Łupkowe (nie)przeminęlo z wiatrem [ANALIZA]

5 stycznia 2018, 16:37

Rewolucja łupkowa w Stanach Zjednoczonych okazała się możliwa dzięki zaangażowaniu wielu podmiotów zainteresowanych i gotowych zainwestować w nowe technologie wydobywcze. Kluczowa okazała się współpraca firm wydobywczych i instytucji badawczych przy wydatnym wsparciu ze strony amerykańskiego rządu. To, co zdecydowało o sukcesie w USA w krzywym zwierciadle pokazuje czego zabrakło w Polsce i co zdecydowało o porażce łupkowego eldorado nad Wisłą. Czy możliwa jest naprawa błędów i wielki powrót łupkowej idei w Polsce?

Amerykański sen o łupkach 

Jeszcze na początku lat dwutysięcznych niewiele osób przewidywało, że rynek ropy naftowej i gazu ziemnego w USA będzie kiedykolwiek przeżywał swoje wielkie chwile. Amerykańska produkcja surowców stale spadała na skutek wyeksploatowania złóż konwencjonalnych, zaś kryzys finansowy z lat 2007-2009 pogłębił problemy kulejącej gospodarki amerykańskiej.

Zobacz także: Zaleski: polskie łupki A.D. 2017- nadzieje i rozczarowania [ANALIZA]

Niemal w tym samym czasie, w latach 2007–2013, dzięki rosnącemu rozpoznaniu złóż̇ łupkowych w Stanach Zjednoczonych, odnotowano przeszło 6,5-krotny przyrost udokumentowanych zasobów gazu i ropy naftowej w tym kraju. Większe wydobycie surowców z zasobów łupkowych (wydobycie gazu łupkowego w Stanach Zjednoczonych rośnie o 51 proc. każdego roku) pozwoliło zmniejszyć zależność od importowanych surowców energetycznych oraz rozwinąć zależne od energii sektory przemysłu. W 2013 r. Stany Zjednoczone po raz pierwszy od 1995 roku wyprodukowały w kraju więcej ropy niż importowały.

Zwiększenie wydobycia ze skał łupkowych znacząco wpłynęło na rozwój gospodarczy. Według World Economic Forum dzięki eksploatacji niekonwencjonalnych złóż gazu i ropy powstało 37 tys. nowych miejsc pracy w branży paliwowej i 111 tys. w sektorach zależnych od tej branży. Powstały one dzięki konieczności zbudowania nowych rurociągów, systemów kolejowych, a także infrastruktury gromadzenia surowca i odwiertów. Rewolucja energetyczna w Stanach stała się sztandarem kampanii wyborczej Donalda Trumpa, obiecującego amerykańskim obywatelom utrzymanie pozycji dominującego na świecie supermocarstwa i urzeczywistnienia hasła by „Ameryka ponownie stała się wielką”.

Zobacz także: Gazowe „American Dream”. Czy eksport LNG uczyni Amerykę wielką? [ANALIZA]

Sukces nie zrodził się w jeden dzień. Prace nad odpowiednim udoskonaleniem technologii (odwierty horyzontalne oraz szczelinowanie hydrauliczne), które doprowadziły do rewolucji w wydobyciu gazu ze złóż łupkowych trwały 18 lat. Okazało się to możliwe dzięki zaangażowaniu przedsiębiorstw, jednostek naukowych, a także wsparciu ze strony amerykańskiego rządu sprzyjającemu innowacjom w sektorze wydobywczym. Wysiłki firm inwestujących w odwierty w skałach łupkowych wspierał finansowo Departament Energii oraz aparat fiskalny poprzez zmiany prawa podatkowego stwarzającego system ulg i zachęt znanych jako Nonconventional Fuels Tax Credit. Merytorycznego wparcia udzielało kilkanaście dużych instytucji naukowo-badawczych, tak jak Jackson School of Geosciences czy University of Texas w Austin.

Zobacz także: „Łupki jak Tomahawki” – Trump użyje energetyki do nacisku na Rosję? [ANALIZA] 

Polskie rozczarowanie

Rewolucja w Stanach Zjednoczonych zainspirowała poszukiwania niekonwencjonalnych złóż̇ surowców w innych państwach, w tym również̇ w Polsce. Nadzieje na powielenie amerykańskiego scenariusza nad Wisłą rozbudziły szacunki amerykańskiej agencji Energy Information Administration (EIA) z kwietnia 2011 r. Wynikało z nich, że zasoby gazu mogą sięgać u nas nawet ponad 5,3 bln metrów sześc. Zgodnie z tymi danymi zasoby gazu ziemnego (konwencjonalnego i łupkowego) wystarczałyby na okres 250 lat przy poziomie konsumpcji z roku 2010. Perspektywy te wywołały ogromne poruszenie i zainteresowanie gazem łupkowym w Polsce, zarówno wśród firm wydobywczych, jak i (a może przede wszystkim) polityków i opinii publicznej.

Urealnienia zasobów podjął się Państwowy Instytut Geologiczny – Państwowy Instytut Badawczy (PIG-PIB), który we współpracy z Amerykańską̨ Służbą̨ Geologiczną (U.S. Geological Survey) opublikował w 2012 r. raportOceny zasobów wydobywalnych gazu ziemnego i ropy naftowej w formacjach łupkowych dolnego paleozoiku w Polsce. Według tego opracowania ilość gazu do wydobycia w Polsce mieści się w przedziale od 346 do 768 mld m sześc. Zasoby te wystarczyłyby na 35 - 65 lat pełnego zapotrzebowania polskiego rynku na gaz ziemny. Z kolei szacowane ilości ropy naftowej wydobywane z formacji łupkowych mieszczą się w przedziale 215-268 mln ton, co wystarczyłoby na 10-12 lat pełnego zapotrzebowania polskich rafinerii.

Kolejne prognozy, mówiące o mniejszych zasobach Polski, ale także i rezultaty próbnych wierceń goszczących nad Wisłą potentatów branży naftowej (ExxonMobil, ConocoPhillips czy Chevron), studziły jednak i te nadzieje. Nie spełniły się̨ optymistyczne zapowiedzi sprzed kilku lat o rozpoczęciu przemysłowego wydobycia gazu z łupków. Brak zadowalających rezultatów w uzyskaniu ze skał łupkowych przepływu gazu, sprawił, że ostatni liczący się koncern wydobywczy, irlandzki San Leon zwrócił Ministerstwu Środowiska swoje ostatnie 2 koncesje, mimo że mógł na nich pracować aż do 2020 r. „Czas łupków w Polsce się skończył” — powiedział cytowany przez Puls Biznesu Paweł Chałupka, szef polskiej spółki San Leon.

Porażka na własne życzenie

Fiasko poszukiwań gazu łupkowego w Polsce analitycy upatrują między innymi w tym, że w Polsce skały łupkowe są inne niż w USA - posiadają niższą niż za oceanem przepuszczalność oraz porowatość. Do tego w Polsce przeważają mułowce i iłowce, które trudniej poddają się procesowi szczelinowania. Z tego powodu wydobywanie surowca jest trudniejsze i znacznie droższe. Utrzymująca się niska cena ropy i gazu na światowych rynkach zniechęcała do inwestowania w niszowe technologie na nie dość perspektywicznym terenie.

Ale to nie jedyne, a być może nawet nie najważniejsze, przyczyny porażki łupkowego eldorado w Polsce. Według opublikowanego w grudniu raportu NIK dot. kontroli udzielania koncesji na poszukiwanie i rozpoznawanie złóż miedzi i węglowodorów przeszkodą w wydobyciu gazu łupkowego okazały się bariery administracyjne. Raport wskazuje, że przepisy, w szczególności prawa geologicznego i górniczego w latach 2008-2016, zmieniały się w sposób istotny kilkukrotnie przyczyniając się do wydłużania procesu załatwiania wniosków przedsiębiorców o udzielenie koncesji.

W objętym kontrolą okresie nie podjęto się podstawowych zadań koniecznych dla rozwoju przemysłu wydobywczego w Polsce. Zdziwienie musi wywołać zwłaszcza fakt, że po upływie prawie pięciu lat od ogłoszenia pierwszego raportu PIG-PIB Minister Środowiska wciąż do tej pory nie posiada aktualnej i niebudzącej zastrzeżeń informacji o zasobach gazu łupkowego w kraju. Wspomniany powyżej raport PIG-PIB z 2012 r. powstał na podstawie analizy danych archiwalnych, z wierceń prowadzonych w latach 1950 – 1990 i z tego względu nie mógł być brany jako wiarygodne źródło wiedzy o wielkości zasobów surowca w Polsce.

Wprawdzie PIG-PIB opracował w 2015 r. kolejnej oceny, ale do tej pory nie została ona zatwierdzona i opublikowana. W opinii Głównego Geologa Kraju prof. Mariusza Oriona-Jędryska dane zawarte w raporcie pochodzą ze zbyt małej liczby odwiertów wykonanych z błędami. Według Oriona-Jędryska „w PIG-PIB nie ma pracowników wystarczająco wykwalifikowanych do sporządzenia wystarczającej jakości raportu nadającego się do publikacji”. W swoim raporcie NIK podkreśla, że w sprawie tak istotnej dla polskiego bezpieczeństwa narodowego wciąż nie doprowadzono do aktualizacji danych dotyczących strategicznych zasobów surowcowych w Polsce.

Zobacz także: Gazprom krytycznie o perspektywach gazu łupkowego w Polsce

Co więcej dotychczas nie sporządzono jasno zdefiniowanej polityki udzielenia koncesji na poszukiwanie i rozpoznawanie złóż węglowodorów, w tym gazu łupkowego. Według analityków NIK w sposób zasadniczy utrudnia to prowadzenie przez potencjalnie zainteresowane podmioty gospodarcze zarówno działalności koncesyjnej, jak i gospodarczej. Brak opracowanej długoterminowej strategii działania państwa w sektorze poszukiwawczo-wydobywczym zmniejsza pewność działania przedsiębiorców i zniechęca je do aktywności inwestycyjnej.

NIK wskazuje także na nieprawidłowości w toku postępowań administracyjnych. W wewnętrznych procedurach Ministerstwa Środowiska nie określono kryteriów oceny wniosków składanych przez podmioty ubiegające się o udzielenie koncesji, pozostawiając organowi koncesyjnemu dowolność w podejmowaniu decyzji. Według Najwyższej Izby Kontroli resort środowiska nie był przygotowany pod względem organizacyjno-kadrowym do rozpatrywanej zwiększonej w latach 2010-2012 liczby wniosków (w 2013 r. część postępowań koncesyjnych była w toku od dziewięciu do dwudziestu jeden miesięcy lub w ogóle nie wszczęta pomimo upływu pięciu miesięcy od dnia wpłynięcia wniosku). 

W raporcie NIK zarzucono także Ministerstwu Środowiska brak rzetelnej kontroli nad realizowaniem koncesji po jej udzieleniu przedsiębiorstwom wydobywczym. Monitorowanie odbywało się wyłącznie na podstawie dokumentacji przesyłanej przez firmy, bez prowadzenia fizycznej inspekcji na miejscu. W ocenie NIK nie stanowiło to prawidłowego i skutecznego sposobu zarządzania ryzykiem w tym zakresie.

Zobacz także: Polskie łupki przegrały przez niemoc prawną, a nie geologię [WYWIAD]

Drugie życie polskich łupków

Obecnie priorytetem w budowaniu bezpieczeństwa energetycznego Polski stała się dywersyfikacja dostaw surowców do Polski. Już dziś dzięki terminalowi naftowemu w Gdańsku i terminalowi LNG w Świnoujściu sprowadzamy ropę i gaz skroplony z zagranicy, a w planach jest także budowa podwodnego rurociągu do Danii, którym ma popłynąć gaz ze złóż w Norwegii na Morzu Północnym. Idea stworzenia hubu gazowego w Polsce stała się nowym idee fixe polskiej strategii bezpieczeństwa energetycznego. Ponadto krajowy potentat na rynku energetycznym PGNiG inwestuje w rozwój metod pozyskiwania metanu z pokładów węgla, w której stosuje się technologię wykorzystywaną m.in. pod kątem gazu z łupków.

Zobacz także: Kroplewski dla Energetyka24: metan z pokładów węgla to bezpieczniejsze górnictwo

„Nie jest poza moją wyobraźnią, że za parę lat wrócimy do tematu wydobycia gazu łupkowego” – powiedział podczas swojej wizyty w Stanach Zjednoczonych jeszcze wówczas minister rozwoju, a dziś premier Mateusz Morawiecki. O możliwości powrotu do kwestii wydobycia gazu łupkowego w Polsce wspomniał w grudniu prezes PGNiG Piotr Woźniak (w latach 2011-2013 sprawujący funkcję podsekretarza stanu w Ministerstwie Środowiska i Głównego Geologa Kraju): „W PGNiG projekt łupkowy ma status "zawieszony". Gdyby zachęty fiskalne były, chociaż trochę podobne do amerykańskich, to jesteśmy gotowi przeprowadzić analizy i rozważać powrót na Pomorze albo na Lubelszczyznę” – stwierdził miesiąc temu Woźniak. Podobną opinię wyraził Sławomir Marek Brodziński, poprzednik Woźniaka na stanowisku Głównego Geologa Kraju (w latach 2011-2013): „Nie stawiałbym jeszcze krzyżyka na polskim gazie z łupków”.

Zobacz także: Morawiecki: łupkowa rewolucja w Polsce nadal możliwa

Nadanie projektowi łupkowemu drugiego życia opierać ma się na malejących kosztach technologii i ułatwieniach fiskalnych dla firm wiertniczych. Według ocen niektórych ekspertów postęp technologiczny w Stanach Zjednoczonych przełożył się̨ na redukcję kosztów pozyskania gazu z formacji łupkowych dzięki czemu część́ gazu łupkowego może być́ już wydobywana po niższych kosztach niż gaz ze złóż konwencjonalnych. Według byłego Ministra Skarbu Andrzeja Czerwińskiego opanowanie technologii umożliwiającej tanie wydobycie surowca potrwa jednak jeszcze 10 lat.

Nie czekając jednak na tak odległą perspektywę Ministerstwo Środowisko w opracowywanym i poddanym właśnie pod konsultacje społeczne projekcie Polityki Surowcowej Państwa deklaruje m.in. wyznaczanie surowców strategicznych, wsparcie dla polskich firm geologicznych oraz weryfikację systemu podatków i danin. W projekcie zawarło także zapis o konieczności eksploatacji bogatych w ropę naftową i gaz złóż niekonwencjonalnych w Polsce. Uczestniczący w pracach nad założeniami Polityki Główny Geolog Kraju Mariusz Orion-Jędrysek ocenia, że zasoby zawarte w formacjach łupkowych w Polsce wynoszą ok. 2 bln m sześc.

Trudno jest jednak ocenić prawdopodobieństwo takich szacunków bez dokładnych, profesjonalnie pozyskanych danych. Jak wspomniano wyżej raport PIG-PIB z 2015 r. nie spełniał według Ministerstwa i Głównego Geologa Kraju standardów technicznych. Spekuluje się jednak, że decyzja o niepublikowaniu raportu jest inna: szacunki zawarte w raporcie nie pokrywają się z oczekiwaniami rządowymi. Aby uciąć coraz mniej merytoryczną debatę na temat wznowienia rewolucji łupkowej w Polsce należałoby zatem wykonać wiarygodne i trudne do podważenia badania na temat rzeczywistych zasobów złóż niekonwencjonalnych. Byłoby to realizacją jednego z głównych zaleceń raportu Najwyższej Izby Kontroli.

Zobacz także: Powrót polskich łupków dopiero w przyszłej dekadzie [Defence24.pl TV]

KomentarzeLiczba komentarzy: 4
Marek1
piątek, 5 stycznia 2018, 23:11

BARDZO wielu lobbystów i "polityków" polskich stoi za tytułem ... "porażka na własne życzenie". Analogia do 1 połowy XVIII w. aż bije w oczy ... Ps. Najlepsi są "ekolodzy", wstawiający Polakom pierdolety p/t "ogień z kranu"

irish
sobota, 6 stycznia 2018, 14:43

Cyt. "Raport wskazuje, że przepisy, w szczególności prawa geologicznego i górniczego w latach 2008-2016, zmieniały się w sposób istotny kilkukrotnie". A jakie były tego przyczyny? Kolejne fale urzędasów i polityków musiały mieć pretekst do brania kolejnych łapówek? W końcu cierpliwość oferentów się wyczerpała :)

gosc
piątek, 5 stycznia 2018, 20:40

smrod po lupkach nie przeminie.