Gazowa Ostrołęka?

7 grudnia 2018, 15:12
Zrzut ekranu 2018-12-07 o 15.09.17
Fot.: US National Archives

Zamiast realnych pomysłów na stopniowe zmniejszanie procentu węgla w miksie energetycznym, jesteśmy bombardowani pomysłami z kosmosu. A te, które są technicznie wykonalne, na pewno nie są osiągalne dla niebogatej Polski.

Dyskusja nad polityką energetyczną, która powinna oscylować wokół rozwiązań realnych, powoli staje się festiwalem utopii. O ile nikt (nie licząc marginalnych i niepoważnych opinii) nie uważa, że OZE to zbędne uzupełnienie technologii opartych na węglu, to po stronie przeciwnej coraz śmielej artykułowane są głosy domagające się szybkiego wyrzucenia na śmietnik historii energetyki węglowej en bloc. Zamiast realnych pomysłów na stopniowe zmniejszanie procentu węgla w miksie energetycznym, jesteśmy bombardowani pomysłami z kosmosu. A te, które są technicznie wykonalne, na pewno nie są osiągalne dla niebogatej Polski.

Do takich utopijnych wrzutek trzeba zaliczyć pomysł, by nowy blok elektrowni w Ostrołęce opalać gazem. Hasło chwytliwe, medialne, w politycznie poprawnym tonie walki ze złowrogim węglem. Niestety, błyskotliwe opakowanie kryje pustkę. Pomysł na „gazową Ostrołękę” jest doskonałym przykładem tego, że debata o polskiej polityce energetycznej w coraz szybszym tempie zjeżdża na manowce.

Nowy blok w Ostrołęce powstaje nie dlatego, że firmy energetyczne mają takie widzimisię, ale dlatego, że po prostu jest niezbędny. Ostrołęka C ma duże szanse na zbliżającej się aukcji rynku mocy: blok będzie starał się o kontrakt mocowy na 15 lat. A teraz wyobraźmy sobie, że nagle zapada decyzja o zmianie technologii. Pomijam fakt, który tradycyjnie pomijają entuzjaści szybkiej eliminacji technologii opartych o węgiel, czyli potrzebne środki. Zmiana technologii oznaczałaby znaczne opóźnienie w oddaniu bloku Tymczasem popyt na energię wzrasta, coraz bliżej do wycofania bloków klasy 200 MW – i wielce prawdopodobny byłby scenariusz, że zostajemy z rozgrzebaną budową, ale za to bez prądu.

Zwolennicy przebudowy Ostrołęki nie biorą pod uwagę faktu, że opieranie kluczowych inwestycji energetycznych o technologie gazowe jest szalenie ryzykowne. Na pewno z takich pomysłów cieszy się Gazprom. Tak, wiem, wiem – Baltic Pipe, terminal LNG… Tyle tylko, że Baltic Pipe jest na razie w fazie przygotowania budowy, a terminal dopiero będzie rozbudowany. Poza tym czystą fantastyką (nienaukową) jest wizja, że do Świnoujścia przez 24 godziny na dobę będzie ciągnął sznur tankowców, by zaspokoić gigantyczne potrzeby polskiej energetyki, przestawionej z węgla na gaz. W takiej sytuacji gazowa Ostrołęka C wymusiłaby przedłużenie kontraktu z Gazpromem, i to na warunkach dyktowanych swobodnie przez Rosjan. Konia z rzędem temu, kto wyjaśni, jak się to ma do bezpieczeństwa energetycznego Polski.

I tak płynnie przechodzimy do kolejnego wątku, mianowicie roli Ostrołęki C w systemie bezpieczeństwa energetycznego naszej części Europy. Oddanie bloku będzie miało znaczenie nie tylko dla poprawy bezpieczeństwa energetycznego naszego kraju, lecz także dla synchronizacji bezpieczeństwa energetycznego republik bałtyckich z innymi państwami UE. Warto podkreślić, że Ostrołęka C – nowoczesny i niskoemisyjny blok energetyczny – stanie się stabilnym, wysokosprawnym źródłem energii w Krajowym Systemie Elektroenergetycznym. Ostrołęka C ma szansę stać się symbolem modernizacji naszej energetyki – właśnie jako blok wykorzystujący nowoczesne technologie węglowe i spełniający restrykcyjne unijne standardy.

Nie trzeba wybierać: nowy blok w Ostrołęce albo OZE, ponieważ ten nowy blok 1000 MW będzie przygotowany na wsparcie rozwoju OZE. Bowiem zwiększanie udziału odnawialnych źródeł energii w polskim bilansie energetycznym jest możliwe jedynie, gdy Krajowy System Elektroenergetyczny zyska stabilność. Utopijne pomysły w rodzaju budowy bloku gazowego co najwyżej mogą taki system rozregulować. Jeszcze raz podkreślę: zwolennicy OZE w ostatecznym rozrachunku niewiele zyskają, zyskać może co najwyżej Gazprom.

dr Dawid Piekarz, wiceprezes Instytutu Staszica

PS: Oczywiście, powyższy wywód nie ma na celu deprecjonowania energetyki gazowej – może się okazać że po uniezależnieniu do Gazpromu to źródło może być sensownym wsparciem energetyki. Problemem jest natomiast metoda planowania i realizacji. Zwolennicy „gazyfikacji” Ostrołęki popełniają natomiast częsty i typowy błąd, jakim jest zastępowanie długofalowych i strategicznych zmian szybką taktyczną „protezą”. Gaz ma sens jako paliwo dla energetyki rozproszonej, mniejszych – lokalnych, miejskich ciepłowni czy przemysłowych, a – być może – w dalszej perspektywie dla „dużej” energetyki. Nie ma sensu teraz, na szybko zastępować nowoczesnego i relatywnie niskoemisyjnego kotła węglowego kotłem gazowym, do którego póki co nie mamy paliwa. Sens ma za to budowanie strategii gazyfikacji mniejszych elektrociepłowni po 2024 i spełnieniu  warunków zaopatrzenia w gaz, jakie planujemy. Szybkie zmienianie paliwa, „bo akurat budujemy kocioł”, nie ma zbyt wiele wspólnego ze strategicznym działaniem.  

KomentarzeLiczba komentarzy: 6
mieteks
poniedziałek, 10 grudnia 2018, 14:22

Uważam, że dyskusja o ewentualnym zastąpieniu węgla na gaz jako paliwa w Ostrołęce C jest bezprzedmiotowa. Z tego, co wiadomo gaz, jako paliwo w elektrowni, ma być zastosowany jedynie w projektowanym bloku gazowym w elektrowni Dolna Odra. Reszta to dywagacje medialne. Co do reszty tez Dawida Piekarza podpisuję się obiema rękami.

Luxor
poniedziałek, 10 grudnia 2018, 11:06

Dziwi, szczególnie, że mamy wielkie i zapowiadane co chwile plany dotyczące elektro mobilności. Niestety Polityka energetyczna Polski wyklucza się z samą ideą elektromobilności. Chodzi o ekologię, a pozyskiwanie energii elektrycznej z węgla jest gorsze dla środowiska niż obecne niskoemisyjne silniki benzynowe i diesla. Elektromobilność tylko z OZE ma sens!

Koncik
poniedziałek, 10 grudnia 2018, 11:04

Dziś instalacje fotowoltaiczne mogą produkować prąd w cenie 65 euro za megawatogodzinę, a wiatraki na lądzie nawet za 55 euro, podczas gdy koszt megawatogodziny z węgla to 72 euro. Dlatego dziwi mnie, że rząd na czele którego stoi ekonomista stawia na najdroższe rozwiązania.

artek
niedziela, 9 grudnia 2018, 20:05

A nie można podzielić kraju na dwie części? Południe zostaje przy węglu, a północ przechodzi na gaz i wiatr.

mario
sobota, 8 grudnia 2018, 15:00

Nie zgodzę się z tym komentarzem Pana "niuniu". I wydaje mi się, że to Pan "odjechał". Po pierwsze jak można wogóle zmieniać plany długookresowe i strategiczne z punktu widzenia Polski ze względu na propagandę zachodnich lobby? Niemcy wybudowali niedawno budowali elektrownie węglowe, wydobywają węgiel i krzywda im się nie dzieje. W mojej opinii oczywiście chodzi o to aby polska energetyka była zdecydowanie droższa poprzez wymóg OZE itd. i ewentualnie zależna od dostaw paliwa. Po co? Banalnie po to aby nasza nasza produkcja była droższa a zatem i gospodarka mniej konkurencyjna w stosunku do naszych zachodnich sąsiadów - co jest zrozumiałe - nie ma co się oszukiwać ,że taka konkurencja nie istnieje. Po drugie - dlaczego ma być dłużej budowany blok gazowy? Naprawdę nie rozumiesz tego? Zmiana w chwili obecnej technologii wiąże się z rozpoczęciem nowej inwestycji "od zera". Wybór konkretnej technologii, wykonawcy, nowe projekty, pozwolenia i w końcu najlepsze - BUDOWA GAZOCIĄGÓW! Po trzecie co do importu węgla - tak importuje ale polska północna gdzie koszt transportu z kopalni przewyższa wartość wiezionego węgla! I do tego importujemy bo mamy WOLNY RYNEK i przedsiębiorcy prowadzący składy węgla kupują gdzie taniej. I do tego chyba nie zauważył Pan "Niuniu", że na gaz zawiera się długoterminowe kontrakty przez np. PGNIG a na węgiel kupujemy w ramach rynku i nie jest to tylko węgiel rosyjski. Naprawdę zalecam chłodną głowę i naukę krytycznego myślenia w stosunku do wszelkich "nowinek" i sugestii z zachodu jak i ze wschodu.