Niemieckie auf wiedersehen dla węgla. Pełna dekarbonizacja RFN już w 2038 roku [ANALIZA]

28 stycznia 2019, 10:50
germany-1454777_1920
Fot. Pixabay

Rok 2038 to data, w której Niemcy mają zaprzestać generowania energii elektrycznej z węgla. Termin ten ustaliła specjalna komisja dekarbonizacyjna - jej trwające pół roku prace zakończyły się w sobotę 26 stycznia opublikowaniem obszernego raportu, który nadać ma nową dynamikę niemieckiej Energiewende.

Choć niemiecka Komisja do spraw Rozwoju, Strukturalnej Zmiany Gospodarczej i Zatrudnienia, zwana powszechnie komisją dekarbonizacyjną, obradowała od czerwca 2018 roku, to najciekawszym okresem jej prac były ostatnie dwa miesiące. Wtedy też do mediów docierały rozmaite przecieki dotyczące podjętych decyzji. Negocjacje dodatkowo podgrzał protest landów górniczych, których premierzy – z ramienia CDU – zażądali przyznania wysokich funduszy z budżetu federalnego celem zrekompensowania strat związanych z transformacją. Spowodowało to przesunięcie terminu zakończenia prac komisji – pierwotnie rezultaty jej działań miały zostać ogłoszone w grudniu 2018 roku, w czasie trwania konferencji COP24 w Katowicach.

W sobotę 26 stycznia, komisja – po debacie trwającej ponad dwadzieścia godzin – przedstawiła raport zawierający m.in. datę wyjścia Republiki Federalnej Niemiec z węgla. Opracowanie komisji nie jest dla niemieckiego rządu wiążące. Stanowi jedynie głos doradczy. Jednakże, biorąc pod uwagę uwarunkowania polityczne, w jakich powstawało, można zakładać, że władze federalne będą się trzymać wyznaczonych przez dokument celów.

Raport komisji zakłada, że rok 2038 jest ostatecznym deadlinem dla wyjścia Niemiec z węgla. Komisja zaznaczyła bowiem, że dekarbonizacja Republiki Federalnej Niemiec może zakończyć się – przy dobrych wiatrach – już w roku 2035. Określenie dokładnego terminu będzie możliwe dzięki ocenom ekspertów, którzy będą analizować postępy w tym zakresie w roku 2026, 2029 i 2032.

Ustalona przez komisję data wyjścia z węgla jest bardziej ambitna niż termin, który pojawił się w przeciekach medialnych z początków stycznia. Wtedy dekarbonizacja Niemiec miała nastąpić dopiero w latach 40-tych XXI wieku. Co więcej, taki harmonogram stoi też w sprzeczności ze słowami ministra energii RFN Petera Altmaiera, który na konferencji w Berlinie powiedział, że Energiewende potrzebuje „dłuższego harmonogramu” porzucenia węgla, gdyż odchodzi zarówno od tego surowca, jak i od energetyki jądrowej.

Komisja w swym raporcie rozrysowała mapę drogową, która ma służyć jako techniczny plan realizacji dekarbonizacyjnych celów.

Według portalu cleanenergywire.org, w terminie do 2022 roku Niemcy mają zmniejszyć moc zainstalowaną w węglu brunatnym i kamiennym o odpowiednio 6,2 i 9,2 GW, do poziomu po 15 GW z każdego surowca. W tych transzach znajdują się także moce, które już wcześniej zaplanowano przenieść do rezerwy sieciowej. Z kolei do roku 2030 poziomy te mają zostać obniżone do 9 GW (węgiel brunatny) i 8 GW (węgiel kamienny).

Jednym z testów dla mocy rekomendacji komisji będzie fragment raportu dotyczący niedopuszczenia nowych bloków węglowych do działania. Według raportu, budowane obecnie elektrownie na węgiel nie powinny zostać włączone do sieci. Tymczasem, do 2021 roku Niemcy planują oddać do użytku ponad 3 GW mocy zainstalowanych w węglu kamiennym.

Istotną kwestią, którą zajęła się komisja, są ceny energii elektrycznej dla przemysłu energochłonnego i gospodarstw domowych. Niemcy już teraz mają najdroższy prąd w Europie (w liczbach bezwzględnych). Wyjście z węgla (zwłaszcza z brunatnego) spowoduje, że wzrosną one jeszcze bardziej. Dlatego też, jak podaje portal cleanenergywire.org, komisja zaproponowała „mechanizm kompensacyjny”, który zakłada wsparcie m.in. na poziomie opłat sieciowych. Dodatkową pomocą – skierowaną w stronę przemysłu energochłonnego – mają być dalsze prace nad kompensacją cen uprawnień do emisji dwutlenku węgla.

Według szacunków medialnych, regiony, które zostaną dotknięte zmianami związanymi z dekarbonizacją, otrzymają wsparcie rzędu 40 miliardów euro w ciągu następnych 20 lat. Kwota ta stanowi 2/3 sumy, jaką zażądali premierzy landów górniczych w 2018 roku. Ich żądania finansowe były przyczyną przedłużenia prac komisji do końca stycznia.

Tak postawiony plan dekarbonizacji Niemiec to efekt m.in. porozumień między chadekami a Zielonymi. Wiele czynników wskazuje, że to właśnie te partie sformują koalicję rządzącą w nowej kadencji Bundestagu (która z kolei może nastąpić szybciej, niż regulaminowo, być może jeszcze w drugiej połowie 2019 roku). Polityczne kulisy prac komisji zostały szerzej opisane tutaj. Harmonogram wyjścia z węgla, który zarekomendowała komisja, musi liczyć się z istotnymi trudnościami.

Pierwszą z nich będzie rok 2022. Wtedy też zamknięte zostaną niemieckie elektrownie jądrowe. O ile stabilność sieci raczej nie powinna być wtedy problemem, o tyle nie wiadomo, czy nie przełoży się to na zwiększenie emisji z sektora energetycznego. Ubytek mocy w niskoemisyjnym atomie będzie bowiem rekompensowany albo znacznie bardziej emisyjnym gazem albo niestabilnymi odnawialnymi źródłami energii, które będą wymagały balansu w postaci energetyki konwencjonalnej.

Kolejną przeszkodą będzie problem z odchodzeniem od węgla brunatnego, czyli jedynego paliwa, jakiego Niemcy nie muszą importować. Problematyka „uzależnienia” Europy Środkowej od tego surowca została szerzej opisana tutaj.

Następną trudnością, której można spodziewać się na przestrzeni czasowej do 2038 roku jest przemodelowanie niemieckiej sceny politycznej. Już teraz wiadomo, że czekają ją poważne zmiany – obecna kanclerz Angela Merkel zapowiedziała bowiem, że kończy swoją karierę polityczną po upływie bieżącej kadencji Bundestagu. Istotnym czynnikiem destabilizującym jest zauważalny stopniowy odpływ elektoratu dużych, „starych” partii (CDU/CSU i SPD) do mniejszych ugrupowań. Skorzystali na tym przede wszystkim Zieloni (obecnie druga siła polityczna Niemiec) i Alternatywa dla Niemiec (jedyna sceptyczna wobec Energiewende frakcja w Bundestagu). Nowe układy polityczne - na płaszczyźnie federalnej i landowej - mogą modyfikować plan dekarbonizacji.

Warto też pamiętać, że niemiecka transformacja energetyczna przechodzi przez pewnego rodzaju kryzys. Widać to m.in. w problemach RFN ze zredukowaniem ogólnego poziomu emisji (zawyżanego przez rosnące emisje z transportu). Co więcej, już teraz wiadomo, że Niemcy nie spełnią swoich celów klimatycznych na rok 2020. Komisja sygnalizuje też problemy z celami na rok 2030.

Pokonanie powyższych trudności i osiągnięcie wyznaczonych celów dekarbonizacji będzie miarą sukcesu nowej dynamiki Energiewende. Niemcy – stojący w awangardzie transformacji energetycznej Europy – realizując postulaty komisji, będą służyć reszcie kontynentu i świata za "oblatywacza prototypów". Dlatego też warto uważnie śledzić postępy w realizacji dekarbonizacyjnych zapowiedzi, dokładnie analizować przebieg tego procesu i wyciągać wnioski zarówno z błędów jak i z sukcesów.

KomentarzeLiczba komentarzy: 16
De Retour
środa, 30 stycznia 2019, 20:51

@ Fanklub Daviena. Ja rozumiem, że miłośnikom Związku Sowieckiego Stalina 2.0 jest trudno zrozumieć UE. Jak to możliwe, że to powstało pokojowo - przecież żeby zostać sojusznikiem Moskwy, częścią ZS, członkiem RWPG, UW, warunkiem wstępnym była inwazja Armii Czerwonej. Traktaty bez tajnego aneksu, jak w porozumieniu Ribentrop - Molotov, to niemożliwe. De Gaulle mawiał, że "antyamerykanizm, to socjalizm dla imbecyli" Dla mnie tym samym jest też eurofobia.

Fanklub Daviena
środa, 30 stycznia 2019, 19:26

@ De Retour: to załamuje, że najbardziej przemądrzale i najmniej kompetentnie nt. UE wyrażają się jej fanatyczni lewicowi zwolennicy. I zawsze tak było: gdy przed akcesją urządzano, niczym konkursy wiedzy o Związku Radzieckim w PRL (obecna UE to jest właśnie Związek Radziecki 2.0, z roku na rok bardziej), konkursy wiedzy o UE, to zawsze wygrywały je młodzieżówki eurosceptyków (od Leppera, UPR czy Młodzieży Wszechpolskiej) i wszystkie ich czarne obawy się sprawdziły, a kłamstwa Gazety Wyborczej ("nieprawda, że UE narzuca małżeństwa gejowskie", "od 2013 będą wyrównane dopłaty dla rolników do poziomu z Zachodniej Europy", "Dzięki prawu weta będziemy równie silnym państwem jak Niemcy, Francja czy Włochy", "w UE obowiązuje zasada pomocniczości" itp.). Nie masz bladego pojęcia o UE. Jednomyślność to jest potrzebna w traktatach międzynarodowych. Od Traktatu Lizbońskiego Polska już nie jest państwem niepodległym (obiektywnymi kryteriami mamy mniej niepodległości niż Teksas w ramach USA czy Czeczenia w ramach Federacji Rosyjskiej!) tylko federacyjnym landem, a Traktat Lizboński jest konstytucją pod inną nazwą, bo pod nazwą konstytucja był odrzucany. Nie jest wymagana żadna jednomyślność od czasów Traktatu Lizbońskiego. Jedynie kto zachował prawo weta to Niemcy, Francja i Włochy (z powodu Brexit Wielkiej Brytanii nie liczę). Wszystkie te państwa są wyżej rozwinięte przemysłowo i technicznie od Polski i mają wyższe PKB, więc są zainteresowane zmianami jakie opisałem w poprzedniej wypowiedzi. Wierz sobie prounijnej propagandzie w Gazecie Wyborczej i TVN, ale każdy fakt, który nt następnej perspektywy budżetowej opisałem w poprzednie wypowiedzi i sposobu jej finansowania i wydawania, pochodzi z wypowiedzi Silvano Presa i Isabelle Thomas. Każdy zainteresowany może poszukać ich wypowiedzi, sprawdzić kim są i samemu zadecydować czy woli wierzyć takim niedouczonym fanatykom UE jak ty, czy wspomnianym nazwiskom. Każde kolejne prawo UE jest nastawione na odbieranie władzy demokratycznie wybranym rządom państw narodowych i oddawanie jej niedemokratycznie mianowanym eurokratom z Brukseli. Komisarzy w UE jest tyle, ilu było w Sowietach na Kremlu i są w identycznie "demokratyczny" sposób wybierani. Przy czym w przeciwieństwie do komisarzy z Sowietów, ci z Brukseli mają DOŻYWOTNI (!!!!) immunitet od wszelkiej odpowiedzialności karnej za przestępstwa, czego Edith Cresson jest sztandarowym przykładem.

De Retour
środa, 30 stycznia 2019, 13:01

@ Fanklub Daviena. W Rosji, a de facto w Związku Sowieckim Stalina 2.0 takie coś jest możliwe. W UE, gdzie do podjęcia tego typu decyzji potrzeba jednomyslnosci 28 (27?) państw, to czysta fantastyka. Delikatnie mówiąc.

niech będą konsekwentni
wtorek, 29 stycznia 2019, 21:14

Skoro pełna dekarbonizacja, to gaz przecież też? To CH4.

Fanklub Daviena
wtorek, 29 stycznia 2019, 01:33

UE, a de facto IV Rzesza, właśnie postanowiła odchodzić stopniowo od finansowania przy pomocy składek wg PKB/osobę, co jest dla Niemców niekorzystne i przejść na łupienie obywateli UE mniej więcej "po równo", co jest dla biednych Polaków oczywiście niekorzystne. Pod pozorem "ekologii" KE proponuje opodatkowanie powietrza, w postaci zabierania 20% wpływów ze sprzedaży "pozwoleń na CO2" oraz wprowadzenie podatku 0,08€ od 1kg plastiku. Niemcy emitują na osobę 4x więcej CO2 niż Polska, więc zejdą w dół by płacić składki na UE zbliżone do Polaków a plastiku mniej więcej wszyscy zużywają jednakowo. Przy wydawaniu zaś kasy IV Rzesza chce odejść od funduszów spójności i dotowania rolnictwa, tylko chce, by finansować "rokujące badania naukowe" i "niedublujące się obiecujące programy techniczne". Przetłumaczę na język polski: Niemcy chcą, by głodujący renciści z Polski, z rentą 800zł, dotowali niemieckie uczelnie a przy produkcji wprowadzić znany z RWPG "socjalistyczny podział pracy", tylko zamiast Związku Radzieckiego, Niemcy będą decydować co wolno produkować Polsce, Bułgarii, Czechom czy Hiszpanii, czyli my brudne, emitujące CO2 i nisko przetworzone a Niemcy czyste i wysokoprzetworzone. I całe te ekologie to pierdy dla naiwnych: gdyby wprowadzono podatki od żywności czy butów to byłyby zamieszki, ale otumanione nową starą religią Kultu Gai - Matki Ziemi narody UE łykną podatki od powietrza i plastiku.

Reklama
Tweets Energetyka24