Reklama

Gaz

Gwałtowna reakcja Gazpromu na polsko-niemieckie rozmowy o NS2

  • Fot. www.gaz-system.pl
    Fot. www.gaz-system.pl

Środowiska promujące budowę Nord Stream 2 gwałtownie zareagowały na polsko-niemieckie rozmowy w Berlinie dotyczące wspomnianej rury. Menadżer bliskiej Gazpromowi spółki  Wintershall stwierdził m.in., że Polska wystąpiła o zakupy 11 mld m3 gazu z nowego gazociągu nad Bałtykiem. Władze w Warszawie szybko zdementowały tą informację.

Kalendarium

  • 22 czerwca miały miejsce w Berlinie polsko-niemieckie konsultacje międzyrządowe na najwyższym szczeblu. Uczestniczyły w nich m.in. kanclerz Angela Merkel oraz premier Beata Szydło. Wśród tematów rozmów nie zabrakło bezpieczeństwa energetycznego w tym kwestii budowy kontrowersyjnego gazociągu Nord Stream 2.  
  • 23 czerwca członek Zarządu Wintershall, Ties Tiessen, poinformował, że Polska wystąpiła o dostawy 11 mld m3 gazu z Nord Stream 2. W związku z tym według menadżera nie opłaca jej się krytykować inwestycji. Wintershall to część grupy BASF i kluczowy partner Gazpromu w Niemczech. W 2015 r. firmy sfinalizowały spektakularną wymianę aktywów dzięki, której Rosjanie przejęli kluczowe niemieckie magazyny gazu (mające obsługiwać Nord Stream 2).
  • Także 23 czerwca wiceprezes Gazpromu, Aleksander Miedwiediew, oświadczył, że koncern chce przedłużyć z Polską kontrakt na tranzyt gazu. Chodzi o 30 mld m3 surowca rocznie.

Wypowiedzi Tiessena i Miedwiediewa wydają się skoordynowane i ściśle skorelowane z polsko-niemieckimi konsultacjami międzyrządowymi. Czyżby Rosjanie obawiali się, że strona polska wpłynie na niemieckie władze w zakresie prowadzonej przez nie polityki gazowej?

Nie można wykluczyć takiej możliwości biorąc pod uwagę fakt, że dziennik Kommiersant poinformował 23 czerwca, że „w sprawie gazociągu Nord Stream 2 Polsce nie udało się namówić Niemiec do połączenia gazu z polityką”, a artykuł ten był dopiero początkiem zmasowanej ofensywy informacyjnej jaka nastąpiła. Jak określić jej cel skoro według narracji rosyjskiej Berlin pozostaje niewzruszony w odniesieniu do postulatów Warszawy?

Kwestie tranzytowe 

Gazprom zaakcentował chęć kontynuowania tranzytu gazu rosyjskiego przez Rzeczpospolitą dzień po międzyrządowych konsultacjach polsko-niemieckich zapewne po to by chwilowo wybić Warszawie z ręki kluczowy argument, według którego budowa nadbałtyckiej rury spowoduje przeorientowanie dostaw ze szkodą dla środkowoeuropejskich członków UE. Z drugiej strony koncernowi mogło chodzić o uspokojenie Niemiec, ponieważ wśród tamtejszych elit nie brakuje sceptyków w odniesieniu do współpracy z Gazpromem.

Warto mieć na uwadze, że ewentualne porozumienie rosyjskiego potentata z Polską nie zabezpieczałoby Ukrainy. Utrzymanie tłoczenia rosyjskiego surowca przez terytorium polskie nie gwarantuje bowiem, że tak samo będzie w przypadku systemu Braterstwo. Nie tylko kontekst ukraiński jest tu ważny, ale także np. słowacki. Kraje te mogłyby się poczuć zdradzone przez Warszawę.

Ponadto Gazprom nie sprecyzował przez jak długi czas miałaby obowiązywać kolejna umowa tranzytowa z Polską. Należy zakładać, że gdy nowy kontrakt przestanie obowiązywać przesył Gazociągiem Jamalskim i tak ustanie ponieważ nadrzędnym celem strony rosyjskiej jest rozbudowywanie mocy nad Bałtykiem i omijanie dotychczasowych krajów tranzytowych. 

W efekcie swoistej „taktyki salami” Gazprom eliminowałby opór przeciwko budowie Nord Stream 2 stopniowo, rozbijając środkowoeuropejską koalicję i neutralizując swoich oponentów po kolei w wieloletnich odstępach czasu (najpierw Ukrainę, potem porozumienie krajów środkowoeuropejskich, następnie Polskę).

Propozycja Miedwiediewa o przedłużeniu tranzytu gazu przez Polskę to także rodzaj pułapki. Jeżeli władze w Warszawie stanowczo odmówią jego propozycji to będzie to argument dla Gazpromu, potwierdzający tezę, że należy rozbudowywać moce przesyłowe nad Bałtykiem celem zabezpieczenia dostaw gazu do Europy Zachodniej (w tym Niemiec).

Zakup gazu z Nord Stream 2 przez Polskę

Także słowa członka Zarządu Wintershall powiązane z kluczowym projektem Gazpromu nieprzypadkowo zostały wypowiedziane w dzień po polsko-niemieckich konsultacjach międzyrządowych.

Ties Tiessen wprowadził w błąd swoich słuchaczy informując o "wystąpieniu przez Polskę o 11 mld m3 gazu z Nord Stream 2". Menadżer w swoich słowach posiłkował się zapewne w jakimś stopniu (wyolbrzymiony wolumen!) badaniami rynkowymi spółki Gascade (udziały w niej posiada Gazprom). To operator sporej części gazociągów na terenie Niemiec, który wykonał ekspertyzy pod kątem swoich planów budowy kolejnej lądowej odnogi Nord Stream – gazociągu Eugal. Ma on biec wzdłuż granicy polsko-niemieckiej podobnie jak rurociąg OPAL i zaopatrywać (uzależniać) w rosyjskie błękitne paliwo Europę Środkową.

Zainteresowanie gazem z Nord Stream 2 w Polsce może wynikać z postępującej liberalizacji rynku gazu, dzięki której pojawiło się nad Wisłą sporo prywatnych firm konkurujących z PGNiG. Budują one swoją pozycję w oparciu o rosyjski gaz z Niemiec (i LNG z obwodu kaliningradzkiego), który jest tańszy od zakontraktowanego w ramach umowy jamalskiej. Być może dlatego prezydent Władimir Putin zasugerował niedawno, że skoro Polska (PGNiG) nie chce przedłużyć kontraktu długoterminowego (to nawiązanie do deklaracji ministra Naimskiego) to zostanie on nad Wisłę dostarczony przez innych dostawców.

Deklaracja Tiessena jest jednak –co należy podkreślić- manipulacją. Polska jako taka nie jest zainteresowana kupnem gazu z Nord Stream 2, a sam projekt jest aktywnie zwalczany zarówno przez rząd jak i spółki z udziałem skarbu państwa (PGNiG, Gaz System). Świadczy o tym komunikat na stronach resortu energii, w którym minister energii Krzysztof Tchórzewski i pełnomocnik rządu ds. strategicznej infrastruktury energetycznej Piotr Naimski dementują informacje Tiessena. Zresztą dementi to jedynie swoista „wisienka na torcie”. Nie brakuje przecież wśród polskich władz i menadżerów deklaracji jasno wzywających do realnej dywersyfikacji tj. budowy Korytarza Północnego (terminal LNG oraz Baltic Pipe), realizacji kolejnych łączników gazowych z Niemcami dopiero po uruchomieniu importu błękitnego paliwa z Norwegii, niekontynuowania umowy długoterminowej z Gazpromem etc. 

Co ciekawe czynniki rządowe najwyraźniej spodziewały się słów, które wypowiedział Tiessen co świadczy o tym, że są nieprzypadkowe. W rozmowie z Energetyka24.com z 5 czerwca Piotr Naimski stwierdził bowiem: „pojawiły się również plany - które znamy - zakładające wprowadzenie olbrzymiej ilości tego gazu do Polski. Tak się nie stanie!”

Jakiemu celowi ma służyć deklaracja członka Zarządu Wintershall? Podobnie jak w przypadku kwestii tranzytowych ma uspokoić Niemców i pokazać, że w Polsce są klienci zainteresowani surowcem z Nord Stream 2. Ważny jest także szum informacyjny, który może w tym przypadku osłabić chęć spółek duńskich i norweskich do kontynuacji budowy Korytarza Północnego wspólnie z PGNiG. To już trzecie podejście Polaków do realizacji gazociągu Baltic Pipe – Rosjanie o tym wiedzą i próbują rozpowszechniać informacje pokazujące władze w Warszawie w niekorzystnym świetle jako niezdecydowane, chimeryczne. 

Zobacz także: Naimski dla Energetyka24.com: znamy plany Gazpromu i będziemy im przeciwdziałać

Zobacz także: Polska gazowym hubem Europy Środkowej. „Irytacja zwolenników Nord Stream 2”

 

Reklama

Komentarze (6)

  1. Chan

    Gazociąg może połączyć Japonię i Rosję. Tokio zainteresowane rosyjskim gazem. Rosja może w najbliższych latach podpisać kolejny duży kontrakt gazowy. Po Chinach, które niedawno podpisały z Moskwą 30-letnią umowę, zainteresowanie rosyjskim gazem wyraziła grupa japońskich polityków. Zgodnie z ich propozycją Japonię miałby połączyć z Rosją gazociąg. Płynący nim gaz pokrywałby 17 procent japońskiego importu tego surowca. Propozycja, jaką zgłosiło 33 japońskich polityków (członków rządzącej Partii Liberalno-Demokratycznej oraz Partii Nowe Komeito), zapewne ucieszyła Władimira Putina, bowiem Rosja, pogrążona w konflikcie dyplomatycznym ze znaczną częścią Europy, jest zainteresowana pozyskiwaniem nowych odbiorców swoich surowców. Z przedstawionych założeń wynika, że gazociąg o długości 1 350 km połączyłby rosyjską wyspę Sachalin z japońska prefekturą Ibaraki. Rocznie gazociągiem przesyłano by 20 mld metrów sześciennych gazu ziemnego (17 procent japońskiego importu). Koszt inwestycji zamknąłby się w kwocie ok. 6 mld dolarów. O pomyśle zbudowania rosyjsko-japońskiego gazociągu dyskutowano już ponad 10 lat temu. Teraz rozmowy mogą nabrać tempa, ponieważ po katastrofie elektrowni atomowej Fukushima I w Japonii wyłączono wszystkie bloki jądrowe, by poddać je testom bezpieczeństwa. Wyłączenie bloków zwiększyło japońskie zapotrzebowanie na gaz, które może się utrzymać na wyższym poziomie, ponieważ część reaktorów – ze względów bezpieczeństwa – najprawdopodobniej już nigdy nie zostanie uruchomiona W 2013 roku Japonia wydała na gaz prawie 69 mld dolarów, dwukrotnie więcej niż trzy lata temu. Obecnie Japonia importuje gaz skroplony (LNG), korzystając z drogi morskiej, i jest największym importerem LNG na świecie. Najwięcej gazu Japonia sprowadza aktualnie z Australii, Kataru, Malezji i Rosji (z Rosji pochodzi 9,8 procent importu). Transport nieskroplonego gazu, możliwy po wybudowaniu gazociągu, jest tańszy niż transport gazu skroplonego. Gazociąg pozwoliłby więc obniżyć japońskie wydatki na gaz. Na mocy podpisanej w maju umowy Gazprom będzie przez 30 lat dostarczać Chinom 38 mld metrów sześciennych gazu.

  2. Chan

    Gazociąg może połączyć Japonię i Rosję. Tokio zainteresowane rosyjskim gazem. Rosja może w najbliższych latach podpisać kolejny duży kontrakt gazowy. Po Chinach, które niedawno podpisały z Moskwą 30-letnią umowę, zainteresowanie rosyjskim gazem wyraziła grupa japońskich polityków. Zgodnie z ich propozycją Japonię miałby połączyć z Rosją gazociąg. Płynący nim gaz pokrywałby 17 procent japońskiego importu tego surowca. Propozycja, jaką zgłosiło 33 japońskich polityków (członków rządzącej Partii Liberalno-Demokratycznej oraz Partii Nowe Komeito), zapewne ucieszyła Władimira Putina, bowiem Rosja, pogrążona w konflikcie dyplomatycznym ze znaczną częścią Europy, jest zainteresowana pozyskiwaniem nowych odbiorców swoich surowców. Z przedstawionych założeń wynika, że gazociąg o długości 1 350 km połączyłby rosyjską wyspę Sachalin z japońska prefekturą Ibaraki. Rocznie gazociągiem przesyłano by 20 mld metrów sześciennych gazu ziemnego (17 procent japońskiego importu). Koszt inwestycji zamknąłby się w kwocie ok. 6 mld dolarów. O pomyśle zbudowania rosyjsko-japońskiego gazociągu dyskutowano już ponad 10 lat temu. Teraz rozmowy mogą nabrać tempa, ponieważ po katastrofie elektrowni atomowej Fukushima I w Japonii wyłączono wszystkie bloki jądrowe, by poddać je testom bezpieczeństwa. Wyłączenie bloków zwiększyło japońskie zapotrzebowanie na gaz, które może się utrzymać na wyższym poziomie, ponieważ część reaktorów – ze względów bezpieczeństwa – najprawdopodobniej już nigdy nie zostanie uruchomiona W 2013 roku Japonia wydała na gaz prawie 69 mld dolarów, dwukrotnie więcej niż trzy lata temu. Obecnie Japonia importuje gaz skroplony (LNG), korzystając z drogi morskiej, i jest największym importerem LNG na świecie. Najwięcej gazu Japonia sprowadza aktualnie z Australii, Kataru, Malezji i Rosji (z Rosji pochodzi 9,8 procent importu). Transport nieskroplonego gazu, możliwy po wybudowaniu gazociągu, jest tańszy niż transport gazu skroplonego. Gazociąg pozwoliłby więc obniżyć japońskie wydatki na gaz. Na mocy podpisanej w maju umowy Gazprom będzie przez 30 lat dostarczać Chinom 38 mld metrów sześciennych gazu.

  3. ekspert

    od ruskich kupowac tylko slonine i walonki dla inigrantow z bliskiego wschodu....

  4. realista

    Tak wyglądają "sankcje" przeciw Rosji. Tylko Polska jest frajerem: http://stooq.pl/n/?f=1068670&c=1&p=0

  5. tak tylko...

    Świetny artykuł! Czyta się jak sensacyjną książkę :). Działania związane z energetyką są nie mniej fascynujące niż analiza zagonów pancernych Guderiana....Pomyślcie również o dziale polityka międzynarodowa.

  6. Kiks

    A później tacy gamonie jak yaro kopiują i wklejają bzdury ze sputnika. Ruscy mieszali, mieszają i będą mieszać. To był, jest i będzie nam nieprzyjazny kraj. I wcale nie muszą używać broni.

Reklama