Reklama

Ropa

Orlen kupi saudyjską ropę

  • Artystyczna wizja rakiety Liberty, której pochodną ma być konstrukcja Next Generation Launcher. Ilustracja: ATK
    Artystyczna wizja rakiety Liberty, której pochodną ma być konstrukcja Next Generation Launcher. Ilustracja: ATK

Przedstawiciele Orlenu poinformowali, że na początku listopada zostanie zrealizowana pierwsza spotowa dostawa ropy naftowej z Arabii Saudyjskiej. Do Polski przypłynie około 100 tysięcy ton surowca, z którym grupa wiąże spore nadzieje - licząc na nawiązanie bliższej kooperacji z Rijadem oraz uzyskanie dzięki temu atrakcyjnych warunków finansowych. Spółka nie wyklucza również, że w przyszłości zdecyduje się na zmniejszenie udziału kontraktów długoterminowych w całościowej strukturze dostaw.

Jesteśmy na początku rozmów, na początku przetargu, który ma doprowadzić do zawarcia umów długoterminowych, bo kończą nam się dwie takie umowy: pierwsza w grudniu, a druga z końcem stycznia. Procedura wewnętrzna Orlenu polega na tym, że zanim podpiszemy z kimś umowę długoterminową, musi ten dostawca być przetestowany dostawami spotowymi. Spodziewamy się na początku listopada pierwszej dostawy spotowej ropy z Arabii Saudyjskiej. Liczymy na to, że to będzie początek bardziej intensywnej współpracy” - powiedział Jacek Krawiec, prezes zarządu PKN Orlen, cytowany przez PAP.

Rozprawiając na temat ewentualnej dywersyfikacji źródeł dostaw do Płocka warto mieć na uwadze, że tamtejszy zakład produkcyjny należy do najnowocześniejszych na Starym Kontynencie. Jak podaje dr Adam Czyżewski, Główny Ekonomista grupy, otwarta lista gatunków ropy naftowej, którą może przerabiać rafineria (bez ponoszenia istotnych kosztów z tytułu przestrajania instalacji) obejmuje aktualnie blisko 100 pozycji. Oznacza to, że nie istnieją żadne technologiczne przeciwwskazania dla nawiązania bliższej współpracy z Saudyjczykami. Takiemu rozwiązaniu sprzyjają również uwarunkowania infrastrukturalne - surowiec przypływający do gdańskiego naftoportu może być przesyłany dalej do płockiego kompleksu petrochemicznego Rurociągiem Pomorskim, który posiada na tej trasie przepustowość rzędu 30 mln ton rocznie. To więcej niż średniorocznie przerabiają rafinerie Orlenu i Lotosu - dane Polskiej Organizacji Przemysłu i Handlu Naftowego za 2014 rok mówią w tym kontekście o 26,5 mln ton.

Prezes Orlenu wspomniał podczas konferencji prasowej, że grupa skłania się ku rozwiązaniom, których efektem będzie zmniejszenie roli kontraktów długoterminowych w strukturze dostaw - dzięki temu firma zyska narzędzia do bardziej elastycznego reagowania na sytuację rynkową. W tej sytuacji, nawet jeśli dojdzie do zawarcia nowych umów z Rosnieftem i firmą traderską Mercuria (lub innym podmiotem powiązanym z Rosjanami), to będą one odpowiadały za mniej, niż 70% potrzeb płockiej rafinerii. Taki scenariusz (tj. zmniejszenie wolumenu, zamiast zerwania współpracy) wydaje się bardzo prawdopodobny również ze względu na międzynarodową aktywność Orlenu, którą niedawno opisywała Energetyka24. Polski gigant jest właścicielem spółki Ceska Rafinerska, a jej głównymi dostawcami są niestety Rosjanie (alternatywny ropociąg TAL/IKL może zaspokoić około 30% zapotrzebowania zakładów należących do płockiej grupy)  - doskonale zdający sobie sprawę z tej zależności. W tej sytuacji trudno przypuszczać, że Polacy zdecydują się na wariant, w którym rachunek zysków i strat - w skali całej  grupy - może okazać się ujemny. 

Dodatkowo, kiedy weźmiemy pod uwagę, że na przełomie grudnia i stycznia wygasają dwa bardzo duże kontrakty - ze wspomnianymi wyżej Rosnieftem i Mercurią - to podjęcie wstępnej współpracy z Saudi Aramco oraz zapowiedzi związane ze zmianą struktury zaopatrzenia, jawią się jako element bardzo przemyślanej strategii negocjacyjnej. W optymalnym scenariuszu (który ma spore szanse realizacji) doprowadzi ona do uzyskania atrakcyjniejszych warunków dostaw oraz zmniejszenia zależności od rosyjskiej ropy - bez narażenia na szwank czeskich aktywów.

Wzmożona aktywność Arabii Saudyjskiej w rejonie Morza Bałtyckiego (wspomnijmy choćby o dostawach dla Lotosu sprzed dwóch tygodni) nie jest oczywiście przypadkowa. Wynika ze słabnącej pozycji królestwa na rynkach azjatyckich, które dotychczas stanowiły jego podstawową bazę odbiorców. Dla Rijadu, który w opinii wielu obserwatorów coraz mocniej odczuwa presję związaną z rychłym powrotem Iranu do grona importerów, jest to atrakcyjny kierunek, ponieważ w dużym stopniu został zmonopolizowany przez Rosjan - co znajdywało swoje odzwierciedlenie w cenie surowca. Między innymi dlatego, wobec braku poważnych utrudnień technologicznych, firmy z naszego regionu chętnie podejmują rozmowy o ewentualnej współpracy. Świadomość tego faktu, a nie pojedyncze tankowce zawijające do Gdańska, wywołała nerwową reakcję prezesa Rosnieftu Igora Sieczina - gra toczy się bowiem o bardzo wysoką stawkę.

Eksperci zwracają również uwagę, że dla krajów takich jak Arabia Saudyjska - mocno odczuwających spadki cen ropy, ale posiadających wystarczające rezerwy finansowe, żeby przetrzymać trudny czas bez zmniejszania produkcji - poszukiwanie nowych rynków zbytu jest warunkiem koniecznym, aby w perspektywie długoterminowej odrobić poniesione straty.

Zobacz także: Strategiczny plan Kremla: Zalać Europę paliwem

Zobacz także: Dobre wyniki Orlenu w III kwartale

Reklama

Komentarze

    Reklama