Energetyczne realpolitik. Dlaczego Niemcy potrzebują Nord Stream 2 [ANALIZA]

11 lipca 2017, 13:15
Fot. Gazprom.ru

Aktywność niemieckiego biznesu w Rosji oraz niemieckie zaangażowanie w budowę gazociągu Nord Stream 2 podważa elementarne zasady solidarności europejskiej. Współpraca z Rosją ma jednak swoje uzasadnienie dla realizacji niemieckich celów zarówno w polityce wewnętrznej jak i zagranicznej. 

Lubmin - miasto z przeszłością

Mieszkańcy nadmorskiej miejscowości Lubmin niedaleko Greifswaldu w Niemczech nieczęsto odczuwali satysfakcję z powodu położenia swego miasta. Jeszcze w średniowieczu tę słowiańską osadę nawiedziła opisywana przez kronikarzy ogromna powódź, która spustoszyła region pozbawiając życia kilkuset ludzi. W czasie wojny trzydziestoletniej, jednej z najkrwawszych w historii europejskiego kontynentu, nieopodal desantu razem ze swoją armią dokonał Gustaw II Adolf, król Szwecji.

Sytuacja uległa poprawie w XIX w., gdy na mocy ustaleń Kongresu Wiedeńskiego Lubmin został włączony do Prus. Miejscowość stała się lokalnym kurortem morskim uzyskując połączenia kolejowe z Greifswaldem. Tory zostały położone tak dobrze, że nie umknęły uwadze sowieckiej armii, która wycofując się z Niemiec pod koniec II Wojny Światowej zabrała je ze sobą w ramach reparacji wojennych. Nieco wcześniej miasto miało nieszczęście znajdować się w bezpośrednim sąsiedztwie Peenemünde – słynnego ośrodka badań Luftwaffe nad nowymi broniami III Rzeszy, m.in. nad pociskami V-1 i V-2. Z tego powodu okolica była wielokrotnie celem nalotów bombowych brytyjskiego i amerykańskiego lotnictwa.

Zobacz także: Nord Stream 2 jak Jamał, czyli powtórka z roz(g)rywki? [ANALIZA]

W czasach NRD region stał się obszarem intensywnego uprzemysłowienia czego efektem była decyzja o wybudowaniu elektrowni atomowej Greifswald/Lubmin. W grudniu 1973 r. rozpoczął pracę pierwszy zawodowy reaktor typu WWER-440/230 o mocy 408 MWe. Po zjednoczeniu Niemiec natychmiast zdecydowano o wyłączeniu wszystkich 5 pracujących reaktorów, przerwaniu rozruchu 6 bloku i zaprzestaniu budowy 7 i 8. Władze w Bonn uznały, że wybudowana na bazie radzieckiej technologii elektrownia powinna zostać jak najszybciej wyłączona ze względów bezpieczeństwa. Swoistą pamiątką tego okresu są znajdujące się w okolicy Lubmina składowiska odpadów radioaktywnych, w których przechowywanych pod wodą jest 4700 elementów zużytego paliwa ważącego 120 kg.

Dziś Lubmin jest sennym nadmorskim miasteczkiem borykającym się z problemem bezrobocia, w którym jak w soczewce odbijają się problemy kanclerz Angeli Merkel. W zeszłym roku CDU odnotowała spektakularną porażkę w wyborach do parlamentu krajowego Meklemburgii-Pomorza Przedniego, w którego składzie znajduje się Lubmin. W rodzimym okręgu wyborczym kanclerz Merkel chadecy zostali pokonani przez antyimigrancką i antyislamską Alternatywę dla Niemiec (AfD).

Przyczyną coraz bardziej radykalnych nastrojów jest sytuacja społeczna w regionie. Z Meklemburgii wyjeżdża coraz więcej Niemców nie widzących dla siebie perspektyw w tym najmniej zaludnionym regionie, plasującym się na trzecim miejscu od końca pod względem liczby mieszkańców (1,6 mln) oraz ostatnim, jeśli chodzi o wysokość PKB na mieszkańca. Stopa bezrobocia w Meklemburgii w sierpniu 2016 roku osiągnęła najwyższy w kraju poziom 9%, podczas gdy w reszcie Niemiec stanowiła ona 6,1%.

Gazowa nadzieją na przyszłość

Nic więc dziwnego, że władze i mieszkańcy regionu z wytęsknieniem wyczekują inwestycji. Kilka lat temu los w końcu się do nich uśmiechnął za sprawą rosyjskiego projektu gazowego. Menedżerowie spółki odpowiedzialnej za budowę gazociągu Nord Stream uznali Lubmin za najkorzystniejsze miejsce wyjścia nitki gazowej z morza i dalszej jej poprowadzenie lądem na zachód gazociągiem NEL i wzdłuż̇ polskiej granicy gazociągiem OPAL. Nieopodal miasta powstała magistrala gazowa, która połączyła systemy gazowe Niemiec i Rosji.

Otwarcie rury tłoczącej rosyjski gaz pod dnie Bałtyku do Niemiec odbyło się z rozmachem. W Lubminie symbolicznego odkręcenia kurka gazociągu dokonał ówczesny prezydent Rosji Dmitrij Miedwiediew wraz z kanclerz Angelą Merkel, premierami Francji Francois Fillonem i Holandii Markiem Rutte, unijnym komisarzem ds. energii Güntherem Oettingerem oraz szefami Gazpromu i zachodnioeuropejskich udziałowców Nord Streamu. Na uroczystość uruchomienia najdłuższej na świecie podmorskiej magistrali zaproszono blisko 500 honorowych gości z wielu europejskich krajów.

„Otwieramy nową kartę w naszych relacjach” – ogłosił prezydent Miedwiediew podczas uroczystości otwarcia gazociągu zdolnego przesyłać 55 mld m3 gazu pochodzącego ze złóż Bowanenkowo na Półwyspie Jamalskim. Jak się okazało, relacje układały się na tyle dobrze, że zostały zapisane kolejne strony w kronice rosyjsko-niemieckiej współpracy energetycznej. Cztery lata później podpisano umowę o budowie kolejnej nitki gazociągu nazwaną, wzorem sprawdzonej już inwestycji, Nord Stream 2.

Zobacz także: Gazprom chce Nord Streamu 3 [ANALIZA]

Pierwsza inwestycję przesyłu gazu Niemcy tłumaczyli z jednej strony utrzymującym się zapotrzebowaniem na energię, z drugiej − planami wygaszania elektrowni jądrowych sprowokowanymi katastrofą w Fukushimie. Niemiecka energetyka jądrowa dostarczała ok. 20% energii, dla której nie było zbyt wielu alternatyw poza błękitnym paliwem - ze względu na wysokie koszty nie było możliwe szybkie zastąpienie jej odnawialnymi źródłami energii. Aktywne działania mające na celu urzeczywistnienie budowy kolejnego gazociągu z Rosji do Niemiec po dnie Morza Bałtyckiego są więc tłumaczone względami ekonomicznymi. Według cytowanego przez agencję Bloomberg, analityka ośrodka Wood Mackenzie Gergely Molnara, gaz sprowadzany bezpośrednio z Rosji do Niemiec jest tańszy o 40% od tego przesyłanego tranzytem przez Ukrainę i Polskę.

Gazociąg ma również istotne znaczenie w zakresie realizacji celów niemieckiej polityki energetycznej zakładającej do 2020 roku obniżenie o 40% emisji CO2 w porównaniu do poziomu z roku 1990 r., zaś do 2050 r. o 80-95%. Niestety dla niemieckich ambicji z danych Eurostatu wynika, że Niemcy pozostają największym emitentem dwutlenku węgla w Unii Europejskiej, odpowiadając za ponad 20% wspólnotowych emisji. W 2015 roku Niemcy były największym na świecie konsumentem węgla brunatnego (173,7 mln ton) oraz drugim w UE konsumentem węgla kamiennego (72 mln ton). Od 2009 roku RFN nie zredukowała emisji, które od 8 lat utrzymują się na stabilnym wysokim poziomie.

Nie przeszkadza to Niemcom prezentować się na arenie międzynarodowej w roli liderów międzynarodowej polityki klimatycznej. Z jednej strony jest to wynik nacisku wpływowego lobby środowiska proekologicznego i powiązanej z nią branży odnawialnych źródeł energii, z drugiej zaś chęci utrzymania uprzywilejowanej pozycji wobec krajów rozwijających się, które są beneficjentami środków przekazywanych na inwestycje w zeroemisyjne technologie, na czym korzystają niemieckie przedsiębiorstwa.

W sytuacji, w jakiej na własne życzenie znalazły się Niemcy z pomocą przychodzi branża gazowa, która występuje w tym przypadku jako dostawca paliwa pomostowego w niemieckiej transformacji energetycznej. Lukę po zmniejszeniu zużycia najbardziej emisyjnych paliw - węgla i ropy naftowej, ma wypełnić gaz ziemny, który jest najmniej emisyjnym z dostępnych paliw kopalnych. Oferta z Rosji trafiła w tym przypadku na podatny grunt.

Biznesowa teraźniejszość

Ważnym elementem niemiecko-rosyjskiej współpracy energetycznej jest zaufanie jakim niemieckie elity biznesowe i polityczne darzą Rosjan. W Niemczech z uznaniem przywoływane jest wspomnienie dostarczania gazu przez Rosjan nawet w momencie rozpadu Związku Radzieckiego. Nie bez znaczenia jest również specyfika podejścia Niemiec do zachowania bezpieczeństwa w Europie, będąca dziedzictwem polityki kanclerza Willy’ego Brandta z lat 70. (umowa „rury za gaz”), a polegająca na utrzymaniu stosunków i dążeniu do deeskalacji sytuacji kryzysowych za wszelką cenę. Obecnie podejście to jest realizowane wobec Federacji Rosyjskiej poprzez promowanie powiązań gospodarczych jako instrumentu wpływu Berlina na działania Moskwy, co często spotyka się z krytyką w związku z wynikającą z tego dwuznaczną postawą niemieckiego biznesu.

Zobacz także: Turbiny Siemensa na Krymie pomimo unijnych sankcji

Ta dwuznaczność jest również konsekwencją zintensyfikowania przez Niemcy na przestrzeni ostatnich kilku lat działań mających na celu pogłębianie dwustronnej współpracy z Federacją Rosyjską. Celem Berlina, bezpośrednio formułowanym m.in. w podjętej jeszcze w 2009 roku inicjatywie Partnerstwa dla Modernizacji, jest dostęp niemieckich firm do wydobycia surowców energetycznych oraz stworzenie w Rosji rynku dla niemieckich technologii efektywności energetycznej i odnawialnych źródeł energii. Sprzyjają temu coraz bardziej ograniczone możliwości inwestowania na obszarze UE, determinowane przez kryzysy gospodarcze i deficyty budżetowe w krajach Europy Zachodniej.

Atrakcyjność Rosji dla niemieckiego kapitału wynika także z dogodnych warunków jakie stwarza dla niemieckich inwestycji autorytarny reżim Władimira Putina. Znacznie lepiej robi się interesy z oligarchami, którzy nie są ograniczeni wewnętrznymi uregulowaniami, normami prawnymi czy nawet obowiązującymi na Zachodzie standardami etycznymi, zaś gwarantem bezpieczeństwa interesów jest sprawującą nad nimi kontrolę administracja prezydencka. Utrzymanie status quo pozwala na robienie intratnych interesów zwłaszcza w zakresie energetyki, ale także eksportu dóbr luksusowych, czego dobrym przykładem jest ciesząca się niesłabnącym prestiżem w Rosji niemiecka branża motoryzacyjna (w lutym tego roku Mercedes Benz podpisał specjalny kontrakt z rosyjskim ministerstwem przemysłu zapowiadający inwestycje niemieckiego koncernu wielkości 250 mln euro). Odbiorcami wysokiej jakości towarów niemieckich są członkowie klasy bogatych w Rosji będącej wytworem panującego systemu politycznego promującego głębokie rozwarstwienie społecznie (1% najbogatszych Rosjan posiada 75% majątku wszystkich).

Dlatego też pomimo sankcji nałożonych przez Unię Europejską to Niemcy pozostają najbardziej aktywnymi inwestorami w Federacji Rosyjskiej. Według raportu E&Y, prezentowanego podczas zeszłorocznego forum inwestycyjnego w Moskwie, liczba projektów realizowanych w Rosji przez inwestorów z Zachodniej Europy wyniosła 106 w 2015 roku i była najwyższa od dziesięciu lat. Wynik ten podkręciły niemieckie firmy będące zaangażowane aż w 36 przedsięwzięć, co dawało im pozycję lidera wśród wszystkich zagranicznych inwestorów.

Aktywność niemieckiego biznesu w Rosji oraz niemieckie zaangażowanie w realizacje wspólnych projektów energetycznych, z flagowymi projektami Nord Stream 1 i 2, burzy elementarne zasady solidarności europejskiej. Trudno jednak dziwić się oburzeniu Angeli Merkel na pomysł obłożeniami sankcjami przez Stany Zjednoczone firm współpracujących przy realizacji biegnącego po dnie Bałtyku gazociągu z Rosji. Niemiecka kanclerz nie może nie brać pod uwagę opinii potencjalnych wyborców, którzy w większości są beneficjentami pogłębiania współpracy z rosyjskimi partnerami. Należą do nich nie tylko mieszkańcy Lubmina.

Zobacz także: Wybory w Niemczech przyspieszą "energetyczny rozbiór Polski"? [ANALIZA]

KomentarzeLiczba komentarzy: 9
JKK
wtorek, 11 lipca 2017, 22:48

Co to za poetyckie wieloslowie?

Kiks
wtorek, 11 lipca 2017, 16:37

Ciekawe "...analityka ośrodka Wood Mackenzie Gergely Molnara, gaz sprowadzany bezpośrednio z Rosji do Niemiec jest tańszy o 40% od tego przesyłanego tranzytem przez Ukrainę i Polskę." Bzdura pogania bzdurę. I tyle są warte słowa analityka.

Reklama
Tweets Energetyka24