„Górnicy wyklęci”. Jak polscy komuniści zsyłali wrogów politycznych do kopalń węgla i uranu [KOMENTARZ]

15 października 2019, 15:59
miner-1903622_1920
Fot. Pixabay

70 lat temu, 15 października 1949 roku, powstały pierwsze Wojskowe Bataliony Pracy. Jednostki te – zajmujące się wydobywaniem m.in. węgla i uranu na potrzeby ZSRS – były jedną z metod walki reżimu Polski Ludowej z „elementem niepewnym politycznie”.

Polska w roku 1949 to rządzone przez przyniesioną ze Wschodu władzę państwo, rozpoczynające podnoszenie się z katastrofalnych zniszczeń po II Wojnie Światowej. Komunistyczny reżim, chcąc jak najszybciej przejąć pełnię kontroli nad krajem, rozpoczął krwawą rozprawę z „wrogami wewnętrznymi”, czyli żołnierzami podziemia niepodległościowego oraz z tymi grupami społecznymi, które uchodziły za „niepewne politycznie”. Do ludzi takich zaliczano m.in. bogatych chłopów, wywłaszczonych ziemian, inteligencję, kupców, przedsiębiorców, a nawet tych, którzy mieli kontakty z krewnymi na Zachodzie.

W pierwszych latach po zakończeniu wojny komunistyczne władze rodzącej się Polski Ludowej były w tych wysiłkach wyręczane przez Związek Sowiecki i Armię Czerwoną, której liczebność na ziemiach polskich dochodziła wtedy nawet do 3 milionów żołnierzy. Kluczową rolę odgrywały jednostki NKWD. Przedstawiciele tej krwawej służby nie tylko walczyli z partyzantką, ale też doradzali tworzącemu się Ludowemu Wojsku Polskiemu, a nawet służyli w jego siłach (byli to tzw. „popi”, czyli „Pełniący Obowiazki Polaków” – na początku 1945 roku stanowili oni 53% wszystkich oficerów LWP).

Z czasem jednak zainstalowane przez Sowietów władze zaczęły tworzyć własne metody walki z przeciwnikami politycznymi. Jednym z nich był Wojskowy Korpus Górniczy, wywodzący się z Wojskowych Batalionów Pracy (WBP).

WBP zostały powołane do życia na podstawie rozkazu Edwarda Ochaba z dnia 5 sierpnia 1949 roku, który nakazywał skierowanie 4000 poborowych bez przeszkolenia i broni do wytypowanych kopalń. Rozwiązanie to było ukierunkowane nie tylko na zwalczanie grup „niepewnych politycznie”, ale także na zwiększenie mocy przerobowych w górnictwie, które odczuwało wtedy brak rąk do pracy – tysiące górników wywiozła ze Śląska zajmująca ten region Armia Czerwona. Sowieci próbowali uzupełnić te luki m.in. niemieckimi jeńcami, którzy zostali zwolnieni po utworzeniu w 1949 roku Niemieckiej Republiki Demokratycznej.

Rozkaz Ochaba został wykonany 15 października 1949 roku. Wtedy też sformowano cztery bataliony, z których pierwszy został tego samego dnia skierowany do kopalni w Brzeszczach. Patrząc z perspektywy żołnierzy-górników, jednostki te – wbrew swojej nazwie – z prawdziwym wojskiem miały niewiele wspólnego. Były jedynie organizowane i kontrolowane przez armię, ale skupiały się na wydobyciu węgla.

Struktury WBP szybko się rozrastały. Wiosną 1950 roku składały się one już z 10 batalionów.

W roku 1951 Konstanty Rokossowski, będący wtedy już marszałkiem Polski z komunistycznego nadania, przeorganizował zasady wcielania do WBP, określając, że służący w nich ludzie mają zostać dobierani w ramach zasadniczej służby wojskowej, ale według specjalnego klucza, w czym miało pomagać Ministerstwo Bezpieczeństwa Publicznego. Chodziło o to, by wyławiać „element nieprzychylny” także wśród poborowych. Z czasem jednostki te przekształcono w Wojskowy Korpus Górniczy, a same bataliony na bataliony górnicze.

Kluczowym zajęciem żołnierzy-górników była praca w kopalniach węgla. Odbywała się ona w niebezpiecznych i urągających godności człowieka warunkach. Żołnierze-górnicy nie przechodzili przeszkolenia wydobywczego, pracowali nawet po 20 godzin dzienne. Kierowano ich w najtrudniejsze i najniebezpieczniejsze miejsca kopalni, gdzie nie chcieli pracować górnicy cywilni, wypadki i samobójstwa zdarzały się na porządku dziennym. Kwaterowano ich w barakach i namiotach.

O dramacie żołnierzy-górników najlepiej opowiadają ci, którzy przeszli przez morderczą służbę. „Dwa lata pracowałem w kopalni w Klimontowie. Pracowaliśmy tam jak niewolnicy, byliśmy traktowani gorzej od więźniów. Więzień mógł odmówić pracy, bo się bał, natomiast my nie mieliśmy prawa" – mówił dla portalu Dzieje.pl weteran batalionów górniczych Henryk Radecki.

Ale żołnierze batalionów górniczych wydobywali nie tylko węgiel. Kilka tysięcy z nich pracowało przy wydobyciu uranu z polskich złóż. Surowiec ten posłużył do produkcji broni jądrowej w Związku Sowieckim. Prace wydobywcze były nieustannie pilnowane m.in. przez Urząd Bezpieczeństwa i NKWD. Środki bezpieczeństwa nie istniały jednak w wymiarze pracowniczym – żołnierze-górnicy nie byli w żaden sposób zabezpieczeni przed promieniowaniem radioaktywnym, wskutek czego tylko niewielka ich liczba przeżyła. Przymusową pracę batalionów górniczych w kopalniach uranu polski Instytut Pamięci Narodowej określił mianem zbrodni przeciwko ludzkości.

Wojskowy Korpus Górniczy został zlikwidowany rozkazem Ministra Obrony Narodowej w 1959 roku. W czasie jego 10-letniego istnienia przez formację tę przeszło ok. 200 tysięcy żołnierzy-górników. Około 1000 z nich zginęło na służbie, trudno ocenić ilu odniosło poważny uszczerbek na zdrowiu. Pamięć o nich wciąż trwa - w 1992 roku powstał Związek Represjonowanych Żołnierzy Górników, a 5 września obchodzony jest Dzień Żołnierza Górnika.

KomentarzeLiczba komentarzy: 4
MD
piątek, 18 października 2019, 16:50

Bardzo interesujące a przecież tak mało znane zagadnienie. Z mojej strony dziękuję i proszę o więcej!

asdd
środa, 16 października 2019, 20:43

dziękuję za artykuł

prastarzec
środa, 16 października 2019, 12:17

Dziękuję Panu za artykuł przypominający o Żołnierzach -górnikach. Mo dziadek był własnie w 6 batalionie pracy przy KWK Wujek. pozdrawiam.

Potomek n
środa, 16 października 2019, 00:28

Za autorem Kaźmierzem Bosek . "Chodzili po prostu za przestępców, wyrzutki społeczeństwa: Nazywali ich "kriminoloki" ci, którzy synów do Wehrmachtu wysyłali... Część z nich to byli Powstańcy Warszawscy, Żołnierze Polskiej Armii, którzy wrócili z zachodu. Broni nie dostawali do ręki, bo oni proch wąchali, wiedzieli jak z niej korzystać a nowa władza obawiał się buntów. Dopiero w późniejszych latach do tych jednostek wysyłano synów członków PSL. chłopów i inny "niepewny politycznie element". Trzymano ich razem z SS-manami, urządzano im karne apele i procesy wojskowe za śpiewanie "Czerwonych Maków". Ci co przeżyli mówili o szczęściu "bo nie musieli kopać uranu". Ten sam model przyjęto potem w Czechach i na Węgrzech.

Reklama
Tweets Energetyka24