Niemcy chcą za wszelką cenę przeszkodzić w rozwoju holenderskiego atomu [KOMENTARZ]

9 października 2020, 10:54
1174px-Lachende_sonne_ostermarsch2011
Fot. By Chrischerf - Own work, CC BY-SA 3.0, https://commons.wikimedia.org/w/index.php?curid15001549

Minister środowiska niemieckiego landu Dolna Saksonia zapowiedział, że „zrobi wszystko, co w jego mocy”, by przeszkodzić Holendrom w budowie nowych elektrowni jądrowych.

Jak podaje serwis Clean Energy Wire, Olaf Lies, minister środowiska w rządzie Dolnej Saksonii z ramienia SPD, stwierdził, że zrobi „wszystko, co w jego mocy”, by przeszkodzić w rozwoju energetyki jądrowej w graniczącej z jego krajem związkowym Holandii. Zapowiedź ta pojawiła się po deklaracji holenderskiej partii rządzącej, która ogłosiła plany powrotu do atomu.

Rząd Holandii stwierdził w ubiegłym tygodniu, że do osiągnięcia celów klimatycznych wynikających z Porozumienia paryskiego potrzebna będzie energetyka jądrowa. Holendrzy chcą w tym celu zbudować dziesięć nowych reaktorów jądrowych – władze złożyły już stosowny wniosek o badanie rynku. W państwie tym działa obecnie jedna siłownia tego rodzaju – pracuje w Borssele i dysponuje mocą 515 MW. Ma ona produkować energię do 2033 roku.

Reakcja Niemców była wyjątkowo ostra. Poza wypowiedziami ministra Liesa (który nazwał decyzję Holendrów „nieodpowiedzialnym krokiem wstecz”), głos zabrali też Zieloni z Dolnej Saksonii. Zapowiedzieli oni współpracę z holenderską siostrzaną partią GroenLinks celem wyhamowania prac nad budową nowych elektrowni jądrowych.

Niemiecki sprzeciw wobec rozbudowy europejskiego sektora atomowego to żadne zdziwienie. RFN od dawna robi, co może, by walczyć z tą technologią w UE. Dla Berlina ograniczanie potencjału europejskiej energetyki jądrowej jest tak ważne, że partie sprawujące władzę w RFN – chadecy i socjaldemokraci – wpisali antyatomowe postulaty do swej umowy koalicyjnej. „W UE będziemy domagać się, aby cele Traktatu Euratomu dotyczące wykorzystania energii jądrowej były dostosowane do wyzwań przyszłości. Nie chcemy żadnego wsparcia z funduszy unijnych na nowe elektrownie jądrowe. Chcemy konsekwentnie wdrożyć zakończenie udziału funduszy państwowych w elektrowniach jądrowych za granicą (…) osadzenie Energiewende w kontekście europejskim otwiera szansę na zmniejszenie kosztów i wykorzystanie efektu synergii. Chcemy dodatkowych możliwości rozwoju i wzrostu zatrudnienia w Niemczech oraz możliwości eksportowych dla niemieckich firm na rynkach międzynarodowych” – tymi słowami sprzymierzone CDU/CSU oraz SPD dały do zrozumienia, że zamierzają wyjść ze swoją antyatomową krucjatą poza granice RFN. Tam losy atomu zostały już bowiem przypieczętowane. W 2011 roku kanclerz Angela Merkel zdecydowała bowiem, że Niemcy zamkną swoje elektrownie jądrowe w ciągu następnych 11 lat, czyli do roku 2022. Jest to istotne skrócenie podobnego terminu ustalonego przez Gerharda Schrödera – kanclerz z ramienia SPD chciał, by RFN wyszła z atomu do 2037 roku.

Antyatomowa polityka Niemiec związana jest z planami tego państwa w zakresie własnej transformacji energetycznej. Berlin chce, by kraje członkowskie UE wygaszały swoje elektrownie jądrowe, bo to zrobi miejsce w systemach energetycznych na inne paliwa – m.in. gaz. Niemcy wkrótce mogą dysponować ogromnymi ilościami tego surowca, tłoczonymi do ich kraju magistralami Nord Stream. Innymi słowy mówiąc, Niemcy, walcząc z atomem w Europie, przygotowują sobie rynki zbytu pod towar, który będą odsprzedawać.

image

 

KomentarzeLiczba komentarzy: 27
Slepy ale nie całkiem
sobota, 10 października 2020, 21:56

„W UE będziemy domagać się, aby cele Traktatu Euratomu dotyczące wykorzystania energii jądrowej były dostosowane do wyzwań przyszłości. Nie chcemy żadnego wsparcia z funduszy unijnych na nowe elektrownie jądrowe. Chcemy konsekwentnie wdrożyć zakończenie udziału funduszy państwowych w elektrowniach jądrowych za granicą (…) Czy nasz rząd bierze to pod uwagę? Presja będzie rosła i wynikające z tego koszty także. Czy ktoś w Polsce się opamięta bo wdeptujemy w niezłe guano.

Davien
niedziela, 11 października 2020, 19:12

Juz im KE pokazała gdzie ich miejsce stwierdzając ze żadnej rezygnacji nie będzie.

Paranoid
sobota, 10 października 2020, 19:10

Kto z rządu PL zna w miarę płynnie niemiecki? Kto z sekretarzy stanu i dyr departamentów? Z mojego doświadczenia wynika, że niewiele, wiedza oparta jest na przedrukach, tłumaczeniach itp. a to nie oddaje istoty sprawy. Niemcy mają problem, ponieważ sami chcą mieć w miksie energ. elektr. 100% en. odnawialnej (biomasa, wiatr, woda, solar), a dzisiaj jest tego 46% (2019). Pytanie jak chcą te 100% osiągnąć? Przymuszanie innych do kupna gazu jest oczywiście totalną hipokryzją. Wg oficjalnych prognoz BMWI w 2050 roku udział gazu w tworzeniu en. elektr wyniesienie niecałe 20%. Co ot oznacza? że gaz muszą kupić inni, mimo że sami Niemcy nie idą w tym kierunku. Zawsze można też zapytać rząd niemiecki, jeżeli atom jest taki zły to dlaczego wspiera się Siemensa jako kontraktora w projektach jądrowych?

Marek1
sobota, 10 października 2020, 18:53

Międzynarodówka neomarksistowskich ekoterrorystów w Europie to już od wielu lat FAKT. Bardzo niejasne drogi finansowania, często prowadzące wprost do Moskwy, czy Pekinu od dawna wskazują na często służebną rolę poszczególnych narodowych elementów tejże Międzynarodówki wobec podmiotów sponsorujących ich działalność.

Michnik
sobota, 10 października 2020, 16:19

Czyli walcząc z ociepleniem klimatu zamkną elektrownie atomowe, które go najmniej ocieplają i będą spalały gaz, który ociepla go bardziej. Proste i genialne. Typowo lewackie myślenie, którego sam Stalin i jego uczeń Putin ze swoim Gazpromem by się nie powstydził. To jak więcej wojen dla budowania pokoju.

sobota, 10 października 2020, 21:55

Dokładnie

Buczacza
sobota, 10 października 2020, 15:54

Obraz jaki się wyłania z tego jest ponury. Niemcy jako rzecznik i abasador interesów putina i rosji! Gaz i ino gaz od nas czyli od onuc! Na tym ekonomicznie najbardziej skorzystają sami! Jednocześnie w przypadku końca sankcji ich gospodarka i przemysł będzie największym beneficjentem współpracy z kartoszkami. Informacje, które od niedawna można znaleźć w mediach dotyczące umów i analiz gazowych są porażające. Byli politycy z Niemiec czy Austrii lądują na ciepłych posadkach na wschodzie. Do tego na takiej samej zasadzie byli agenci Stasi. Z historii wiemy że szkopy i walonki zawsze mają się ku sobie. Mimo dwóch wielkich wojen światowych nic się nie zmieniło. Z historii wiemy też, że na tym swoistym dualiźmie przegrywa Europa. A Środkowa w szczególności. Dlatego jeszcze bardziej skupmy się na sobie i róbmy swoje. Powoli odchodzą do lamusa te wszystkie skandaliczne umowy na węglowodory. Szkoda że tak późno ale lepiej niż wcale. Skończmy finansować te imperium samogonu i słoniny. I patrzmy optymistycznie na przyszłość.

Tweets Energetyka24