Kroczy ścieżką Putina: konsoliduje wpływy w FSB i likwiduje politycznych wrogów w przededniu wyborów

16 stycznia 2017, 06:00

Najpotężniejszy menadżer w Rosji toczy w przededniu wyborów prezydenckich w tym kraju (2018 r.) wyrafinowaną grę. Dokonuje akwizycji kluczowej spółki naftowej upokarzając swojego wroga mimo, że jest on blisko związany z Władimirem Putinem oraz likwiduje nieprzychylnego ministra zakłócając kruchą równowagę wewnętrzną pomiędzy „liberałami” i „siłowikami”. Tymczasem w samochodzie w Moskwie zostaje odnalezione ciało szefa jego gabinetu…

Minister rozwoju gospodarczego Federacji Rosyjskiej, Aleksiej Ulukajew, wchodził do siedziby Rosnieftu, największego koncernu naftowego w Rosji, na osobiste zaproszenie prezesa tej spółki – Igora Sieczina. Kwestia prywatyzacji Basznieftu, sporej firmy wydobywczej z Baszkirii, nabierała rozpędu. To podmiot dysponujący dużym kapitałem, co w dobie zachodnich sankcji nałożonych na rosyjski sektor naftowy i taniej ropy było nie bez znaczenia dla elit polityczno-biznesowych. W tamtym momencie –gdy polityk przekraczał próg siedziby Rosnieftu- nic jeszcze nie było rozstrzygnięte. Prezydent Władimir Putin wysyłał sprzeczne sygnały, zakazując Igorowi Sieczinowi nabywania Basznieftu, co zachęciło do „wejścia do gry” Wagita Alekperowa, prezesa potentata naftowego – spółki Łukoil. Sytuacja miała się jednak szybko zmienić.

Minister Ulukajew nie zastał szefa Rosnieftu i musiał odbyć spotkanie z wysokiej rangi menadżerem koncernu. Kim była ta postać? Tego nie wiadomo, ale była znajomym Ulukajewa, co zapewne zagłuszyło wątpliwości, a jednocześnie znajdowała się tak blisko Sieczina, że było pewne, iż spotkanie odbywa się z jego polecenia (czy chodzi o szefa gabinetu prezesa Rosnieftu Olega Erowinkina, którego wkrótce znaleziono martwego w samochodzie, w centrum Moskwy?).

Tematem rozmowy tajemniczego menadżera i Ulukajewa była prywatyzacja Basznieftu. Po jej zakończeniu minister –jak dziś twierdzi- miał otrzymać dwie walizki, w których miały znajdować się dokumenty rzucające nowe światło na sprawę. Nie sprawdził ich zawartości (ta część historii wydaje się mało wiarygodna), zapakował je wspólnie z menadżerem, z którym odbył rozmowę, do swojego auta pod siedzibą Rosnieftu i próbował odjechać. Bezskutecznie. Szybko pojawili się ludzie z FSB i wezwali Ulukajewa do wyjścia z pojazdu. Polityk próbował wykonać wtedy telefon do Igora Sieczina, ale nie udało się to ponieważ zagłuszono sygnał uniemożliwiając wykorzystanie komórki. Nie zadziałała również specjalna komunikacja, z której na co dzień korzystał polityk. Dokonano skutecznego zatrzymania. 

Zobacz także: Afera korupcyjna zatapia rosyjskiego ministra. „Cztery scenariusze Putina”

Taką relację przedstawia prawnik Ulukajewa, twierdząc, że aferę łapówkarską wyreżyserowano (chodzi o przyjęcie 2 mln $ w zamian za pozytywną dla Rosnieftu decyzję dotyczącą prywatyzacji Basznieftu. To kwota bardzo niska biorąc pod uwagę stanowisko oskarżonego). Innego zdania jest FSB, które miało obserwować go od roku i dokonać „kontrolowanego” przekazania pieniędzy. Polityk został zdymisjonowany i przebywa obecnie w areszcie domowym.

Według części rosyjskich mediów ważną rolę w zaaranżowaniu zatrzymania Ulukajewa pełnił szef ochrony Rosnieftu, Oleg Fieoktistow, który jeszcze w 2015 r. pełnił funkcję zastępcy szefa Departamentu Bezpieczeństwa FSB. Informacja ta pokazuje wzrastający wpływ „kontrolny” tej służby na rosyjskie elity, a z drugiej strony silne umocowanie w niej Sieczina. Nieprzypadkowo ubiegłoroczne nominacje takie jak wybór byłego wicedyrektora FSB, Władimira Buławina, na szefa Federalnej Służby Celnej, czy gen. Jewgienija Ziniczewa na gubernatora obwodu kaliningradzkiego wiąże się z obydwoma wspomnianymi zjawiskami.

Zatrzymanie Ulukajewa, jeśli rozpatrywać je z perspektywy interesów Sieczina, spełniło przynajmniej kilka celów. Z perspektywy politycznej mocno uderzyło w „liberalną” frakcję elit (np. premiera Miedwiediewa - zwierzchnika ministra, wicepremiera Arkadija Dworkowicza, który jest znany z niechęci do Sieczina), co może być istotne w kontekście wyborów prezydenckich w 2018 r.

Zobacz także: Słabnący Putin i druga zdrada Sieczina. „Chaos w rosyjskich elitach”

W kontekście wzrostu znaczenia prezesa Rosnieftu w newralgicznym obszarze energetycznym zatrzymanie Ulukajewa utwierdziło hegemonię Sieczina (to istotne, po krótkim osłabieniu, które miało miejsce w 2015 r. kiedy to usunął się w cień, a później był ostro krytykowany przez prezydenta Putina), a także uderzyło w jego głównych konkurentów. Chodzi np. o Wagita Alekperowa, szefa Łukoilu, który aspirował do kupna Basznieftu, a wcześniej próbował rozbić monopol Rosnieftu i Gazpromu na prowadzenie wydobycia w Arktyce sięgając po poparcie…Ulukajewa.

Zobacz także: Car czy arbiter? Prywatyzacja naftowych gigantów obnaża naturę Putina

Niemniej interesująca jest rola jaką upadek Ulukajewa mógł pełnić w dużo starszych planach Sieczina sięgających wielu lat wstecz. Chodzi o chęć przejęcia operatora rurociągów rosyjskich – spółki Transnieft, którą zarządza Nikołaj Tokariew, bliski znajomy Władimira Putina z czasów służby w KGB w Dreźnie. Tokariew jest od lat związany z „liberałami” w tym Ulukajewem oraz niechętnym Sieczinowi wicepremierem Arkadijem Dworkowiczem. Prezes Transnieftu szukał w tej grupie oparcia przy okazji prób szefa Rosnieftu zmierzających do objęcia udziałów w operatorze rurociągowym (2014 r.). Tokariew toczył liczne konflikty ze Sieczinem także osobiście np. w sprawie finansowania systemu rurociągowego dla budowanego na Dalekim Wschodzie Rosji kompleksu petrochemicznego w Nachodce (to kluczowy projekt Rosnieftu).

Zobacz także: Wojna rosyjskich elit o prywatyzację Transnieftu

W 2015 r. Władimir Putin, po okresie sporej niepewności, przedłużył Tokariewowi prezesurę aż o pięć lat. Jak się wydaje konflikt z prezesem Rosnieftu i poszukiwanie wsparcia u „liberałów” przez prezesa Transnieftu miało istotne znaczenie w tej kwestii. Prezydent Rosji chciał zapewne zrównoważyć wpływy w obrębie elity za pomocą tej nominacji. Z tego samego powodu zaczął promować „liberała” Aleksieja Kudrina (związanego z Miedwiediewem i Ulukajewem) na osobę, która ma „zaprojektować” rosyjską gospodarkę na nowo. Ta sama idea przyświecała Putinowi gdy przyjął  dwuznaczną postawę w sprawie prywatyzacji Basznieftu i zachęcał Wagita Alekperowa do „podjęcia gry”.

Zobacz także: Recepta na kryzys - Putin wyznacza swojego następcę

Upadek Ulukajewa i uderzenie w „liberałów”, które jak wynika z relacji byłego ministra zostało przeprowadzone pod osobistym nadzorem Sieczina zakłóca równowagę elit. Być może prezes Rosnieftu wykorzysta ten fakt do wznowienia rozgrywki o Transnieft i uzyskania jeszcze silniejszej pozycji? Wydaje się mało prawdopodobne by przy tak dużej dynamice wydarzeń zadowolił się wyłącznie środkami finansowymi Basznieftu. 

Co ciekawe wydarzenia związane ze Sieczinem są bacznie obserwowane przez osoby związane z nową amerykańską administracją. Doradzający Donaldowi Trumpowi podczas kampanii wyborczej Carter Page (powiązany zawodowo z Gazpromem) odbył w grudniu ubiegłego roku wizytę, w ramach której odwiedził centralę Rosnieftu. 

Energetyka24
Energetyka24
KomentarzeLiczba komentarzy: 7
dratwa
poniedziałek, 16 stycznia 2017, 14:06

Kacapia to kacapia ! Tam tak od stuleci !

jang
poniedziałek, 16 stycznia 2017, 12:52

I pomyśleć,że tę budzącą grozę/słusznie/ i siejącą w świecie zamęt organizację stworzyli,zorganizowali i rozwinęli Polacy.Ziemianie, Feliks Dzierżyński,Wiesław Mężyński czy kolejny szef- polski Żyd Jagoda..."Polak potrafi"??

Vis
poniedziałek, 16 stycznia 2017, 19:23

Wojna gangów na Kremlu. Mafie walczą o wpływy. Wot. Rassija.

podatnik polski
poniedziałek, 16 stycznia 2017, 18:31

Tak, mam się bać Rosji, z budżetem militarnym = 1/10 amerykańskiego, nie licząc reszty NATO, gdy tymczasem to USA po II WŚ napadło na inne kraje 200x, zbombardowało 50 krajów i wymordowało w nich 30 mln tubylców. Przez pół wieku przynależności do Układu Warszawskiego Sowieci zmusili nas tylko do napaści na Czechosłowację, gdy tymczasem w parę lat przynależności do NATO USA zmusiło nas do napaści na Jugosławię, Haiti, Irak, Afganistan i Bóg jeden wie gdzie napadał GROM, bo Tusk powiedział, że... nie wie gdzie GROM operuje bo... podlega operacyjnie USA! Czyli na nasz koszt USA robi sobie pretorian.

TS
poniedziałek, 16 stycznia 2017, 18:23

"Ojciec chrzestny"

Tweets Energetyka24