Reklama

Polska gazowym pionierem Unii. „Porozumienie Trump-Juncker po myśli Warszawy” [ANALIZA]

31 lipca 2018, 10:16
read in 7 min.
dwnld08_ks_0235
Fot. Krzysztof Sitkowski / KPRP

Kilka dni temu doszło do nieoczekiwanego ocieplenia relacji pomiędzy Stanami Zjednoczonymi a Unią Europejską. Jednym z wymiarów „odwilży” jest deklaracja wzmocnienia strategicznej współpracy w sektorze energii. Jeżeli dojdzie do realizacji tych zapowiedzi, a pamiętajmy, że Donald Trump nie lubi być oszukiwany, to jednym z największych beneficjentów może okazać się Polska.

„Zgodziliśmy się dzisiaj na wzmocnienie naszej strategicznej współpracy z sektorze energii. Unia Europejska chce importować więcej LNG ze Stanów Zjednoczonych i będzie bardzo, bardzo dużym nabywcą” - oświadczył Trump. „Sprawimy, że będzie to dla nich znacznie łatwiejsze (…) będą mogli zdywersyfikować swoje dostawy energii, czego bardzo potrzebują” - dodał.

Przywódcy USA wtórował Jean Claude Juncker: „Zdecydowaliśmy się wzmocnić naszą współpracę w dziedzinie energii. UE zbuduje więcej terminali do importowania skroplonego gazu ziemnego z USA.  Jest to również przesłanie dla innych” - mówił europejski polityk.

Oczywiście podczas spotkania nie doszło do podpisania konkretnych umów, ale w obliczu merkantylizacji amerykańskiej polityki, trudno przecenić tego typu polityczne gesty. Zwłaszcza, że kwestie energetyczne są częścią większej układanki, która pozwoliła UE zażegnać widmo kłopotliwej wojny celnej. Obserwując dotychczasową karierę Donalda Trumpa trudno mieć wątpliwości, co do jego reakcji, gdyby europejskie elity nagle postanowiły nie wypełnić obietnic złożonych ustami Jean-Claude Junckera.

Te słowa, zwiastujące zwiększenie amerykańskiej obecności w europejskim sektorze energetycznym, zbiegły się w czasie z wizytą w Polsce przedstawiciela Departamentu Stanu. Francis Fannon, asystent Sekretarza Stanu ds. energii, spotkał się m.in. z prezesem PGNiG, Piotrem Woźniakiem. Spółka poinformowała, że podczas rozmów poruszono tematy dotyczące m.in. współpracy polsko-amerykańskiej na rynku LNG. Przedstawiciel administracji Trumpa wyraził także swoje wsparcie dla projektu Baltic Pipe.

Szczęściu trzeba pomagać

Rozważając słowa Trumpa i Junckera warto wziąć pod uwagę nie tylko szanse, które potencjalnie mogą stworzyć, ale również realne możliwości ich wykorzystania. Niewykluczone, że jeśli ambitne zapowiedzi z Waszyngtonu zaczną się materializować, to jednymi z największych wygranych całej sytuacji okażą się firmy z naszego kraju.

Polska od dłuższego czasu, konsekwentnie i z pewnymi sukcesami, buduje sieć szczególnych relacji z amerykańskim sektorem energii. Działania w tej materii realizowane są na dwóch płaszczyznach - politycznej oraz biznesowej. Pierwsza oznacza zapewnienie politycznego parasola dla najważniejszych przedsięwzięć - sektor energii jest specyficzny, nie każdy handluje z każdym, zaś oprócz uwarunkowań ekonomicznych należy mieć na uwadze również względy geopolityczne. Zarówno z przedstawicielami amerykańskiej administracji oraz biznesu wielokrotnie spotykali się prezydent Andrzej Duda, premier Mateusz Morawiecki, czy ministrowie Naimski oraz Szczerski.

Drugi wymiar związany jest przede wszystkim z aktywnością Polskiego Górnictwa Naftowego i Gazownictwa oraz terminalem LNG w Świnoujściu. W listopadzie ubiegłego roku PGNiG zawarło średnioterminową umowę na dostawy amerykańskiego gazu skroplonego. Stroną porozumienia jest Centrica LNG Company Limited, zaś sam kontrakt został zawarty przez biuro tradingowe PGNiG w Londynie. Była to pierwsza tego typu umowa w Europie Środkowo - Wschodniej, co z jednej strony wynika oczywiście z kwestii infrastrukturalnych, z drugiej natomiast wskazuje na znaczny poziom zaufania między partnerami. Oprócz pięcioletniego kontraktu PGNiG z ubiegłego roku, w bieżącym PGNiG podpisało także porozumienia z dwoma producentami LNG z USA. Nie są to jeszcze umowy handlowe, ale ich wypracowanie jest jednym z priorytetów polskiej spółki. Docelowo, na ich podstawie, do naszego kraju miałoby trafiać nawet 5,5 mld m3 gazu z USA. Zarówno Port Arthur LNG, jak i Venture Global LNG realizują także projekty terminali, których oddanie do użytku planowane jest na lata 2022-2023. Obydwa będą zlokalizowane w Luizjanie, zaś PGNiG analizuje możliwość zaangażowania się w te przedsięwzięcia.

W tym kontekście nie należy zapominać również o PKN Orlen oraz transakcji, której dokonał w końcówce roku 2015. Płocki gigant, za pośrednictwem spółki zależnej Orlen Upstream Canada zawarł wówczas umowę dotyczącą nabycia 100% akcji spółki Kicking Horse Energy. Wśród należących do niej aktywów znalazło się 11% udziałów w projekcie terminalu LNG Goldboro, który ma być zlokalizowany w kanadyjskiej prowincji Nowa Szkocja. Przyszły operator gazoportu otrzymał w sierpniu 2015 roku długoterminową licencję od Kanadyjskiej Krajowej Rady Energii na import gazu ziemnego z USA, a następnie jego eksport na rynki zagraniczne. Proces ma rozpocząć się w roku 2021. Na podobny okres zaplanowano m.in. ukończenie inwestycji w interkonektory, za sprawą, których Polska będzie mogła słać większe wolumeny „błękitnego paliwa” do krajów sąsiednich. Nie ulega wątpliwości, że zaangażowanie Orlenu (choć formalnie w Kanadzie) jest ze względu na czas także poważnym atutem w staraniach o intensyfikację kontaktów energetycznych z supermocarstwem.

Polska jest jednym z tych europejskich krajów, które w erze Donalda Trumpa szybko i w zdecydowany sposób zaangażowały się we współpracę z Amerykanami. Fakt, iż systematycznie jest ona rozszerzana (choć wszyscy życzylibyśmy sobie oczywiście, aby następowało to szybciej) może wskazywać na dwie kwestie. Po pierwsze na sprawność działań w tym zakresie oraz świadomość potencjału, jaki w obliczu nowej polityki USA stwarza terminal LNG w Świnoujściu i geografia. Po drugie, na przekonanie Amerykanów, że jesteśmy przygotowanym, wiarygodnym partnerem, z którym warto pracować - a w sektorze energii, raz jeszcze podkreślmy, to szczególnie istotne i zupełnie nieoczywiste.

Nic za darmo

Nie miejmy złudzeń - za zaangażowaniem Amerykanów w europejski sektor energetyczny nie stoją wzniosłe idee (a przynajmniej - nie tylko) lecz twarde interesy. Są one związane zarówno z czynnikami natury ekonomicznej, jak i uwarunkowaniami geopolitycznymi, dotyczącymi ograniczania zależności państw Europy od nieprzewidywalnego dostawcy ze Wschodu.

Amerykańska rewolucja łupkowa przeżywa obecnie swoisty renesans, co stało się możliwe m.in. dzięki znaczącemu zwiększeniu efektywności wydobycia i poszukiwań węglowodorów - w skrajnych przypadkach o nawet 70-120%. Kluczowym zjawiskiem w tym kontekście był oczywiście rozwój technologiczny, który pozwala na bardziej elastyczne (i efektywne) wykorzystywanie urządzeń wiertniczych, skrócenie czasu ich pracy, wydłużenie żywotności maszyn oraz finalnie zwiększenie zysków, które z kolei pozwalają na kolejne badania i inwestycje. Ponadto, spółki ograniczyły swoją aktywność do najbardziej obiecujących złóż, zawieszając (lub zamykając) projekty realizowane na trudniejszych obszarach, co pomogło zarówno w ograniczeniu kosztów, jak i lepszej relokacji załogi.  

Pojawienie się w Europie Środkowej amerykańskiego surowca - nawet w początkowo niewielkich wolumenach - stanowi przebicie kolejnego „szklanego sufitu” w naszym (regionalnym) myśleniu o energetyce. Potencjalnie jest to również rozwiązanie korzystne z punktu widzenia Amerykanów, ponieważ trzeba pamiętać, że mówimy tutaj o rynku, którego potencjał eksportowy wynosi ok. 70 mld m3 gazu rocznie.

W optymistycznym scenariuszu terminal LNG w Świnoujściu pozwoli na regazyfikację 7,5 - 10 mld m3 surowca w skali roku. Warto również pamiętać, że wedle zapowiedzi operatora systemu przesyłowego w listopadzie ubiegłego roku gotowe miało być studium wykonalności jednostki FSRU (ang. Floating Storage Regasification Unit), dzięki której do Polski mogłoby trafiać dodatkowe 4,1 - 8,2 mld m3 LNG. Jeżeli zostanie podjęta decyzja inwestycyjna, to pływający terminal rozpocznie działalność operacyjną ok. roku 2021. Duże znaczenie ma również fakt, że dzięki rozbudowie połączeń międzysystemowych rynek w naszym regionie staje się coraz lepiej zintegrowany - jak już wspomniano wcześniej, ukończenie najważniejszych projektów w tym zakresie zaplanowano na lata 2019 - 2022.

Oczywiście nie jesteśmy jedynym Państwem, które może i chciałoby odbierać amerykański gaz. Obecnie w Europie działa  32  terminale LNG, z możliwościami regazyfikacyjnymi na poziomie ok. 227 mld m3. Zdaniem analityków, choć obecnie wiodącą rolę odgrywają duże obiekty, to stopniowo zyskiwać będą na znaczeniu jednostki FSRU oraz mniejsze terminale. Barierą utrudniającą odpowiednie wykorzystanie tego potencjału jest słabo rozbudowana sieć połączeń – także krajowych, ale szczególnie między Europą Zachodnią i Środkowo-Wschodnią. Obecnie infrastruktura LNG pełni często rolę „dźwigni” w negocjacjach z dostawcami rurociągowymi (vide: Litwa), wzmagając presję na poziom cen gazu. Dalsza jej rozbudowa stanowi w opinii ekspertów dowód na właściwe odczytywanie trendów przez europejskich inwestorów, przygotowujących się na zjawiska globalne.

Reasumując - porozumienie Trumpa z Junckerem jest dla Polski ze wszech stron dobrą informacją. W aspekcie geopolitycznym wzmacnia presję na uniezależnianie się od Władimira Putina i jego gazu. Może również wzmocnić pozycję naszego kraju, jako jednego z najważniejszych sojuszników Amerykanów w sektorze gazu ziemnego, co ma swoje wymierne znaczenie ekonomiczne oraz polityczne. Jako lojalny członek Unii Europejskiej powinniśmy zintensyfikować, aby z jednej strony zarysowany kształt współpracy transatlantyckiej został możliwie najszybciej przekuty w konkrety, a z drugiej, aby być przygotowanymi na wykorzystanie szansy, kiedy dojdzie do jego realizacji.

KomentarzeLiczba komentarzy: 13
Wawiak
poniedziałek, 6 sierpnia 2018, 18:39

Podporuczniku, PKB to nie tylko suche liczby. Rosja mając wyższe PKB ma też wyższe koszta utrzymania. Ważna jest też struktura przychodów oraz ich żródło. Dla Rosji są to głównie surowce. Jeden z polityków kiedyś określił to państwo jako \"Górna Wolta z rakietami\"...

Podporucznik wojsk kwatermistrzowskich
sobota, 4 sierpnia 2018, 20:02

W tekście brakuje mi konkretów. Przede wszystkim jest rzeczą oczywistą, że: ___1. USA nie mają nawet cienia szansy na utrzymanie swego imperium i bogacenie się drukiem dolara wobec pokojowego rozwoju Chin. Wojskowo Chiny się obronią swą bronią atomową i pomocą Rosji, która wie, że gdyby pomogła USA pokonać Chiny, to tylko ułatwiłaby tym USA pokonanie Rosji w drugiej kolejności. Tak samo jak Rosja kalkulują Chiny. ___2. Rosja miała zawsze PKB na mieszkańca wg siły nabywczej wyższy o ok. 1000 dol. niż odpowiednio PKB Polski, a np. Czechy miały i mają PKB jeszcze wyższy o ok. 5000 dol. Od roku PKB Polski jest o ok. 1000 dol. wyższy. Słowem Rosja, Czechy itd. szybciej doganiają zamożność zach. UE niż Polska. ___3. Rosyjska demokratyczna republika rozwija i eksportuje broń, aby rozwijać się gospodarczo, a wydaje na swe wojsko niechętnie, akurat tyle, by zabezpieczyć się przed tym co USA zrobiły z Irakiem, Syrią, Libią, Kosowem itd. itp., a najważniejszym dla ekipy Putina jest rozwój sektora cywilnego, aby dogonić Zachód. ___4. Polska nie ma powodu, by nie rozwijać jak najlepszych stosunków z Rosją. Gdyby rząd Rosji odpowiadał za Smoleńsk, to zostałby ukarany przez samych Rosjan, ale gdyby kiedyś udałoby się udowodnić, że Smoleńsk był zamachem, to Rosja nie miałby interesu, by dopóścić do obecnej sytuacji, do wzmocnienia polityków antyrosyjskich, dosłownie nie widać żadenj korzyści Rosji. Korzyść z ewentualnego zamachu odnieść mogli tylko ci, którzy chcieliby za darmo zinstrumentalizować Polskę przeciw Rosji, obawiający się Indexu do Raportu o rozwiązaniu WSI itp. Na miejscu Rosji też nie oddałbym wraku, bo musiałbym się obawiać, że posłuży do antyrosyjskiego oszustwa - i tak dyplomaci Rosji tłumaczą w poufnych rozmowach dyplomatom innych państw podając jaskrawe przykłady szaleństwa w Polsce. ___5. Rosja jest bardziej uzależniona od sprzedawania gazu do UE niż UE od kupowania gazu od Rosji. Jakieś polityczne naciski Rosji przy pomocy gazu są zatem absolutnie niemożliwe, bo jedyna sensowna tu kalkulacja nie skupia się na procencie rosyjskiego gazu w ogólnym imporcie gazu - to nie ma żadnego znaczenia. Posłużę się tu analogią monopolu na rynku łatwo dostępnym - taki monopol nie będzie się zachowywał jak monopol, ponieważ wie, że gdyby stosował praktyki monopolistyczne i osiągał dzięki temu dodatkowe zyski, to na drugi dzień przestanie być monopolem, bo na jego rynek wejdą następne firmy skuszone nieco większym zyskiem. Bariera dostępności rynku gazu UE jest tak niska, możliwości substytucji gazu wiatrakami, słońcem, elektrowniami wodnymi i atomowymi itp. są tak olbrzymie, że Rosja boi się utracić udziały w rynku gazu UE, a co dopiero gdyby rozważać możliwość użycia gazu przez Rosję dla nacisków politycznych. Jedynie sensowna kalkulacja kosztu gazu dla UE z Rosji lub spoza Rosji kieruje się udziałem wydatków na rosyjskich gaz we wszystkich wydatkach na resztę importu. Przykładowo gaz z Rosji jest wart ok. 4% wartości całego importu RFN. Czy my uzależnimy się politycznie od piekarza, bo podniesie on cenę jego chleba tak, by zamiast wydawać na chleb 4% naszej pensji wydamy 5%? Gdyby cena chleba wzrosła jeszcze więcej lub odmawianoby nam kupna chleba, to z łatwością kupimy chleb gdzieś indziej, ale piekarz utraci udział w naszym budżecie na zawsze. RFN ma gigantyczne magazyny gazu i stosunkowo szybko i łatwo zastąpi w razie potrzeby gaz następnymi wiatrakami, gazem z Bliskiego Wschodu, z USA itd. ___6. Gaz z rurociągu Rosji jest tańszy od skroplonego gazu z Katar, a gaz z Kataru jest tańszy od gazu z USA. Rainer Seele, prezes austriackiego paliwowego koncernu OMV, nie chce zdradzać tajemnicy handlowej cen, ale ogólnie podał: „Myślę, że różnica między amerykańskim LNG a rurociągowym gazem z Rosji wynosi w przybliżeniu 50 proc.. Czy to prawda, tego nie wiem, tylko o tym przeczytałem”. Gaz z Rosji i gaz LNG z np. Kataru to ten sam sposób wydobycia, czyli co do zasady wstarczy jedno pionowe wiercenie i jeden kurek, by pobrać cały gaz z podziemia. Transport rurociągiem jest jednak tańszy od transportu LNG. W przypadku gazu LNG z USA dochodzą nieuniknione koszty wielu odwierceń poziomych od jednego odwiercnia pionowego. Na dodatek o ile w przypadku normalnego złoża Rosji lub Kataru wystarczy jedno wiercenie pionowe, to gaz łupkowy wymaga setek wierceń pionowych, a do każdego dziesiątki wierceń poziomych. USA mogą wydrukować dolary aby pokryć dodatkowe koszty swego gazu łupkowego dla UE i dla Polski ale to zwykły dumpingi i jako taki nie jest rozwiązaniem na stałe. ___7. Dobrze, że mamy gazoport i możliwość importu zwykłego gazu jako LNG z np. Kataru, ale kupując gaz łupkowy jako LNG z USA możemy to robić tylko jako instrument USA przeciw Rosji i możemy na tym tylko stracić. Wzamian USA ani myślą zwolnić nas z wiz, lub przestać popierać swe organizacje żydowskie i Izrael w zarabowaniu nam na początek 300 mld. Nie jesteśmy tu nic winni Ukrainie, bo skoro obaliła demokratyczne władze puczem na kilka miesięcy przed wyborami, to jest sama sobie winna. Zaś ludzkość ma większe szanse na uniknięcie wojny nuklearnej, gdy rakiety USA nie będą o 500 km od Moskwy. USA będą bronić Polski idąc na wyniszczającą wojnę z Rosją lub Chinami tylko w rmach NATO, a bez NATO tylko i wyłącznie, gdy uznają nas za część zach. UE. We współpracy gospodarczej z USA nie ma zatem najmniejszego nawet sensu płacenie za gaz z USA więcej niż za gaz z Rosji lub z Kataru itp. Wojna USA z Rosją jest warta biliony euro i polskie przepłacanie za broń lub za gaz z USA nie jest wstanie wpłynąć na decyzje USA w najmniejszym nawet stopniu, bo to miliardy, a nie biliony. Jesteśmy bezpieczni w NATO i w UE, o ile nie będziemy atakować Rosji na życzenie USA. Gdy nie jesteśmy agresorem, tu zachodnia UE wie, że musi bronić sibe samą na polskim terytorium, a więc pomoże nam nawet bez NATO. Dla Zachodu jest jednak najlepiej trzymanie się razem na forum planety, a integracja gosp., wojsk. i polityczna Europy w ramach UE wzmacnia Zachód. Polska powinna zatem wypełniać obowiązki z NATO, ale koncentrować się na integracji z zach. UE w tym jak najszybciej przyjąć euro. Nasze stosunki z USA są oparte o polskie myślenie życzeniowe, co ogranicza nas w rozwoju i blokuje wzrost naszej zamożności.

anda
piątek, 3 sierpnia 2018, 18:41

Niemcy dobrze rozegrali tylko od samego początku mówiono o NS1, NS2, NS3 i NS4 tak, że nie bądą potrzebować drogiego gazu z USA

df
czwartek, 2 sierpnia 2018, 16:52

trzeba przyznać że Niemcy to dobrze rozegrali. Rurę budują sami sobie ale zakupy gazu amerykańskiego mają być rozliczane na poziomie europejskim. czyli Polska kupuje 80%, Niemcy ciut ciut i statystyka się zgadza! Tylko że nam się cenki nie zgadzajo. Swoją drogą właśnie czytam w prasie niemieckiej że chcą przspieszyć wychodzenie z węgla i zastąpić gazem. Więc 2 rury z Rosji to za mało. Będą potrzebować i LNG od wuja Sama.

Hipcio
czwartek, 2 sierpnia 2018, 14:00

Wykorzystanie terminali LNG rośnie tylko w Polsce i Belgii – odpowiednio o 57 i 50 procent oraz 1,7 i 1,1 mld m sześc. Tymczasem największy konsument gazu skroplonego w Unii Europejskiej, Hiszpania, zmniejszyła zakupy o 15,6 procent do 7,7 mld m sześc. wybierając w większym stopniu import gazociągowy z Algierii. Wielka Brytania zmniejszyła import o 45 procent do 2,2 mld m sześc., sięgając po więcej gazu z rurociągów norweskich. Innym przykładem są Włochy, które zmniejszyły zakupy LNG i z Algierii na korzyść importu z Rosji. Dzięki temu trendowi Gazprom zwiększył eksport do Austrii, gdzie znajduje się Środkowo-Europejski Hub Gazowy w Baumgarten. Wzrost wyniósł 52 procent. Postawiło to Rosjan w uprzywilejowanej pozycji. Trend wzmocniły usterki na złożach Norwegii, które spowodowały spadek eksportu do 7,8 mld m sześc. w czerwcu. To poziom najmniejszy od września 2016 roku. Sytuację zmienić może wzrost cen ropy naftowej, która ma wpływ na cenę gazu w umowach długoterminowych Gazpromu, a zatem może obniżyć konkurencyjność kontraktów tego rodzaju. Wtedy także może ponownie wzrosnąć atrakcyjność tych dostaw LNG, które są niezależne od wartości baryłki.

Reklama
Tweets Energetyka24