Fukushima: 8 lat po katastrofie. Fakty i mity o wypadku w japońskiej elektrowni [KOMENTARZ]

11 marca 2019, 09:54
Fukushima-1
Elektrownia Fukushima Dai-Ichi w 2007 roku,, CC BY-SA 3.0, https://commons.wikimedia.org/w/index.php?curid3585220

Dokładnie osiem lat temu, 11 marca 2011 roku, doszło do katastrofy w elektrowni jądrowej Fukushima Dai-Ichi. Wypadek ten miał ogromny wpływ na myślenie o energii czerpanej z atomu – niestety, częściowo z powodu mitów, w jakie z czasem obrastał. Oto najważniejsze z nich.

Do wypadku w Fukushimie doszło ze względu na trzęsienie ziemi – nie jest to do końca prawda. Bezpośrednią przyczyną awarii w japońskiej elektrowni była nadzwyczaj wysoka fala tsunami (mierzyła 14 metrów), która przedarła się przez mur oporowy i zalała położone zbyt nisko spalinowe generatory. Woda zniszczyła także potężne zbiorniki paliwa do agregatów (jeden z tych zbiorników został przez falę przesunięty o… 150 metrów). Spowodowało problemy z chłodzeniem reaktorów, a następnie – mówiąc w skrócie - skoki ciśnienia i eksplozje wodoru. Trzeba jednak podkreślić, że trzęsienie ziemi, które nawiedziło wtedy Japonię było wyjątkowo silne i długotrwałe (trwało aż trzy minuty, choć większość takich zjawisk kończy się przed upływem 60 sekund). Kataklizm ten odciął elektrownię w Fukushimie od zewnętrznych źródeł mocy (prądu z sieci i mobilnych generatorów, które nie mogły dojechać na miejsce ze względu na zniszczone drogi), pozostawiając jednostkę na łasce własnych generatorów awaryjnych. Niemniej, gdyby nie doszło do tsunami, nie doszłoby też do katastrofy – konstrukcja i zabezpieczenia sejsmiczne Fukushimy Dai-Ichi wytrzymały bowiem wstrząs.

Do wypadku w Fukushimie doprowadził błąd ludzki – działanie człowieka nie było bezpośrednią przyczyną katastrofy. Można natomiast przyjąć, że niedostateczne zabezpieczenia przeciwko tsunami (czyli m.in. zbyt niski mur oporowy, ulokowanie generatorów, brak dodatkowych awaryjnych systemów chłodzenia) wpasowują się w kategorię „błąd ludzki”, byłoby to jednak szerokie rozumienie tego terminu.

Podczas katastrofy w Fukushimie doszło do wybuchu jądrowego – nie jest to prawda. Praktycznie rzecz biorąc, w elektrowni jądrowej nie jest możliwy wybuch jądrowy podobny do tego, który zaobserwować można podczas zrzucenia bomby atomowej. W elektrowni Fukushima Dai-Ichi wybuchł natomiast wodór.

Katastrofa trwała jeden dzień – nie jest to prawda. Dramatyczne wydarzenia w elektrowni Fukushima ciągnęły się w zasadzie na przestrzeni całego marca 2011 roku. 11 marca doszło do trzęsienia ziemi i tsunami, 12 marca doszło do pierwszej eksplozji wodoru, 14 marca – do drugiej, 15 marca w reaktorze nr 4 elektrowni doszło do pożaru, pożary wybuchły też 16 marca, a 27 marca Międzynarodowa Agencja Energii Atomowej ogłosiła, że kryzys w Fukishimie może potrwać jeszcze miesiące. 16 grudnia 2011 roku japońska spółka energetyczna TEPCO, która była operatorem elektrowni, oświadczyła, że na terenie jednostki zakończył się pierwszy etap prac związanych z katastrofą. Tę datę przyjmuje się za koniec kryzysu.

W katastrofie tej w wyniku napromieniowania zginęły setki osób – twierdzenie to jest fałszywe. Wypadek w elektrowni Fukushima Dai-Ichi nie pociągnął za sobą żadnych ofiar, które zmarły w wyniku zdarzeń radiacyjnych. Tragiczne żniwo zebrało natomiast tsunami – pod wodą zginęło ponad 20 tysięcy Japończyków.

Wypadek w Fukushimie spowodował ogromny wzrost zachorowań na nowotwory – to również jest mit. Według Światowej Organizacji Zdrowia wzrost zachorowań na choroby nowotworowe spowodowany wypadkiem w japońskiej elektrowni jest pomijalnie mały.

Z reaktora w Fukushimie wyciekają ogromne ilości skażonej wody, która zatruwa ocean i żyjące w nim ryby – ta informacja jest tylko częściowo prawdziwa. Faktycznie, ze względu na sytuację hydrologiczną, z elektrowni w Fukushimie wydostaje się skażona woda, która początkowo trafiała do morza. Jej wypływ został ograniczony przez budowę specjalnej infrastruktury (m.in. podziemnych prętów zamrażających). Jednakże, skażona woda z Fukushimy nie dokonała „zatrucia” oceanów na zauważalną skalę. Co więcej, przeprowadzane badania wykazały też, że radioaktywność ryb wyłowionych w pobliżu Fukushimy nie stanowi żadnego zagrożenia dla zdrowia ludzi w razie spożycia (wzrosła ona nieznacznie).

Po katastrofie w Fukushimie Japonia odeszła od energetyki jądrowej – choć tuż po wypadku w tej jednostce rząd w Tokio faktycznie nakazał wyłączenie wszystkich 54 działających na wyspach japońskich energetycznych reaktorów jądrowych, to jednak są one obecnie przywracane do pracy. Decyzje o ponownym uruchomieniu reaktora podejmuje się po jego dokładnym zbadaniu. W wielu elektrowniach wdrożono też dodatkowe środki bezpieczeństwa (m.in. podwyższono mury oporowe). Na początku 2019 roku w Japonii działało 9 reaktorów.

KomentarzeLiczba komentarzy: 6
Kiks
sobota, 16 marca 2019, 00:34

Wybuch w elektrowni nie jest możliwy w sposób podobny jak wybuch bomby atomowej? Dotyczy to reaktorów nowych typów. W Czarnobylu było to jednak możliwe. Gdyby to stało się 3/4 Europy by miało teraz problem. Albo to co by z niej zostało.

rob ercik
wtorek, 12 marca 2019, 15:17

na 8 podniesionych mitow 8 sie potwierdza (tylko "czesciowo" w opini redaktora). Oczywiscie energetyka atomowa jest super. Sa kraje ktore korzystaja z energi atomowej i maja racje. Sa to kraje ktore posiadaja zloza uranu, maja opanowana producje paliwa nuklearnego, maja zdolnosci do budowy EA, i posiadaja zdolnosci skladowania odpadow z paliwa i po demontarzu elektrowni. Ile z powyzszych warunkow spelnia Polska?

Pytający
poniedziałek, 11 marca 2019, 13:04

Jeżeli wyłączono wszystkie 54 reaktory (na jakiś czas), to skąd Japonia miała prąd? Jeżeli z elektrowni konwencjonalnych, to musiały być utrzymywane i pracować w małym zakresie gdy reaktory atomowe były sprawne. Jeżeli prąd produkują elektrownie atomowe + konwencjonalne to Japonia musi mieć ogromną nadprodukcję energii.

s
poniedziałek, 11 marca 2019, 12:37

komentarz do komentarza. Pierwszą rzeczą którą trzeba zaznaczyć to: Doszło do całkowitego stopienia 3 reaktorów - to katastrofa na niespotykaną skale. "Tę datę przyjmuje się za koniec kryzysu." Ciekaw jestem kto w to wierzy. Sytuacja NIE jest opanowna. Do budynków lub ich pozostałości nie można wejść ani nawet wjechać dronem. Ostatnia próba o jakiej słyszeliśmy zakończyła się fiaskiem. TEPCO może jedynie lać wodę i robić pomiary. CORIUM (taka nazwa zupy ze wszystkiego co było kiedyś reaktorem) przepaliła się przez podstawę reaktora i przepala się przez grunt. "Do wypadku w Fukushimie doprowadził błąd ludzki" - dokładnie to były oszczędności i brak wyobraźni - po naszemu chciwość i głupota. W 2004 tsunami zmiata równo indonzje. Japończycy po tym zdarzeniu zlecają badania elektrowni, wychodzi im że Fukushima jest nie zabezpieczona(rok chyba 2006 raportu), rozwiązaniem jest mur, ale to koszt. Fukushima jest planowana do zamknięcia 2010, po co zabezpieczać, skoro zaraz zamykamy. Jednak nie zamknęli i 2011 katastrofa. "W katastrofie tej w wyniku napromieniowania zginęły setki osób" na szczęście nie zginęły, ale bardzo wielu ludzi zostało napromieniowanych. Nowotworów będzie dużo - to się pojawia po dłuższym okresie czasu. Śladowe (na szczęście) ilości tego promieniowania dotarły nawet do nas. To jest potwierdzone odczytami z pomiarów różnych laboratoriów. "Co więcej, przeprowadzane badania wykazały też, że radioaktywność ryb wyłowionych w pobliżu Fukushimy nie stanowi żadnego zagrożenia dla zdrowia ludzi w razie spożycia (wzrosła ona nieznacznie)." Ja czytałem że wykryto radioaktywne związki w rybach na wybrzeżu stanów. Te hasła są żywcem wyjęte z notek TEPCO. Skażenie jest znaczne, dotyczy dużych obszarów oceanu. Będzie podróżować w górę łańcucha pokarmowego. Najpewniej wycieki nie zostały zatrzymane. Nie jest to technicznie możliwe. Cały ten artykuł sprzedaje narracje, jakby nic się nie stało i wszystko już było pod kontrolą. Nie jest i jeszcze długo nie będzie. Co z prętami MOX? Udało się wszystkie zebrać z basenów?