Dekarbonizacja  – realna opcja czy pobożne życzenia [ANALIZA]

February 15, 2019, 11:32
8867581203_84d4c68c8a_z

Konsultacje dotyczące Polityki Energetycznej Polski nie są jeszcze upublicznione, ale wypowiedzi ekspertów wskazują, w którą stronę może pójść debata o przyszłości energetyki. Dodatkowo, temperaturę dyskusji podgrzali solidarnie Niemcy i Robert Biedroń swoimi dekarbonizacyjnymi deklaracjami.

Generalnie można odnieść wrażenie, że Minister Tchórzewski prezentując PEP w takim kształcie wykazał się absolutnym machiawelizmem -  z reguły reformatorom „obrywa się” za śmielsze pomysły -  zwłaszcza te relatywnie kosztowne -  natomiast w przypadku PEP raczej żądano, aby była ona bardziej ambitna i realizowała zakładane cele szybciej…. W przyszłej finalnej wersji łatwiej będzie więc ministerstwu te życzenia spełniać.

Oczywiście główna dyskusja ogniskowała się wokół kwestii odchodzenia od węgla i zaproponowanej jego redukcji w mixie energetycznym z 80% obecnie do 60% w 2040 r. Ogólnie rzecz biorąc plan ten jest sensowny i realistyczny, zwłaszcza, że 60% w tej chwili produkują Niemcy z najbardziej „zieloną” i wspomaganą przez atom energetyką w Europie. Patrząc na różnice gospodarcze dogonienie ich w ciągu 20 lat wydaje się celem tyleż zdroworozsądkowym, co ambitnym. Jednocześnie trzeba zauważyć, że sam proces rynkowy lub pararynkowy może wymusić szybszą dekarbonizację. Jeśli bowiem rosnąć będą ceny praw do emisji CO2 to może się okazać, że energetyka węglowa będzie coraz mniej opłacalna w stosunku do tej pochodzącej z innych źródeł (np. OZE wspierane lokalnie gazem). Oczywiście, trudno klimatyczny socjalizm nazywać rynkowym, ale mechanizm istnieje, działa i użytkownicy energii mogą odczuć go we własnych portfelach. Drugim aspektem jest kwestia tego, że po latach braku inwestycji w górnictwie (co skutkuje dużym importem węgla), aby utrzymać w pespektywie dziesięcioleci bezpieczeństwo dostaw dla energetyki trzeba nie tylko otwierać nowe pokłady -  co jest możliwe, ale także tworzyć nowe kopalnie – a tu już może być problem. Generalnie już w tej chwili budowanie takiego zakładu od początku, ze względu na przepisy środowiskowe oraz protesty każdego, kto protestować może, jest drogą przez mękę. Dodatkowo, polityka Unii Europejskiej i rozszerzanie kompetencji Trybunału Sprawiedliwości UE (co Polska odczuła przy okazji reformy sądownictwa czy kwestii wycinki Puszczy Białowieskiej) pokazuje, że budowa kopalń może być  zablokowana na poziomie UE. Dla przykładu -  organizacja ekologiczna składa skargę do Brukseli, a TSUE stwierdza, że projekt nie jest niezgodny z prawem wspólnotowym, ale z wartościami UE takimi, jak polityka klimatyczna -  już tak, i inwestycję zablokuje.

Atmosferę podgrzały także deklaracje Niemiec o pełnej dekarbonizacji do 2038 r. oraz Roberta Biedronia, który postanowił ich nie tylko dogonić, ale i przegonić i zlikwidować polskie kopalnie do 2035 r.

Przyjrzyjmy się chłodnym okiem niemieckim deklaracjom, pamiętając że nasi zachodni sąsiedzi są mistrzami w kreowaniu swojego „zielonego” wizerunku do tego stopnia,  że czasami przesłania on fakty. Plan Berlina wydaje się ekstremalnie napięty także z tego powodu, że w roku 2022 Niemcy mają definitywnie rozstać się z własną energetyką atomową, a w dodatku deklarują – ustami odpowiedniego ministra -  że nie będą także kupować taniej energii jądrowej z zagranicy, choć w tej chwili elektrownie francuskie są potężnym wsparciem dla sytemu niemieckiego. Jeśli więc wyeliminujemy atom (2022) i węgiel (2038) to w energochłonnej, przemysłowej gospodarce Niemiec zostaje ……tak właśnie -  Nord Stream 2, a w perspektywie NS 3 i 4, czyli radykalne i strategiczne przestawienie niemieckiej gospodarki na rosyjski gaz, jako podstawowe paliwo energetyki. Oczywiście pomijając ryzyka polityczne i strategiczne, jakie Niemcy biorą na siebie tak radykalnym krokiem, pozostaje kwestia kosztów energii. Teoretycznie gospodarka tak innowacyjna i nastawiona na eksport jak niemiecka mogłaby sprostać wyzwaniu. Niemniej coraz wyraźniej pojawiają się zapowiedzi niemieckiego odpowiednika żółtych kamizelek -  podatników i konsumentów energii mających dość nie tylko dopłacania od dwóch dekad do OZE, ale także ukrywania w tej cenie licznych innych podatków i danin. Tak więc postępowa Energiewende może być istotnym czynnikiem hamującym tak śmiałe zamierzenia Niemców.  Dodatkowo sytuacje komplikuje fakt,  że koncern RWE w swoim stanowisku zaznaczył, że po prostu nie jest technicznie możliwe zaspokojenie potrzeb energetycznych po wyeliminowaniu energetyki węglowej w horyzoncie zaledwie 20 lat. Pamiętajmy ponadto, że ta propozycja jest autorstwa specjalnej komisji dekarbonizacyjnej i póki co nie zapadły w tej materii decyzje rządu czy parlamentu…. choć efekt PR-owski jest bezsprzeczny.

Tak więc pomysły Roberta Biedronia zakładające, że zamkniemy wszystkie kopalnie do 2035, a więc jeszcze szybciej niż Niemcy to nawet nie fantastyka, a raczej wpisywanie się w lewicową agendę, w myśl której węgiel i inne paliwa kopalne są z natury i definicji złe. Biedroń nie wypowiedział się z kolei na temat energetyki atomowej, ale rozmawiając o PEP warto zwrócić uwagę, że być może w kwestii budowy jednej lub dwóch zapowiadanych elektrowni atomowych prowadzimy swego rodzaju wyścig z czasem. Patrząc na politykę europejską uzasadniona może się okazać obawa, że po odejściu Niemiec od atomu i zapowiedziach Francji o redukcji o połowę swoich mocy, energetyka atomowa staje się w UE kolejnym niemile widzianym źródłem energii. Jako, że jednak unijne prawo szanuje to co już powstało, im szybciej wbijemy pierwszą łopatę pod polską elektrownię atomową, tym większa szansa na to, że z tej energii skorzystamy.

Dawid Piekarz, wiceprezes Instytutu Staszica

KomentarzeLiczba komentarzy: 5
kleofas_bengalski
Wednesday, February 27, 2019, 12:23

Najwyraźniej bycie Instytutem nie oznacza jakiegokolwiek szacunku do liczb - ani tych dotyczących budżetu węglowego(IPCC), ani tych dotyczących ekonomii węgla, która pokazuje, że już teraz 42% jednostek na świecie przynosi straty, a w 2030 będzie to ponad 90% (Carbon Tracker). Tak więc data zaproponowana przez Biedronia jest i tak zbyt odległa. Jeżeli coś jest ideologiczne, to rozumowanie przedstawione w tym tekście. A odchodzenie od atomu przez niektóre kraje nie ma żadnej podstawy w polityce unijnej. Jeżeli coś może zagrozić atomowi w Polsce, to wysoka cena za MWh i w związku z tym ogólne wolonrynkowe zasady, na których opiera się UE - i podobno też Polska;-)

kuba18
Saturday, February 16, 2019, 22:26

To jakaś energetyczna paranoja. Zwykli obywatele wierzą w niemieckie oświadczenia, że wystarczy im tylko energia z OZE a w Niemczech po cichu buduje się nowe kopalnie węgla, i to brunatnego. Chcieliby w Polsce tego samego. Ani to łatwe, ani proste, ani tanie. Część Polaków nie chce energetyki węglowej, część jądrowej; wszyscy nie chcą smogu. Rząd nie chce taniej i czystej energii jądrowej z Ukrainy. Czas płynie, krach energetyczny się zbliża. Ja już jestem stary i doświadczony. Mogę jeszcze rok lub dwa świecić łojówką, jak za Okupacji. Bez telewizji też da się żyć. Smartfon można naładować prądnicą rowerową. Będzie dobrze, będzie czysto, będzie biednie (z biedą byliśmy za pan brat).

MacGawer
Saturday, February 16, 2019, 10:47

Jeżeli gospodarka będzie oparta o elektrownie gazowo-parowe to gdzie mamy dekarbonizację? Gaz emituje 200g CO2/kWh podczas gdy węgiel kamienny ok. 300 g/kWh (zależy od gatunku, największą ma czysty węgiel jak antracyt, ok. 400g/kWh). Przy sprawnosci 55% z gazu wyemitujemy 363 g/kWh podczas gdy węgiel spalony w elektrociepłowni o sprawnosci 80% to emisja CO2 rowna 375g/kWh (500g dla antracytu). W Polsce mamy jedną z najbardziej rozwiniętych sieci ciepłowniczych i jeden z najniższych udziałów kogeneracji. W związku z powyższym uważam, że dekarbonizacja w ustach urzędników nie oznacza ograniczenia emisji CO2 ale walkę z węglem jako paliwem. Na rzecz zagranicznego gazu - czy to ma sens?

Andrettoni
Saturday, February 16, 2019, 09:17

Polska została zmuszona z rezygnacji z własnego zasiarczonego węgla, podczas gdy Niemcy cały czas używają węgla brunatnego. To dowodzi, ze ekologia jest zwykłym narzędziem polityki, żeby wymuszać na innych realizację swoich celów pod zasłoną szczytnych haseł. Tymczasem węgiel trzeba czymś zastąpić. Czym go zastąpimy? Gazem z Rosji? Na dzień dzisiejszy kupujemy gaz z USA, ale węgiel z Rosji, więc z zależności "gazowej" popadliśmy w węglową. Realnie amerykański gaz jest droższy w wydobyciu, więc zostaniemy skazani na rezygnację z węgla i co dalej? Rosyjski gaz od Niemców? Krótkofalowo można kupować prąd od Ukrainy, bo podobno mają nadmiar energii z reaktorów atomowych, ale jeżeli gospodarka Ukrainy się podniesie, to prądu nie dadzą. Niemcy planują dekarbonizację, ale nie wiadomo czy im się to całkowicie uda. Jak zrezygnują z węgla brunatnego to już będzie wielki sukces. Tymczasem Polska truje mniej, a chce przestać truć szybciej. Na dodatek oznacza to przejście na gaz, czyli mniejsze trucie, ale dalej trucie. To jest ślepy zaułek, a nie realne działanie. Jak się skończy gaz, to i tak trzeba będzie wrócić do węgla i koło się zamknie. Pozostaje tylko pozyskać ekologiczne źródła energii i nie rezygnować z węgla zanim się nie rozwiną. Mam na myśli elektrownie wodne, wiatrowe i słoneczne, ale też bardziej tradycyjne źródła. Olej rzepakowy zamiast diesla, rośliny energetyczne np. brzoza energetyczna, ogólnie biopaliwa. W tym kierunku robi się niewiele.

weres
Friday, February 15, 2019, 17:22

Jeżeli niemiecka energetyka będzie w 2038 produkowała 500 twh, a 20% to będzie gaz to przy przeliczniku 1 m3 tj. 11 kwh i sprawności 55%, oznacza, że niemiecka energetyka będzie potrzebowała.... 20 mld m3. Tak, więc ilość, która spokojnie mogą sobie zaimportować przez gazoporty. Nie mieszajmy dwóch spraw niemieckiego zapotrzebowania na gaz, głównie przez chemię i i ciepłownictwo z zapotrzebowaniem niemieckiej energetyki na gaz....

Reklama
Reklama
Reklama
Tweets Energetyka24