Ile warte są niemieckie rekordy OZE? [ANALIZA]

30 kwietnia 2020, 18:44
840_472_matched__pxeml1_coalfiredpowerplant376789319201
Fot. Pixabay

Niemieckie media, politycy i eksperci co rusz informują o nowych rekordach w generacji energii ze źródeł odnawialnych. Ile jest w tym prawdy, a ile propagandy?

W europejskiej przestrzeni medialnej często pojawiają się doniesienia dotyczące rekordowego udziału źródeł odnawialnych w niemieckim wytwarzaniu energii elektrycznej. Ostatnio takie informacje wskazywały, że zachodni sąsiad Polski pokrył 19 kwietnia 100% swojego zapotrzebowania na prąd właśnie dzięki OZE. Podobna sytuacja miała już miejsce 1 maja 2018.

Komunikaty te to woda na młyn zwolenników celu „100% OZE”, którzy wskazują Niemcy jako wzór do naśladowania. Największa gospodarka Unii Europejskiej zasilana wyłącznie energią odnawialną to doskonały dowód na to, że idea ta jest wykonalna. Jednakże bliższa analiza tych doniesień pokazuje, że zawierają one więcej propagandy niż faktów.

W obu tych przypadkach (w 2018 i 2020 roku) sytuacja, w której źródła odnawialne generowały ilości energii odpowiadające zapotrzebowaniu utrzymywała się jedynie przez kilka godzin. Co więcej, te dwa dni (1 maja i 19 kwietnia) były dniami wolnymi od pracy, a więc zapotrzebowanie na energię było wtedy mniejsze. W dodatku, ten drugi termin naznaczony był piętnem pandemii koronawirusa, która wyhamowała przemysł, będący ogromnym energetycznym konsumentem.

Warto w tym momencie podkreślić, że w czasie rzekomego korzystania jedynie z OZE, w niemieckim systemie elektroenergetycznym funkcjonowały też inne moce (np. węglowe), których działanie wynika ze specyfiki utrzymywania systemowej stabilności i dyspozycyjności jednostek. Źródła odnawialne po prostu produkowały akurat tyle samo energii, ile wynosiło zapotrzebowanie – w żadnym razie nie oznacza to, że w niemieckiej sieci znajdowała się wyłącznie elektryczność wygenerowana przez OZE. Można zatem stwierdzić, że deklaracje „100% OZE” w tym kontekście są raczej wynikiem odpowiedniej kalkulacji, niż realnym stanem systemu.

Rozbudowa źródeł odnawialnych to kluczowe założenie niemieckiej transformacji energetycznej, tzw. Energiewende. Zakłada ona szybkie odejście od węgla i atomu celem redukcji emisyjności energetyki. Zwiększanie udziału OZE w miksie to kolejny aspekt, którym Niemcy lubią się chwalić, zapominając o wadach swojej transformacji.

W 2019 roku OZE odpowiadały za ok. 40% produkcji energii elektrycznej (242,6 TWh) w RFN. Dla porównania: węgiel kamienny i brunatny odpowiadały za ok. 28%, gaz – za 15%, a energetyka jądrowa za 12%. Ponad połowa niemieckiej energii z OZE pochodziła z wiatru na lądzie i morzu.

Wygenerowanie takich ilości energii wymagało potężnych mocy zainstalowanych. Łącznie RFN posiada aż 122,5 GW mocy zainstalowanych w OZE, na ich wspieranie Niemcy wykładają rocznie ponad 20 mld euro. Moce w węglu kamiennym i brunatnym to 44 GW, w gazie – 30 GW, a w energetyce jądrowej zaledwie 9,5 GW. Można zatem zauważyć, że w 2019 roku węgiel wygenerował 70% tego, co OZE dysponując mocami trzykrotnie mniejszymi. Z kolei atom uzyskał 3,5 razy mniej energii generując ją z mocy 12 razy mniejszych.

Łatwo zatem zauważyć, że elektrownie jądrowe są znacznie sprawniejsze, a energia, którą generują jest praktycznie bezemisyjna. Tego samego nie można powiedzieć o całokształcie elektryczności generowanej z niemieckich OZE – w ich poczet wlicza się bowiem także bioenergię, która jest „szarą” technologią, wykorzystującą spalanie. Dobrą miarą siły atomu jest system energetyczny Francji, oparty prawie wyłącznie na elektrowniach jądrowych. Jego emisyjność jest śladowa, a potencjał dostępny praktycznie nieustannie, bez względu na pogodę.

Warto w tym momencie przypomnieć, że Niemcy planują zamknąć swoje elektrownie jądrowe do 2022 roku, wbrew protestom np. polskich ekologów oraz wbrew wskazaniom Międzyrządowego Panelu ds. Zmian Klimatu (IPCC).

Niektórzy czytelnicy mogą wynieść z niniejszego tekstu mylne wrażenie, jakoby energetyka odnawialna oraz jądrowa były alternatywami. Nie jest to prawda. Źródła te mogą ze sobą doskonale współpracować, tworząc prawdziwie niskoemisyjny miks energetyczny. Połączenie atomu i OZE to prosta i szybka droga do dekarbonizacji.

Tymczasem zwolennicy stawiania wyłącznie na źródła odnawialne wolą skupiać się na propagandowych sukcesach, nie bacząc na to, jak realnie wygląda postulowana przez nich droga transformacji energetycznej.

KomentarzeLiczba komentarzy: 19
rmarcin555
poniedziałek, 4 maja 2020, 14:07

Atom jest drogi, a budowa elektrowni atomowej trwa długo. No i atom nie współpracuje zbyt dobrze z OZE. Więc albo, albo. Ludzie chcą OZE, więc atom staje się problemem. Jak można pisać, że OZE i atom mogą ze sobą doskonale współpracować, jeśli tak nie jest. Wydajność OZE jest zmienna, więc elektrownie tego typu wymagają komplementarnego źródła które pozwala na łatwą regulacje mocy wyjściowej. Atom na to nie pozwala. Może jak powstaną małe reaktory to coś się w tej kwestii zmieni.

revvvv
poniedziałek, 4 maja 2020, 17:37

Bla bla drogi. Betonowanie morza czy wykłądanie ogromnych połaci panelami, jest na pewno tanie. Jeśli bloki buduje dobry dostawca czytaj nie francuzi idzie to w miarę sprawnie. Dwa tak bloki atomowe mogą się spokojnie regulować, nowoczesny blok atomowy potrafi maksymalnie jechać 50MW/Min góra dół, technicznie jest to możliwe ale też ma wady. Dlatego Atom jako podstawa sieci, trochę bloków regulacyjnych typu gazówki i trochę OZE. Żadne potężne ilości OZE nie są nam potrzebne.

rmarcin555
wtorek, 5 maja 2020, 09:55

@revvvv. Może mogą jechać +/- 500 MW, ale zmiana mocy trwa. Więc biorąc pod uwagę cykl dobowy OZE nie nadają się do współpracy z nimi. Jak sam napisałeś potrzebujesz elektrowni gazowych w sieci. A koszt elektrowni atomowej to 5x tyle co gazowa. I żeby nie było ja nie jestem zwolennikiem OZE. Denerwuje mnie notoryczne pisania tutaj o atomie jako cudownym rozwiązaniu bez wad. Atom ma wady.

suawek
środa, 6 maja 2020, 03:16

Ej jak najbardziej nadają się do współpracy z oze i jest to praktykowane tak samo jak z węglowymi i gazowymi. Natomiast dlaczego pomijasz koszt paliwa? Budowa EJ jest owszem znacznie droższa i dłużej trwa, ale koszt paliwa jest wielokrotnie mniejszy względem gazu przez kilkadziesiąt lat eksploatacji z racji jego znikomych ilości. To także powoduje stabilność kosztów. Bo nawet jak paliwo jądrowe podrożeje dwukrotnie to w dalszym ciagu jest to niewielki procent kosztów budowy. W przypadku elektrowni gazowych jest odwrotnie: tańsza budowa ale gazu potrzebujesz gigantyczne ilości co roku a zbyt wiele go nie zmagazynujesz.I każda podwyżka dotyka Cię znacznie mocniej. Dodatkowo brak jakiejkolwiek emisji - odpadają opłaty za co2 które przecież w wypadku gazu emitujesz cały czas. Chyba że rękami Niemiec gaz zostanie zaliczony do oze, oczywiście tylko gaz z podmorskiej rury ;)

rmarcin555
środa, 6 maja 2020, 18:09

@suawek. Tak, paliwo jest oczywiście tańsze. Ale gazowa zamortyzuje się szybciej. Przy budowie elektrowni atomowej opóźnienie jest standardem niestety. Zobacz sobie ile trwa budowa nowych reaktorów w Europie. No i np w Wielkiej Brytanii trzeba było ustalić minimalną gwarantowaną cenę energii, aby ktoś w ogóle chciał się wziąć za budowę el. atomowej. Na temat problemów we współpracy el. atomowych z oze napisano już wiele. Wniosek jest jeden: nie pozwalają one na wystarczająco elastyczne sterowanie mocą. Więc i tak potrzebny jest bufor. Elektrownia gazowa, lub duża bateria. Jestem zwolennikiem atomu, ale trzeba mieć plan na cały system, a nie tylko hasło "budujemy elektrownie atomową".

Grupa Zdrowego Oddychania
piątek, 1 maja 2020, 19:56

Co złego jest w OZE wykorzystującym spalanie? Bo chyba nie emisja CO2, które zostało wcześniej pochłonięte i będzie pochłonięte znowu?

ciekawy
sobota, 2 maja 2020, 13:03

To zależy co spalasz i skąd to bierzesz. Bo jeśli to np "biomasa" przywieziona statkiem z drugiego końca świata gdzie wycina się las równikowy by sadzić tam "rośliny energetyczne" to o jakiej ekologi mówimy?

Zielony
piątek, 1 maja 2020, 14:39

No pierwszy rzut oka widać tu jądrowe lobby Nie oszukasz nas.

Charlie XCX
niedziela, 3 maja 2020, 15:54

Ile można tłumaczyć, że OZE w obecnej formie to utopia. Ale propaganda mówi co innego. Ciekawe czym 100 procent OZE będzie regulować częstotliwość sieci? Tak jak autor pisze: najważniejsze jest, aby jak najszybciej osiągnąć cel atom+OZE. Dopiero później zastanawiać się jak zastąpić atom. Wtedy mamy 0 emisji i stałą stabilną moc.

Zzz
niedziela, 3 maja 2020, 01:52

Zielony to zawsze patrzy zezem na atom i nie chcę pamiętać że nie zawsze wieje wiatr. Dla przemysłu potrzeba atomu a dla zielonych cywili niech będą wiatraki. Zielona energia to stawianie na niepodkutego konia. Daleko się na takim nie zajedzie.

czerwony
piątek, 1 maja 2020, 23:57

nic was nie przekona ze czarne jest czarne?

MIx
piątek, 1 maja 2020, 14:36

Dobry rzetelny artykuł.

henry
piątek, 1 maja 2020, 12:05

W internacie" wyczytałem, że samoloty podczas startu we Frankfurcie / nie wspomnę o Atlancie/ często emitują więcej CO2 jak wszystkie nasze polskie elektrownie konwencjonalne. Kolejny problem to z przesyłem nadwyżki niemieckiej z mocy z OZE za granicę. Chyba na nasz koszt musieliśmy wybudować bardzo drogie przesuwniki fazowe przy granicy z Niemcami. Jeszcze coś? Natenczas starczy, HEJ

kafel
poniedziałek, 4 maja 2020, 10:33

Dodam jeszcze kontenerowce, które spalają najgorsze płynne paliwo, które trzeba podgrzać, by zaczęło się palić. One emitują więcej co2 niż wszystkie auta świata.

Time
piątek, 1 maja 2020, 17:27

Te nadwyżki z Niemiec ratują Polskę przed wysokimi cenami energii elektrycznej.

Time
piątek, 1 maja 2020, 17:24

To są bzdury. Emisje CO2 z produkcji energii elektrycznej przy użyciu paliw kopalnych są wielokrotnie wyższe niż z Transportu lotniczego.

sobota, 2 maja 2020, 20:11

Wszyscy tylko o CO2 .Rosliny pochłaniają go więcej aniżeli jest go emitowanego do atmosfery.

ZnR
niedziela, 3 maja 2020, 11:41

Gdzie to wyczytałeś? Bo widzisz jest dokładnie odwrotnie. Emisje antropogeniczne (od ludzi) wielokrotnie przewyższają pochłanianie dwutlenku węgla od przeszło 150 lat. To oznacza ciągłe gromadzenie się gazów cieplarnianych (CO2, CH4 i para wodna to główne z nich) i wzrost ich stężenia w atmosferze. Wraz z tym zjawiskiem idą zmiany atmosferyczne, klimatyczne, pogodowe, temperaturowe. Powolne w skali ludzkiego życia ale błyskawiczne w skali naturalnych cykli zlodowaceń i ociepleń na Ziemi, wynikających ze zmienności orbity naszej planety wokół Słońca. Wpędzamy siebie samych do grobu, przyśpieszając ocieplenie o 100 tysięcy razy w stosunku do naturalnego cyklu klimatycznego. W dodatku ocieplamy planetę bezpowrotnie na kilkaset tysięcy lat. Nie jest jeszcze pewne czy klimat odzyska dawną równowagę ale jest już pewne, że kolejnego zlodowacenia nie będzie. Miało nastąpić w ciągu ok. 10000 lat. 200 lat przemysłu człowieka wystarczyło. Polecam portal Ziemia na rozdrożu wszystkim, którzy chcą się czegoś dowiedzieć na czym polega ten problem. Wszystko jest dokładnie opisane.

Zzz
niedziela, 3 maja 2020, 01:55

Tylko że ta chłonność bez wody spada. Zwłaszcza gdy za gorąco.

Tweets Energetyka24