego paktu Ribentrow-Mołotow bo na to zaczyna wyglądać.

Łukasz
czwartek, 19 listopada 2015, 17:14

Czy Polska zawsze musi isc na postronku Kijowa?

ROMAN
piątek, 20 listopada 2015, 02:18

Taka jest wola Pana naszego Hamerykańskiego, z tym gazem hodzi o to aby stany mogły sprzedawać na Europę gaz od siebie a że będzie to 2 razy tyle to już nic, mi wcale ten rurociąg nieprzeszkadza a w czym nam przeszkadza

Tweets Energetyka24