Dania wybuduje "wyspy energetyczne". Wielka inwestycja może też zaopatrywać Polskę [ANALIZA]

27 maja 2020, 09:35
WYSPA ENERGETYCZNA DANIA TENNET
Fot. TanneT

Brawurowy projekt Kopenhagi na Morzach Bałtyckim i Północnym ma dostarczyć krajowi nawet 12 GW potencjału oraz pomóc zredukować emisje CO2 o 70% w ciągu dekady.

Duński rząd ogłosił projekt inwestycji sześć miesięcy po przyjęciu przez parlament nowej ustawy klimatycznej, która zaktualizowała cel redukcji na 2030 rok w stosunku do 1990 roku. Nowy target to zmniejszenie emisji o 70%.

Socjaldemokratyczny rząd w Kopenhadze twierdzi, że inwestycja otworzy nową erę ekspansji morskich farm wiatrowych poprzez budowę "wysp energetycznych". 

Przypomnijmy, że to właśnie Dania jest pionierem farm offshore. W 1991 roku w jednej z cieśnin duńskich postawiono pierwsze wiatraki na morzu – tak powstała farma Vindeby. Później prym wiodły Niemcy i Wielka Brytania, w ostatniej dekadzie jednak Europa została zdystansowana przez Azję, choć ta właściwie prawie w całości pierwszeństwo zawdzięcza Chinom.

"Nowy paradygmat"

Duński projekt ma kosztować 37 miliardów euro, i ma być "największą pojedynczą inwestycją infrastrukturalną w historii" Danii, wedle słów ministra klimatu Dana Jorgensena. "Dla nas to nowy paradygmat" – powiedział Jorgensen "Financial Timesowi".

Jorgensen dodaje, że epidemia koronawirusa tylko wzmocniła zapał rządu do zielonych inwestycji. Projekt ma stworzyć tysiące miejsc pracy. "Mimo że jesteśmy w środku bezprecedensowego kryzysu zdrowotnego, nie oznacza to, że globalne ocieplenie to mniejszy problem. Jesteśmy również w kryzysie klimatycznym" – podkreśla. Minister zaznacza również, że inwestycja będzie tworzona w ramach partnerstwa publiczno-prywatnego z dominującym kapitałem prywatnym.

W planie jest budowa energetycznych wysp, każda o potencjale 2 GW. Ma to podwoić potencjał offshore północnoeuropejskiego kraju. Ponadto, same wyspy mogą zaspokoić potrzeby energetyczne wszystkich duńskich gospodarstw domowych. Kraj ma nadzieję, że będzie mógł eksportować swoją zieloną energię europejskim sąsiadom. W dalszej perspektywie wyspy mają generować nawet 12 GW, co by zwiększyło potencjał farm morskich w skali Europy o 54%.

Polski łącznik, zielony wodór

Jedna ze sztucznych wysp ma być zlokalizowana dosyć blisko wybrzeży Holandii, druga – niedaleko Bornholmu z potencjalnym połączeniem z Polską. Dania zapowiedziała, że będzie rozmawiać z Hagą i z Warszawą na temat przyłączenia instalacji do sieci elektroenergetycznej.   

Jak podaje climatechangenews.com w dalszej perspektywie energia produkowana przez wyspy będzie mogła być przekonwertowana na zielony wodór i będzie mogła stanowić paliwo dla samolotów, statków czy samochodów.

OZE w tarapatach 

Cały projekt ogłaszany jest w trudnym okresie dla odnawialnych źródeł energii.

Mimo, że w 2019 roku światowa gospodarka urosła o 3%, to poziom emisji CO2 pozostał na tym samym poziomie, 33 gigaton. Międzynarodowa Agencja Energii przypisywała ten fakt dynamicznie rozwijającej się branży OZE oraz odchodzeniu od węgla i gazu. Emisje samego sektora energetycznego były najniższe od 1980 roku.

Dyrektor Międzynarodowej Agencji Energii Fatih Birol ostrzega jednak, że ten pozytywny efekt bardzo dramatycznych wydarzeń może być krótkotrwały. "Widzimy spadek emisji CO2 w tym roku jako efekt obniżenia aktywności ekonomicznej przez koronawirusa, głównie w transporcie. Jednak to nie jest efekt przyjmowania nowych strategii przez rządy i firmy. Najprawdopodobniej będzie to krótki błysk, po którym może nastąpić odbicie w poziomie wzrostu emisji, gdy aktywność gospodarcza powróci" – powiedział szef MAE.

W tym momencie dochodzimy do dylematu, przed którym staną rządy w wielu krajach świata. Mimo, że infrastruktura niezbędna do pozyskiwania energii odnawialnej systematycznie tanieje, to OZE praktycznie na całym świecie jest silnie dotowana przez państwa. W realiach kryzysu gospodarczego, i to największego od Wielkiego Kryzysu lat 30. XX wieku (przynajmniej tak przewiduje szefowa Międzynarodowego Funduszu Walutowego Christine Lagarde) każdy będzie zaciskał maksymalnie pasa. "Covid19 może sprawić, że odnawialna energia spadnie na liście priorytetów rządzących" – powiedział starszy analityk MAE Heymi Bahar.

Odważny duński projekt może stanowić przykład dla innych państw, które w czasie kryzysu związanego z koronawirusem mogą zwrócić się ku tradycyjnym źródłom energii, których ceny są obecnie najniższe od lat. Na projekcie może również zyskać Polska, i choć to odległa perspektywa, to pogłębianie procesu dywersyfikacji dostaw energii z pewnością leży w naszym interesie. Tym bardziej, że już współpracujemy z Danią na tym polu przy konstrukcji gazociągu Baltic Pipe.

KomentarzeLiczba komentarzy: 25
Tadek
wtorek, 9 czerwca 2020, 23:21

No tak Dania poprawi klimat. Już to widzę. Co tam jakieś Chiny lub Indie. To jest dopiero potęga gospodarcza. Jak oni przestaną emitować gazy cieplarniane to boję się epoki lodowcowej.

tagore
niedziela, 7 czerwca 2020, 07:09

Sprawność wiatraka to jakieś 30% ,czyli pobieramy z maszyny klimatycznej na jeden megawat energii elektrycznej 3 megawaty energi przenoszonej przez masy poruszającego się powietrza. Jakoś nikt nie mówi o konsekwencjach dla klimatu takiego postępowania ani o tym ,że jest to energia wiatru dostarczona przez słońce i jej ilośc jest ograniczona.

Myślący krytycznie
piątek, 19 czerwca 2020, 14:43

Sprawność elektryczna dzisiejszych turbin wiatrowych to 50%, a teoretyczna maksymalna to 59%. Średnia sprawność elektrowni węglowych to niecałe 35%, maksymalna i stała osiągana w elektrowni to 47% (Nordjylland, Dania). W przypadku kogeneracji, przy wykorzystaniu ciepła, można osiągnąć sprawność 90%. Sprawność silników benzynowych wynosi od 20% do 35%. Widać wyraźnie, że sprawność turbin wiatrowych wcale nie jest mała. Większym problemem dotychczas była ich dostępność, ale poradzono sobie z tym budując gigantyczne turbiny (wysokość ponad 200m, średnica wirnika ponad 200m). Energia wiatru i słońca jest ograniczona, jak wszystko we wszechświecie, ale ich zasoby są wielokrotnie większe niż ludzkie zapotrzebowanie i niewyczerpywalne w ludzkiej perspektywie czasowej w przeciwieństwie do węgla, ropy i gazu.

rob ercik
piątek, 29 maja 2020, 20:00

Robienie na złość Rosji naprawdę drogo kosztuje

tut
wtorek, 2 czerwca 2020, 16:31

Pytanie czy czy stać nas na to by dotować rosję. Moim zdanim nie.

rob ercik
sobota, 13 czerwca 2020, 08:49

Czy stać nas na oddanie ogromnych połaci Bałtyku Danji, albo czy naprawdę Nas Nie stać na własne projekty a nie rosyjskie czy amerykańskie?

poniedziałek, 15 czerwca 2020, 14:07

Terminal LNG nie jest "własny"?

rob ercik
środa, 24 czerwca 2020, 22:03

a LNG jest polskie

wtorek, 30 czerwca 2020, 14:13

Gaz z Jamału jest polski?

Niuniu
czwartek, 28 maja 2020, 19:24

To po to ustąpiliśmy jednostronnie Dani i oddaliśmy jej sporne tereny na morzu Bałtyckim na południe od Bronholmu?

sobota, 20 czerwca 2020, 11:19

Nie

Dany
środa, 27 maja 2020, 18:45

Gdyby nie fakt że po roztopieniu lodowców Dania, Holandia i dwie trzecie Niemiec znajdą się pod wodą. To może bym w to uwierzył. Po co wciskają nam na siłę eko energię. Niech Chinu i USA przekonają ich koniec się zbliża. Nie wierzycie, wpiszcie w Google świat po roztopieniu lodowców i zobaczcie mapy.

KNP
poniedziałek, 1 czerwca 2020, 13:33

wrzuć pan kostki lodu do szklanki, dolej pan wody do pełna, i zobacz pan jak lód się roztopi - ani jedna kropla się nie wyleje. Skończcie z propaganą - kłamstwo powtarzane tysiąc razy staje się prawdą.

Wojtek
poniedziałek, 1 czerwca 2020, 14:57

z tą szklanką i wodą to prawda ale... większa część lodu zalega na lądach (Antarktyda, Grenlandia) a nie w samym oceanie jak pan przyrównuje do szklanki. Zatem rozpuszczenie się lodu zalegającego na lądzie, a nie tylko w wodzie spowoduje się podniesienie poziomu mórz i oceanów. Dlatego topniejący śnieg (to też lód) powoduje podnoszenie się poziomu wód w rzekach wiosną (jeżeli wcześniej spadnie). Zatem skończ Pan z powtarzaniem bzdur ala Korwin i idź Pan do szkoły (wystarczy przyroda w podstawówce).

KNP
środa, 3 czerwca 2020, 08:36

1 Grenlandia była kiedys zielona wyspa (jak zresztą sama nazwa wskazuje) a teraz brr lodowato. 2 Rośliny do wzrostu potrzebują CO 2 i ciepła To tyle na temat wpływu człowieka na przyrodę.

Wojtek
wtorek, 9 czerwca 2020, 09:05

To że klimat się zmieniał i zmienia jest naturalne. Nienaturalne jest tempo zmian w jakim się to teraz dzieje - a wpływ na nie ma człowiek. Przyroda zawsze sobie poradzi ale nie w perspektywie jednego czy dwóch ludzkich pokoleń. A chodzi o to żeby Pana czy innych dzieci (np najbliższe pokolenie) nie żyło w świecie gdzie miliony uchodźców klimatycznych muszą uciekać na północ za wodą (słodką) i pożywieniem, bo zapanuje anarchia. Jak okolice np Łodzi zamienią się w stepy (co już się zaczyna dziać) to fakt że wpompuje Pan więcej CO2 nie sprawi że nagle wyrosną tam pomidory. Świat nie jest 0-1 tak jak Pana dziecięca argumentacja. Więcej książek a mniej youtubowego populizmu i teorii spiskowych polecam.

Tweets Energetyka24