Wyrok TSUE ws. gazociągu OPAL to kompromitacja Komisji Europejskiej [KOMENTARZ]

11 września 2019, 11:51
Zrzut ekranu 2019-09-11 o 11.31.55
Fot. www.kremlin.ru

Polska odniosła istotne zwycięstwo w walce z rosyjską ekspansją na rynku gazu. Wyrok Trybunału Sprawiedliwości UE niesie za sobą szereg krótko i długofalowych konsekwencji, zwracając zarazem uwagę na zupełnie skandaliczną postawę Komisji Europejskiej oraz niemieckiego regulatora.

Spór dotyczący gazociągu OPAL sięga roku 2009, kiedy to BNetzA, niemiecki krajowy organ regulacyjny, przekazał KE decyzje „wyłączające transgraniczne zdolności przesyłowe projektu gazociągu Ostseepipeline-Anbindungsleitung (OPAL) ze stosowania zasad dostępu stron trzecich do sieci”. Dopiero na żądanie KE do rzeczonych decyzji wpisano ograniczenia związane z rezerwacją maksymalnie 50% zdolności przesyłowych - istotę obecnego sporu. 

W październiku 2016 roku Komisja Europejska wydała adresowaną do BNetzA decyzję dotyczącą przekazania Gazpromowi 80% przepustowości gazociągu OPAL oraz przeprowadzenia aukcji na pozostałe 20%. Zgodnie z decyzją w przypadku braku zainteresowania innych podmiotów udziałem w wykorzystaniu gazociągu pozostała część również przypadłaby Rosjanom. W praktyce oznaczało to istotne zwiększenie wolumenu rosyjskiego gazu tłoczonego na kierunku północnym, a zatem przez kontrowersyjny rurociąg Nord Stream. 

Oczywiście taka sytuacja stanowiła jawne pogwałcenie nie tylko regulacji zawartych np. w dyrektywie gazowej, ale także idei, na których zasadza się Unia Europejska w swym solidarnościowym wymiarze. Reakcja była szybka. Już w grudniu 2016 Rzeczpospolita Polska oraz PGNiG Supply & Trading wniosły skargi mające na celu stwierdzenie nieważności decyzji Komisji z 2016 r. Zawnioskowano także o zawieszenie wykonania decyzji do momentu wydania wyroków co do istoty sprawy. Nieco później uzyskano wsparcie rządów Litwy i Łotwy. 

Postanowieniami z dnia 23 grudnia 2016 r. zarządzono tymczasowe zawieszenie wykonania zaskarżonej decyzji do momentu wydania ostatecznego orzeczenia w przedmiocie wniosków o zastosowanie środków tymczasowych. Niestety, już 21 lipca 2017, uchylono powyższe zarządzenie, oddalając zarazem wnioski polskiej strony, ponieważ: „(…) w opinii prezesa Sądu nie zachodzi nieuchronność podnoszonej szkody, prezes Sądu stwierdził, że przesłanka dotycząca pilnego charakteru nie została spełniona”. 

Przełom w sprawie, której trwanie stawało się powoli przedmiotem żartów dziennikarzy branżowych, nastąpił wczoraj. Trybunał Sprawiedliwości UE orzekł, że że zaskarżona przez Polskę decyzja została wydana z naruszeniem zasady solidarności energetycznej sformułowanej w art. 194 ust. 1 TFUE. 

W opinii TSUE zasada solidarności „obejmuje także spoczywający na Unii i państwach członkowskich ogólny obowiązek uwzględniania interesów pozostałych podmiotów w ramach wykonywania przysługujących im odpowiednio kompetencji”. Oznacza to, że należy unikać działań, które mogą być szkodliwe np. dla bezpieczeństwa dostaw, czy dywersyfikacji źródeł zaopatrzenia. 

Kompromitacja Komisji Europejskiej

Z wyroku TSUE oraz towarzyszącej mu sekwencji wydarzeń płynie klika wniosków i konsekwencji.

Myślę, że to ten moment, w którym należy powiedzieć wprost, że mamy do czynienia z całkowitą kompromitacją Komisji Europejskiej. TSUE orzekł bowiem, że to na niej ciążył obowiązek zbadania, czy przedmiotowa decyzja nie naruszy interesów innych państw członkowskich. W przypadku odpowiedzi pozytywnej KE powinna podjąć wysiłki zmierzające do ich wyważenia. Z wyroku wynika jednoznacznie, że urzędnicy KE nie dopełnili tego obowiązku: „Należy stwierdzić, że w zaskarżonej decyzji brakuje badania, o którym mowa w pkt 78 powyżej. Nie tylko bowiem Komisja nie wspomina o zasadzie solidarności w zaskarżonej decyzji, ale także z decyzji tej nie wynika, iż instytucja ta przeprowadziła de facto badanie tej zasady (…) Komisja nie przeprowadziła natomiast badania skutków zmiany warunków korzystania z gazociągu OPAL dla bezpieczeństwa dostaw w Polsce”. Ten fragment wyroku oraz przede wszystkim postawa, którą opisuje, to coś absolutnie ambarasującego dla KE – jakże pryncypialnej w innych kwestiach. Okazuje się bowiem że bardzo poważne decyzje, o daleko idących konsekwencjach, wydawane były bez przeprowadzenia rzetelnych analiz - właściwie wyłącznie na podstawie wniosku BNetzA, czyli niemieckiego regulatora.

Jeszcze większym smutkiem i niepokojem napawa kolejna konstatacja TSUE, z której wynika, że „w zaskarżonej decyzji nie poruszono szerszych aspektów zasady solidarności energetycznej. W szczególności nie wydaje się, by Komisja zbadała, jakie mogą być średnioterminowe skutki – zwłaszcza dla polityki Rzeczypospolitej Polskiej w dziedzinie energetyki – przekierowania na trasę tranzytu Nord Stream 1/OPAL części ilości gazu ziemnego przesyłanych uprzednio gazociągami Jamał i Braterstwo, ani by wyważyła te skutki ze stwierdzonym przez nią zwiększeniem bezpieczeństwa dostaw na poziomie Unii”. Mamy zatem do czynienia z sytuacją, że właściwie zignorowana została jedna z podstawowych zasad funkcjonowania UE, zaś interesy Polski (państwa członkowskiego!) oraz innych krajów regiony zostały najzwyczajniej w świecie zignorowane. W tym świetle komicznie brzmi oświadczenie przesłane naszej redakcji, w którym rzeczniczka KE ds. klimatu i energii zapewnia, że: „Zasada solidarności energetycznej jest wysoko ceniona przez Komisję Europejską”. 

Poważny cios dla Gazpromu

Wyrok TSUE jest bez wątpienia jednym z najsilniejszych ciosów, jakie w ostatnim czasie otrzymał Gazprom i powiązane z nim spółki. Warto w tym miejscu zaznaczyć, że konsekwencje wyroku będą długofalowe i wielopłaszczyznowe.

Po pierwsze oznacza on, że Rosjanie powinni natychmiastowo zmniejszyć wolumen surowca tłoczonego przez gazociąg OPAL o 12,4 mld m3. W praktyce wiąże się to z koniecznością przekierowania dostaw na inną trasę, a możliwości są tutaj ograniczone. Gazociąg Jamalski jest wykorzystywany w niemal 100% i nie ma możliwości wtłoczenia doń dodatkowych miliardów metrów sześciennych gazu. W tej sytuacji jedynym wyjściem, zakładając oczywiście chęć utrzymania ogólnego wolumenu dostaw na zachód, jest obecnie konieczność skorzystania z trasy wiodącej przez Ukrainę. I w ten sposób płynnie dochodzimy do kolejnego punktu. 

Niedawno ogłoszono, że jeszcze we wrześniu odbędzie się kolejna tura trudnych negocjacji pomiędzy Ukrainą, Rosją i Unią Europejską, dotyczących przesyłu gazu po roku 2019. Moskwa wielokrotnie zapowiadała, że jej ambicją jest wykluczenie Ukrainy z całego procesu i przekierowanie dostaw na Bałtyk (Nord Stream i Nord Stream 2) oraz Morze Czarne (Turkish Stream). Wyrok TSUE może pokrzyżować te plany, wzmacniając pozycję negocjacyjną Kijowa i niejako zmuszając Moskwę do przekierowania istotnych wolumenów surowca na tamtejszy system przesyłowy. 

Na omawiany wyrok warto również spojrzeć z perspektywy budzącego potężne kontrowersje rurociągu Nord Stream 2. Stanowisko TSUE, związane z zasadą solidarności energetycznej, może stanowić poważną przeszkodę w dążeniu do uzyskania derogacji dla nowej magistrali oraz jej lądowego przedłużenia czyli gazociągu Eugal. Na to ryzyko zwracają także uwagę rosyjskie media. W naturalny sposób obniży to zarówno rentowność samego projektu, jak i możliwości Rosjan w zakresie odcinania Ukrainy od „tranzytowego tortu”. 

Podsumowując - dzięki wyrokowi TSUE obnażona została całkowicie nieprofesjonalna (w najłagodniejszej interpretacji) postawa Komisji Europejskiej oraz niemieckiego regulatora. Państwa regionu, oprócz naprawienia szkód wywołanych unieważnioną decyzją KE, uzyskały również potężny oręż w walce z rosyjską ekspansją na europejskie rynki gazu. Konsekwencje wyroku, od którego KE może się odwołać, ale to dopełniłoby tylko miary jej kompromitacji, odczuwalne będą jeszcze przez długie lata. Pozostaje mieć nadzieję, że będzie to również przestroga dla nowej Komisji oraz wszystkich państw członkowskich, którym dopiero wyroki sądów muszą przypominać o europejskich wartościach.

KomentarzeLiczba komentarzy: 22
Stary Grzyb
środa, 11 września 2019, 22:04

Istotnie, wyrok TSUE - jakkolwiek stwierdzający oczywistą oczywistość odnośnie funkcjonowania KE kierowanej przez "męża stanu" i "prezydenta Europy" Junckera - w swojej treści podstawowej jest zdumiewający. Znaczącej instytucji UE - nawet bardzo znaczącej - udało się podjąć ważną decyzję zgodną z elementarnym zdrowym rozsądkiem, ale idącą zdecydowanie w poprzek oczekiwań gruntownie zeschroederyzowanych niemieckich "elit" i kręgów rządzących? W kwestii na której zjawisko schroederyzacji wyrosło, czyli importu rosyjskiego gazu? Niemal nie do uwierzenia, ale jednak się stało - ciekawe przy okazji, czy KE kierowana przez panią van der Leyen będzie się odwoływać, co może zrobić tylko podnosząc błędy prawne (argumentacja dotycząca istoty sprawy jest w odwołaniu wyłączona) popełnione przez TSUE? Doprawdy zdumiewająca sprawa, tym większe wyrazy uznania dla polskich władz, które odniosły tak znaczące zwycięstwo (choć jeszcze nieostateczne).

jurli
środa, 11 września 2019, 15:32

Piłka nadal w grze ale 1:0 dla nas :)

Szach mat w jednym ruchu.
środa, 11 września 2019, 15:13

Parafrazujac pewny film z dzieciństwa. Do przerwy 1-0! Anda mój drogi co Ty na to?

anda
środa, 11 września 2019, 18:38

Istnieje też taka opcja, że Gazprom zażąda 50 % mocy przesyłowych na BP, gazociągu na Ukrainę i na Słowację oraz tranzytowy z gazoportu i co wtedy. A tak na poważnie myślisz, że Niemcy akurat się przejmą wyrokiem? a kto zapłaci za te 50% niewykorzystanych mocy - operator? skoro wydaliście taki wyrok to płaćcie, problem w tym, że z tego gazociągu nikt inny nie może korzystać, bo żaden inny operator nie może do niego dostarczyć swojego gazu, najwyżej wykupi jakaś mała czeska czy niemiecka firma i po ptakach.

GB
czwartek, 12 września 2019, 13:28

Oczywiście Gazprom może zażądać 50% mocy przesyłowych na BP, z gazoportu itd. tylko jeszcze jak gaz do niego wtłoczy? Po drugie Polska może zażądać 50% mocy przesyłowych Jamalu i co zrobi Gazprom? Klienci na Białorusi się znajdą... Owszem Niemcy mogą się nie przejmować wyrokiem tylko czy na pewno? A jak im ten sąd zasądzi kary finansowe takie, że im się odechce nie szanowania prawa?

Komentator
piątek, 13 września 2019, 07:42

Polska, przypominam zażądała połowy przepustowości OPAL-a, chociaż nie ma możliwości wtłoczenia tam ani metra sześciennego. Tak dziala europejskie prawo, pytanie tylko czy ktoś Niemcom za te niewykorzystane 50% zapłaci, czy każdy może sobie zadać od kazdego, nie ponosząc przy tym żadnych kosztów.

anda
piątek, 13 września 2019, 03:27

A jaki podmiot wtłoczy gaz do Opala? z przyczyn technicznych żaden i to było podstawą przyznania Gazpromowi prawie 100 % mocy przesyłowych a do wszystkich innych gazociągów Gazprom może przesłać swój gaz .A co do Jamału to 50 % gazu idzie dla nas a 50 % dla Niemiec. A kto jest operatorem to sam wiesz. Już widzę sąd który zasądzi od Niemiec kary finansowe?

GB
poniedziałek, 16 września 2019, 17:03

Sąd jest ten sam, który zasądził wyrok. Zresztą nie ma to już znaczenia, gdyż Niemcy będą respektować wyrok.

mccarthy
czwartek, 12 września 2019, 11:54

A od kiedy Gazprom jest podmiotem europejskim?

Stary Grzyb
czwartek, 12 września 2019, 10:49

Wania, nie istnieje taka opcja, bo we wszystkich tych przypadkach infrastruktura, jej stan właścicielski i sposób operowania nią są zgodne z prawem UE (m. in. - w przeciwieństwie do OPAL-u, który z prawem unijnym jest sprzeczny i wymaga specjalnych derogacji, żeby w ogóle mógł funkcjonować - właścicielami i operatorami urządzeń są podmioty nie tylko inne, ale nawet niepowiązane kapitałowo, organizacyjnie czy personalnie z podmiotami wydobywającymi gaz). Innymi słowy, Gazprom od strony prawnej niczego żądać nie może, a od strony handlowej wystarczy nie podpisać z nim kontraktu (w przypadku OPAL-u, po obaleniu przez TSUE decyzji KE, zgodnie z obowiązującym prawem Gazprom ma prawo korzystać z 50% przepustowości tego rurociągu, a pozostałe 50% musi być dostępne dla innych podmiotów, w żaden sposób nie powiązanych z Gazpromem). Co do Niemiec, to z pewnością podporządkują się wyrokowi, bo zbyt wiele - od twarzy do pieniędzy - mają do stracenia, żeby zrobić inaczej. A ewentualne straty? No cóż, gospodarka rynkowa, więc niech operator szuka klientów - jak ich nie znajdzie, to ma problem, było się zastanowić na etapie biznesplanu, przed rozpoczęciem budowy. Co do "małej czeskiej czy niemieckiej firmy", która wykupi resztę przepustowości, to oczywiście wolno jej, ale może tamtędy tłoczyć tylko gaz nie pochodzący z Gazpromu (niezależnie od liczby pośredników po drodze), ciężar dowodu spoczywa na tej firmie przed uzyskaniem zgody na przesył, a ewentualne kary są miażdżące. Gazprom doskonale to wie (inaczej dawno podstawiłby jakąś firemkę-krzak) i dlatego walczył o tę decyzję KE, która właśnie została przez TSUE unieważniona. Innymi słowy, dopracuj konstrukcję swojej fałszywki, bo obecna jest bzdurna. Przy okazji - miło, że was boli, także w kontekście Nord Stream 2, odbiór gazu z którego właśnie poszedł się tentegolić, a przed którym jeszcze perspektywa amerykańskich sankcji.

anda
piątek, 13 września 2019, 03:00

Oj Stary Grzyb może żądać i nie musi być żadnej umowy wystarczy że wystąpi o zarezerwowanie mocy. A jaki to inny podmiot może wtłoczyć gaz do Opala? Dyrektywa obowiązuje dla Opala a dla innych gazociągów nie?

GB
poniedziałek, 16 września 2019, 17:03

Dla wszystkich.

leming
środa, 11 września 2019, 14:49

Cóż,Rosja może zakończyć cała dyskusję zaprzestając przesyłać poprzez Ukrainę z oświadczeniem że nie ma przymusu dostarczania gazu do Europy.I właśnie ten wyrok TSUE może być argumentem przeciwko tym co chcieli by dochodzić odszkodowań,po prostu uniemożliwiono transport gazu.Bo na wolnym rynku sprzedaż gazu jest działalnością biznesową i to sprzedawca może sobie wybrać sposób dostarczania a nie gremia polityczne.Oczywiście Rosja Putina tak nie postąpi.

suawek
środa, 11 września 2019, 20:49

Nie postąpi, bo ma zawartą umowę i gaz musi dostarczyć.

prawieanonim
środa, 11 września 2019, 19:09

Rosja może zakończyć całą dyskusję popełniając samobójstwo w sposób jaki podałeś.

Stary Grzyb
niedziela, 15 września 2019, 10:47

I oby jak najprędzej.

MacGawer
środa, 11 września 2019, 18:31

Nie wiem czy zdajesz sobie sprawę, że umowy "take or pay" obowiązują w obie strony. Że w umowach określono punkty odbioru gazu. Większość podpisano przed oddaniem OAPLu Rosji z naruszeniem unijnego prawa. Niemcy zawsze uważali sie za równiejszych więc nie dziwi mnie takie postępowanie ale dlaczego mamy przejść nad tym do porządku dziennego? PRawo obowiązuje wszystkich, jak mawiali Rzymianie "dura lex sed lex". Podsumowując: to co napisałeś kupy sie nie trzyma. Ale jedno jest charakterystyczne, w pełni popierasz monopolistyczne praktyki Gazpromu. Nawet gdy jawnie łamią prawo. Jaki masz w tym interes?

Katon
czwartek, 12 września 2019, 22:16

Takie umowy mają objętość grubej powieści, (Jasińskiemu nawet nie chciało się jej przeczytać), a przed podpisaniem pracują nad nimi miesiącami całe sztaby prawników. Myślisz że nie przewidzieli sytuacji że umowa z Ukrainą kończy się w 2019 roku? Tylko ktoś niespełna rozumu podpisałby umowę ze dostarczy gaz do punktu "a", nie mając podpisanej umowy na tranzyt, i przede wszystkim, nie wiedząc ile za ten tranzyt trzeba zapłacić. Takie umowy to Europa mogła zawierać z kacykami z Afryki za garść paciorków, a nie ze światowym koncernem gazowym. Gazprom ze swojej strony zrobił wszystko, aby po wygaśnięciu kontraktu z Ukrainą zapewnić alternatywne trasy przesyłu, skoro Europa je zablokowała, to żadne z państw europejskich nie może mieć pretensji do Gazpromu, że nie ma którędy dostarczyć gazu. To mniej więcej tak, jakbyś zamówił dostawę węgla, nie wpuścił samochodu z nim na swoje podwórko i jeszcze żądał odszkodowania za niezrealizowaną dostawę. Europa ma oczywiście wyjście, które pozwoli zachować tranzyt przez Ukrainę, wystarczy że będzie odbierać gaz na granicy rosyjsko- ukraińskiej, i sama będzie płacić Ukrainie za tranzyt i do tego jeszcze będzie pokrywać straty z tytułu "nieszczelności" ukraińskiego systemu przesyłowego, Rosji tymi wydatkami w roku 2020 obciążyć już nie będzie w stanie.

GB
piątek, 13 września 2019, 12:53

Ależ ma którędy przesyłać gaz. Przez Ukrainę i przez Polskę. Proste? Co więcej Polska tez podniesie stawki przesyłu gazu przez Jamal, takie żeby były rynkowe. A jak Rosji nie odpowiada to gazowce z USA już płyną, w sumie gazoporty w Europie to są może wykorzystywane w połowie.

Katon
piątek, 13 września 2019, 21:32

Przez Jamał już więcej nie przejdzie, do 2022 jest umowa a stawki są określone. Cena też jest rynkowa, tylko Polska nie inkasuje całej należności, gdyż opłaty za tranzyt pobiera operator, a rząd polski nie ma ani jednego procenta udziału w Jamale. Operatorem jest spółka która do budżetu wpłaca jedynie podatki. Tranzyt przez Ukrainę jest możliwy do końca bieżącego roku, później sytuacja będzie dokładnie taka sama jak w przypadku Niemiec, nie ma umowy, nie ma tranzytu. Są korytarze przez Europę? Są. Nie chcę Europa z nich korzystać? Na razie nie, zobaczymy co będzie wiosną, jak magazyny będą puste, a dostawy wystarczą jedynie na bieżące potrzeby. Myślisz że po nadchodzącej zimie nastanie wieczne lato?Jak napisałem wcześniej, w umowach Rosja z całą pewnością zawarła odpowiednie klauzule o tranzycie i dostawach, myślisz że podpisywali umowy bez czytania jak Jasiński?. I na koniec, gaz z USA. Amerykanie mają wystarczające możliwości by zaopatrzyć w gaz Polskę, Litwę, Estonię, i na tym koniec. Nie ma i długo nie będzie w USA tylu terminali, aby wypchnąć Gazprom z Europy. Jakiś czas temu był na D24 artykuł o gazowej ekspansji USA. Pod koniec 2022 mają osiągnąć oszałamiającą zdolność eksportu 70 mln ton LNG. To połowa tego co Gazprom sprzedaje tylko w Europie. Ile z tego może trafić do Europy, zważywszy że większość tego gazu trafi na rynek azjatycki gdzie ceny są o wiele wyższe niż u nas? Jak Amerykanie sprzedadzą więcej w Europie, to na Kremlu będą strzelać korki od szampanów, w Azji zrobi się luka, która Rosjanie ochoczo wypełnią.

leming
czwartek, 12 września 2019, 13:57

Oczywiście mam gdzieś problemy Gazpromu,nie mam w nim udziałów :) ale dlatego że w gospodarce rażą mnie monopolistyczne praktyki polityków,dlatego że takie polityki są hamulcem rozwoju a są one również po stronie Unii. Odgórne nakazywanie czym jakimi gazociągami i po jakich cenach ma być dostarczany gaz jest praktyką monopolistyczną najczystszej próby.Moim zdaniem Gazprom mógłby spokojnie nie wypełnić warunków kontraktów dlatego że mu to uniemożliwiono,bo gdy zawierał kontrakty odbiorca nie blokował gazociągu.

GB
piątek, 13 września 2019, 12:55

Ależ nie ma sprawy - inni dostawcy gazu do Europy już czekają. A Rosja i Gazprom kolejny raz okaże się niewiarygodnym dostawcą.

Reklama
Reklama
Reklama
Tweets Energetyka24